aga7733
19.03.08, 12:08
inaczej nie potrafię nazwać mojego odkrycia: dwóch kresek na teście
ciążowym... Co prawda mam wielkiego stracha żeby wszystko sie jakoś
ułożyło, tam gdzie trzeba i tak jak trzeba - dzisiaj moja dok wraca
z urlopu więc do niej "pobiegnę"... Czekałam na ten moment 18 m-cy -
oczywiście mam na myśli takie świadome czekanie z czynnym dążeniem
do celu - to niewiele w porównaniu do niekórych z Was, ale czułam
ten sam strach i żal: "dlaczego nie, dlaczego ja". Teraz też czuję
strach, ale zupełnie inny niż przedtem... Jeszcze boję się cieszyć,
czekam dopóki dok nie potwierdzi, że wszystko ok, w zasadzie
zawisłam w powietrzu... I wiecie co jest najdziwniejsze, że wcale
ani przez moment nie liczyłam na te dwie krechy, to był drugi cykl,
który sobie odpuściłam, no bo w styczniowym miałam paskudną grypę z
wysoką goraczką i nie brałam tabletek, a w lutowym brałam je od
niechcenia i niekoniecznie systematycznie, nie mierzyłam
temperatury, nie robiłam testów owu, obraziłam się na świat jakbym
przyjęła do wiadomości, że muszę zacząć leczenie w klinice ze
wszystkimi tego konsekwencjami, to był ostatni cykl z lekami clo,
siofor i duphaston u mojej dok, zamierzałam dzwonić do kliniki i
umówić się na wizytę, już robiłam wizualizację rozmowy z nowym
dok... Na razie nie muszę dzwonić... Poza tym trochę pojeździłam na
nartach, w firmie nastąpiły zmiany organizacyjne, było więcej
biegania, więcej pracy, większe zmęczenie... @ spóźniała mi się,
brzuch i biust pobolewały jak co miesiąc, a ja myślałam, że to przez
tą styczniową przerwę w braniu leków sobie namieszałam i przez to
bardziej niż zwykle zwariowane tempo życia. No i zawsze miałam w
domu test na zapasie, no bo gdyby się przydał, wiele razy robiłam je
z nadzieją i wiele razy się rozczarowałam a tym razem nie miałam
zapasu, nawet nie kusiło mnie sprawdzić jak innym razem, dopiero po
tygodniu kupiłam test, zrobiłam z wyrzutem: "no i po co go robisz" i
zobaczyłam po co - dla tej radości jedynej w swoim rodzaju... Coś w
tym wyluzowaniu i oderwaniu od dążeń jest - choć brzmi to dziwnie i
nieprawdopodobnie - to coś w sumie zadziałało bo stał się cud i mam
nadzieję, że ze mną zostanie... I życzę Wam tej radości z dwóch
kresek na teście. Mam nadzieję, że nie będziecie się gniewać, że
chciałam się podzielić swoją nadzieją z Wami, czytam Wasze posty
często, choć mało się odzywam, ale wiem, że podobne problemy łaczą
bardziej niż cokolwiek innego, a może mój cud doda którejś z Was
wiary, że tak po prostu się uda... Czego życzę i pozdrawiam