styro
15.01.04, 21:10
Witajcie!
Tak jak pisalem zostawilem auto w warsztacie zeby mi hamulce przegladneli -
cos tam ocieralo o tarcze i tyl nie hamowal... Okazalo sie ze auto musi
spedzic w warsztacie 2 dni - dzis wymienili mi tarcze i klocki na przodzie
okazalo sie ze klockow nie bylo - lewa tarcza ma takie piekne rowki chyba na
mm - jutro wymienia plyn (okazalo sie, ze ma za duzo wody) i okladziny na
tyle - okazalo sie, ze sa, ale skrystalizowane - dlatego nie hamuja .... Do
wymiany tez prawe tylne lozysko - jutro napisze szczegolowo ile mnie skaowali
jesli kogos to interesuje... a teraz do rzeczy:
Wyejechalem z warsztatu, pokrecilem sie po miescie i usilowalem zjechac na
autostrade, a ze mam troche z gorki i mnostwo zakretow wiec hamowania bylo
troche, najpierw zaczelo smierdziec tak jakby plynem hamulcowym, pozniej
zaczelo smierdziec guma - myslalem, ze to z zewnatrz, kiedy za mna zrobilo
sie siwo - wymieklem - zjechalem na pobocze, a z przednich kol wydobywal sie
bialo blekitny dym. Scykalem - nie wiedzialem co robic - po kilku minutach
dymienie oslalblo, zadzwonilem po mechanika, przyjechal i okazalo sie, ze wg
niego to normalne, twierdzi, ze nowe klocki musza sie dotrzec do nowych tarcz
a to zajmie jakies 2 dni, powiedzial tez ze ja przesadzilem z hamulcami,
ktore sie przegrzaly i zaczely dymic i wogole zebym sie nie obawial ze
wszystko jest ok i normalne przy nowych klockach - ma facet racje czy
klamie???? Nie slyszalem o czyms takim jak dymiace hamulce - zagrzal sie tez
plyn hamulcowy (jutro bedzie zmieniony) -co Wy na to?