siedzę już jak na szpilkach lub rozżarzonych węglach w tej swojej durnej
robocie, symuluję, że pracuję, minuty wloką się nieskończenie, szef łypie na
mnie zza drukarki podejrzliwie, mam dość. Chcę na L4, 182 dni, 100% płatne, bo
ciąża!
I jeszcze Was nie ma

I jeszcze alergia pyłkowa sieje spustoszenie w moim nosie, oczach i
oskrzelach, eh...i powodując, że mimo żem przed owulką, to podirytowana jestem
niczym w pmsie

.
Leki nie pomagają, znacie jakies metody, jak przetrwać to mega wielkie
stężenie pyłków i nie uciąć sobie nosa i oczu nie wydrapać?