Gość: mieszczuch IP: *.u.itsa.pl 14.01.09, 16:57 zapraszamy na naszą stronę na nowym, szybszym serwerze - www.mieszczuchy.republika.pl Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
funia81 Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziura.. 16.01.09, 00:38 Nie da sie tak, kurcze, za jednym zamachem wszystkiego obejrzec. Apetyt rosnie w miare... poznawania. Dlatego jezdze na krocej, ale regularnie. Ale i za was trzymam kciuki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ajron Re: Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziu IP: *.cable.ubr07.smal.blueyonder.co.uk 16.01.09, 21:01 Pomysl nie nowy, ale taki ktory nigdy nie zbrzydnie, zupelnie jak zimna butelka Coli :] Sam mysle o takim wyjezdzie i mysle ze pewnego dnia to nastapi. Poki co poznalem dziewczyne z Wegier ktora kocha podroze tak jak ja. Tak wiec raz w miesiacu obowiazkowy short-break i lot z Ryanair do miasta bardziej atrakcyjnego niz Birmingham... pozdrawiam wszystkich dla ktorych podroze to sposob na zycie :] Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pokolenie59 Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziura.. IP: 91.202.192.* 16.01.09, 09:21 mam w tym roku 50-siątke zabiliście mi klina do głowy!!.MOŻE TO!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
kornel-1 Jest czymś zupełnie niebywałym, aby w portalu... 16.01.09, 14:01 Jest czymś zupełnie niebywałym, aby w portalu Gazeta Turystyka ukazywał się ANONIMOWY artykuł. ANONIMOWA jest również strona na serwerze Onetu. Wstydzicie się? Czyżby nazwa korporacji zaczynała się na literkę "A"? Pomysł jak pomysł. Nie za bardzo rozumiem, po co o tym pisać na tym etapie. By znaleźć sponsorów? 100.000 zł które zamierzacie przeznaczyć na wyjazd to sporo. Trasa prowadzi głównie przez tanie lub bardzo tanie kraje, 30 dolarów dziennie na utrzymanie pozwala w praktyce na nieliczenie się z wydatkami. Trochę mnie śmieszą te słowa "trzeba zapiąć wszystko na ostatni guzik [...] rezerwacje". Jaki jest sens rezerwowania czegokolwiek przy rocznym wyjeździe? Od biedy Inca Trail, ale co jeszcze? Hotele? ROTFL. Wasza trasa to standard - Meksyk-Peru-Brazylia jakieś wyspiarskie państewko na Pacyfiku, NZ&Aus. Indonezja-Indie-Chiny-.... Stany Zjednoczone czyli Niagara... No świetnie. Ależ stereotypowe podejście... A może by tak trochę oryginalności? Może jednak trochę mniej oklepanych turystycznych miejsc? Mniej komerchy, więcej fantazji i wysiłku? Piszecie, że nie chcecie być japońskimi turystami, lecz "stać się częścią odwiedzanych światów". Doprawdy trudno tego dokonać poruszając się od hotelu do hotelu. Cancun, Acapulco... czy naprawdę jest sens zawracać tym głowę innym? Bo powtórzę: nic nadzwyczajnego nie ma w tym wyjeździe RTW. Ale rozumiem waszą radość z perspektywy tego wyjazdu. Na pewno będzie co wspominać ;-) Kornel Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: annakmita@yahoo.ca Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziura... IP: *.nt.net 17.01.09, 02:08 I ja tez mialam takie marzenie i kiedy stuknela mi 50-ka wybralam sie z plecakiem solo w podroz dookola swiata / 1999 / Moja trasa: polnocne Ontario, Nowy Orlean, Hawaje, Australia, Japonia, Bali, Tajland, Chiny, Indie, Kong Kong, London, Turcja, Israel z Jordania i na koniec Nowy York. Mialam cudowne dlugie wakacje. Indie zrobily na mnie olbrzymie wrazenie. Dzisiaj mam 60 i dalej podrozuje! Wietnam a za 2 tygodnie jade do Costa Rici aby pdziwiac jej piekno. Jestem skromna pielegniarka ; ciesze sie ze moge poznac inne kultury krajobrazy i ludzi. POWODZENIA ! Anna Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Michal Re: Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.09, 22:59 A my wlasnie z takiej podrozy wrocilismy, AD 2008. Scenariusz podobny, rzucona praca, tylko ze obylo sie bez calego zamieszania ze sponsorami itp. Mozna to zrobic bez tego, wygodniej, bez zobowiazan itd. Jedynie po powrocie ciezko sie przestawic:) Kronike naszej podrozy mozecie znalezc na www.dookolaswiata2008.blogspot.com Zapraszam na stronke. Pozdrawiam, Michal Odpowiedz Link Zgłoś
alinaw1 Re: Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziu 20.01.09, 22:48 Dwadzieścia parę lat... Ej, młodziki. Ja w tym wieku błakałam się sama po Afryce wzbudzając powszechne zainteresowanie swym egzotycznym pochodzeniem. Wtedy wędrowanie i poznawanie świata było dużo trudniejsze (nie było nawet przewodników nie wspominając rzecz jasna o Internecie)ale- przepraszam- dużo ciekawsze, bardziej prawdziwe, spontaniczne. Zachłystywało. A potem, podczas wędrówki po Azji, zaczęłam poznawać mnóstwo dziwacznych wędrowców. W większości to byli prawnicy, finansiści i tacy tam ze Stanów i Europy. Moda na roczny urlop od korporacji. Potem i tak wrócą w sidła. W Polsce cos takiego też stało się popularne. Oczywiście wszelkie wyjazdy nie mogą obyć sie bez sponsorów i medialnej otoczki. Jakiś obłęd. Nie wiem ile w tym wewnętrznej potrzeby , a ile mody (dla nielicznych ale jednak). Wybaczcie zrzędzenie babci. Po prostu za moich czasów było inaczej. Na początku lat 90 w podróże dalekie wybierali się prawdziwi szaleńcy- bez pieniędzy, planów i sponsorów. Odpowiedz Link Zgłoś
amused.to.death no faktycznie zrzędzenie 20.01.09, 23:03 > jasna o Internecie)ale- przepraszam- dużo ciekawsze, bardziej > prawdziwe, spontaniczne. myślę, że dla większości podróżników są to wciąż ciekawe, prawdziwe i spontaniczne wyprawy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: alinaw1 Re: no faktycznie zrzędzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.09, 23:20 Co do spontaniczności- mocno dyskusyjne. Wystarczy popatrzeć na fora w necie: ludzie chcą znać każdy niemal szczegół przed wyjazdem, zaplanować (niczym słupki sprzedaży w korporacji), pytają o każdą błachostkę. A z czym wędrują? Z identycznymi przewodnikami pod pachą. Najczęściej Lonely Planet itp. A jak już wyjeżdżają to muszą koniecznie mieć sponsorów, potem brać udział we wszelkich konkursach na podróżnika roku, pisać blogi... Kiedyś w Kambodży spytałam Polaka, po co jedzie do takiej to a takiej światyni. Odpowiedź: "zrobić zdjęcie". Dziś prawdziwych podróżników już nie ma. Odpowiedz Link Zgłoś
amused.to.death Re: no faktycznie zrzędzenie 20.01.09, 23:30 Hm...chyba faktycznie trafny tytuł wybrałam. Przykre, że spotykasz tylko takich ludzi wokół siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: alinaw1 Re: no faktycznie zrzędzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.09, 23:52 No, nie. Wybrałam te przykłady dla podkreślenia pewnego trendu. Wszystko stało się komercją. Podróże też. Spontaniczność - rzecz rzadka. Ale najrzadsze- zachwyt, głód wiedzy i prawdziwego poznania świata. Ludzie nazywający siebie teraz podróżnikami- bardziej dbają o dobrą fotkę (i oczywiście byle szybciej ją potem wrzucić do Internetu) niż na zadumę. Zmuszono mnie ostatnio do zerknięcia na na różne blogi tzw. podróżnicze. A tam dłużyzny, opisy szczegółowe cen, 20 zdań nic nie znaczących dialogów. I wypowiedzi tak infantylne, płytkie aż do bólu typu: pojechaliśmy do świątyni. Ładna. Jedziemy dalej. Wieczór. Na drugi dzień druga światynia. Też ładna. Potem trzecia. Ładna. Oczywiście trywializuję ale tak to mniej więcej wygląda: byle szybciej, byle więcej. Jakość? Jak w supermarkecie. No i inne cele. na szczęście już nie zaglądam na internetowe wspomnienia z podróży. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gość Re: no faktycznie zrzędzenie IP: *.limes.com.pl 21.01.09, 09:33 Co jakiś czas pojawiają się na tym forum posty traktujące o wyższości turystyki indywidualnej nad turystyką masową. Autorzy tych postów nie bacząc czy ludzie czytający te posty wyjeżdżają z małymi dziećmi, są w odpowiednim wieku cieszą się dobrym zdrowiem oraz najważniejsze czy taka forma turystyki w ogóle im odpowiada, usiłują wyprowadzić wszystkich na jedyną słuszną drogę. Teraz jednak nastąpiło coś ciekawszego, oto okazuje się że ci którzy korzystają podczas planowania podróży z internetu kupują Lonely Planet a podczas zwiedzania Angkor Wat chcą jedynie zrobić dobrą fotkę a nie "zadumać się" nie są spontaniczni. Jeśli dobrze zrozumiałem twój przepis na wyjazd spontaniczny jest taki kupujesz bilet wszystko jedno gdzie nie kupujesz żadnego przewodnika ani nawet mapy nie wiesz jakie ciekawe rzeczy są do zobaczenia w kraju do którego przylecisz, ani jakie warunki pogodowe tam panują( o zagrożeniach chorobowych czy innych nie wspomnę). Masz rację twój wyjazd jest spontaniczny, jest to recepta na wyjazd typu dwa razy mniej dwa razy dłużej za dwa razy drożej.Powiesz że czas się nie liczy pieniądze też nie, niestety żyjemy w realnym świecie. Co do tematu tego wątku czyli RTW za 100000 zł. powiem szczerze mnie podróże RTW w ogóle się nie podobają, za taką sumę można wyjeżdżać do wspaniałych miejsc przez wiele lat ale to sprawa autorów artykułu. Wszystkie śmieszne sprawy typu rezerwacje dobór miejsc podrózy odpowiednio skwitował kornel-1. Mimo to życzę powodzenia i wielu ciekawych wspomnień. Odpowiedz Link Zgłoś
kornel-1 O spontaniczności 21.01.09, 11:32 Gość portalu: Gość napisał(a): > Co jakiś czas pojawiają się na tym forum posty traktujące o > wyższości turystyki indywidualnej nad turystyką masową Dla mnie to kwestia potrzeb i stylu. Nie wieku, dzieci i zdrowia. No i kasy ;-) Pisałem o tych sprawach na forum, więc nie będę rozwijał tematu. > Teraz jednak nastąpiło coś ciekawszego, oto okazuje się że ci > którzy korzystają podczas planowania podróży z internetu kupują > Lonely Planet [...] nie są spontaniczni. > Jeśli dobrze zrozumiałem twój przepis na wyjazd spontaniczny jest > taki kupujesz bilet wszystko jedno gdzie nie kupujesz żadnego > przewodnika ani nawet mapy nie wiesz jakie ciekawe rzeczy są do > zobaczenia w kraju do którego przylecisz, [...] No cóż... tęsknota za młodzieńczymi marzeniami (btw alinaw1 jest całkiem młoda :-D ) plus skłonność do pewnego koloryzowania swoich doświadczeń ("przemierzałam Afrykę") sprawiają, że czasem popadamy w przesadę. Dwutygodniowy urlop ("bo nie mogę wziąć więcej") - dość krótki czas - narzuca potrzebę starannego zaplanowania wyjazdu. Nie sądzę, by gromadzenie informacji o regionie, do którego się jedzie, było czymś niewłaściwym. Wiedząc więcej - lepiej zrozumiemy otaczający świat (od symboli w architekturze po zachowania ludzkie na ulicy), nie przeoczymy czegoś ciekawego na miejscu (od lokalnych potraw po mało znane religijne sanktuaria). Prawdę mówiąc jestem wstrząśnięty lenistwem osób zadających często banalne pytania zamiast podjęcia męskiej decyzji o zakupie przewodnika (lub równie odważnego wstukania zapytania do googli). SPONTANICZNOŚĆ to inna sprawa. "Wsiąść do pociągu byle jakiego", "iść dokąd oczy poniosą", "uciec na koniec świata" to normalne potrzeby, które nam czasem towarzyszą. Nie każdy POTRAFI je zrealizować. NIE WYOBRAŻAMY sobie wyjazdu bez zabezpieczenia: rezerwacji hotelu, schroniska w górach, wcześniejszego kupieniu biletu powrotnego. Spontaniczność to podjęcie decyzji o wyjeździe do odległego kraju tylko dlatego, że trafia się okazja taniego przelotu. Spontaniczność to przyjęcie zaproszenia do domu i nocleg u poznanego mieszkańca. To nieoczekiwana zmiana kierunku podróży, by zobaczyć coś więcej. Spontaniczność to poczucie wolności, niezależności. Najwspanialszym sposobem na spontaniczność jest autostop. Chociaż wtedy często to nie my decydujemy dokąd dojedziemy, gdzie przenocujemy. Ci, którzy tak spędzali tak czas wiedzą, o czym mówię. Szwendania się po Afryce - najtrudniejszym do podróżowania kontynencie - doświadczyły i alinaw1 i amused.to.death. I doskonale rozumiem ich dezaprobatę dla perfekcyjnego planowania szczegółów wyjazdu. Tam, gdzie spontaniczność - tam PRZYGODA. Neckerman ich nie dostarczy. O spontaniczność trudniej na zorganizowanym wyjeździe. Ale zawsze można odłączyć się od grupy, skręcić w boczną uliczkę, dać się zaprosić do domu, wpaść do fryzjera, do zatłoczonej knajpki. Zamiast tkwić na plaży - zdobyć jakąś górkę, wyjechać do sąsiedniego miasteczka. Nawet wtedy, gdy jechałem na "zorganizowany" studencki tramping korzystałem z każdej okazji: więcej na temat w moich relacjach. > Co do tematu tego wątku czyli RTW za 100000 zł. powiem szczerze > mnie podróże RTW w ogóle się nie podobają, za taką sumę można > wyjeżdżać do wspaniałych miejsc Dysponując 15 tysiącami dolarów i jednym rokiem pokusiłbym się o okrążenie Ziemi NIE KORZYSTAJĄC z przelotów samolotem. Logistycznie byłoby to trudniejsze i - jak dla mnie - bardziej ambitne. Kornel Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cris Re: no faktycznie zrzędzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.09, 00:10 amused.to.death napisała: > myślę, że dla większości podróżników są to wciąż ciekawe, prawdziwe i > spontaniczne wyprawy. Czy to ty miałaś kiedyś sygnaturkę: "Plans are nothing; planning is everything." hahaha Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wookie Re: Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.01.09, 15:51 "Moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza. I właśnie to moja racja jest najmojsza!" Ludzie, opamiętajcie się! Przecież najważniejsza i tak jest sama DROGA! Odpowiedz Link Zgłoś
mimbla.londyn Re: Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziu 24.01.09, 02:30 "Ludzie, opamiętajcie się! Przecież najważniejsza i tak jest sama DROGA! " Piekne! Odpowiedz Link Zgłoś
kornel-1 Re: Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziu 24.01.09, 11:16 mimbla.londyn napisała: > "Ludzie, opamiętajcie się! > Przecież najważniejsza i tak jest sama DROGA! " > > Piekne! Może i piękne ale nieprawdziwe. Dla zdecydowanej większości turystów liczy się cel - pobyt w jakimś miejscu. Sposób dotarcia do niego jest mniej ważny, co najwyżej chodzi o to by droga była tania lub szybka lub bezpieczna. Rzadko kiedy wybiera się drogę interesującą lub nową. Podróżników delektujących się zmiennością i różnorodnością otaczającego świata - jest znacznie mniej. Offtopicznie dodam, że nawet z punktu widzenia chrześcijanina - najważniejsze jest zbawienie (cel) a nie życie (droga). Kornel Odpowiedz Link Zgłoś
amused.to.death Re: Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziu 24.01.09, 11:23 Ciekawy offtop:) A co do drogi - myślę, że większość, mając ok 2 tygodni wolnego nie może mówić, o tym, że najważniejsza jest droga. Droga może być ważna jak się ma przynajmniej kilka miesięcy do dyspozycji. No i pytanie co rozumiemy przez 'droga'? Jeśli cały czas bycie w drodze i przemieszczanie się to dla mnie podróże zdecydowanie nie są byciem w drodze. Ja uwielbiam pobyć dłużej w jakimś miejscu i 'oswoić' je trochę i poznać ludzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: onka Re: Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.09, 02:43 > Ludzie, opamiętajcie się! A czemu mają się opamiętać? Przecież ten artykuł to trzy po trzy. Już po przeczytaniu lidu chciałam zrezygnować, bo pomyślałam, że kolejne nic. (I w sumie miałam rację). Przeczytałam jednak do końca (nie była to zasługa przyciągającego oko lidu ;-)). I nic. Ktoś chce mieć fajne wakacje i tyle. I to powód, by o tym pisać? Widać tak. Ważna jest korporacyjna siła przebicia? Szkoda, że nie została ona wykorzystana tak na miarę wielkich podróżników czy nawet odkrywców, choć to trudne. A może właśnie dlatego? Bo skoro: "Nie jesteśmy wytrawnymi podróżnikami, nie jesteśmy backpackerami, nie jesteśmy ludźmi, którzy kochają góry, łąki i lasy aż tak bardzo, aby cały godzinami łazić po nich w strugach deszczu i w porywistym wietrze. Jesteśmy zwykłymi, codziennymi ludźmi "z miasta" - dziećmi komercji". To dlaczego o nich pisać i ich sponsorować? Każdego miesiąca tacy ludzie wyruszają w świat. Wielu z nich naprawdę wyrusza, a nie organizuje bilet dookoła świata i noclegi z prysznicem. (I jeszcze to szukanie sponsorów tego prysznica). Jestem zawiedziona. Sponsorować anonimowe dzieci komercji? i kibicować ich podróży? Życzę im, oczywiście, udanych wakacji, ale jak zobaczę jakiś nagłówek o ich "wyprawie dookoła świata", to ominę ten tekst. Dział "turystyka" nie ma już kompletnie o czym pisać? Pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wookie Re: Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.01.09, 08:30 Pisząc o "drodze" nie miałem oczywiście na myśli samego procesu przemieszczania się z pkt. A do pkt. B. DROGA jako permanentny stan umysłu chęci poznania, doświadczenia i zrozumienia innego człowieka, najbliższego sąsiada ale i ludzi zamieszkujących kraj o 12 godzin lotu od pkt. A. DROGA jako tolerancja i szacunek wobec Innych. Być cały czas "w drodze", nie musi oznaczać że 3/4 swojego życia spędzimy np. w pociągu czy autobusie. "Być w drodze" to chcieć poznać i zrozumieć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: magda Zapomnijcie o planie IP: 203.177.74.* 08.02.09, 07:24 "Mamy plan działań, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu" Moja dobra rada - zapomnijcie o planie dzialan dzien po dniu. To nie ma zandego sensu. Sama rzucilam prace w grudniu i od 1,5 miesiaca jestem w podrozy, ktora mam nadzieje potrwa conajmniej 14-15 miesiecy (zalezy na ile kasy starczy), i powiem wam jedno - juz teraz wiem, ze jakiekowiek dokladniejsze planowanie czegokolwiek nie ma sensu. Rzeczywistosc wszystko weryfikuje. Wiem to z autopsji. Tez mielismy jakis tam plan, ale mniej wiecej po 2 tyg podrozy szlag go trafil. To co robimy danego dnia zalezy glownie od pogody i tego na co mamy ochote. Jesli akurat mamy ochote na nicnierobienia to to wlasnie robimy. Nic na sile. To ile w danym miejscu spedzamy czasu nie zalezy od jakiegos wczesniej napisanego w excelu planu. Jak miejsce jest fajne to zostajemy dluzej, jak sie nam nie podoba to jedziemy dalej. Mamy oczywiscie jakies tam ograniczenia zwiazane z datami lotow, ale do tego sie nasze plany ograniczaja. I tak jest serio super. Pelna swoboda, nic na sile. No bo co zrobicie jak np. w planie bedzie powiedzmy snorklowanie, a akurat bedzie lało? Chyba lepiej to przelozyc na kolejny dzien, niz jechac dalej i odpuszczac snorkeling tylko dlatego, ze grafik tego wymaga. Nie planujcie za duzo. Po prostu miejcie jakis tylko ogolny zarys tego co chcecie zobaczyc, ale nie badzcie niewolnikiem planu, bo to bezsens przy dlugiej podrozy. Pozdrawiam z Filipin Magda careerbreak.wordpress.com Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: magda zapomnijcie o planie IP: 203.177.74.* 08.02.09, 07:30 "Mamy plan działań, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu" Moja dobra rada - zapomnijcie o planie dzialan dzien po dniu. To nie ma zandego sensu. Sama rzucilam prace w grudniu i od 1,5 miesiaca jestem w podrozy, ktora mam nadzieje potrwa conajmniej 14-15 miesiecy (zalezy na ile kasy starczy), i powiem wam jedno - juz teraz wiem, ze jakiekowiek dokladniejsze planowanie czegokolwiek nie ma sensu. Rzeczywistosc wszystko weryfikuje. Wiem to z autopsji. Tez mielismy jakis tam plan, ale mniej wiecej po 2 tyg podrozy szlag go trafil. To co robimy danego dnia zalezy glownie od pogody i tego na co mamy ochote. Jesli akurat mamy ochote na nicnierobienia to to wlasnie robimy. Nic na sile. To ile w danym miejscu spedzamy czasu nie zalezy od jakiegos wczesniej napisanego w excelu planu. Jak miejsce jest fajne to zostajemy dluzej, jak sie nam nie podoba to jedziemy dalej. Mamy oczywiscie jakies tam ograniczenia zwiazane z datami lotow, ale do tego sie nasze plany ograniczaja. I tak jest serio super. Pelna swoboda, nic na sile. No bo co zrobicie jak np. w planie bedzie powiedzmy snorklowanie, a akurat bedzie lało? Chyba lepiej to przelozyc na kolejny dzien, niz jechac dalej i odpuszczac snorkeling tylko dlatego, ze grafik tego wymaga. Nie planujcie za duzo. Po prostu miejcie jakis tylko ogolny zarys tego co chcecie zobaczyc, ale nie badzcie niewolnikiem planu, bo to bezsens przy dlugiej podrozy. Pozdrawiam z Filipin Magda careerbreak.wordpress.com Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik hmmmm... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.10, 10:48 kiedy czytałem informacje o tych planach i teraz ten artykuł, narastały we mnie wątpliwości. no i chyba słuszne. widać, że przyszli podróżnicy maja korporacyjne serca. stąd to naciąganie sponsorów na coś, co żadnym rarytasem marketingowym dziś już nie jest (wiem co nieco o marketingu, mediach i podróżach). poza tym, skąd dają sob ie mandat do tego, że robią jakiś super wyczyn wart sponsoringu? ponadto - dlaczego idą po najmniejszej linii oporu? dlaczego nie robią tak, jak ci ludzie, którzy o sponsorach nawet nie myślą: www.kontynenty.net/ www.loswiaheros.pl/ i wielu, wielu innych podróżników samodzielnie starających się o zapewnienie sobie przeżycia w drodze. dla mnie taka postawa, jaka reprezentują bohaterowie tekstu jest po prostu... nie w porządku :( niby nic do nich nie mam, ale jakoś mnie to wszystko mierzi. całe to wielkie zadęcie i halo wokół rzeczy, która tak naprawdę jest ich prywatna sprawą i wyczynem dość banalnym w środowisku podróżniczym. ech... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: haha, ponad 2 lata Re: hmmmm... IP: *.159.14.210.static.crowley.pl 15.10.10, 00:19 Tacy podróznicy...Prawdziwi podróżnicy już powracali z dwuletnich wypraw, a oni dalej planują...A może już nie planują? Narobili huku w 2008, a już koniec 2010 i siedzą na tyłkach. Nie wstyd wam trochę "Mieszczuchy"? Mi by było cholernie wstyd. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytelnik Re: hmmmm... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.10, 17:29 smutek i żal. ale też przestroga i zachęta do pokory i sumiennej pracy dla innych :) Odpowiedz Link Zgłoś