Ostatnio zaczęłam mocno interesować się objawami jajeczkowania - niedługo
będziemy starać się o dziecko. Przestudiowałam kilka stron o naturalnych
metodach planowania rodziny. Dowiedziałam się, że śluz płodny powinien być
rozciągliwy, podobny w kosystencji do kurzego białka. Przyznam, że się
wystraszyłam, NIGDY u siebie czegoś takiego nie zaobserwowałam. W połowie
cyklu pojawia się obfity śluz wodnisty, wypływający (absolutnie nie rozciągliwy).
W wieku 20 lat miałam wypalaną nadżerkę szyjki macicy, dość dużą, ale lekarze
twierdzą, że prawie nie ma śladu.
Czy brak opisanego śluzu automatycznie oznacza, że jajeczkowanie nie
występuje? A może jest to efekt wypalania nadżerki, podobno może dość do
uszkodzenia gruczołów produkujących śluz.
Nie wiem, czy spokojnie podjąć próby zmajstrowania dziecka

, czy ruszać od
razu na badania? A może niepotrzebnie panikuję, w końcu ludzie róznią się
między sobą i śluz płody nie zawsze musi wyglądać tak samo?