joanna29
23.06.09, 13:00
Doszłam ostatnio do wniosku, że nie ma dla mnie znaczenia jaka jest
przyczyna mojej niepłodności. I lata walki to tylko strata czasu
oraz pogarszanie się mojego zdrowia psychicznego. Powiedzmy, że
przez rok byłam w stanie życ nadzieją, robic badania, leczyc się.
Kolejne 2-3 lata to juz strata czasu. Uważam, że in vitro powinno
być bardziej dostepne, częściej proponowane i nie traktowane jak
ostatni etap leczenia. Właściwie nie ma dla mnie znaczenia czy to
niedrożność, pco, wrogi sluz, endometrioza itd, chodzi mi tylko o
wyłacznie o malucha. Nie bedzie mi lepiej, że poznam diagnoze, ale
napewno jak będe trzymała dziecko w ramionach.
Zmiany psychiczne jakie w kobiecie dokonują sie przy leczeniu
niepłodności przez resztę życia będą się objawiać.
Ot takia naszła mnie refleksja.