Dodaj do ulubionych

swieta / sylwestry w gorach

18.12.02, 10:32
Uwazam, ze ten temat moze spokojnie stanowic oddzielny watek. Sylwestrow w
gorach spedzilam wiele i wiele by tu bylo do pisania, ale napisze o swietach
Bozego Narodzenia.
Tylko jedne Swieta spedzilam w gorach - w Tatrach. Mialam wtedy 8 lat, ale
najlepiej z tych swiat zapamietalam szok jaki przezylam, gdy przyszli
kolednicy. Dla mnie mieszczucha, a w dodatku z blokow ta tradycja byla
calkowicie obca. Gdy nagle wparowali do sieni (ktora laczyla sie z kuchnia
gospodarzy, u ktorych wlasnie przesiadywalismy) kolednicy, az krzyknelam ze
strachu. Najpierw wszedl dziad, a potem zobaczylam diabla, a potem Turonia
(drewniana postac obita korzuchem) i juz sie tak bardzo balam ze schowalam
sie za rodzicami. A przeciez nie bylam juz wtedy taka mala by wierzyc ze te
postacie sa prawdziwe, jednak mi sie wydaly bardzo realne.
Potem, nie wiem czemu, weszly te fajniejsze postacie. Pamietam ze byl tam
jeszcze bocian, aniol i Herod. Spiewali koledy trzymajac sie za rece, a gdy
nagle zamarli gazdzina dala im cos tam, a moi rodzice jakis pieniazek i wtedy
niby odzyli ladnie dziekujac wyszli.
to zdarzenie pamietam jak przez mgle, jakbym uczestniczyla w jakiejs sztuce
teatralnej, ale dzis to mile wspomnienie choc wtedy tak bardzo sie
przestraszylam. jestem tylko ciekawa czy dalej ta tradycje sie kontynuuje w
goralskich domach?
Obserwuj wątek
    • grabdowski Re: swieta / sylwestry w gorach 07.01.03, 14:30
      Cytuje ta historie tez t bo dotyczy ona sylwestra:
      opowiem historie, ktora poczatkowo nie byla zbyt wesola, ale w koncu okazala
      sie calkiem sympatyczna. Kiedys pojechalismy ze znajomymi w gory na sylwestra.
      Mielismy go spedzidz w Tyliczu kolo Krynicy. w malej chacie oddalonej jakies 5
      km od wsi. O godzinie 16 odjezdzal ostatni autobus, na ktory szedlem z baru
      mlecznego. Nagle na sliskim chodniku przewrocilem sie. W plecaku zbily sie dwie
      flaszki wodki jakie wiozlem ze soba. Pomogli mi wstac jacys mlodzi ludzie,
      ktorzy wlasnie przechodzili. Zaczeli ubolewac ze mna nad rozlana wodka. Tak
      bylem zalamany, ze wodka (wtedy bardzo droga) zbita i ubrania zalane, ze
      zupelnie zapomnialem, ze zaraz odjezdza moj autobus. Jak juz doszedlem do
      przystanku nie bylo go tam. To mnie zupelnie dobilo. Siedzialem zalamany chwile
      i gdy sie okazalo, ze nic w tym kierunku nie jedzie poszedlem na poczekalnie
      kolejowa, gdzie chyba przyszloby mi spedzic sylwestra. Ku mojejmu zdziwieniu
      znalezli sie tez ludzie, ktorzy mi pomogli. Zapytali zdziwieni co ja tu jeszcze
      robie, a jak sie dowiedzieli co sie stalo zaprosili mnie do siebie i z nimi
      spedzilem sylwestra (czestowany ich wodka bez zadnych ograniczen) i Nowy Rok i
      dopiero 2 dojechalem do Tylicza. No i co nie jest w tych gorach uroczo????

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka