Nie lubie wstepu

))
mam maly problem, moze ktos z was byl w podobnej sytuacji lub moze wie wiecej
odemnie.

Jest to moj pierwszy cykl na CLO, po 17 bezowocnych cyklach, przeszlam
wszystkie mozliwe badania; hormonow, laparoskopie, HSG, monitoring, ktory
wyraznie pokazywal wlasna bez wspomagania owulacje, badania mojego M i itd.
byly ok.
Po kazdym pol roku powtarzalam badania, ktore za karzdym razem wychodzily ok.,
lekarz nie mogl znalezc przyczyny. Moze jest w to trudno uwierzyc, ale jak 2
miesiace temu wyniki progesteronu wyszly niedobre (za ktorka faza lutealna) to
odetchnelam, cieszylam sie, ze cos u mnie wykryto.
Zaczelam brac CLO majac nadzieje..., ale ta nadzieja malala z dnia na dzien w
drugiej fazie cyklu, jak porownywalam wykresy temperatury. Bez CLO mialam
widoczny skok temperatury w drugiej fazie ok 37 st. C (I faza ca. 36,4), a
teraz z CLO temperatura utrzymuje sie prawie na takim samym poziomie (ca.
36,6), dodam, ze moje cykle sa 25-27 dniowe, a owu mialam zawsze pomiedzy 12 a
14 dc.
W 11 dc brania CLO bylam na monitoringu i byl widoczny pecherzyk 20 mm, czyli
przy powiedzmy przyroscie 2 mm na dobe musialby juz dawno peknac, a tu dzisiaj
jest 20 dc i nic, zadnego skoku temperatury, testy owu tez nic nie wskazaly,
nie wiem co mam o tym sadzic.
Termin na monitoring mam w czwartek i sie panicznie boje, zeby nie wykryto
cyst. Mam juz swoje lata wiec kazdy miesiac jest na wage zlota. Czy jest
mozliwe, zeby pecherzyk nie pekl i zrobila sie cysta w pierwszym cyklu brania
CLO? czy moze CLO wplynelo negatywnie na temp.? a moze owu przesunela sie o
9-10 dni?
Napiszcie prosze jak bylo u was, ile z was nabawilo sie cyst po jednym cyklu
brania CLO, a moze sa dziewczyny ktorym pomimo "nieprawidlowosci" w cyklu
udalo sie?