lusiasia
13.01.09, 19:37
walcze/lecze sie juz bardzo dlugo i z wielkimi przeszkodami
mialam prawie rok przerwy, minal szybko, i teraz mialam podejsc do 3 in vitro
a w lutym mamy tez spotkanie w sprawie komorki dawczyni
czyli ogolnie w sprawach leczeniach zaczelo sie znowu duzo dziac...
a ja nie jestem pewna, bo nie jestem pewna czy moje malzenstwo przetrwa,
bardzo sie od siebie odsunelismy, jestesmy zajeci, pochlonieci wlasnymi
sprawami i sie mijamy, zaczelam miec watpliwosci czy moj maz to napewno tez
potencjalny ojciec mojego dziecka, a dodatkowo mam nawal pracy, zgodzilam sie
na prace po godzinach czyli przez nastepny miesiac bede w pracy po 12 godzin a
kiedy lekarz i wizyty???
moj maz sie cieszy jak mam duzo pracy, ja tez, ale nie rozmawiamy o tym jak
mam / mamy to pogodzic z potencjalnym leczeniem, w tym momencie to nie bedzie
mozliwe
ale ja tez nie stawiam wszystkiego na jedna karte, czasami mysle ze moze tak
jest lepiej ze jestesmy sami, jak nie wiadomo jak to sie skonczy, czy przetrwamy
nie wiem tylko czy problem pojawil sie przez to ze nie mamy dziecka ( 6 lat
malzenstwa) czy brak dziecka jest tylko gwozdziem do trumny, i czy wogole brak
dziecka ma jakis wplyw na nasze problemy?
nie wiem jakby wygladalo nasze zycie z dzieckiem czy byloby lepiej czy moze
byloby jeszcze gorzej i trudniej?