Dodaj do ulubionych

Co przywrocilo mi nadzieje

IP: 195.6.35.* 07.08.01, 14:13
Czytam Wasze wypowiedzi i widze siebie przed 2 laty. Mam za soba 8 lat
malzenstwa, 4 lata leczenia bezplodnosci (operacje, kilka sztucznych zaplodnien
i in vitro). I wszystko bez skutku. Przezylam lata wzlotow i upadkow, nadziei i
zalaman, przeszlam przez powazna depresje. Doszlam do takiego stanu, ze
zaczynalam plakac na sama mysl o kwestii posiadania dzieci, potrafilam
rozplakac sie publicznie, gdy ktos ja przy mnie wspomnial, widzac kobiete w
ciazy odwracalam wzrok i unikalam malych dzieci jak ognia.
Moj maz od jakiegos czasu zaczal wspominac adopcje, ale nie chcialam o niej
slyszec, bo wciaz mialam poczucie, ze nie wyczerpalam jeszcze wszystkich
mozliwosci medycznych. Powtarzalam, ze ne czuje sie gotowa. Ale problem polegal
na tym, ze zaden lekarz nie chcial mi powiedziec: nie ma pani juz szans, nie
bedzie pani miala dzieci. Kazdy mowil: nie ma zadnego powodu, by tym razem sie
nie udalo, na pewno sie uda. I widzialam, ze jesli ja sama nie podejme decyzji
o zatrzymaniu tej maszyny medycznej, nikt za mnie tego nie zrobi. Ale nie bylam
w stanie do podjecia tej decyzji. Wiele z Was byc moze podobnie sie czuje.
Az w koncu ktoregos dnia obudzilam sie z bardzo silnym poczuciem, ze tak dalej
byc nie moze, ze musze cos z tym fantem zrobic, bo inaczej zmarnuje zycie. I
stopniowo decyzja o adopcji zaczela we mnie dojrzewac. Zaczelam widziec, ze
wokol mnie jest tyle dzieci, ktore potrzebuja rodzicow i ze moglabym dac im to
co jest dla nich tak wazne, sama zaspokajajac swoja potrzebe wychowania
dziecka. Nagle pragnienie biologicznego dziecka za wszelka cene w swiecie,
gdzie jest juz tyle dzieci potrzebujacych rodzicow, wydalo mi sie watpliwe
moralnie (nie zrozumcie mnie zle: nie mowie tego jako osad kogokolwiek, to
wylacznie moje prywatne odczucie; kazdy ma swoja osobista droge).
Od tej pory moje zycie sie zmienilo i odzyskalam radosc. Po miesiacu
skontaktowalismy sie z osrodkiem adopcyjnym i natychmiast mielismy mnostwo do
zrobienia: wywiady srodowiskowe i psychologiczne, szukanie informacji prawnej i
psychologicznej na temat adopcji i specyficznych potrzeb dziecka adoptowanego;
przygotowywanie dokumentow potrzebnych do adopcji, rozmowy z rodzina i
przyjaciolmi. To co bylo absolutnym wyzwoleniem to fakt, ze o leczeniu
bezplodnosci nie potrafilam rozmawiac z innymi; o adopcji moglam mowic z
wszystkimi i wszedzie (no, prawie wszedzie) natykalam sie na sympatie i
wsparcie.
Jestesmy w tej chwili w trakcie oczekiwania na dziecko ponizej 18 miesiecy.
Mieszkamy we Francji, gdzie procedura jest dluga i zmudna (2-4 lata
oczekiwania) i prawie nie ma dzieci na miejscu do adopcji. Czekamy wiec na
dziecko z innego kraju. Ale wiem, ze wczesniej czy pozniej bede miala dziecko i
wtedy - podobnie jak matka po porodzie - zapomne o calym bolu, ktory przezylam.

Jesli pisze to wszystko Wam, ktorzy zmagacie sie z procedura medyczna, to nie
po to by Wam powiedziec "zostawcie natychmiast medycyne i adoptujcie". Nie,
wiem jak trudno jest dojsc do tej decyzji i ze kazdy musi sam przebrnac swoja
droge. Zreszta wazne jest, by oboje rodzice adopcyjni pokonali w sobie zal po
dziecku biologicznym, zanim zaadoptuja, aby nie traktowali adopcji
jako "drugorzedne rozwiazanie". We Francji zreszta jest to glowny temat rozmow
z psychologiem przed zakwalifikowaniem pary do adopcji.
Ale chce Wam powiedziec, ze to dziecko bedzie moje w takim samym stopniu jak
dziecko, ktore bym urodzila. I ze bedzie to dziecko nas obojga, bo ten projekt
dojrzewa w naszych sercach i buduje nas jako pare. Owszem, dziecko adoptowane
czesto wymaga wiecej troski i milosci, ale czyz to wlasnie nie dlatego chce
miec dziecko, by dac mu milosc?

Wybaczcie, ze sie rozpisalam, ale jesli to pomoze jednej osobie, ktora jest w
podobnej sytuacji, w jakiej ja bylam, to bede sie cieszyc.

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i zycze wytrwalosci w Waszych dazeniach do
macierzynstwa, do ktorego mozna dojsc roznymi drogami.

Mira (Francja)
Obserwuj wątek
    • malgosiak Re: Co przywrocilo mi nadzieje 07.08.01, 15:54
      Miro jesteś wspaniała kobietą. M
    • Gość: Aśka Re: Co przywrocilo mi nadzieje IP: 213.25.190.* 07.08.01, 20:59
      Mira, dzięki, że się odezwałaś.
      Ja jeszcze z rok powalczę, a jak nic z tego nie wyjdzie, to też zdecyduję się
      na adopcję. Już teraz staram się dojrzeć do tej decyzji...
      • Gość: Zosia Re: Co przywrocilo mi nadzieje IP: *.BMJ.net.pl 07.08.01, 23:44
        Świetny list. Po prostu. Życzę sukcesów i dużo szczęścia, Zosia
    • Gość: Anika Re: Co przywrocilo mi nadzieje IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl 08.08.01, 11:15
      Miro, dzieki za te słowa.
      Napisałaś, że być może wiele z nas czuje się podobnie. Ja właśnie przeżywam to
      samo. Mam za sobą kilka lat walki i zrujnowaną psychikę. Ostatnio mój świat
      niebezpiecznie ograniczył się do męża, komputera, badań i lekarzy. A ja nie mam
      ani siły, ani pomysłu na zmianę tej sytuacji.
      Myśl o adopcji towarzyszy mi od lat. Właściwie to jestem w stanie wymienić
      więcej plusów takiego rozwiązania niż urodzenia dziecka. Mam rewelacyjny
      przykład udanej adopcji w bliskiej rodzinie. Mąż również jest za. Nie mam
      żadych wątpliwości, że pokochamy dziecko, dla którego nie będziemy
      biologicznymi rodzicami. Ale wystarczy, że usłyszę jakiś banał o mężczyźnie,
      który musi zbudować dom...itd, albo znajomych rozprawiających o ciążach,
      porodach i karmieniu piersią, i cała ta ideologia lega w gruzach na co najmniej
      kilka dni. Sama nie wiem dlaczego tak jest, to chyba ten instynkt macieżyński,
      który podobno nie istnieje.
      Nie chciałabym adoptować dziecka ,,na otarcie łez", ale równocześnie nie znam
      sposobu, jak sobie poradzić z tym żalem do całego świata.
      Forum, chociaż jest dla mnie najlepszym lekiem na wszystkie smutki, uświadamia
      mi ile jest jeszcze do zrobienia i że przed nami jeszcze dużo możliwości
      medycznych. Z drugiej strony trzeba do tego dużo czasu, pieniędzy i odporności
      psychicznej. A tu brakuje przede wszystkim tego ostatniego. W naszej sytuacji
      oznacza to rezygnację z większości przyjemności: kina, książek, spotkań
      towarzyskich i przede wszystkim wyjazdów na urlop (bo cały urlop będzie trzeba
      przeznaczyć do wyjazdy do klinik - Białystok, Warszawa, Łódź wszędzie mamy po
      ok. 400 km). Czasem myślę, że jeżeli nie stać nas na takie wyrzeczenia to po
      prostu nie zasługujemy na dzieckosad(

      • Gość: Mira Re: Co przywrocilo mi nadzieje IP: 195.6.35.* 08.08.01, 12:00
        Anika,

        Piszesz, ze nie wiesz, jak sobie poradzic z zalem do calego swiata. Nie trac
        perspektywy tego, co Cie spotyka. Kazdemu czegos w zyciu brakuje i nie ma chyba
        jednej osoby na swiecie, ktora ma wszystko to, czego by pragnela. Nie chce w ten
        sposob bagatelizowac tego, co przezywasz, bo wiem, ze przechodzisz przez pieklo.
        Ale nie trac perspektywy. Ten swiat jest pelen cierpienia i nie jestes jedyna
        osoba, ktora cierpi. Czy bylas kiedys w domu dziecka i widzialas dzieci, ktore
        kiwaja sie nieustannie pograzone w chorobie sierocej? Robia to, by same sie
        pocieszyc, bo nigdy nie otrzymaly pociechy od drugiej osoby. Milosc to jest to co
        moze uratowac ich zycie. Jaki bedzie ich los, jesli cale dziecinstwo spedza w
        domu dziecka? A przeciez moglibyscie sobie wzajemnie otrzec lzy.

        Co do odpornosci psychicznej, to tez rozumiem Cie bardzo dobrze. Kazdy z nas ma
        swoje granice. Ale nie popelnij bledu zuzycia calej Twojej energii i odpornosci
        na leczenie, bo moze Ci jej nie starczyc na wychowanie dziecka - czy to
        biologicznego czy adoptowanego. Widze wokol siebie wielu ludzi, ktorzy spedzili
        lata leczac sie doprowadzajac sie do skrajnego wyczerpania, a w koncu zostali bez
        dzieci, bo medycyna nie mogla wszystkiego zalatwic, a nie starczylo im energii na
        podjecie adopcji. Nie odkladaj tego na ostatnia chwile.

        Jednoczesnie rozumiem, ze kazdy musi sam dojrzec do decyzji, wiec nie mowie tego,
        by Cie popedzac.

        Z serdecznymi myslami.
        Mira







      • Gość: pupu Re: Co przywrocilo mi nadzieje IP: *.intercommerce.com.pl 18.09.01, 12:58
        ocknij się kobieto , czy chęć posiadania zosłoniła Ci cały świat !!!
        • Gość: Anika Re: Co przywrocilo mi nadzieje IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.01, 18:29
          Jak to dobrze wejść na forum, wyciągnąć jedną wypowiedź z całej dyskusji i
          napisać coś tak odkrywczego prawda? Nie przesłoniło mi to całego świata, ale
          każdy z nas ma lepsze i gorsze dni. Żeby to wiedzieć trzeba przeczytać trochę
          więcej wątków na forum lub chociaż jeden do końca, a dopiero później próbować
          coś radzić. Ta wypowiedź jest sprzed kilku tygodni, a humor poprawił mi się na
          drugi dzień. Od tego czasu zmieniło się bardzo dużo.
          • Gość: tosca Re: Co przywrocilo mi nadzieje - do Aniki IP: 212.160.141.* 20.09.01, 12:12
            problem, ktory opisujesz jest bardzo gleboki i nie ma zwiazku z lepszym i
            gorszym humorem - po prostu jest czas, kiedy nalezy sporbowac ocenic sytuacje z
            dystansu i zrobic najnormalniejszy rachunek " strat i zyskow"

            my tu obecne(w wiekszosci) mamy nie tyle problem z nieplodnoscia, co problem z
            ustaleniem wlasciwych proporcji dzialaniom, ktore podejmujemy....

            dlatego np. dla mnie wazne jest zyczliwe spojrzenie "z zewnatarz", bo juz tego
            nie potrafie

            zycze Ci wszystkiego dobrego
    • Gość: Anika Re: Co przywrocilo mi nadzieje IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl 09.08.01, 09:36
      Miro, dzięki za próbę sprowadzenia mnie na ziemię. Miałam wczoraj fatalny dzień
      i może na wyrost napisałam o tym żalu do całego świata. Wiem, że nie ma osoby,
      która ma wszystko czego by pragnęła, mi oprócz dziecka brakuje również wielu
      rzeczy, ale nie będzie problemem jeśli do końca życia pozostaną w sferze
      marzeń. A braku potomstwa jakoś zaakceptować nie mogę.
      Obawiam się, że jeżeli w trakcie procedury adopcyjnej psychologowie odkryją we
      mnie jakiś najmniejszy żal z powodu braku dziecka biologicznego to skreślą mnie
      na starcie. I to jest właśnie główny powód mojego zwlekania z jej rozpoczęciem.
      Pozdrawiam Cię serdecznie, życzę powodzenia i mam nadzieję, że będziesz do nas
      często pisać. Koniecznie dziel się wszystkimi sukcesami na drodze do posiadania
      dzieciaczka, bo ostatnio strasznie tych sukcesów i dobrych wieści na forum
      brakuje.
      • Gość: Mira Re: Co przywrocilo mi nadzieje IP: 195.6.35.* 09.08.01, 13:26
        Anika,
        Doskonale Cie rozumiem, bo sama przez to przeszlam. Leczenie zajmowalo mi tyle
        czasu, ze o malo nie stracilam pracy. A i tak nie musialam dojezdzac 400 km jak
        Ty.
        Ale wiesz, mysle, ze madrosc w zyciu polega na obracaniu nieszczesliwych
        sytuacji w cos dobrego i konstruktywnego. To w niczym nie zmniejsza
        nieszczescia braku biologicznego dziecka, ale pomaga zyc i zachowac jakis sens
        zycia. Nie mowiac o tym, ze kazdy z nas ma jakas role do odegrania w zyciu. I
        mysle, ze dobry psycholog zdaje sobie sprawe, ze brak dziecka jest dla kobiety
        trudny do zaakceptowania (choc niektore przyjmuja to latwiej niz inne, bo
        instynkt macierzynski jest u nas rozwiniety w roznym stopniu). Mysle, ze
        bardziej podejrzane dla psychologa byloby uslyszec stwierdzenie: "nie chce miec
        dzieci". Ale oczywiscie wazne jest, by para akceptowala, ze dziecko jest od
        nich inne genetycznie (tutaj jest to duzo dalej posuniete, bo wiekszosc ludzi
        adoptuje dzieci z Azji, Ameryki Poludniowej lub Afryki, wiec otoczenie od razu
        widzi, ze dziecko nie jest biologiczne), ze ma inne zdolnosci, inne
        zainteresowania, bedzie wyzsze lub nizsze od rodzicow, jest moze mniej
        inteligentne, itd. Ale kazde dziecko jest indywidualnoscia i ma prawo do
        szacunku dla swojej osoby. Rola rodzicow adopcyjnych jest stworzyc takie
        warunki, by dziecko moglo rozwinac w sobie swoj maksymalny potencjal: a czy w
        przyszlosci bedzie listonoszem (nie mam nic przeciwko listonoszom, marzylam o
        tym zawodzie jako dziecko smile) ) czy lekarzem to nie ma zadnego znaczenia.
        Adopcja jest rozwiazaniem, ktore jest czyms pomiedzy otarciem wlasnych lez a
        otarciem lez dziecka. Psychologowie we Francji przestrzegaja przed czysto
        humanitarna motywacja do adopcji (typu "chce zbawic swiat"), poniewaz w
        konsekwencji rodzice adopcyjni moga oczekiwac wdziecznosci od dziecka, ze je
        zaadoptowali. Nie jest latwo zyc dziecku z takim ciezarem. Uwazaja wiec, ze
        jest duzo bardziej zdrowe, gdy rodzice adopcyjni po prostu pragna miec dziecko.
        Wtedy jest wieksza szansa na to, ze beda je traktowali jako swoje wlasne i nie
        beda robic roznic miedzy nim i ewentualnym dzieckiem biologicznym (jesli takie
        sie kiedys pojawi). Ale oczywiscie trzeba znalezc zloty srodek pomiedzy tymi
        dwiema skrajnosciami: zbawianiem swiata i egoizmem.
        Dziele sie z Wami tymi myslami, ktore towarzysza mi od poczatku mojej 16-
        miesiecznej juz ciazy...
        Ale musze tez Wam powiedziec, ze z perspektywy czasu ciesze sie, ze przerwalam
        leczenie. Czulam sie jak "maszyna do robienia dzieci, ktora trzeba tylko lepiej
        stymulowac" (wybaczcie to okreslenie). Cale to zainteresowanie wielu osob nasza
        reprodukcja zaczelo mnie denerwowac i nie wplywalo tez dobrze na moja relacje z
        mezem. To tak jakby cala nasza milosc zostala sprowadzona do reprodukcji.
        Decyzja o adopcji byla dla mnie wyzwoleniem.

        Mysle serdecznie o Was wszystkich i zycze Wam duzo sil psychicznych.

        Mira
















        • Gość: Isia Re: Co przywrocilo mi nadzieje IP: *.kul.lublin.pl 09.08.01, 15:28
          Mira - dzięki, wielkie dzięki za Twoje listy i słowa otuchy. Ja tak naprawdę
          jeszcze nie zaczęłam leczenia a już mam dość.To półtoraroczne kochanie się na
          zawołanie... Sama myśl o klinikach i lekarzach szperających w naszych ciałach i
          komórkach dosłownie "zamraża" mnie. Ja jestem b. otwarta na adopcję, jednak u
          mnie przychodzi to o wiele łatwiej bo sama byłam adoptowana, stąd wszystko
          widzę, jak to EwaP powiedziała: z drugiej strony.
          Miro! Życzę Ci dużo szczęścia, radości z "nowonarodzonego" dzieciaczka, dużo
          miłości i cierpliwości zarazem dla Ciebie i dla całej Twojej RODZINY.
          Serdecznie Cię pozdrawiam
          Isia
      • malgosiak do Aniki 09.08.01, 19:54
        A. myślę, ze powinnaś porozmawaiać z Ewą P i z Rebasem. Nie powiem nic nowego,
        jeśli powiem, ze oni rozpoczeli procedurę adopcyjną Czy było im łatwo? - musisz
        ich spytac. Nie myśl, ze jestes " niegodna"!!!!!!!!! Musisz po prostu walczyć,
        inni wpadaja na prywatkach, a Ty musisz jeździć po klinikach i co miesiac mieć
        menstruację. Taki nasz los, mówię sobia na pocieszenia, że jak już bęę mieć
        dziecko, na pewnio będzie zdrowe. Trzymaj się malutka . M
        • Gość: Anika Re: do Miry, Małgosi IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl 10.08.01, 00:04
          Witajcie ponownie moje bratnie dusze kochane,
          Już kolejny raz jestem pod wrażeniem słów Miry, to niesamowite jak wiele
          wspólnych mianowników mają nasze historie. Napisałaś o swojej pracy, ja przez
          ostatnie 2 lata pracowałam w firmie, gdzie nie było dla mnie przyszłości, za
          niezbyt duże pieniądze dlatego, że mogłam tam w dowolnym dniu wziąć sobie wolne
          na badania, posiewy, pobyt w szpitalu itp. Teraz firmy już nie ma, a ja od
          miesiąca jestem bez pracy (stąd ten mój wczorajszy wisielczy humor). Teraz
          przynajmiej muszę zdecydować: albo dalej intensywnie się badamy, albo znajduję
          za wszelką cenę nowe zajęcie i odpuszczamy na pół roku bo przez taki właśnie
          czas nie mam prawa do urlopu. Wybieram to drugie.
          Przeczytałam, to co napisałaś i upewniłam się, że nasze podejście do adopcji
          jest chyba właściwe. Nie zależy nam aby dziecko spełniło jakieś niewiadomo jak
          ambitne plany lub nasze niespełnione marzenia (by zostało prawnikiem, lekarzem
          i Bóg wie kim), nie chcemy też by było po to by podawać nam tą przysłowiową
          szklankę wody na starość by nam się odwdzięczyć (nienawidzę tego słowa) za
          wychowanie, miłość itp. Marzę po prostu o tym, żeby wychować szczęśliwego
          człowieka, żeby dodać mu skrzydeł. Jeśli nawet nie skończy uniwersytetów, żeby
          miał poczucie własnej wartości i żeby realizował się w jakimś zawodzie, który
          będzie jego pasją. Bo każdy człowiek ma do czegoś powołanie i na pewno z naszą
          pomocą uda mu się je odnaleźć. A za naszą miłość najlepiej odwdzięczy nam się
          zakładając rodzinę, kochając i wychowując własne dzieci. Bo tak właśnie od
          tysięcy lat kręci się ten świat.
          A tak mniej patetycznie (może nawet trochę egoistycznie?) to chciałabym przeżyć
          te wszystkie troski i radości związane z posiadaniem dziecka, chcę lepić babki
          z piasku, budować latawce i zamki z klocków tak jak robili to moi rodzice,
          chcę, żeby oni mogli zostać dziadkami bo na to zasługują i będą świetni w tej
          roli, żeby moja mama miała dla kogo piec swoje ciasta, bo my ciągle jesteśmy na
          diecie i żeby ktoś w końcu pomalował kredkami te nieskazitelnie czyste ściany w
          naszym mieszkaniu, i żeby na lustrze w przedpokoju ciągle były odbite małe
          łapki i kawałki biszkoptów i czekolady tak jak u naszych znajomych i żebyśmy w
          końcu nie musieli sami ubierać choinki w Boże Narodzenie. I ja wiem, że tak
          kiedyś będzie. Pozdrawiam A.

          • Gość: Mira Jakie jest Twoje doswiadczenie? IP: 195.6.35.* 10.08.01, 11:52
            Isiu,

            Wiesz, znam takich, ktorzy w ogole sie nie lecza i od razu ida w kierunku
            adopcji. To bardzo indywidualna sprawa i kazdy troche inaczej reaguje. Nie
            wiem, jak to jest w Polsce i czy trzeba miec zaswiadczenie lekarskie na temat
            leczenia bezplodnosci wsrod dokumentow adopcyjnych. Tutaj zalezy to od kraju
            pochodzenia dziecka. Niektore wymagaja, by rodzina nie miala dzieci
            biologicznych (ale przeciez czasem nie mozna calkiem wykluczyc, ze takie sie
            nie urodza pozniej), inne przyjmuja rowniez rodziny ze starszymi dziecmi
            biologicznymi (i wtedy takie zaswiadczenie nie jest potrzebne).

            Napisz nam troche, jakie jest Twoje doswiadczenie adopcji. To jest ciekawe dla
            tych, ktorzy - jak mowisz - patrza na to z drugiej strony. Jak przezywalas
            okres dojrzewania (kwestie tozsamosci, na przyklad)? W jaki sposob dowiedzialas
            sie, ze zostalas adoptowana ? Czy nigdy nie chcialas odnalezc rodziny
            biologicznej ? Wiem, ze to bardzo osobiste pytania, ale to sa bardzo wazne
            kwestie, ktore moga pomoc w refleksji wielu z nas.

            Mira
            • Gość: Isia Re: Jakie jest Twoje doswiadczenie? IP: *.kul.lublin.pl 10.08.01, 14:16
              Miro Kochana!
              Zajrzyj proszę na poniższy temat na stronie: byłam adoptowana i chcę adoptować.
              Widnieję tam pod wdzięcznym pseudonimem "Kasia". Tam znajdziesz odpowiedź na
              pytanie o moment i moją świadomość adopcji oraz kwestię dotarcia do "korzeni".
              Ostatnio (na sierpniowym sabacie u EwyP) padło jeszcze raz pytanie dlaczego nie
              chcę dotrzeć do swoich "korzeni"? Ja nigdy nie odczuwałam
              potrzeby "odnajdywania" swojej biologicznej rodziny. Widzisz, już sam fakt że o
              tym odnajdywaniu i korzeniach piszę w cudzymsłowie świadczy o tym, że nie jest
              to dla mnie naturalna sprawa. To moja rodzina, moja Mama, która mnie
              wychowywała jest dla mnie tą jedyną i tą jednocześnie naturalną. Nie widzę
              innej. Odnajdywanie tej biologicznej to coś sztucznego, obcego.. Choć pytanie
              które zadała mi EwaP wywołało u mnie nowe refleksje: może w tym, że nie chcę
              odnajdywać biologicznej rodziny jest coś złego? A jak Ty myślisz?
              Miro! Z chęcią służę Ci wszelką pomocą, choć jesteś bardzo mądrą kobietą i
              myślę, że na wiele kwestii masz dobre odpowiedzi i rozwiązania.
              Co do adopcji: to chyba EwaP uświadomiła mi fakt, że w Polsce wymagają
              jednak "zaświadczenia" o leczeniu i bezpłodności. Ja osobiście zastanawiam się
              nad adopcją starszego dzieciaczka - tak pow. 2 lat. Powoli dojrzewam do
              decyzji, pozostaje kwestia decyzji mojego męża, ale tu zdecydowana jestem
              czekać ile trzeba będzie...
              Pozdrawiam
              Odezwę się po weekendzie (kończę pracę).
              Z serdecznymi myślami - Isia
              • Gość: Mira korzenie IP: 195.6.35.* 10.08.01, 16:28
                Isiu-Kasiu,

                Dziekuje, za mile slowa, ale nie przesadzaj z ta madroscia. Kazdy zdobywa
                troche madrosci z czasem i z doswiadczeniami. Ty tez masz jej duzo, jak i wiele
                innych dziewczyn na tym forum. A im trudniejsze doswiadczenia tym wiecej ma
                czlowiek okazji do refleksji (choc sa tacy, ktorzy niestety wybieraja w takiej
                sytuacji droge samozniszczenia).

                Dzieki, ze skierowalas mnie do poprzedniego watku Waszych dyskusji. Widze, ze
                rzeczywisciu duzo juz zostalo na ten temat powiedziane i lepiej sie nie
                powtarzac.

                Nie, wcale nie uwazam, bys byla jakas nienormalna nie pragnac szukac korzeni.
                Jest to bardzo indywidualna sprawa i nie ma regul. Zreszta w Twoim przypadku,
                jak przez mgle, ale pamietasz swa rodzine biologiczna. Spotkalam ludzi, ktorzy
                mieli te potrzebe bardzo rozwinieta, ale na ogol zostali zaadoptowani jako
                niemowleta i pragneli choc raz w zyciu zobaczyc kogos, do kogo sa podobni. I w
                wiekszosci przypadkow, to im wystarczalo. Nie mieli potrzeby podtrzymania
                kontaktu. Inny jest tez przypadek osob, ktore nie maja absolutnie zadnej
                informacji o rodzinie biologicznej. Niektorzy spedzaja mnostwo czasu
                fantazjujac na temat tego, kim mogli byc ich rodzice (moze ojciec byl bogatym
                ksieciem ....). Ale znam tez innych, ktorzy nie maja zupelnie takiej potrzeby.

                Inny temat jaki poruszylas, to kwestia czekania na meza, by on tez dojrzal do
                decyzji. To bardzo madre z Twojej strony. Nie jest dobrze, gdy jedna strona
                pedzi do przodu, a druga tylko sie zgadza, bo pierwszej tak bardzo zalezy.
                Trzeba na to uwazac. Znam tez pary, ktore sie rozstaly po zaadoptowaniu dziecka
                (ale to samo zdarza sie niektorym po narodzinach dziecka, wiec "pas de panique"
                jak mowia Francuzi).

                Widzialam tez w Waszej dyskusji z Aska, ze poruszylyscie temat : kiedy
                powiedziec dziecku, ze jest adoptowane. Jestem absolutnie za rozmawianiem z
                dzieckiem od malego, nawet wtedy, gdy jeszcze nie rozumie. Mozna mu opowiadac
                historie Waszego pierwszego spotkania, o Waszym pragnieniu dziecka itd. Bedzie
                czulo, ze bylo przez Was oczekiwane i kochane nawet zanim sie pojawilo.
                Stopniowo jego pytania beda coraz bardziej przenikliwe. Widzac inne kobiety w
                ciazy, bedzie chcialo wiedziec, czy bylo u Ciebie w brzuchu. Jest to kolejna
                okazja do rozmowy i uspokojenia dziecka, ktore moze byc smutne, ze nie bylo. Z
                czasem zacznie widziec, ze adopcja ma dwie strony: Wasze pragnienie dziecka i
                radosc bycia razem, ale takze smutek z utraty rodzicow biologicznych. To jest
                chyba najtrudniejsze do wytlumaczenia dziecku, ktore moze przezywac zalobe po
                rodzicach. Czesto rodzice biologiczni nie byli wcale tacy wspaniali (choc
                trzeba pamietac, ze jakakolwiek byla przyczyna opuszczenia dziecka, u podstaw
                lezy jakies cierpienie: nalog, brak srodkow materialnych, brak wyksztalcenia,
                choroba psychiczna, ciaza nastolatki, gwalt ...), i jak to wytlumaczyc dziecku
                chcac jednoczesnie podtrzymac w nim szacunek dla osob, ktore go poczely i
                urodzily ? Cokolwiek powiemy dziecku (a jestem za mowieniem prawdy), musimy
                podkreslic, ze to jak bylo traktowane nie wynika z jego winy. Dzieci maja
                czesto tendencje do samooskarzania sie za bledy doroslych. Jestem tez
                zwolenniczka tworzenia ksiazki dla dziecka, w ktorej bedzie opisane to co wiemy
                o jego zyciu od momentu poczecia do spotkania z Wami: co wiemy o jego
                rodzicach, rodzenstwie, miejscu gdzie mieszkali; o jego narodzeniu - gdzie, kto
                o tym wiedzial itd.; o przyczynach, dla ktorych nie moglo zostac z rodzina (to
                najtrudniejsze, ale i najwazniejsze), o tym gdzie przebywalo po urodzeniu, o
                osobach, ktore sie nim zajmowaly itd. I w koncu o Waszym spotkaniu. Ta ksiazka
                bedzie jak kolo ratunkowe dla dziecka, ktore powinno ja trzymac w swoim pokoju
                i moc do niej zawsze zajrzec, bez koniecznosci proszenia rodzicow adopcyjnych.
                A jezeli w pewnych okresach dziecko nie chce slyszec o adopcji (bo trzeba tez
                uwazac, by nie przesadzic), to ksiazka moze czekac, bedac w kazdej chwili
                dostepna.

                Rozpisalam sie znowu. Mam nadzieje, ze Was nie zanudzam.

                Udanego weekendu dla calej druzyny.
                Mira































                • Gość: Aśka Re: korzenie IP: 213.25.190.* 10.08.01, 21:02
                  Miro, uważam, że to świetny pomysł z tą książeczką. Sama jestem za tym by mówić
                  dziecku jak najwięcej. Nie jestem jednak pewna, czy rodzice adopcyjni mają
                  dostęp do informacji o biologicznych (i na odwrót). Może ktoś coś wie na ten
                  temat?
                  A jeśli chodzi o mówienie dziecku całej prawdy, to ostatnio przeczytałam
                  artykuł na temat tego, czy mówić dziecku, że zostało poczęte metodą "in vitro"
                  albo że rodzice skorzystali z komórki dawcy. O ile to pierwsze nie wzbudza
                  moich emocji o tyle co do drugiego mam duże opory. Ale może do tego się
                  dorasta?
                  • Gość: Mira dziecko urodzone po leczeniu IP: 195.6.35.* 13.08.01, 14:02
                    Masz racje, Aska, ze to jest kolejny bardzo wazny temat do dyskusji: co
                    powiedziec kiedys dziecku, ktore urodzilo sie po in vitro (czy w ogole mowic?)
                    lub z nasienia dawcy. Co o tym mysla ci, ktorzy sie lecza? Jak zamierzacie
                    rozwiazac te kwestie? Mam wrazenie, ze te kwestie sa zbyt rzadko dyskutowane i
                    wiele osob nawet ich nie bierze pod uwage. Dla nas, ktorzy sie leczymy, wazne
                    jest tylko to, ze w koncu urodzimy dziecko; dla dziecka jest chyba wazne, w jaki
                    sposob przyszlo na swiat. Jestem ciekawa Waszych opinii.

                    Mira
              • Gość: mada Re: Jakie jest Twoje doswiadczenie? IP: 213.77.99.* 11.08.01, 18:44
                Isiu droga!
                Powiedz proszę, o jakiej stronie wspominasz? Jak na nia wejść? Jestem ogromnie
                ciekawa Twoich doświadczeń. Sama mam adoptowaną córeczkę i chciałabym jak
                najwięcej jej pomóc.
                Pozdrawiam serdecznie
                Mada
                • Gość: Isia Re: Do Mady IP: *.kul.lublin.pl 13.08.01, 14:15
                  Mado - przede wszystkim dołączam się do gratulacji... Bardzo się cieszę z
                  Waszego szczęścia i tego cudu posiadania dziecka. Bardzo ciekawa jestem Twoich
                  doświadczeń. Ja o swoich losach niewiele napisałam (patrz: na tej samej stronie
                  poniższy temat - byłam adoptowana...). Gdyby coś Cię nurtowało i będziesz miała
                  pytania pisz - mój adres: sksid@kul.lublin.pl
                  Ucałuj swoją córeczkę ode mnie.
                  Pozdrawiam
                  Isia
          • Gość: Mira leczenie a adopcja / zdrowie dziecka IP: 195.6.35.* 10.08.01, 12:16
            Malgosiu,

            Zastanowilo mnie Twoje stwierdzenie: Spytaj, czy bylo im latwo. Nie wiem, co o
            tym myslisz, ale ja bylabym ostrozna z rozpoczynaniem procesu adopcyjnego zanim
            mysl o niej wzbudza we mnie radosc, a nie zrezygnowanie. Owszem, niektorzy
            mowia sobie, ze zanim doczekaja sie dziecka, ich myslenie sie zmieni i beda
            gotowi. Moze tak, ale czas oczekiwania to bardzo wazny okres, ktory dobrze jest
            przeznaczyc na przygotowanie sie na przyjecie dziecka, ktore moze miec wiecej
            potrzeb niz dziecko biologiczne. A jesli wypelni sie go jeszcze rozwazaniem,
            czy adopcja w ogole jest dla mnie, to mozemy stanac przed dzieckiem
            nieprzygotowani. We Francji niektorzy psychologowie nie wydaja uprawnienia do
            adopcji, jesli para nie zrezygnowala jeszcze z leczenia. Mozna dyskutowac, czy
            jest to sluszne podejscie i sama nie mam do konca wyrobionego zdania na ten
            temat. Ja sama mam to szczescie, ze mysl o tym, ze nie moge urodzic dziecka nie
            sprawia mi juz tyle bolu. Jest dla mnie ulga fakt, ze moge sie skupic na
            mysleniu o samym dziecku, ktore na pewno sie pojawi, a nie o moim cyklu
            reprodukcji, ktory jakos strajkuje (i postanowilam go totalnie
            zignorowac smile)) ).
            Masz absolutna racje piszac, ze nie wolno uwazac sie za niegodna bycia
            rodzicem. To jest chyba bardzo typowe uczucie tych, ktorzy maja problemy z
            zajsciem w ciaze. Mysla, ze to jakis fatalny los, przeznaczenie i nie wiem, co
            jeszcze, ktore wskazuje, ze moze nie nadaja sie na rodzicow. A ja mysle, ze to
            czysty przypadek i nie nalezy z tego robic jakiejs metafizycznej teorii ani
            przeklenstwa. Czesto ci sami ludzie, gdy wreszcie maja dziecko - biologiczne
            lub adoptowane - podswiadomie mysla, ze nie maja prawa do popelnienia bledu i
            ze musza byc idealnymi rodzicami. To ma oczywiscie swoje dobre strony, bo
            czesciej korzystaja z pomocy specjalistow, ale ile w tym tez niepotrzebnego
            stresu.
            I jeszcze jedna rzecz, ktora zwrocila moja uwage w Twojej wiadomosci: kwestia
            zdrowia dziecka. Kazdy z nas chcialby oczywiscie miec zdrowe dziecko (i dla
            nas, by miec mniej klopotu i dla niego - by nie musialo cierpiec). Ale roznie
            bywa. Nawet biologiczne dziecko moze urodzic sie chore lub jakas choroba moze
            zostac wykryta pozniej. Dzieci adoptowane moga byc chore (choc czesto sa zdrowe
            i silne, bo musialy wyksztalcic w sobie mechanizmy obronne, by przezyc) i takie
            dzieci tez potrzebuja rodziny. Nie jest to dla wszystkich i znow, jest to
            bardzo osobista decyzja. Wlasnie wczoraj dostalam email od pary, ktora
            zaadoptowala dziewczynke z zespolem Downa. Musze przyznac, ze jestem pelna
            podziwu dla ich odwagi (ja sama nie czuje sie do tego zdolna w tej chwili).

            Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie.
            Mira
          • Gość: Mira Zabawy z dzieckiem IP: 195.6.35.* 10.08.01, 12:25
            Anika,

            Wzruszylas mnie tym pieknym tekstem. Ja tez mam lzy w oczach na sama mysl, ze
            juz niedlugo i ja bede mogla miec to doswiadczenie. Wlasnie kupilam sobie
            ksiazke o zajeciach, jakie mozna robic z dzieckiem od 18 miesiecy do 3 lat
            (czekamy na dziecko ponizej 18 miesiecy) i moja wyobraznia mocno pracuje.
            Znajomi z dziecmi przestrzegaja, ze jeszcze bede z zalem wspominac czas, kiedy
            bylismy we dwoje, ale jakos to do mnie nie trafia. Jestesmy juz razem przez 8
            lat (licze samo malzenstwo) i mielismy wystarczajaco czasu dla siebie, na
            podroze, kariere, zycie towarzyskie. Teraz oboje marzymy o tym samym, co Ty.

            Pozdrowienia.
            Mira
            • Gość: Anika Re: adopcja i zdrowie dziecka IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl 10.08.01, 20:52
              Podziwiam ludzi, którzy decydują się na adopcję ciężko chorych dzieci. Czytałam
              kiedyś o małżeństwie, które mając dwójkę własnych zdrowych, adoptowali jeszcze
              dwójkę upośledzonych umysłowo. Ja nigdy nie zdobyłabym się na taki czyn. Nie
              wykluczam natomiast adopcji dziecka lżej chorego. Na dzień dzisiejszy jednak
              mam dosyć lekarzy i bardzo złą opinię o większości z nich. Wychowywanie chorego
              dziecka oznaczałoby, że bylibyśmy na nich skazani. Taraz konsekwencje ich
              niewiedzy i braku dobrej woli ponoszę ja sama, ale nie wiem jak bym zniosła
              ciągłe patrzenie na cierpienie małej istotki na skutek błędnych diagnoz,
              wielomiesięcznych kolejek i wszystkich innych ,,atrakcji" dostarczanych nam
              przez służbę zdrowia.
              • malgosiak Re: adopcja i zdrowie dziecka 10.08.01, 20:56
                Anika, też pamiętam ten art. Był w GW chyba i chłopczym nazywał sie Krzyś.
                Napisali, ze rodzice go już nie chcieli, bo milei zdrowe dzieci. Podziwiam
                takich ludzi. Myśłę, że po śmierci trafią od razu do Nieba. M
          • Gość: Aśka do Aniki IP: 213.25.190.* 10.08.01, 21:40
            Anika, nic dodać nic ująć. Ja po prostu też o tym marzę...
            • Gość: REBAS&CO Do Asi i innych odważnych IP: *.*.*.* 10.08.01, 21:47
              My też,
              Szkoda słów...
              Tak jakby ktoś czytał nasze myśli...

              Ściskamy
              REBAS i EWAP
    • Gość: mada Re: Co przywrocilo mi nadzieje IP: 213.77.99.* 11.08.01, 18:49
      Miro Droga, bardzo się cieszę,ż epodjęłas taką decyzję.
      Ja mam 9 miesięczną córeczkę adoptowaną i myslę,że decyzja o zakończeniu
      leczenia i podjęciu procesu adopcyjnego wyzwoliła mnie wewnętrznie.Reakcje
      otozcenia - w większości pozytywne.
      Sama procedura w Polsce okazała się całkiem sympatyczna, nie było mowy o
      zaświadczeniu o zaprzestaniu leczenia i tym podobnych. Na dziecko czekaliśmy
      kilka miesięcy, mamy śliczną i zdrową córeczkę.
      Trzymam za Ciebie kciuki
      Mada
      • Gość: REBAS Do Mady IP: *.*.*.* 11.08.01, 19:01
        Proszę przyjmij nasze gratulacje jako MAMA na pewno wspaniałej córeczki.
        Mamy nadzieję, że wkrótce dołączymy do twojego grona szczęśliwych rodziców.

        Czy możesz powiedzieć w jakim ośrodku adopcyjnym byłaś, w jaki mieście, jak przebiegała
        procedura itp.

        My jesteśmy w Warszawskim TPD. Poproszono nas o przedstawienie zaświadczenia że nie możemy
        mieć własnych (naturalnych) dzieci i (co nas trochę ubodło) zadeklarowanie że przez pewien okres
        nie będziemy się starali (IVF).
        Może znasz adresy �dobrych" ośrodków. Nasz ma przerwę wakacyjną do września.

        Pozdrawiamy i cieszymy się z waszego wyboru i szczęścia.

        Piotr (REBAS) i Ewa (EWAP)
        • Gość: Aśka Re: Do Mady IP: 213.25.190.* 11.08.01, 19:46
          Przyłączam się do prośby Ewy i Rebasa.
        • Gość: mada Re: Do Asi, EWYP i REBASA IP: 213.77.99.* 11.08.01, 20:10
          Witajciewink
          Bardzo ziwi mnie postawa osrodka TPD w Warszawie, bo nic podobnego nas nie
          spotkało w osrodku TPD w Krakowie.
          Hmmm. Inne podejscie?
          Takie zaswiadczenie wydaje mi się bardzo kontrowersyjne.
          Procedur polegala na szczegolowych wywiadach z psychologiem, sprecyzowaniu
          oczekiwan (dziewczynka, chlopiec, wiek, zdrowe czy moze tez i chore, gotowosc
          do wziecia rodzenstwa itp.). Potem wywiad w domu i zakozcenie procedury. Wazne -
          gdy sie jest zakwalifikowanym jako potencjalna rodzina, Wasza kandydatura mzoe
          byc brana pod uwage kilkukrotnie na tzw. komisjach. Oni rozwzaja, jaka rodzina
          dla jakiego dziecka bylaby najwlasciwsza. Jesli padnie na Was - dostajecie
          informacje, ze jest dziecko.
          Dostajecie o nim informacje i decydujecie , czy chcecie je zobaczyc (DD,
          szpital). Mozecie sie nie zdecydowac. A jesli wstepnie tak - jedziecie sie
          spotkac z dzieciakiem. Po zobaczeniu dziecka macie czas na nawiazanie kontaktu -
          odiwedziny w DD, kapiele, karmienie.Tydzien, dwa, wiecej, ile potrzebujecie,
          ale bez pzresady. Czas sie liczy tez, zwalaszcza dla kilkumiesiecznego
          maluszka. Jesli czujecie,ze to jest to, dajecie znac osrodkowi i wszczeta jest
          procedura sadowa. Sad mzoe wydac zaoczne decyzje o preadopcji i zabieracie
          szybciutko malenstwo do domu. Urlop macierzynski przysluguje wam juz od tego
          momentu. Macie fajnie, bo bedziecie go mieli w normalnym wymiarze.
          Potem jest rozprawa o przysposobienie (u nas byla po miesiacu pobytu Malej w
          domu) i 3 tyg czekania na uprawomocneinie sie wyroku - potem juz mozna wyrabiac
          metryke. I juz. NIc nie jest przykre, naprawde. Bylam mile rozczarowana. Isadem
          i osrodkiem.
          Polecam.
          Rebas, masz odpowiedz tez na innym forum - o nieplodnosci.
          Trzeba by zalozyc osobne - adopcja - nie sądzicie?
          Czeka nas jeszcze wiele przygód pt. jak zwalczac chorobe sieroca i inne. Jak
          odpowiadac na pytania ludzi i tak dalej.
          Trzymajcie sie ciepło, kochani. Nie dawajcie sie za duzo doktoromwinkPa.
          wink
          Mada
          • Gość: Mira Forum adopcyjne IP: 195.6.35.* 13.08.01, 13:56
            Mada,

            Ciesze sie, ze sie odezwalas. Uwazam, ze to dobry pomysl stworzyc osobne forum
            adopcyjne dla tych, ktorych ten temat interesuje (choc nie wiem, czy takie
            forum po polsku juz gdzies nie istnieje) i rozpropagowac jego adres, aby
            zainteresowani mogli na nie trafic. Choc chyba nie powinno to wyklyczyc
            dyskusji na temat adopcji na forum na temat bezplodnosci, bo te tematy sa
            bardzo zblizone.
            Forum Gazety jest sympatyczne, ale brakuje mu intymnosci. Kazdy moze przeczytac
            wszystkie wiadomosci. Mam wrazenie, ze z tego powodu ludzie unikaja pisania o
            tym, co mogloby ich zbyt latwo zidentyfikowac. Znam inne forum, ktore pozwala
            na wiecej swobody, bo kazy uczestnik ma swoj kod i ma obowiazek przedstawienia
            sie (wiemy wiec, kto nas czyta): http://www.groups.yahoo.com Moze niektorzy z
            Was tez je znaja. Uczestnicze od roku w forum adopcyjnym francuskojezycznym,
            ktore zrzesza okolo 400 rodzin. Yahoo umozliwia tworzenie baz danych, tworzenie
            archiwum informacji uzytecznych dla innych, czat na zywo, przeprowadzania
            sondazy, itp. Wiadomosci mozna dostawac albo prosto do wlasnej skrzynki albo w
            postaci codziennych dluzszych raportow. Mozna tez czytac wiadomosci
            bezposrednio na Internecie. I wszystko za darmo. Potrzeba tylko jednej osoby,
            ktora zalozy nowa grupe (i nada jej nazwe) i stanie sie moderatorem. Do zadan
            moderatora nalezy glownie zatwierdzanie wpisu nowych osob. Jedynym utrudnieniem
            jest fakt, ze wszystkie informacje na Yahoo sa w jezyku angielskim, moderator
            powinien wiec byc w stanie z grubsza rozumiec o co chodzi (ale wystarczy bardzo
            podstawowa znajomosc angielskiego).

            Co o tym myslicie?

            Pozdrowienia dla tych, ktorzy pracuja w sierpniu tak jak ja...

            Mira


















            • Gość: Isia Re: Forum adopcyjne IP: *.kul.lublin.pl 13.08.01, 14:32
              Miro - pomysł forum adopcyjnego jest wg. mnie bardzo dobry. Ty masz w ogóle b.
              dobre pomysły!! Naprawdę! Bez komplementowania..
              Wiesz pewnie o pomyśle stowarzysznio/fundacji, który nabrał kształtów na
              sabacie sierpniowym? Ma powstać odpowiedna strona - może będzie w niej miejsce
              na bardziej intymne wypowiedzi? Co ty na to Rebasie? Da się to zrobić??!
              Isia
              • Gość: REBAS Re: Forum adopcyjne - www IP: *.*.*.* 13.08.01, 15:54
                TAK OCZYWIŚCIE na naszych stronach bęzie specjalne
                miejsce o ADOPCJI.
                Trochę cierpliwości - nie jest tak łatwo jak się
                wydaje ale nasze forum będzie.

                Całuski
    • malgosiak Co przywrocilo mi nadzieje 13.08.01, 21:21
      Mi urosły szkrzydła jak dziś się dowiedziałam, ze mój kochny NIE MA
      INTERCOCCUSA. Jest jałowy, ja też. Jutro ide na USG żeby sprawdzić hodowlę ( w
      zeszłym miesiacu było 6 ). 2 plus 2 to 4 więc chyba w sobotę się inseminujemy.
      jestem pijana ze szczęścia. M
    • Gość: marnna In vitro we Francji IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 04.09.01, 20:00
      Droga Miro! Czy mogłabyś napisać jak kształtują się koszty zabiegów (dokładnie
      chodzi mi o ICSI) we Francji i gdzie można taki zabieg przeprowadzić. W lutym
      wyjeżdzamy z mężem właśnie do tego kraju na 10 miesięcy i jeżeli tu w Polsce
      nam nie uda się, być może stać nas byłoby na taki zabieg we Francji. Proszę
      odezwij się!!!!
      • Gość: Mira Re: In vitro we Francji IP: 195.6.35.* 02.10.01, 17:02
        Droga Marno,
        Od jakiegos juz czasu nie sprawdzalam wiadomosci na Forum i dopiero dzisiaj
        znalazlam Twoja wiadomosc. Wybacz mi wiec opoznienie.
        Niestety niewiele jestem w stanie Ci na ten temat powiedziec, poniewaz we
        Francji wszystkie zabiegi zwiazane z leczeniem bezplodnosci sa finansowane
        bezposrednio z Securite Sociale (kasy chorych). Ginekolog wystawia skierowanie
        na taki zabieg, po czym osrodek przeprowadzajacy zabieg otrzymuje zwrot kosztow
        bezposrednio z tej kasy. Nawet nie wiem dokladnie, ile to kosztuje.
        Nie wiem tez, czy osrodek przyjalby Cie ze skierowaniem od lekarza w Polsce,
        naprawde nie potrafie Ci tego powiedziec. Sprobuje poszukac troche informacji
        na ten temat i odezwe sie ponownie, jesli cos znajde.
        Przykro mi, ze nie moge Ci wiecej pomoc.

        Mira







        • Gość: marnna Re: In vitro we Francji IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.01, 18:45
          Droga Miro!
          Dziękuję Ci za zainteresowanie i chęć pomocy. Będę czekała, może akurat coś uda
          Ci się zdobyć, a może akurat mi się uda...? Tu w Polsce. Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka