Podczytuję to forum, raczej rzadko piszę ale chyba weszłam na etap kiedy
powinnam częściej bo chyba nikt nie zrozumie mnie tak jak WY. Mam syna 9 lat -
super facet

Męża zabieganego jak chyba każda z nas i nasz problem - 2 lata
już się staramy o 2 dzieciątko. Lekarz powiedział już jest pani zdiagnozowanym
przypadkiem. Słabe nasienie, kiepski ruch A. A dlaczego dziś piszę? bo chyba
wczoraj przestałam wierzyć że kiedykolwiek się uda. Trzecia koleżanka wczoraj
oświadczyła mi że jest w ciąży a dla mnie to było jakby mi ktoś sztylet wbił.
Okropnie się zmagam ze sobą. Cieszę się ich szczęściem i płaczę nad tym że ja
nie mogę. Mąż mi mówi uda się i leci gdzieś dalej. Chcę się wysiszyć i nie
myśleć tak intensywnie o tym ale, kurcze nie jest to takie proste. Mam małą
rodzinę, jestem jedynaczką, zawsze marzyłam o rodzeństwie i kilkorgu
dzieciach. Rok temu zmarł mój tato a miesiąc później moja ukochana babcia. Tak
bardzo chciałąm żeby w naszej rodzinie pojawiło się teraz NOWE ŻYCIE.
Pozdrawiam Was wszystkie i dzięki za wysłuchanie.