Dodaj do ulubionych

Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziura...

IP: *.u.itsa.pl 14.01.09, 16:57
zapraszamy na naszą stronę na nowym, szybszym serwerze -
www.mieszczuchy.republika.pl
Obserwuj wątek
    • funia81 Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziura.. 16.01.09, 00:38
      Nie da sie tak, kurcze, za jednym zamachem wszystkiego obejrzec. Apetyt rosnie w
      miare... poznawania. Dlatego jezdze na krocej, ale regularnie. Ale i za was
      trzymam kciuki.
      • Gość: ajron Re: Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziu IP: *.cable.ubr07.smal.blueyonder.co.uk 16.01.09, 21:01
        Pomysl nie nowy, ale taki ktory nigdy nie zbrzydnie, zupelnie jak zimna butelka
        Coli :] Sam mysle o takim wyjezdzie i mysle ze pewnego dnia to nastapi. Poki co
        poznalem dziewczyne z Wegier ktora kocha podroze tak jak ja. Tak wiec raz w
        miesiacu obowiazkowy short-break i lot z Ryanair do miasta bardziej
        atrakcyjnego niz Birmingham...
        pozdrawiam wszystkich dla ktorych podroze to sposob na zycie :]
    • Gość: pokolenie59 Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziura.. IP: 91.202.192.* 16.01.09, 09:21
      mam w tym roku 50-siątke zabiliście mi klina do głowy!!.MOŻE TO!!!!
    • kornel-1 Jest czymś zupełnie niebywałym, aby w portalu... 16.01.09, 14:01
      Jest czymś zupełnie niebywałym, aby w portalu Gazeta Turystyka ukazywał się ANONIMOWY artykuł.
      ANONIMOWA jest również strona na serwerze Onetu.
      Wstydzicie się? Czyżby nazwa korporacji zaczynała się na literkę "A"?

      Pomysł jak pomysł. Nie za bardzo rozumiem, po co o tym pisać na tym etapie. By znaleźć sponsorów? 100.000 zł które zamierzacie przeznaczyć na wyjazd to sporo. Trasa prowadzi głównie przez tanie lub bardzo tanie kraje, 30 dolarów dziennie na utrzymanie pozwala w praktyce na nieliczenie się z wydatkami.

      Trochę mnie śmieszą te słowa "trzeba zapiąć wszystko na ostatni guzik [...] rezerwacje". Jaki jest sens rezerwowania czegokolwiek przy rocznym wyjeździe? Od biedy Inca Trail, ale co jeszcze? Hotele? ROTFL.

      Wasza trasa to standard - Meksyk-Peru-Brazylia jakieś wyspiarskie państewko na Pacyfiku, NZ&Aus. Indonezja-Indie-Chiny-....
      Stany Zjednoczone czyli Niagara... No świetnie. Ależ stereotypowe podejście... A może by tak trochę oryginalności? Może jednak trochę mniej oklepanych turystycznych miejsc? Mniej komerchy, więcej fantazji i wysiłku? Piszecie, że nie chcecie być japońskimi turystami, lecz "stać się częścią odwiedzanych światów". Doprawdy trudno tego dokonać poruszając się od hotelu do hotelu. Cancun, Acapulco... czy naprawdę jest sens zawracać tym głowę innym?

      Bo powtórzę: nic nadzwyczajnego nie ma w tym wyjeździe RTW.
      Ale rozumiem waszą radość z perspektywy tego wyjazdu.
      Na pewno będzie co wspominać ;-)

      Kornel
    • Gość: annakmita@yahoo.ca Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziura... IP: *.nt.net 17.01.09, 02:08
      I ja tez mialam takie marzenie i kiedy stuknela mi 50-ka
      wybralam sie z plecakiem solo w podroz dookola swiata / 1999 /
      Moja trasa: polnocne Ontario, Nowy Orlean, Hawaje, Australia,
      Japonia, Bali, Tajland, Chiny, Indie, Kong Kong, London, Turcja,
      Israel z Jordania i na koniec Nowy York.
      Mialam cudowne dlugie wakacje. Indie zrobily na mnie olbrzymie
      wrazenie.
      Dzisiaj mam 60 i dalej podrozuje! Wietnam a za 2 tygodnie jade do
      Costa Rici aby pdziwiac jej piekno.
      Jestem skromna pielegniarka ; ciesze sie ze moge poznac inne kultury
      krajobrazy i ludzi.
      POWODZENIA ! Anna
      • Gość: Michal Re: Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.09, 22:59
        A my wlasnie z takiej podrozy wrocilismy, AD 2008.
        Scenariusz podobny, rzucona praca, tylko ze obylo sie bez calego zamieszania ze
        sponsorami itp. Mozna to zrobic bez tego, wygodniej, bez zobowiazan itd. Jedynie
        po powrocie ciezko sie przestawic:)

        Kronike naszej podrozy mozecie znalezc na www.dookolaswiata2008.blogspot.com
        Zapraszam na stronke.

        Pozdrawiam,

        Michal
        • alinaw1 Re: Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziu 20.01.09, 22:48
          Dwadzieścia parę lat... Ej, młodziki. Ja w tym wieku błakałam się
          sama po Afryce wzbudzając powszechne zainteresowanie swym
          egzotycznym pochodzeniem. Wtedy wędrowanie i poznawanie świata było
          dużo trudniejsze (nie było nawet przewodników nie wspominając rzecz
          jasna o Internecie)ale- przepraszam- dużo ciekawsze, bardziej
          prawdziwe, spontaniczne. Zachłystywało. A potem, podczas wędrówki po
          Azji, zaczęłam poznawać mnóstwo dziwacznych wędrowców. W większości
          to byli prawnicy, finansiści i tacy tam ze Stanów i Europy. Moda na
          roczny urlop od korporacji. Potem i tak wrócą w sidła. W Polsce cos
          takiego też stało się popularne. Oczywiście wszelkie wyjazdy nie
          mogą obyć sie bez sponsorów i medialnej otoczki. Jakiś obłęd. Nie
          wiem ile w tym wewnętrznej potrzeby , a ile mody (dla nielicznych
          ale jednak). Wybaczcie zrzędzenie babci. Po prostu za moich czasów
          było inaczej. Na początku lat 90 w podróże dalekie wybierali się
          prawdziwi szaleńcy- bez pieniędzy, planów i sponsorów.
          • amused.to.death no faktycznie zrzędzenie 20.01.09, 23:03
            > jasna o Internecie)ale- przepraszam- dużo ciekawsze, bardziej
            > prawdziwe, spontaniczne.

            myślę, że dla większości podróżników są to wciąż ciekawe, prawdziwe i
            spontaniczne wyprawy.
            • Gość: alinaw1 Re: no faktycznie zrzędzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.09, 23:20
              Co do spontaniczności- mocno dyskusyjne. Wystarczy popatrzeć na fora
              w necie: ludzie chcą znać każdy niemal szczegół przed wyjazdem,
              zaplanować (niczym słupki sprzedaży w korporacji), pytają o każdą
              błachostkę. A z czym wędrują? Z identycznymi przewodnikami pod
              pachą. Najczęściej Lonely Planet itp. A jak już wyjeżdżają to muszą
              koniecznie mieć sponsorów, potem brać udział we wszelkich konkursach
              na podróżnika roku, pisać blogi...
              Kiedyś w Kambodży spytałam Polaka, po co jedzie do takiej to a
              takiej światyni. Odpowiedź: "zrobić zdjęcie". Dziś prawdziwych
              podróżników już nie ma.
              • amused.to.death Re: no faktycznie zrzędzenie 20.01.09, 23:30
                Hm...chyba faktycznie trafny tytuł wybrałam.
                Przykre, że spotykasz tylko takich ludzi wokół siebie.
                • Gość: alinaw1 Re: no faktycznie zrzędzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.09, 23:52
                  No, nie. Wybrałam te przykłady dla podkreślenia pewnego trendu.
                  Wszystko stało się komercją. Podróże też. Spontaniczność - rzecz
                  rzadka. Ale najrzadsze- zachwyt, głód wiedzy i prawdziwego poznania
                  świata. Ludzie nazywający siebie teraz podróżnikami- bardziej dbają
                  o dobrą fotkę (i oczywiście byle szybciej ją potem wrzucić do
                  Internetu) niż na zadumę. Zmuszono mnie ostatnio do zerknięcia na na
                  różne blogi tzw. podróżnicze. A tam dłużyzny, opisy szczegółowe cen,
                  20 zdań nic nie znaczących dialogów. I wypowiedzi tak infantylne,
                  płytkie aż do bólu typu: pojechaliśmy do świątyni. Ładna. Jedziemy
                  dalej. Wieczór. Na drugi dzień druga światynia. Też ładna. Potem
                  trzecia. Ładna. Oczywiście trywializuję ale tak to mniej więcej
                  wygląda: byle szybciej, byle więcej. Jakość? Jak w supermarkecie. No
                  i inne cele. na szczęście już nie zaglądam na internetowe
                  wspomnienia z podróży.
                  • Gość: Gość Re: no faktycznie zrzędzenie IP: *.limes.com.pl 21.01.09, 09:33
                    Co jakiś czas pojawiają się na tym forum posty traktujące o wyższości turystyki
                    indywidualnej nad turystyką masową. Autorzy tych postów nie bacząc czy ludzie
                    czytający te posty wyjeżdżają z małymi dziećmi, są w odpowiednim wieku cieszą
                    się dobrym zdrowiem oraz najważniejsze czy taka forma turystyki w ogóle im
                    odpowiada, usiłują wyprowadzić wszystkich na jedyną słuszną drogę.

                    Teraz jednak nastąpiło coś ciekawszego, oto okazuje się że ci którzy korzystają
                    podczas planowania podróży z internetu kupują Lonely Planet a podczas zwiedzania
                    Angkor Wat chcą jedynie zrobić dobrą fotkę a nie "zadumać się" nie są spontaniczni.

                    Jeśli dobrze zrozumiałem twój przepis na wyjazd spontaniczny jest taki kupujesz
                    bilet wszystko jedno gdzie nie kupujesz żadnego przewodnika ani nawet mapy nie
                    wiesz jakie ciekawe rzeczy są do zobaczenia w kraju do którego przylecisz, ani
                    jakie warunki pogodowe tam panują( o zagrożeniach chorobowych czy innych nie
                    wspomnę).
                    Masz rację twój wyjazd jest spontaniczny, jest to recepta na wyjazd typu dwa
                    razy mniej dwa razy dłużej za dwa razy drożej.Powiesz że czas się nie liczy
                    pieniądze też nie, niestety żyjemy w realnym świecie.

                    Co do tematu tego wątku czyli RTW za 100000 zł. powiem szczerze mnie podróże RTW
                    w ogóle się nie podobają, za taką sumę można wyjeżdżać do wspaniałych miejsc
                    przez wiele lat ale to sprawa autorów artykułu.
                    Wszystkie śmieszne sprawy typu rezerwacje dobór miejsc podrózy odpowiednio
                    skwitował kornel-1.

                    Mimo to życzę powodzenia i wielu ciekawych wspomnień.
                    • kornel-1 O spontaniczności 21.01.09, 11:32
                      Gość portalu: Gość napisał(a):

                      > Co jakiś czas pojawiają się na tym forum posty traktujące o
                      > wyższości turystyki indywidualnej nad turystyką masową

                      Dla mnie to kwestia potrzeb i stylu. Nie wieku, dzieci i zdrowia.
                      No i kasy ;-) Pisałem o tych sprawach na forum, więc nie będę rozwijał tematu.

                      > Teraz jednak nastąpiło coś ciekawszego, oto okazuje się że ci
                      > którzy korzystają podczas planowania podróży z internetu kupują
                      > Lonely Planet [...] nie są spontaniczni.
                      > Jeśli dobrze zrozumiałem twój przepis na wyjazd spontaniczny jest
                      > taki kupujesz bilet wszystko jedno gdzie nie kupujesz żadnego
                      > przewodnika ani nawet mapy nie wiesz jakie ciekawe rzeczy są do
                      > zobaczenia w kraju do którego przylecisz, [...]

                      No cóż... tęsknota za młodzieńczymi marzeniami (btw alinaw1 jest całkiem młoda
                      :-D ) plus skłonność do pewnego koloryzowania swoich doświadczeń ("przemierzałam
                      Afrykę") sprawiają, że czasem popadamy w przesadę.

                      Dwutygodniowy urlop ("bo nie mogę wziąć więcej") - dość krótki czas - narzuca
                      potrzebę starannego zaplanowania wyjazdu. Nie sądzę, by gromadzenie informacji o
                      regionie, do którego się jedzie, było czymś niewłaściwym.

                      Wiedząc więcej - lepiej zrozumiemy otaczający świat (od symboli w architekturze
                      po zachowania ludzkie na ulicy), nie przeoczymy czegoś ciekawego na miejscu (od
                      lokalnych potraw po mało znane religijne sanktuaria).

                      Prawdę mówiąc jestem wstrząśnięty lenistwem osób zadających często banalne
                      pytania zamiast podjęcia męskiej decyzji o zakupie przewodnika (lub równie
                      odważnego wstukania zapytania do googli).

                      SPONTANICZNOŚĆ to inna sprawa. "Wsiąść do pociągu byle jakiego", "iść dokąd oczy
                      poniosą", "uciec na koniec świata" to normalne potrzeby, które nam czasem
                      towarzyszą. Nie każdy POTRAFI je zrealizować. NIE WYOBRAŻAMY sobie wyjazdu bez
                      zabezpieczenia: rezerwacji hotelu, schroniska w górach, wcześniejszego kupieniu
                      biletu powrotnego.

                      Spontaniczność to podjęcie decyzji o wyjeździe do odległego kraju tylko dlatego,
                      że trafia się okazja taniego przelotu. Spontaniczność to przyjęcie zaproszenia
                      do domu i nocleg u poznanego mieszkańca. To nieoczekiwana zmiana kierunku
                      podróży, by zobaczyć coś więcej. Spontaniczność to poczucie wolności, niezależności.

                      Najwspanialszym sposobem na spontaniczność jest autostop. Chociaż wtedy często
                      to nie my decydujemy dokąd dojedziemy, gdzie przenocujemy. Ci, którzy tak
                      spędzali tak czas wiedzą, o czym mówię.

                      Szwendania się po Afryce - najtrudniejszym do podróżowania kontynencie -
                      doświadczyły i alinaw1 i amused.to.death.
                      I doskonale rozumiem ich dezaprobatę dla perfekcyjnego planowania szczegółów
                      wyjazdu. Tam, gdzie spontaniczność - tam PRZYGODA.

                      Neckerman ich nie dostarczy.

                      O spontaniczność trudniej na zorganizowanym wyjeździe. Ale zawsze można odłączyć
                      się od grupy, skręcić w boczną uliczkę, dać się zaprosić do domu, wpaść do
                      fryzjera, do zatłoczonej knajpki. Zamiast tkwić na plaży - zdobyć jakąś górkę,
                      wyjechać do sąsiedniego miasteczka. Nawet wtedy, gdy jechałem na "zorganizowany"
                      studencki tramping korzystałem z każdej okazji: więcej na temat w moich relacjach.

                      > Co do tematu tego wątku czyli RTW za 100000 zł. powiem szczerze
                      > mnie podróże RTW w ogóle się nie podobają, za taką sumę można
                      > wyjeżdżać do wspaniałych miejsc

                      Dysponując 15 tysiącami dolarów i jednym rokiem pokusiłbym się o okrążenie Ziemi
                      NIE KORZYSTAJĄC z przelotów samolotem. Logistycznie byłoby to trudniejsze i -
                      jak dla mnie - bardziej ambitne.

                      Kornel
            • Gość: cris Re: no faktycznie zrzędzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.09, 00:10
              amused.to.death napisała:
              > myślę, że dla większości podróżników są to wciąż ciekawe, prawdziwe i
              > spontaniczne wyprawy.

              Czy to ty miałaś kiedyś sygnaturkę:
              "Plans are nothing; planning is everything."

              hahaha
    • Gość: Wookie Re: Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.01.09, 15:51
      "Moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest
      mojsza niż twojsza. I właśnie to moja racja jest najmojsza!"

      Ludzie, opamiętajcie się!
      Przecież najważniejsza i tak jest sama DROGA!
      • mimbla.londyn Re: Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziu 24.01.09, 02:30

        "Ludzie, opamiętajcie się!
        Przecież najważniejsza i tak jest sama DROGA! "

        Piekne!
        • kornel-1 Re: Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziu 24.01.09, 11:16
          mimbla.londyn napisała:

          > "Ludzie, opamiętajcie się!
          > Przecież najważniejsza i tak jest sama DROGA! "
          >
          > Piekne!

          Może i piękne ale nieprawdziwe.

          Dla zdecydowanej większości turystów liczy się cel - pobyt w jakimś miejscu.
          Sposób dotarcia do niego jest mniej ważny, co najwyżej chodzi o to by droga była
          tania lub szybka lub bezpieczna. Rzadko kiedy wybiera się drogę interesującą lub
          nową.

          Podróżników delektujących się zmiennością i różnorodnością otaczającego świata -
          jest znacznie mniej.

          Offtopicznie dodam, że nawet z punktu widzenia chrześcijanina - najważniejsze
          jest zbawienie (cel) a nie życie (droga).

          Kornel
          • amused.to.death Re: Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziu 24.01.09, 11:23
            Ciekawy offtop:)

            A co do drogi - myślę, że większość, mając ok 2 tygodni wolnego nie może mówić,
            o tym, że najważniejsza jest droga.

            Droga może być ważna jak się ma przynajmniej kilka miesięcy do dyspozycji.

            No i pytanie co rozumiemy przez 'droga'?
            Jeśli cały czas bycie w drodze i przemieszczanie się to dla mnie podróże
            zdecydowanie nie są byciem w drodze. Ja uwielbiam pobyć dłużej w jakimś miejscu
            i 'oswoić' je trochę i poznać ludzi.
      • Gość: onka Re: Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.09, 02:43
        > Ludzie, opamiętajcie się!

        A czemu mają się opamiętać? Przecież ten artykuł to trzy po trzy. Już po
        przeczytaniu lidu chciałam zrezygnować, bo pomyślałam, że kolejne nic. (I w
        sumie miałam rację).

        Przeczytałam jednak do końca (nie była to zasługa przyciągającego oko lidu ;-)).
        I nic. Ktoś chce mieć fajne wakacje i tyle. I to powód, by o tym pisać? Widać
        tak. Ważna jest korporacyjna siła przebicia? Szkoda, że nie została ona
        wykorzystana tak na miarę wielkich podróżników czy nawet odkrywców, choć to
        trudne. A może właśnie dlatego?

        Bo skoro: "Nie jesteśmy wytrawnymi podróżnikami, nie jesteśmy backpackerami, nie
        jesteśmy ludźmi, którzy kochają góry, łąki i lasy aż tak bardzo, aby cały
        godzinami łazić po nich w strugach deszczu i w porywistym wietrze. Jesteśmy
        zwykłymi, codziennymi ludźmi "z miasta" - dziećmi komercji".

        To dlaczego o nich pisać i ich sponsorować? Każdego miesiąca tacy ludzie
        wyruszają w świat. Wielu z nich naprawdę wyrusza, a nie organizuje bilet dookoła
        świata i noclegi z prysznicem. (I jeszcze to szukanie sponsorów tego prysznica).

        Jestem zawiedziona. Sponsorować anonimowe dzieci komercji? i kibicować ich
        podróży? Życzę im, oczywiście, udanych wakacji, ale jak zobaczę jakiś nagłówek o
        ich "wyprawie dookoła świata", to ominę ten tekst.

        Dział "turystyka" nie ma już kompletnie o czym pisać?

        Pozdrawiam :)
    • Gość: Wookie Re: Mieszczuchy w drodze. Dziura w pracy czy dziu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.01.09, 08:30
      Pisząc o "drodze" nie miałem oczywiście na myśli samego procesu przemieszczania
      się z pkt. A do pkt. B.
      DROGA jako permanentny stan umysłu chęci poznania, doświadczenia i zrozumienia
      innego człowieka, najbliższego sąsiada ale i ludzi zamieszkujących kraj o 12
      godzin lotu od pkt. A.
      DROGA jako tolerancja i szacunek wobec Innych.
      Być cały czas "w drodze", nie musi oznaczać że 3/4 swojego życia spędzimy np. w
      pociągu czy autobusie.
      "Być w drodze" to chcieć poznać i zrozumieć.
    • Gość: magda Zapomnijcie o planie IP: 203.177.74.* 08.02.09, 07:24
      "Mamy plan działań, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu"

      Moja dobra rada - zapomnijcie o planie dzialan dzien po dniu. To nie ma zandego
      sensu. Sama rzucilam prace w grudniu i od 1,5 miesiaca jestem w podrozy, ktora
      mam nadzieje potrwa conajmniej 14-15 miesiecy (zalezy na ile kasy starczy), i
      powiem wam jedno - juz teraz wiem, ze jakiekowiek dokladniejsze planowanie
      czegokolwiek nie ma sensu. Rzeczywistosc wszystko weryfikuje. Wiem to z
      autopsji. Tez mielismy jakis tam plan, ale mniej wiecej po 2 tyg podrozy szlag
      go trafil. To co robimy danego dnia zalezy glownie od pogody i tego na co mamy
      ochote. Jesli akurat mamy ochote na nicnierobienia to to wlasnie robimy. Nic na
      sile. To ile w danym miejscu spedzamy czasu nie zalezy od jakiegos wczesniej
      napisanego w excelu planu. Jak miejsce jest fajne to zostajemy dluzej, jak sie
      nam nie podoba to jedziemy dalej. Mamy oczywiscie jakies tam ograniczenia
      zwiazane z datami lotow, ale do tego sie nasze plany ograniczaja. I tak jest
      serio super. Pelna swoboda, nic na sile. No bo co zrobicie jak np. w planie
      bedzie powiedzmy snorklowanie, a akurat bedzie lało? Chyba lepiej to przelozyc
      na kolejny dzien, niz jechac dalej i odpuszczac snorkeling tylko dlatego, ze
      grafik tego wymaga.
      Nie planujcie za duzo. Po prostu miejcie jakis tylko ogolny zarys tego co
      chcecie zobaczyc, ale nie badzcie niewolnikiem planu, bo to bezsens przy dlugiej
      podrozy.
      Pozdrawiam z Filipin
      Magda
      careerbreak.wordpress.com
    • Gość: magda zapomnijcie o planie IP: 203.177.74.* 08.02.09, 07:30

      "Mamy plan działań, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu"

      Moja dobra rada - zapomnijcie o planie dzialan dzien po dniu. To nie ma zandego
      sensu. Sama rzucilam prace w grudniu i od 1,5 miesiaca jestem w podrozy, ktora
      mam nadzieje potrwa conajmniej 14-15 miesiecy (zalezy na ile kasy starczy), i
      powiem wam jedno - juz teraz wiem, ze jakiekowiek dokladniejsze planowanie
      czegokolwiek nie ma sensu. Rzeczywistosc wszystko weryfikuje. Wiem to z
      autopsji. Tez mielismy jakis tam plan, ale mniej wiecej po 2 tyg podrozy szlag
      go trafil. To co robimy danego dnia zalezy glownie od pogody i tego na co mamy
      ochote. Jesli akurat mamy ochote na nicnierobienia to to wlasnie robimy. Nic na
      sile. To ile w danym miejscu spedzamy czasu nie zalezy od jakiegos wczesniej
      napisanego w excelu planu. Jak miejsce jest fajne to zostajemy dluzej, jak sie
      nam nie podoba to jedziemy dalej. Mamy oczywiscie jakies tam ograniczenia
      zwiazane z datami lotow, ale do tego sie nasze plany ograniczaja. I tak jest
      serio super. Pelna swoboda, nic na sile. No bo co zrobicie jak np. w planie
      bedzie powiedzmy snorklowanie, a akurat bedzie lało? Chyba lepiej to przelozyc
      na kolejny dzien, niz jechac dalej i odpuszczac snorkeling tylko dlatego, ze
      grafik tego wymaga.
      Nie planujcie za duzo. Po prostu miejcie jakis tylko ogolny zarys tego co
      chcecie zobaczyc, ale nie badzcie niewolnikiem planu, bo to bezsens przy dlugiej
      podrozy.
      Pozdrawiam z Filipin
      Magda
      careerbreak.wordpress.com
    • Gość: czytelnik hmmmm... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.10, 10:48
      kiedy czytałem informacje o tych planach i teraz ten artykuł, narastały we
      mnie wątpliwości. no i chyba słuszne. widać, że przyszli podróżnicy maja
      korporacyjne serca. stąd to naciąganie sponsorów na coś, co żadnym rarytasem
      marketingowym dziś już nie jest (wiem co nieco o marketingu, mediach i
      podróżach). poza tym, skąd dają sob ie mandat do tego, że robią jakiś super
      wyczyn wart sponsoringu? ponadto - dlaczego idą po najmniejszej linii oporu?
      dlaczego nie robią tak, jak ci ludzie, którzy o sponsorach nawet nie myślą:
      www.kontynenty.net/
      www.loswiaheros.pl/
      i wielu, wielu innych podróżników samodzielnie starających się o zapewnienie
      sobie przeżycia w drodze.
      dla mnie taka postawa, jaka reprezentują bohaterowie tekstu jest po prostu...
      nie w porządku :(
      niby nic do nich nie mam, ale jakoś mnie to wszystko mierzi. całe to wielkie
      zadęcie i halo wokół rzeczy, która tak naprawdę jest ich prywatna sprawą i
      wyczynem dość banalnym w środowisku podróżniczym.
      ech...
      • Gość: haha, ponad 2 lata Re: hmmmm... IP: *.159.14.210.static.crowley.pl 15.10.10, 00:19
        Tacy podróznicy...Prawdziwi podróżnicy już powracali z dwuletnich wypraw, a oni dalej planują...A może już nie planują? Narobili huku w 2008, a już koniec 2010 i siedzą na tyłkach. Nie wstyd wam trochę "Mieszczuchy"? Mi by było cholernie wstyd.
        • Gość: czytelnik Re: hmmmm... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.10, 17:29
          smutek i żal. ale też przestroga i zachęta do pokory i sumiennej pracy dla innych :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka