Preah Vihear

05.01.13, 21:21
Czy był ktoś może ostatnimi czasy w świątyni Preah Vihear w Kambodży (lub jak wolą Tajowie w Tajlandii)? MSZ od dłuższego czasu odradza podróż w te rejony, ale to ich ostrzeżenie jest dość lapidarne i raczej nieuaktualniane. Wiem z grubsza na czym polega tam konflikt khmersko-tajski i jakie przybiera formy, ale nie wiem, jak w związku z nim wygląda tam ruch turystyczny (jeśli w ogóle jakoś wygląda). Czy do świątyni można dostać się od strony Kambodży, a później gdzieś niedaleko przekroczyć granicę z Tajlandią?

Myślę coraz intensywniej o porządnym zwiedzeniu wschodniej i północnej Kambodży, ale od strony organizacyjno-transportowej wydaje mi się to nie lada wyzwaniem. Kiedy ostatnio byłem w tym kraju miałem sporo czasu, a tym razem będę musiał zamknąć się w standardowym urlopie, co nastręcza wiele problemów, jeśli weźmie się pod uwagę ślimacze tempo podróżowania na trasach innych niż Phnom Penh - Siem Reap. Może ktoś z Was zna jakieś ciekawe relacje z wypraw w te strony? W internecie najczęściej pisze się o Phnom Penh i Angkorze, ewentualnie wybrzeżu, a te miejsca mam już za sobą i chciałbym zobaczyć coś nowego, niekoniecznie z turystycznej top listy.
    • bob1111 Re: Preah Vihear 06.01.13, 21:06
      Hej
      Byłem w tam w pod koniec 2010, tydzień czy dwa przed ostatnią strzelanina o której słyszałem.
      Od strony tajskiej jeżeli jest otwarta granica jest ponoć niezły dojazd ale jest to tylko przejście tylko na zwiedzanie świątyni nie ma możliwości wjazdu do Kambodży paszport zostaje w depozycie.

      Ja przekraczałem granice w O'Smach dojazd po tajskiej stronie jest ok bo za granicą są kasyna niestety po khmerskiej nie istniał transport publiczny więc wynajęliśmy taxi najpierw planowaliśmy my do Alonh Veng ale przekonali nas że do Siem Reap będzie lepiej bo jest autobus do Sra En. Pojechaliśmy do Siem Reap ale okazało po wielu propozycjach taxi uzyskaliśmy info że autobus jest koło 13/14 wiec skorzystaliśmy z shared taxi(8 dorosłych + dziecko) do Along Veng tam także po długich dyskusjach udało nam się złapać coś jak autobus publiczny (ciężarówkę) która zawiozła nas w okolice świątyni tam wynajęliśmy auto (można było motorki) które zawiozły nas do Preah Vihear iz zabrały do Sra En. W Sra En przespaliśmy się i złapaliśmy autobus około 8:00 do Phnom Penh my mieliśmy przesiadkę bo wracaliśmy do Siem Reap w pewnym momencie kazali nam zmienić autobus.

      Oczywiście można wynająć samochód i zrobić wycieczkę w ciągu jednego dnia. Drogi są dość dobre w wiejskości jechaliśmy po asfalcie.
      Sytuacja transportowa w Kambodży bardzo szybko się poprawia wiec te informację moga byc już mocno nieaktualne.
      Koło samej świątyni stacjonowało wojsko było okopane ale bez ciężkiego uzbrojenia kilka rkm i ze dwa większego kalibru

      ps.
      wikitravel.org/en/Preah_Vihear
      tutaj piszą że walki były w maju 2011.
      Proponuję sprawdzić czy jakieś wybory się niezbliżaną

      może na tym forum coś znajdziesz
      www.khmer440.com/chat_forum/viewtopic.php?f=6&t=27471&p=350891&hilit=Preah+Vihear#p350891
      • davidoff_pce Re: Preah Vihear 07.01.13, 19:12
        Dzięki za odpowiedź i linki.

        Mam nadzieję, chociaż się na to nie zanosi, że sytuacja na tej granicy się wkrótce unormuje. Pomijając już w sumie mało znaczący fakt, że jakaś nagła eskalacja konfliktu może mi pokrzyżować wakacyjne plany, to mam bardzo pozytywny, osobisty stosunek do obu krajów i jest mi po prostu przykro, że nie mogą dojść do porozumienia. Traci na tym przede wszystkim Kambodża, bo bardzo ciekawe miejsce, które mogłoby skłaniać turystów do pozostania w tym kraju dłużej, póki co obcokrajowców odstrasza. Z drugiej strony z sąsiadami chyba nigdy nie jest lekko. W tym konkretnym przypadku khmersko-tajska niechęć jest silnie ugruntowana po jednej i drugiej stronie. Będąc w Kambodży przez kilka miesięcy w 2008 r. (strzelanina w lipcu) regularnie dostawałem od Khmerów sms-y łańcuszki nawołujące do bojkotu tajskich produktów, a znajomi Tajowie byli mocno zdziwieni, że wyrażam się pochlebnie o Kambodży i mówili, że sami w życiu nie zdecydowaliby się na podróż do tego "dzikiego, brudnego i niebezpiecznego kraju".
Pełna wersja