Dodaj do ulubionych

dalsze leczenia i dylemat

13.01.09, 19:37
walcze/lecze sie juz bardzo dlugo i z wielkimi przeszkodami
mialam prawie rok przerwy, minal szybko, i teraz mialam podejsc do 3 in vitro
a w lutym mamy tez spotkanie w sprawie komorki dawczyni
czyli ogolnie w sprawach leczeniach zaczelo sie znowu duzo dziac...
a ja nie jestem pewna, bo nie jestem pewna czy moje malzenstwo przetrwa,
bardzo sie od siebie odsunelismy, jestesmy zajeci, pochlonieci wlasnymi
sprawami i sie mijamy, zaczelam miec watpliwosci czy moj maz to napewno tez
potencjalny ojciec mojego dziecka, a dodatkowo mam nawal pracy, zgodzilam sie
na prace po godzinach czyli przez nastepny miesiac bede w pracy po 12 godzin a
kiedy lekarz i wizyty???
moj maz sie cieszy jak mam duzo pracy, ja tez, ale nie rozmawiamy o tym jak
mam / mamy to pogodzic z potencjalnym leczeniem, w tym momencie to nie bedzie
mozliwe
ale ja tez nie stawiam wszystkiego na jedna karte, czasami mysle ze moze tak
jest lepiej ze jestesmy sami, jak nie wiadomo jak to sie skonczy, czy przetrwamy
nie wiem tylko czy problem pojawil sie przez to ze nie mamy dziecka ( 6 lat
malzenstwa) czy brak dziecka jest tylko gwozdziem do trumny, i czy wogole brak
dziecka ma jakis wplyw na nasze problemy?
nie wiem jakby wygladalo nasze zycie z dzieckiem czy byloby lepiej czy moze
byloby jeszcze gorzej i trudniej?
Obserwuj wątek
    • luciola9 Re: dalsze leczenia i dylemat 13.01.09, 21:20
      Myślę,że problemy mogą wynikać z braku dziecka. Z drugiej strony
      powiem Ci,że między 6 a 7 rokiem po ślubie pojawia się kryzys. Sama
      to przerabiałam, było ciężko... ale się udało. I nie wyobrażam sobie
      żeby było inaczej, to nas wzmocniło i dało nauczkę na przyszłość.
      Pamiętaj, nie wolno odpuszczać, jeśli zależy Ci na mężu, to próbuj i
      okazuj mu zainteresowanie, mów o tym, co czujesz- oni jednak nas
      słuchają.
      A może wizyta u psychologa?
      Nie poddawaj się, nie uciekaj od problemu w wir pracy.
      Mam nadzieję, że wszystko się ułoży i znajdziecie wyjście z sytuacji.
      Czasami wystarczy rozmowa, i uzmysłowienie sobie, za co kochamy
      drugą osobę.
      Życzę Ci zebyście zobaczyli się na nowo i zostali rodzicami.
      • polpotworek Re: dalsze leczenia i dylemat 14.01.09, 00:20
        Powiem Ci tak... jako męzatka z ponad 5 letnim stażem(jestesmy
        jednak dluzej) i z rocznym dzieckiem i niejednym kryzysem malzenskim-
        nawet dosyc poważnym po depresji itd.
        Dziecko nic nie załatwi. Jesli ludzie nie trzymają sie razem w
        chwilach trudnosci to jest to problem. I nie problem ze nie ma
        dziecka- problem tkwi w Was, on ani sam nie zniknie ani dziecko tego
        nie załatwi. Bedę brutalna ale powiem Ci ze jedyne co to jesli sie
        nie zaczniecie dbac o swibie to bedzie gorzej. Dziecko to tak duza
        zmiana i obciązenie ze wszystkie nawet najmniejsze pierdoly wyjda na
        swiatlo dzienne i wobec frustracji, [przemęczenia, zagubienia przy
        dziecku przybiorą takie nasilenie ze się pogubicie. Dziecko nie moze
        byc dla Was, Wy musicie byc dla dziecka. Wy musicie mu dać solidne
        podstawy "rodznne" do wychowania. Po pierwsze musicie! skupic sie na
        sobie i najpierw zając sie swoim związkiem. Pewnie tu na mnie duzo
        dziewczyn naskoczy ale wiem co mówie. Bylismy sami dlugi czas, bylo
        raz lepiej raz gorzej ale gdybysmy w trudnych chwilach nie trzymali
        sie razem to by sie nasz związek posypal jak domek z kart po
        urodzeniu dziecka, skrzywdzilibysmy dziecko myślac tylko o tym ze ma
        sie pojawic bo nas polączy. Mówie to dlatego ze wiem co nmówie,
        obserwuje tez i rozmawiam z kolezankami chocby tu na forum które
        przezywaja kryzysy po dziecku, nawet te naprawde udane związki...
        kryzys dopada wiekszosc par- jedne mniejsze inne nie do
        przeskoczenia. Dlatego najważniejszy jest Twoj związek i dbalosc o
        niego z obu stron, pozniej skupienie sie na dziecku. Zadaje sobie
        sprawe jak ta potrzeba jest silna, wiem to bardzo dobrze bo
        czekalismy na dziecko 4,5 roku zanim zaszlam w ciąze.
        Ale jak w samolocie sie dzieje cos zlego to najpierw musisz maskę
        tlenową nalozyc sobie zeby móc zając sie kims innym, inaczej udusisz
        sie i Ty i ktoś inny. Tak samo jest w zyciu...
        • lusiasia Re: dalsze leczenia i dylemat 14.01.09, 15:48
          problem lezy po obu stronach, i ja dobrze wiem ze dziecko tego nie zalatwi,
          dlatego mimo tego ze powinnam juz kilka dni temu zamowic wizyte do lekarza, ja
          tego nie robie
          co 2 dzien sie klocimy i coraz powazniej mowimy o rozwodzie, to troche jakby
          straszenie, bo zadne nie umie postawic na ostatnia karte, pochlonieci jestesmy
          tyloma rzeczami, wlasnymi sprawami i problemami, spedzamy z soba bardzo malo
          czasu i troche tak jakbysmy zyli w 2 roznych swiatach

          ale tak trudno jest dojsc do tego ze / i czy to juz koniec, ze moze bylo by
          lepiej, dzieli nas jednak bardzo duzo, i wlasnie bez dziecka ujawniaja sie w nas
          inne potrzeby, takie ktore by sie nie ujawnily nigdy, moze bylyby ukryte
          wlasnie wtedy kiedy nie mamy dziecka, mozemy zyc inaczej
          ja probuje zyc normalnie, ale mam wrazenie ze moj maz zyje tak ekstremalnie
          jakby chcial miec cos w zamian, jakby ten brak dziecka byl "szansa", on nie
          zaluje on korzysta z mozliwosci ktore daje zycie, ma coraz to nowe szalone
          pomysly ( np przeprowadzka do Tajlandii zima !?) i ja choc probowalam caly czas
          dreptac za nim, to teraz wiem ze nie nadazam, ze gdzies jest granica
          • kolebeczka Re: dalsze leczenia i dylemat 14.01.09, 16:26
            Lusiasia - piszesz "ja probuje zyc normalnie, ale mam wrazenie ze
            moj maz zyje tak ekstremalnie".
            I w taka przestrzen miedzy Wami chcesz dziecka?
            To, jak Ty zyjesz jest dla Ciebie normalne i odczuwa sie wrazenie,
            ze winisz za stan obecny meza, ktory zyje "nienormalnie". Ja nie
            lubie tego slowa. Po prostu- zobaczyliscie, jak bardzo sie roznicie.
            Jedni nazywaja to kryzysem, inni lepszym poznaniem sie.
            A co dzieje sie z malzenstwami, gdy dorosle dzieci odfruwaja z domow?
            Ile potrafi przetrwac nagle mniej gwaru, zjechane tematy rozmow,
            cala te rutyne?
            To male dziecko ma wypelnic, ma zlepic...jak?
            Poczekaj chwile.
            A tak poza tym- czemu sama wpadasz w wir pracy?
            Czy to koniecznosc finansowa czy inna?
            Czy probujesz nasladowac meza, dreptac za nim, jak sama piszesz?
            Widzisz- do roli matki tylko Ty mozesz dorosnac.
            Nie wymagaj tego od meza. Pozwol na te roznice miedzy Wami, nie
            staraj sie nasladowac- przeciez jestescie dwojgiem roznych ludzi.
            Postanow sobie- jesli to dla Ciebie wazne- robie in vitro, poswiecam
            sie tematowi zajscia w ciaze, nie dam rady pracowac 12 godzin, nie
            pogodze tego z terminami u lekarzy, nie bede wypoczeta. In vitro tez
            wymaga pewnego statusu zdrowotnego. Znam tyle par, ktore probuja i
            probuja, ale nie rezygnuja na chwile z kariery, bo...
            Nie mozemy miec wszystkiego. I dzieci. I pracy.
            Ja sie np. tez poczatkowo wsciekalam, ze moj maz co roz jezdzi na
            sympozja, pnie sie po drabince kariery, a ja nawet pol etatu
            musialam pozegnac, bo nagle zaczelam lądowac w szpitalach.
            No i co z tego?
            Bycie matka jest dla mnie jak na razie najwazniejsze.
            Moze to kiedys odrobie zawodowo, a moze nie. Zobaczymy.
            Ale skup sie na jednym- nie lap pieciu srok za ogon, bo oszalejesz.
            A z Toba Twoj maz. Pozdrawiam Cie serdecznie i wypocznij/cie, zanim
            podejdziecie do in vitro.
            • lusiasia Re: dalsze leczenia i dylemat 15.01.09, 10:16
              tak masz racje widze roznice miedzy mna i mezem, i nie wiem czy jestesmy w
              stanie zyc z takimi planami
              moje zycie normalne, polega na tym ze nie placze i nie zalamuje sie ze nie mamy
              dziecka, jedni maja drudzy nie maja i my go nie mamy
              ale to nie znaczy ze musimy wyjechac na pol roku do tajlandii i mieszkac w
              dzungli, dobrze to ujelas to jest nienormalne zachowanie, nieodpowiedzialne
              prace mam a druga zalatwij mi po czesci moj maz, mialam mozliwosc powiedziec ze
              nie, ale to jest moje 3 in vitro, i mam bardzo male szanse ze sie uda, wiec nie
              moge rzucac calego swojego zycia i sie poswiecic dla in vitro, pracy tak latwo
              drugiej nie dostane, konkurencja nie spi ( ja nie mieszkam w polsce i to nie
              jest tak ze obcokrajowiec dostaje prace od reki)
              musze spasc na 4 lapy, zwlaszcza jak moj maz naprawde spakuje walizki i wyruszy
              na podboj swiata
              ale z drugiej strony moj dylemat to to czy to wszystko przez to ze nie mamy
              dziecka, nie wierze ze moj ustabilizowany maz mialby takie szalone pomysly
              gdybysmy mieli jednak dziecko, ale on mi ciagle powtarza " ale przeciez go nie
              ma i pewnie nie bedzie" dla mnie to znaczy wiec "walczmy", a dla mojego meza
              "robmy to czego z dzieckiem nie mozna by bylo robic"
              nie moge powiedziec ze jemy nie zalezy, on sie poddal i nie chce walczyc, widzi
              we wszystkim dobre strony i w tym ze nie mamy dziecka tez, tylko ze ja nie chce
              takiego zycia i takiego szalonego meza
              • kolebeczka Re: dalsze leczenia i dylemat 15.01.09, 17:33
                uups- to sobie w ostatnim Twoim zdaniu odpowiedzialas, lusiasia.
                Wiec- nie pozostaje nic innego jak...poczekac. I moze nawet pojechac
                na pol roku do tej Tajlandii? Wiesz, ja bym akurat chetnie gdzie
                ruszyla w styczniu, bo dostaje bzika bez slonca, mgly, mgly i
                jeszcze niepewna przyszlosc- ciaza z blizniakami po ICSI, a u
                jednego prorokuja uposledzenie.
                A moze dajcie Wy sobie szanse w tej dzungli? Moze nawet mezowi-
                dalekiej wbrew obecnemu zapalowi- przejda te zastepcze wybryki i
                przestanie uciekac raz w wir pracy, raz w tropiki...
                Moze nie zostaniecie po takim wypadzie razem, ale to chyba lepiej
                WIEDZIEC, ze nie ma po co pchac sie w macierzynstwo, teraz, z nim...
                (Polecam Ci film Bertolucciego o takim szukajacym sie i gubiacym w
                podrozy malzenstwie "Niebo nad pustynia").

                Praca, praca...
                Ja tez mieszkam poza krajem. Wiem, jak jest.
                Jeszcze do tego ten zakichany kryzys.
                Kiedy tak patrze wstecz, to jednak wiem, ze praca dawala mi
                satysfakcje tu i teraz, ale nie z perspektywy czasu. Dopiero wtedy
                widzialam, jak wiele tracilam po drodze, ot- zeby nie wypasc z
                trybikow. Jesli masz mozliwosc finansowa i zadnych wielkich wymagan
                co do standardu zyciowego, to moze... uwolnij sie od pracy.
                Wiesz- tu jest cos istotnieszego do ratowania, anizeli etat.
                No chyba, ze juz inaczej zadecydowalas.
                Ja tak sobie mysle, ze prawdopodobienstwo znalezienia nowej pracy
                jest duzo wyzsze anizeli prawdopodobienstwo znalezienia kochajacego
                czlowieka. Ale tu trzeba wrocic do poczatku- czy Wy sie jeszcze
                kochacie, czy warto.
                Wiesz- jeszcze na koniec- konkurencja nie spi, nie spala i nigdy
                spac nie bedzie.
                I jesli zalozysz wersje- zostajesz w swojej pracy, pracujesz te 12
                godzin (kto wie, moze wkrotce szef zazada jeszcze wiecej?), konczy
                sie malzenstwo, a z nim jak na razie mysl o dziecku i po powrocie do
                domu, po tych 12-u godzinach czujesz, ze mimo wszystko spadasz na
                cztery lapy to OK- przeciez nikt nie jest zmuszony zyc w malzenstwie.
                Zycze Wam obojgu dania sobie szansy...
                • lusiasia Re: dalsze leczenia i dylemat 16.01.09, 17:05
                  a ja wlasnie tak nie mysle, a moj maz chce korzystac z zycia... tak jakby teraz
                  nie "zyl" lub musial zyc na pol gwizdka
                  ja nie wyszlam za maz za biegajacego po dzungli tarzzana, i ta transformacja
                  mnie przeraza i mam dylemat
                  bo wlasnie nie wiem czy to chwilowe i gdyby bylo dziecko to zapomnial by o tych
                  szalonych pomyslach, czy moze on wlasnie taki jest i ja go wogole nie znam, i
                  brak dziecka jest "szansa" zeby zyc inaczej, tak jak naprawde chce
                  • kolebeczka Re: dalsze leczenia i dylemat 16.01.09, 21:35
                    To Ty go chcesz "uziemic"? Zeby stal sie inny?
                    "Nie bylabym soba, gdy bylabym inna"- spiewala kiedys Edyta
                    Bartosiewicz.
                    Podejrzewam, ze Wy sie przeciagacie na swoje odrebne fronty- jedno
                    chce spokoju drugie-nie. Tylko, ze nie wiadomo, czy to o spokoj czy
                    niepokoj chodzi, a moze o to tylko, kto kogo pokona...
                    Pozdr.
    • alonka7 Re: dalsze leczenia i dylemat 16.01.09, 19:17
      hej
      od dawna czytam forum i oczywiscie bardzo zauwazylam Twoje wypowiedzi Lusiasia.
      Ja: trzy nieudane proby in vitro i tez mieszkanie zagranica i wiek ponad 39 lat.
      Lusiasia: mysle, ze w danym momencie robimy to co jestesmy w stanie. Ale nie
      wiecej i nie mniej... Po prostu. A los wie czy to starczy...
      Nie potrafie ubrac w slowa tego co chce napisac... Po prostu robmy co mozemy...
      Praca po 12 godz wydaje mi sie trudna, radzenie sobie z nieplodnoscia tez.
      W tym wszystkim nawet jesli trudno zajsc w ciaze to:
      - kochacie sie (zakladam)
      - zyjecie
      - jestescie zdrowi
      To wielki przywilej. I mysle, ze warto to docenic niezaleznie od dziecka.
      Najwazniejsze w zycie jest zycie...
      • lusiasia Re: dalsze leczenia i dylemat 17.01.09, 08:48
        i co ja mam wtedy zrobic z leczenie, narazie sama mysle ze poczekam
        a moj maz wogole nie pyta, dla niego jest ustalone ze podchodze do 3 in vitro,
        ale kiedy dokladnie nie wie ( wiec miesiac w ta czy w ta)
        ale jesli mysli ze podochodzimy do in vitro w styczniu czy w lutym, to jak moze
        planowac za pol roku wyjazd na drugi kontynent i mowic o tym wszystkim znajomym?
        dla mnie to jest troche nieodpowiedzialne
        ja nie wyjade z dzieckiem i bez dziecka, w ciazy i bez ciazy

        wiem ze zycie jest najwazniejsze smile
        pozdrawiam
        • azzurrina Re: dalsze leczenia i dylemat 17.01.09, 21:08
          lusiasia w Tajlandii tez można urodzić dziecko smile
          pewno też mają tam dobre kliniki

          a to, ze mąż opowiada o podróży za pół roku - tacy są mężczyźni - nie dzielą
          włosa na czworo. Jak się okaże, że jesteś w ciąży - zawsze można będzie zmienić
          plany wink Możecie tak przecież ustalić.

          Ale jeśli się kłócicie to rzeczywiście problem. Pytanie tylko z czego te kłótnie
          wynikają.
    • gorzkacava Re: dalsze leczenia i dylemat 17.01.09, 22:52
      Lusiasia,przeczytalam Twoj watek i tak sobie mysle,ze moze powinnas
      wyjechac z mezem do Tajlandii? Nowe otoczenie, swietny klimat,
      bardzo mili ludzie - moze tego potrzebujecie, moze to Was znowu do
      siebie zblizy i da szanse na staranie sie o dziecko w atmosferze
      pelnej milosci, zrozumienia i wsparcia.
      Mysle, ze proby zajscia w ciaze w momencie kiedy sie od siebie
      oddalacie to nie jest dobry pomysl. Znam 2 malzenstwa, ktore
      myslaly, ze dziecko ich do siebie zblizy, ze uratuje zwiazek. A
      efekt koncowy jest taki, ze dzieci sie urodzily i zaraz za tym
      rozpoczely sie sprawy rozwodowe. Smutne ...
      Trzymam za Was kciuki!
      • lusiasia Re: dalsze leczenia i dylemat 18.01.09, 09:00
        wy nie rozumiecie, ja bylam w Tajlnadii i starcza mi w zypelnosci tej slodyczy i
        klimatu max na 2 tygodnie
        wiecej tam nie pojade, to nie moj klimat, za duzo alkoholu i chetnych na
        wszystko panienek
        a jak sie to podoba mojemu mezowi, musi sobie zmienic zone
        o to w Tajlandii nie trudno wink
        • agazlublina Re: dalsze leczenia i dylemat 18.01.09, 23:37
          kurczę jesteś mi szczególnie bliska ( mamy ten sam problem w
          leczeniu ),chciałabym ci jakoś pomóc i coś mądrego doradzić ale
          naprawdę nie jest to takie proste ,trzymaj się jestem z tobą

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka