tasma_klejaca
16.08.04, 23:43
198% adrenaliny
3 supersportowe bolidy
Zapraszamy na przejażdżkę 3 supersportowymi bolidami. Dysponują łącznie mocą
198 KM. Nawet gdy stoją, wywołują ciarki na plecach Jednogłośną decyzją całej
ekipy redakcyjnej uznaliśmy, że od dziś idealnymi wartościami nie będą już 90-
60-90, tylko 75-60-64. W pierwszym przypadku chodzi oczywiście o wymiary
kobiet w biuście, talii oraz biodrach, w tym drugim - obowiązującym od zaraz -
mowa o mocy trzech automobilowych supermodelek.
Przed nami stoją Renault Thalia, Fiat Albea i Skoda Fabia. Razem 198 KM.
Ciarki przechodzą po plecach, a asfalt drży ze strachu.
Potężnie zbudowana Thalia budzi respekt
Także w swej drugiej generacji Thalia kultywuje tradycję klasycznych
francuskich sedan cars - wygląd ma po prostu brutalny, a linie tak miękkie i
potężne zarazem, że przypomina wielki mięsień na kołach. Coś takiego
natychmiast budzi pierwotne instynkty samochodowe... Najważniejsze jest
jedno: pod najdłuższą chyba w dzisiejszym świecie maską dudni potężny silnik.
Stara francuska szkoła mówi, że dużą pojemność skokową może zastąpić tylko
jeszcze większa pojemność. Dlatego konstruktorzy dokonali tu transplantacji z
najmniejszego hatchbacka - przeszczepili 4-cylindrowe monstrum o rekordowej
pojemności 1,4 l. Każdy z cylindrów ma więc niewiele mniej niż ćwierć litra
pojemności! Kiedy się podchodzi do tego potwora z kluczykiem, kierowcę
ogarnia poczucie potężnej siły. Moc, którą kluczyk ten oddaje nam we
władanie, potwierdzają swoiste atrybuty władzy widoczne z zewnątrz: ostre
wcięcia błotników i agresywne, choć dość subtelne w rysunku "skrzela" na
masce.
Czas wreszcie "dać do pieca"!
Warto jednak przedtem zadbać o łatwiejszy dostęp do centrum dowodzenia i
zdjąć szmaciany dach. A więc: ręcznie odblokować dach, złożyć go. Gdy się
poćwiczy, idzie dość szybko... Ale i tak najtrudniejsze dopiero przed nami.
Niemożliwe jest zachowanie jakiejkolwiek elegancji ruchów, gdy wślizgnięcie
się za kierownicę oznacza konieczność pokonania szerokiego, potężnego progu,
a zaraz za nim pojawiają się zasieki w postaci fotela dopasowanego do figury
niczym dobry kostium płetwonurka. A jeszcze pozostaje kłopot z nogami - bo
musimy je jednym płynnym ruchem wsunąć w wąski i długi tunel pod kierownicą
ciasno obudowaną zegarami oprawionymi w dość tandetny plastik.
No, teraz możemy już zabrać się do tego, co najbardziej rajcuje.
Przekręceniem kluczyka budzimy do życia silnik. Pierwsze wrażenie nie jest
miłe - na wolnych obrotach zachowuje się jak zaspany, przejedzony rottweiler -
drży i wydaje nieprzyjemne dźwięki. Ale nie traćmy nadziei. Pierwsze
dotknięcie pedału gazu i... mamy przed sobą już nie rottweilera, a
rozdrażnionego tygrysa. Wprawdzie europejskie przepisy dotyczące akustyki i
układu wydechowego stłumiły możliwości brzmieniowe Thali - oryginał zapewnia
znacznie głębsze wrażenia słuchowe. Ale włosy i tak się jeżą. Około 4000
obr./min już nie ma na co narzekać - człowiek cały się zmienia w gęsią
skórkę, a dłonie pocą się nawet najstarszym wyjadaczom testowym. 75 KM,
przedni napęd, brak ESP czy ASR - czy jeszcze trzeba wyjaśniać, skąd na
asfalcie ślady przednich opon ryte podczas ruszania aż do 1. biegu 5-
stopniowej skrzyni przekładniowej?
Z elektroniki - poza sterownikiem jednostki napędowej - znalazł się tu
jedynie ABS, a i on pojawia się tylko na wyraźne życzenie europejskich
importerów. Nic więc dziwnego, że nawet doświadczeni kierowcy jeżdżą
początkowo tym samochodem w sposób przypominający ruchy Fabii. Bardzo trudno
się nim jedzie prosto... Dobrze chociaż, że zainstalowano w nim blokadę
centralnego zamka. Dzięki temu wszystkie dzrzwi sa zablokowane, a to pomaga w
opanowaniu auta podczas jazdy na wprost.
Pomimo tego samochód jest brutalny i niebywale trudny do opanowania. Każdy
zakręt to potencjalny boczny poślizg, a gdy jest mokro - po prostu pewny.
Generalnie: Thalia powinna mieć na wszelki wypadek całą szerokość drogi dla
siebie...
Thalia ma zawieszenie z gatunku miękkich
Zawieszenie na pewno nie spodoba się dentystom, bo nie można stracić plomby
nawet na nawierzchni wyglądającej na idealnie równą. Fantastyczny potwór,
ucieleśnienie mitu francuskiego sedana. Marzenie!
Nastrój zmienia się u nas, gdy na "celowniku" (końcu kluczyka) pojawi się
jadowicie żółty włoski statek kosmiczny o klinowo-kanciastych kształtach.
Króciutki jak na to trio - ledwie 4,3 m długości. Jego supernowoczesne linie
nawiązują do praprzodka, ale poza tymi liniami i nazwą jest to auto, które z
wielkim trudem można zaakceptować jako Fiat. To pierwsze "Fiato" o znakomitym
spasowaniu wszystkich elementów i karoserii, i kokpitu. Pierwsze bez
zgrzytów, skrzypienia i klekotów. Pierwsze, w którym cokolwiek widać z tyłu.
Pierwsze, w którym nawiew naprawdę działa. A cała konsola sterująca nawiewem,
radioodtwarzaczem i nawiewami pochodzi wprost od nowej "matki" - GM. Zaś o
nowej przynależności - poza opisanymi wyżej cechami - świadczy kluczyk, który
po prostu zranił nasze uczucia. Nie ma na nim czterch paskow, tylko... dwie
zachodzące na siebie literki (GM). Chociaż z drugiej strony nie jest to złe
połączenie - szlachetne geny GM wplecione w łańcuch DNA Fiata.
Także tu wsiadanie nie będzie łatwe dla panów w pewnym wieku, jeśli nie
trenują regularnie gimnastyki sportowej. Chętnym do poprowadzenia tej bestii
paniom w każdym wieku odradzamy zaś strój inny niż spodnie, bo zajmowanie
miejsca w sukience może sprawiać poważne problemy. Już w kabinie siedzi się
niesamowicie nisko. Ma się niemal wrażenie siedzenia na asfalcie tak, że
można poczuć się jak podczas prawdziwych wyścigów bolidem Formuły 1. Fotel
obejmuje ciało ściśle, a kierownica umieszczona została tak nisko, że jej
koło stoi pionowo. Osławiona "widoczność do tyłu" powinna być traktowana z
przymrużeniem oka - coś widać, ale gdyby nie boczne lusterka, kierowca
niewiele by skorzystał.
Ale po co się nad tym zastanawiać - Albea zna tylko jeden kierunek - w przód!
I to najszybciej, jak to możliwe. 1,2 litrowa, 4-cylindrowa jednostka
napędowa po uruchomieniu wykonuje zawsze popisowy numer - krótki, stłumiony
ryk razy dwa, podskok obrotów do 1,5 tysiąca, po czym łapie rytm i przytłacza
równym basem na granicy poddźwięków. Dotknięcie gazu zmienia ją jednak nie do
poznania: decybele atakują jaźń kierowcy, nie pozostawiając miejsca na żadne
inne odczucia.
Inaczej niż w Thalii, trwające ułamek sekundy zmiany przełożeń w połączeniu z
silnikiem wyjącym jak szlifierka wpędzają kierowcę w uniesienie. Taaak,
codzienność szybko traci wszelkie znaczenie.
No i jeszcze te osiągi! "Żółta gorączka", choć przecież nie ma żadnej
przewagi mocy nad rywalami, odjeżdża im bez najmniejszego wysiłku we
wszelkich próbach dynamicznych. Żadne czary, to przewaga techniki. Potworny
silnik opakowano tu ciężkim szkieletem patentu DU właśnie, typu ASF, czyli ze
stali. Do tego dochodzi napęd na dwa koła. Razem tworzy to samochód, który na
torze wyścigowym utrzymuje nadany kierunek z niesamowitą pewnością, także
dzięki układowi kierowniczemu o precyzji chirurgicznego skalpela. Tych
przeciwnych fizyce możliwości nie wytrzymują fabryczne opony, które już po
czterech rundach nadawały się jedynie do wyrzucenia. Trzeba było jednak
poprosić o wyścigowe slicki...
Fabia ma jeden cylinder mniej niż konkurenci
Natomiast do wszystkich samochodów z 3-cylindrowymi silnikami na świecie
poprosilibyśmy taki dźwięk, jaki wydaje z siebie jednostka Skody. Fabia w
wersji 1.2 HTP wydobywa ze swoich 1.2 l brzmienie, które trudno określić
inaczej niż po prostu wspaniałe. Bas, dudnienie, ryk zostały tak dobrane, że
dla każdego fana Skody i silnika 3-cylindrowego będzie to najwspanialsza
muzyka na świecie. Aż nie chce się włączać radia, żeby nie zagłuszyć tego
cudownego gangu silnika.
Do tych jedynych w swoim rodzaju doznań aku