zdecydowany4
30.12.10, 17:17
Co sądzicie o kupujących używany samochód i szukający kwadratowych jajek?
Sąsiadka z którą co parę lat odwiedzam salon i kupujemy nowy samochód prosi mnie o pomoc w kupnie nowego i pozbyciu się starego.
Akurat przez przypadek samochód z salonu , garażowany , pierwsza właścicielka i bezwypadkowy, serwisowany w ASO, faktura zakupu , przebieg 55 tysięcy także nie ma się do czego przyczepić.
Ubaw po pachy już od pierwszego telefonu, a "Panie za ile pójdzie"
Chodzi taki Heniek dookoła i mlaszcze i cmoka, drapie się w przetłuszczoną łepetynę i duma co by tu jeszcze wymyślić wreszcie przychodzi do uzgodnienia ostatecznej ceny.
Tu się zaczyna kabaret:) Panie te opony letnie to pewnie łyse (nawet ich nie widział bo leżą w garażu), a Panie za tydzień to on będzie o rok starszy itd itp. Panie to nietypowa marka.
Wiedziałem, że będzie wesoła jazda jak tylko usłyszałem o Tico na gaz jako poprzednim wehikule amatora zmian.
Rozbiło się o 500 złotych i Heńki wróciły niepocieszone do swojej Ostrołęki.
Mam na takie okazje tekst załatwiający wszystko. "W salonie są nowe i wolne od wad"
Co sądzicie o takich Cześkach spragnionych motoryzacji?