Dodaj do ulubionych

Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci...

28.11.21, 20:28

www.sport.pl/Rajd/7,131932,27852880,18-latek-rozbil-mclarena-za-1-6-mln-zl-w-otwocku-syn-jest.html
Obserwuj wątek
      • galtomone Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 29.11.21, 13:37
        tbernard napisał:

        > Obiecując kierowca rajdowy, który dróg publicznych od torów wyścigowych nie odr
        > óżnia, to powinien być skierowany na ponowny kurs prawa jazdy.

        A Ty siedziałeś kiedyś w czymś co ma ponad 500KM, tylny napęd i waży tyle co ten Mac?
        Bo czytając o trochach wyścigowych śmiem twierdzić, że nigdy.
        • tbernard Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 29.11.21, 14:11
          galtomone napisał:

          > tbernard napisał:
          >
          > > Obiecując kierowca rajdowy, który dróg publicznych od torów wyścigowych n
          > ie odr
          > > óżnia, to powinien być skierowany na ponowny kurs prawa jazdy.
          >
          > A Ty siedziałeś kiedyś w czymś co ma ponad 500KM, tylny napęd i waży tyle co te
          > n Mac?
          > Bo czytając o trochach wyścigowych śmiem twierdzić, że nigdy.
          >

          Napisz coś głupszego. Wiem, że potrafisz. Tylko musisz się bardziej postarać.
          • galtomone Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 29.11.21, 14:33
            tbernard napisał:

            > galtomone napisał:
            >
            > > tbernard napisał:
            > >
            > > > Obiecując kierowca rajdowy, który dróg publicznych od torów wyścigo
            > wych n
            > > ie odr
            > > > óżnia, to powinien być skierowany na ponowny kurs prawa jazdy.
            > >
            > > A Ty siedziałeś kiedyś w czymś co ma ponad 500KM, tylny napęd i waży tyle
            > co te
            > > n Mac?
            > > Bo czytając o trochach wyścigowych śmiem twierdzić, że nigdy.
            > >
            >
            > Napisz coś głupszego. Wiem, że potrafisz. Tylko musisz się bardziej postarać.

            A cóż w tym głupiego? Wcale nie musiał szaleć, żeby rozwalić to auto. Tym bardziej, że nie jest zmasakrowane jak przy szybkiej jeździe.
            • tbernard Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 29.11.21, 17:12
              galtomone napisał:

              > tbernard napisał:
              >

              > A cóż w tym głupiego? Wcale nie musiał szaleć, żeby rozwalić to auto. Tym bardz
              > iej, że nie jest zmasakrowane jak przy szybkiej jeździe.

              Nie nadążam trochę za tokiem rozumowania które owo zdarzenia stawia w jakiejkolwiek relacji z tym czy siedziałem w czymś o mocy 500 KM lub więcej.
              • galtomone Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 30.11.21, 07:43
                tbernard napisał:

                > Nie nadążam trochę za tokiem rozumowania które owo zdarzenia stawia w jakiejkol
                > wiek relacji z tym czy siedziałem w czymś o mocy 500 KM lub więcej.

                Otóż kochany należy rozróżnić faktyczne, świadome i celowe zapierdalanie od "przypadkowego" mocniejszego wciśnięcia gazu w złym momencie.

                U siebie jak wciśniesz gaz w połowie czy 2/3 by rozpędzić się szybciej do 50 km/h to zapewne nic się nie wydarzy, tak jak i u mnie.
                W tak lekkim aucie, o takim nadmiarze mocy, na mokrej nawierzchni i tylko z tylnym napędem możesz się bardzo zdziwić tym co się wydarzy i nim ściągniesz nogę z gazu to już będzie po "ptokach". Wystarczy, że był na zimnych gumach - to auto jednak inaczej zaczyna zachowywać się na torze - i przyczepność znika w mgnieniu oka.

                I wcale nie trzeba do tego zapier..lać i być piratem. Brak doświadczenia, znajomości auta, przewidywania.

                Bardzo dawno temu, jako bardzo "świeży" kierowca wsiadłem do Esort'a XR3i. Też się chciałem szybko rozpędzić do przepisowej prędkości (i pokazać koleżance przyspieszenie).
                Bardzo się zdziwiłem tym co się wydarzyło (choć teraz wiem, że niczego innego nie należało się spodziewać). Wcisnęło mnie w fotel tak, że zobaczyłem niebo, a moc przenoszona na przednie koła chciała mi wyrwać kierownice z rąk (bynajmniej takie auta - nie rozpędzają się równo, na wprost). Zajęło mi dobrą chwilę (trzymając się kurczowo kierownicy), żeby przy wgniataniu w fotel po prostu zdjąć nogę z gazu a auto tańczyło po pasie. Nic się nikomu nie stało, ale mogło.
                Jak chłopak jeździł po torze, to zapewne nie przewidział, że w takich warunkach to auto od razu zacznie się ślizgać jak na lodzie i nim odzyskało przyczepność to już był na latarni.

                Innymi słowy, w takich autach, naprawdę nie wiele potrzeba (a już na pewno nie "piracenia" jak w Fabii) żeby skończyć na latarni.

                Ty zaś z góry założyłeś, że skoro nie odróżnia drogi publiczne od toru, to musiał szaleć/zapierdalać...A stan wraku raczej nie wskazuje na dużą prędkość.
                • tbernard Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 30.11.21, 09:45
                  galtomone napisał:

                  > Innymi słowy, w takich autach, naprawdę nie wiele potrzeba (a już na pewno nie
                  > "piracenia" jak w Fabii) żeby skończyć na latarni.
                  >
                  > Ty zaś z góry założyłeś, że skoro nie odróżnia drogi publiczne od toru, to musi
                  > ał szaleć/zapierdalać...A stan wraku raczej nie wskazuje na dużą prędkość.

                  Kierowca ma obowiązek znać parametry samochodu którym porusza się po drogach publicznych i wiedzieć jak przyciśnięcie gazu przekłada się na jego zachowanie. Mówiąc krótko ma obowiązek panować nad pojazdem. Tak jak napisał nazimno, gość na razie nadaje się do Sandero. Może kiedyś nabędzie umiejętności do samochodu na miarę ambicji swoich i jego ojca. Wszak jest utalentowany.
                  • galtomone Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 30.11.21, 13:51
                    tbernard napisał:

                    > Kierowca ma obowiązek znać parametry samochodu którym porusza się po drogach pu
                    > blicznych

                    I Ty znasz wszystkie swojego auta? Bo ja nie....

                    > i wiedzieć jak przyciśnięcie gazu przekłada się na jego zachowanie.

                    No to teraz juz wie. Niby skad mialby wiedziec wczesniej?

                    Jak wsiadasz do nowego auta to od razu wiesz czego sie spodziewac w kazdych warunkach?
                    SZACUN.


                    > M
                    > ówiąc krótko ma obowiązek panować nad pojazdem.

                    Nikt tego nie neguje.
                    Ale jest roznica miedzy swiadomym lekcewazeniem przepisów a wypadkiem wynikającym z nieswiadomego błedu kierowcy.

                    W przeciwienstwie do Ciebie, ja nie wiem jak tu bylo... Bylbys zajebistym sedzia.


                    > Tak jak napisał nazimno, gość n
                    > a razie nadaje się do Sandero.

                    Acha... czyli zadne Sandero jeszcze ywpadku z powodu bledu kierowcy nie mialo? No to zajebiste auto...

                    > Może kiedyś nabędzie umiejętności do samochodu n
                    > a miarę ambicji swoich i jego ojca. Wszak jest utalentowany.

                    No pewnie... bo to jak z rowerem. Ty umiales jezdzic bez nauki... Wsiadles i juz...
                    Ja tam taki zajebisty nie jestem i musialem sie pare razy wywalic nim sie nauczylem.... Zreszta i tera czasem zdarza mi sie zle ocenic sytuacje i byc blisko upadku.
                    Zazdraszczam Twojego talentu.
                    • gzesiolek Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 30.11.21, 14:03
                      W sumie to nie rozumiem z czym dyskutujesz... Młody koleś uważał się za zbyt dobrego i doświadczonego i popełnił niewybaczalny błąd w takim aucie...
                      Nie wiem po co go bronić. Brakło mu pokory i go pokarało.
                      Jakby miał odrobinę pokory to albo by nie wsiadł do tego auta, albo by był znacznie bardziej ostrożny... A tak zapomniał, że droga to nie tor i to co przećwiczył na torze to nie to samo co na ciasnej uliczce bez marginesu na błąd... Tylko tyle i aż tyle...
                      • galtomone Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 30.11.21, 14:12
                        gzesiolek napisał:

                        > W sumie to nie rozumiem z czym dyskutujesz... Młody koleś uważał się za zbyt do
                        > brego i doświadczonego i popełnił niewybaczalny błąd w takim aucie...

                        Skad wiesz za kogo sie uwazal?

                        Ja tylko wiem, ze za mocno nacisnal gaz... dlaczego to zrobil nie wiem.

                        Ale widze, ze najłatwiej ocenia sie innych...

                        > Nie wiem po co go bronić.

                        Ja go nie bronie. Dyskutuje z tezami takimi jak berniego i twoje - czyli z d...y.

                        > Brakło mu pokory i go pokarało.

                        A to skad wiesz, ze pokory mu brakowalo?

                        > Jakby miał odrobinę pokory to albo by nie wsiadł do tego auta, albo by był znac
                        > znie bardziej ostrożny...

                        Jak kazdy kto sie przewraca... Albo by nie wstawal, albo wstawal bardziej ostroznie. Tez sie nigdy nie wywaliles przypadkiem bedac zaskoczony, ze wydarzylo sie cos, czego nie przewidziales?

                        Bo mnie sie zdarzylo....

                        Nie wiem czy tak bylo w tym wypadku czy nie, ale nie oceniam. Rozwalil fure, zapewne bedzie pamietac do koca zycia.
                        Ale wieszanie na kims kogo sie nie zna "psów", że " Brakło mu pokory"; "koleś uważał się za zbyt dobrego i doświadczonego"; "kierowca rajdowy, który dróg publicznych od torów wyścigowych nie odróżnia" wydaje mi sie lekko nie wporzadku.

                        Najprosciej o kims powiedziec "debil, ja bym tego nie zrobil"... ale kazdy z nas popelnia rozne bledy... a debilem bys sam siebie chyba nie okreslil...?

                        > A tak zapomniał, że droga to nie tor i to co przećwic
                        > zył na torze to nie to samo co na ciasnej uliczce bez marginesu na błąd... Tylk
                        > o tyle i aż tyle...

                        A skad wiesz, ze zapomnial??? Tez bys zapomnial, ze stawiasz taka teze?
                        • carnivore69 Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 30.11.21, 14:51
                          Jasne, Galtom.

                          Gość zrobił wszystko 'by the book', tylko nie doczytał małymi literkami w instrukcji, ile tam KM pod maską jest.

                          Zreszta nikt nad nim psów nie wiesza, tylko stwierdza fakt, że gość albo nie odrobił pracy domowej, albo po prostu przecenił swoje umiejętności (raczej to pierwsze, bo po początkowym depnięciu tylko chyba ew. straty można było próbować minimalizować).

                          Pzdr.
                          • galtomone Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 30.11.21, 16:24
                            carnivore69 napisał:

                            > Jasne, Galtom.
                            >
                            > Gość zrobił wszystko 'by the book', tylko nie doczytał małymi literkami w instr
                            > ukcji, ile tam KM pod maską jest.

                            Teza z dupy, a na pewno nie taka, ktora ja stawiam

                            UWAGA - ja żadnej nie stawiam, bo nie wiem jak bylo

                            >
                            > Zreszta nikt nad nim psów nie wiesza, tylko stwierdza fakt,

                            Jedyny fakt, to rozwazlona fura.

                            Reszta to gdybanie...

                            > że gość albo nie od
                            > robił pracy domowej, albo po prostu przecenił swoje umiejętności (raczej to pie
                            > rwsze, bo po początkowym depnięciu tylko chyba ew. straty można było próbować m
                            > inimalizować).


                            ZNaczy nie fakty tylko "albo...albo...albo...".
                            O ile wiem to nie sa fakty tylko mozlwiwosci, a jak bylo zaden z nas nie moze stwierdzic.
                            Tyle, ze latwiej zle ocenic kogos innego.
                            • carnivore69 Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 30.11.21, 16:52
                              > > Zreszta nikt nad nim psów nie wiesza, tylko stwierdza fakt,
                              >
                              > Jedyny fakt, to rozwazlona fura.
                              >
                              > Reszta to gdybanie...

                              Jakie, k...., gdybanie? Na razie wszystko wskazuje na to, że to gość dał dupy i tyle.

                              (Jeśli natomiast okaże się po ekspertyzach, że to jednak był problem wyłącznie techniczny to zwrócę honor i odszczekam.)

                              Pzdr.
                              • tbernard Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 30.11.21, 18:43
                                carnivore69 napisał:

                                > > > Zreszta nikt nad nim psów nie wiesza, tylko stwierdza fakt,
                                > >
                                > > Jedyny fakt, to rozwazlona fura.
                                > >
                                > > Reszta to gdybanie...
                                >
                                > Jakie, k...., gdybanie? Na razie wszystko wskazuje na to, że to gość dał dupy i
                                > tyle.
                                >
                                > (Jeśli natomiast okaże się po ekspertyzach, że to jednak był problem wyłącznie
                                > techniczny to zwrócę honor i odszczekam.)
                                >
                                > Pzdr.

                                Dołączam się z tym odszczekaniem. Miałem kiedyś przygodę gdy nagle pękł przewód hamulcowy przy dojeździe do przejścia dla pieszych i skrzyżowania i tylko szczęśliwym zbiegiem okoliczności do niczego nie doszło. Tu mogło być coś podobnego. W każdym razie wykluczyć nie można.
                              • galtomone Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 01.12.21, 07:04
                                carnivore69 napisał:

                                > > > Zreszta nikt nad nim psów nie wiesza, tylko stwierdza fakt,
                                > >
                                > > Jedyny fakt, to rozwazlona fura.
                                > >
                                > > Reszta to gdybanie...
                                >
                                > Jakie, k...., gdybanie?

                                "gość albo nie odrobił pracy domowej, albo po prostu przecenił swoje umiejętności"

                                > Na razie wszystko wskazuje na to, że to gość dał dupy i tyle.

                                I to jest fakt. Gdybaniem jest dlaczego.

                                > (Jeśli natomiast okaże się po ekspertyzach, że to jednak był problem wyłącznie
                                > techniczny to zwrócę honor i odszczekam.)

                                Nie szczekaj, szczekaj... cokolwiek sprawia CI radość - byle nie pod moim oknem.
                                      • galtomone Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 01.12.21, 14:54
                                        carnivore69 napisał:

                                        > > > Pierdol się, chłopie.
                                        > >
                                        > > I wzajemnie. Byleś dochodził, bo się albo nerwicy albo impotencji nabawis
                                        > z....
                                        > >
                                        >
                                        > Trochę mnie poniosło w wyniku Twojego wcześniejszego ratlerkowania. Niemniej w
                                        > świetle powyższego wyrazy współczucia przesyłam.

                                        A przesyłaj co chcesz... Ani mi od tego nie przyrasta ani nie ubywa... Nie wiem co prawda czego mi współczujesz.

                                        Ale żeby nie było, ze jestem świnia, tez Ci współczuje (ale luz, nie jakoś bardzo), ze bez osobistych wycieczek rozmawiać nie potrafisz.

                                        Ps Co to jest "ratlerkowanie"? Bo jeśli mnie pamięć nie myli to Ty coś o tym, że możesz szczekać wspomniałeś...? Czy się mylę?
                                        • carnivore69 Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 01.12.21, 16:05
                                          galtomone napisał:

                                          > Ale żeby nie było, ze jestem świnia, tez Ci współczuje (ale luz, nie jakoś bard
                                          > zo), ze bez osobistych wycieczek rozmawiać nie potrafisz.

                                          Hola, hola!

                                          Właśnie z wycieczką (o szczekaniu lub nie pod Twoim oknem) wyskoczyłeś Ty. A za taką konwecją rozmowy za bardzo nie przepadam.

                                          Pzdr.
                                          • galtomone Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 02.12.21, 07:26
                                            carnivore69 napisał:

                                            > galtomone napisał:
                                            >
                                            > > Ale żeby nie było, ze jestem świnia, tez Ci współczuje (ale luz, nie jako
                                            > ś bard
                                            > > zo), ze bez osobistych wycieczek rozmawiać nie potrafisz.
                                            >
                                            > Hola, hola!
                                            >
                                            > Właśnie z wycieczką (o szczekaniu lub nie pod Twoim oknem) wyskoczyłeś Ty. A za
                                            > taką konwecją rozmowy za bardzo nie przepadam.
                                            >
                                            > Pzdr.

                                            Hmmm.... Mówisz, ze ja?

                                            Bo ja patrzę na Twój post wcześniej to czytam taka Twoja propozycje:
                                            "Jeśli natomiast okaże się po ekspertyzach, że to jednak był problem wyłącznie techniczny to zwrócę honor i odszczekam"

                                            To Ci GRZECZNIE odpisałem, że jak chcesz, to proszę bardzo (o ile sprawia Ci to radość) byle nie pod oknem, bo dla mnie to żadna frajda.

                                            Więc nie wmawiaj mi proszę dziecka w brzuch, że to ja wymyśliłem szczekanie.
                                            • gzesiolek Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 02.12.21, 09:39
                                              >To Ci GRZECZNIE odpisałem, że jak chcesz, to proszę bardzo (o ile sprawia Ci to radość) byle nie pod oknem, bo dla mnie to żadna frajda.

                                              Podpierdalasz tutaj do kogoś (może i wg Ciebie bardzo zabawnie) i to tylko za to, że ten w znany w polszczyżnie sposób napisał, że może przyznać się do błędu, jeśli wyjdą nowe fakty, i jeszcze udajesz niewiniątko.
                                              Kurna Galtome, bądź facet i jak podpierdalasz to choć nie udawaj, że nie...
                                              • galtomone Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 02.12.21, 09:45
                                                gzesiolek napisał:

                                                > >To Ci GRZECZNIE odpisałem, że jak chcesz, to proszę bardzo (o ile sprawia
                                                > Ci to radość) byle nie pod oknem, bo dla mnie to żadna frajda.
                                                >
                                                > Podpierdalasz tutaj do kogoś (może i wg Ciebie bardzo zabawnie) i to tylko za t
                                                > o, że ten w znany w polszczyżnie sposób napisał, że może przyznać się do błędu,
                                                > jeśli wyjdą nowe fakty, i jeszcze udajesz niewiniątko.
                                                > Kurna Galtome, bądź facet i jak podpierdalasz to choć nie udawaj, że nie...

                                                Hmmm.. mogę się mylić, ale w moim rozumieniu, wyrażenie "podpierdalać kogoś" oznacza donosić na kogoś.
                                                Nie przypominam sobie bym na kolegę carnivore69 gdziekolwiek donosił...

                                                A przyznanie się do błędu??? Ekspertyza? Przecież nie tego czy auto było sprawne tyczyła się dyskusja.

                                                Tak czy siak, reakcja kolegi był lekko przesadzona.
                                                • gzesiolek Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 02.12.21, 11:02
                                                  Ok, nigdy nie uważałem stosowania słowa podpierdalać jako stosowania prawidłowej polszczyzny... Inna sprawa, że w swej analizie językowej zgubiłeś takie male słowko "do"...
                                                  I jeśli już to miałbyś na kogoś donosić do kolegi ;)
                                                  A zastosowałem jak sam doskonale zrozumiałeś, jako coś pomiędzy zaczapiać a podpuszczać... Czepiłeś się słowa "odszczekać" po to by komuś dogryźć i jeszcze umieścić go w formie zwierzątka pod Twoim oknem...
                                                  To był takie wbicie szpili dla wbicia szpili, bo się wystawił używając takiego a nie innego słowa...
                                                  Ok, możesz wbijać szpile, ale nie udawaj, że to nie Ty i że wcale nie chciałeś, a w ogóle to on sam napisał o szczekaniu...
                                                  Bo to takie słabe i bezjajeczne...
                                                  • galtomone Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 02.12.21, 11:21
                                                    gzesiolek napisał:

                                                    > Ok, nigdy nie uważałem stosowania słowa podpierdalać jako stosowania prawidłowe
                                                    > j polszczyzny... Inna sprawa, że w swej analizie językowej zgubiłeś takie male
                                                    > słowko "do"...

                                                    Nie żebym się czepiał (ale sprawdziłem raz jeszcze) i wyraźnie napisałeś "podpierdalasz" a nie "dopierdalasz" co całkowicie zmieniłoby sens i poniekąd byłoby racją.

                                                    My bad, (tak to bywa z tekstem pisanym vs mówionym), że nie przewidziałem iż zostanie to tak negatywnie i na serio odebrane.

                                                    > I jeśli już to miałbyś na kogoś donosić do kolegi ;)

                                                    No niby tak... ale jak widać "kolega" staje po stronie "ofiary" więc nie wiele bym na tym zyskał...

                                                    > A zastosowałem jak sam doskonale zrozumiałeś, jako coś pomiędzy zaczapiać a pod
                                                    > puszczać... Czepiłeś się słowa "odszczekać" po to by komuś dogryźć i jeszcze um
                                                    > ieścić go w formie zwierzątka pod Twoim oknem...

                                                    No powiedziałbym, że była to reakcja na "dopierdalaniee" się do mnie.

                                                    A z tym - "umieścić go w formie zwierzątka pod Twoim oknem..." - stanowczo się nie zgodzę, patrz Dzień Świra i scena ze sraniem pod oknem. Doprawdy nie musiałby przyjmować żadnej formy w celu tej aktywności ;-).

                                                    > To był takie wbicie szpili dla wbicia szpili, bo się wystawił używając takiego
                                                    > a nie innego słowa...

                                                    Takie tu dzikie zasady panują - nie moja wina...

                                                    > Ok, możesz wbijać szpile, ale nie udawaj, że to nie Ty i że wcale nie chciałeś,
                                                    > a w ogóle to on sam napisał o szczekaniu...
                                                    > Bo to takie słabe i bezjajeczne...

                                                    Szpilę i owszem (choć bardziej szpileczkę) ale faktem jest, że nie ja z pomysłem wyskoczyłem a tylko wykorzystałem zasadę, że "wszystko co napiszesz może być i zostanie wykorzystane przeciwko Tobie"... To raczej dość oczywista zasada każdego forum netowego ;-).
                                            • carnivore69 Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 02.12.21, 13:13
                                              galtomone napisał:

                                              > Hmmm.... Mówisz, ze ja?
                                              >
                                              > Bo ja patrzę na Twój post wcześniej to czytam taka Twoja propozycje:
                                              > "Jeśli natomiast okaże się po ekspertyzach, że to jednak był problem wyłączn
                                              > ie techniczny to zwrócę honor i odszczekam
                                              "
                                              >
                                              > To Ci GRZECZNIE odpisałem, że jak chcesz, to proszę bardzo (o ile sprawia Ci to
                                              > radość) byle nie pod oknem, bo dla mnie to żadna frajda.
                                              >
                                              > Więc nie wmawiaj mi proszę dziecka w brzuch, że to ja wymyśliłem szczekanie.

                                              Że też Cię Galtom nie posądzam o taką niekumację, miałem Ci zadać pytanie o to w jakim celu stosujesz tu konwencję rozmowy potocznie zwaną "rżnięciem głupa". Ale już doczytałem (w Twojej odpowiedzi na post Grzesiolka), że po to, aby uniknąć pisania o pogodzie.

                                              Może i dobrze, bo w kontekście ostatnich sztormów, wyłaczeń prądu i połamanych drzew na Wyspach, po co wywoływać wilka z lasu...

                                              Pzdr.
                                                • galtomone Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 02.12.21, 13:45
                                                  gzesiolek napisał:

                                                  > >po co wywoływać wilka z lasu...
                                                  >
                                                  > Uważaj z takimi stwierdzeniami ;)

                                                  Coś w tym jest...

                                                  www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/2144382,1,gwiazda-internetu-posel-kowalski-otwiera-noz-i-rozbiera-sie-do-rosolu.read
                                                  "Janusz Kowalski, poseł Solidarnej Polski, czyli także klubu PiS, ogłosił w eterze (na antenie Radia ZET), że prof. Adam Horban, przewodniczący Rady Medycznej przy premierze RP i główny doradca szefa rządu do spraw covid-19, groził mu... nożem. Co więcej, pogróżka miała dotyczyć także posłanki Anny Marii Siarkowskiej, jego koleżanki z sejmowych ław, klubu PiS i widowiskowych akcji w rodzaju najazdu na dom dziecka w Nowym Dworze Gdańskim w poszukiwaniu rzekomych ofiar przymusowych szczepień. Kowalski pożalił się też, że premier nie reaguje, choć on „cały czas” żąda „odwołania tego człowieka z Rady Medycznej”.

                                                  Dopytywany doprecyzował, że chodzi mu o złożoną swego czasu przez „pana profesora” deklarację, „że otwiera mu się nóż i chętnie by tego noża użył w stosunku do posłów”."
                                                  • galtomone Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 02.12.21, 15:32
                                                    carnivore69 napisał:

                                                    > Też się ugryzłem w język (w przenośni, żeby nie było wątpliwości!) naciskając '
                                                    > wyślij', że stanowić to będzie przyczynek do kolejnego kynologicznego podwątku
                                                    > ;-)

                                                    Oj tam, oj tam... już nie rób ze mnie "POTWORA" ;-)

                                                    Mam wrażenie, że do ekstremalnych osobników brakuje mi sporo i jeszcze ciut, ciut...
                                                    Na wypadek gdybyś nie miał pewności, zawsze możesz napisać cokolwiek do Misia.
                                                  • carnivore69 Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 02.12.21, 21:03
                                                    galtomone napisał:

                                                    > Oj tam, oj tam... już nie rób ze mnie "POTWORA" ;-)
                                                    >
                                                    > Mam wrażenie, że do ekstremalnych osobników brakuje mi sporo i jeszcze ciut, ci
                                                    > ut...
                                                    > Na wypadek gdybyś nie miał pewności, zawsze możesz napisać cokolwiek do Misia.
                                                    >

                                                    To była taka uwaga ogólna - nie wiadomo przecież gdzie czai się wróg ;-)

                                                    A Misiek to już zupełnie odrębna kategoria semantyczna i lepiej niech sobie siedzi w swojej dziupli.

                                                    Pzdr.
                                              • galtomone Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 02.12.21, 13:44
                                                carnivore69 napisał:

                                                > Może i dobrze, bo w kontekście ostatnich sztormów, wyłaczeń prądu i połamanych
                                                > drzew na Wyspach, po co wywoływać wilka z lasu...


                                                No widzisz... jako, że wszystko ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne i tym razem okazało się, że taka dyskusja jest bezpieczniejsza, choc może prowadzić do małoznaczących nieporozumień.
                        • tbernard Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 30.11.21, 15:07
                          galtomone napisał:

                          > > Brakło mu pokory i go pokarało.
                          >
                          > A to skad wiesz, ze pokory mu brakowalo?

                          Pokory albo tego rzekomego talentu. Tu nie ma innego wyboru. Tak podpowiada logika. Ja wiem, że Ty preferujesz logikę prawniczą, która z prawdziwą nie ma wiele wspólnego, więc być może to jest jakimś wytłumaczeniem.
                          • galtomone Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 30.11.21, 16:25
                            tbernard napisał:

                            > galtomone napisał:
                            >
                            > > > Brakło mu pokory i go pokarało.
                            > >
                            > > A to skad wiesz, ze pokory mu brakowalo?
                            >
                            > Pokory albo tego rzekomego talentu.

                            No ja widze znacznie wiecej mozliwosci... tyle, ze nie do spradzenia jest ktora jest prawdziwa.

                            > Tu nie ma innego wyboru. Tak podpowiada log
                            > ika.

                            Tu jest wybor, tak podpowiada logika.

                            > Ja wiem, że Ty preferujesz logikę prawniczą, która z prawdziwą nie ma wiel
                            > e wspólnego, więc być może to jest jakimś wytłumaczeniem.

                            Pierdolisz. A co do logiki prawniczej to ty juz dokonales oceny czynu, sprawcy, powodow.... tylko o wyroku zapomniales.
                            • tbernard Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 30.11.21, 18:35
                              galtomone napisał:

                              > Pierdolisz. A co do logiki prawniczej to ty juz dokonales oceny czynu, sprawcy,
                              > powodow.... tylko o wyroku zapomniales.

                              Ja nie zapomniałem, tylko w całym zamieszaniu już sam zapomniałeś, że mój wyrok, to ponowne skierowanie na kurs i egzamin. Ale abyś już nie marudził, to złagodzę wyrok i prawka mu nie zabieram, tylko daję zakaz prowadzenia pojazdów o mocy powyżej 100 KM wraz z nakazem odbycia kursu z jazd doszkalających na pojazdy o większej mocy jako warunek zniesienia kagańca. Sama gadka tatusia o talencie nie wystarczy.
                              • galtomone Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 01.12.21, 07:07
                                tbernard napisał:

                                > galtomone napisał:
                                >
                                > > Pierdolisz. A co do logiki prawniczej to ty juz dokonales oceny czynu, sp
                                > rawcy,
                                > > powodow.... tylko o wyroku zapomniales.
                                >
                                > Ja nie zapomniałem, tylko w całym zamieszaniu już sam zapomniałeś, że mój wyrok
                                > , to ponowne skierowanie na kurs i egzamin.

                                Zwracam honor, my bad.

                                Obawiam sie tylko, ze gdyby kazdego, po kazdej stłuczce wysyłać na kur i egazmin, to system by sie ciut zapchał. CO nie znaczy, że nie jest to doobry pomysl. Pytanie tylko czy nasz obecny kurs i egazmin maja realny wplyw na uiejetnosci kierowcow....? Tu mam spore watpiliwosci.

                                > Ale abyś już nie marudził, to złago
                                > dzę wyrok i prawka mu nie zabieram, tylko daję zakaz prowadzenia pojazdów o moc
                                > y powyżej 100 KM wraz z nakazem odbycia kursu z jazd doszkalających na pojazdy
                                > o większej mocy jako warunek zniesienia kagańca. Sama gadka tatusia o talencie
                                > nie wystarczy.

                                Jesli o mnie chodzi, to mozesz go nawet kazac rozstrzelac... nie o kare mi chodzilo.
                        • gzesiolek Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 30.11.21, 17:10
                          >Skad wiesz za kogo sie uwazal?
                          Wsiadając do potwora o takiej mocy i wciskając zbyt silnie gaz potwierdził, że za kogoś bardziej kompetentnego niż był w rzeczywistości.
                          Tak jest to nasza opinia ale oparta na faktach.
                          Było auto o olbrzymiej mocy i tylnym napędzie? Było...
                          Był młodzian który wsiadł za kierownice i go nie opanował? Był...
                          Czy młodzian wykazał się wystarczającą pokorą względem takiego potwora? Nie wykazał się...

                          Ja nie twierdzę, że zapierdalał jak głupi po ulicach miasta i że był piratem. Twierdzę jednak, że nie wykazał się rozsądkiem i pokorą. Rozumiem 18latek. Ale od osoby która podobno jest utalentowanym kierowcą rajdowym wymaga się na drodze publicznej więcej pokory i rozsądku.
                          Tylko to stwierdzam, a Ty mi zarzucasz tezy z d...py.

                          Znam kilka osób które jeżdżą w rajdach i mają znacznie więcej sukcesów niż ojciec i syn, które na drodze są wybitnie rozsądne i całe ryzyko zostawiają na oesach, a w życiu codziennym nawet jadąc autami >500KM nigdy nie doprowadzili do wypadku...

                          Tak każdemu zdarza się popełnić błąd, ale trzeba mieć jaja i się do tego błędu przyznać, a tutaj tatuś tłumaczy syna, że to, że tamto i że to nie jego wina...
                          Jak ja zachowam się jak debil to mówię wprost zachowałem się jak debil, a nie udaję, że to wina pogody, asfaltu, biorytmów, złego oznakowania, ustawienia lampy, a w ogóle to mnie tam nie było...

                          Naprawdę nie dostrzegasz dysonansu?
                          • galtomone Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 01.12.21, 07:21
                            gzesiolek napisał:

                            > >Skad wiesz za kogo sie uwazal?

                            > Wsiadając do potwora o takiej mocy i wciskając zbyt silnie gaz potwierdził, że
                            > za kogoś bardziej kompetentnego niż był w rzeczywistości.

                            CO nie znaczy, ze uwazal sie za mistrza kierownicy...
                            Znam conajmniej kilka przypadkow gdzie ludzie, ktorzy uwazali sie za kiepskich kierowcow tez mieli stluczki i rozwalali auta....

                            > Tak jest to nasza opinia ale oparta na faktach.

                            Co nie znaczy, ze jest prawdziwa.... Opinia, to opinia... (prawie) jak dupa, kazdy ma wlasna.
                            A prawie, bo ja w ten sprawie nie mam opinii - czy z robil to z glupoty, braku doswiadczenia, bledu, roztargnienia, szpanowania, itd... itd...
                            Moze szalal a moze byl przekonany, ze naciska gaz bezpiecznie i dopiero latarania wyprowadzila go z bledu.
                            W takim aucie margines bezpieczenstwa przy naciskaniu gazu jest jednak znacznie mniejszy niz w "normalnym" aucie.
                            A i znacznie slawniejszym i uznanym kierowcom zdarza sie i zdarzało rozwalac auta... ROzne, w roznych sytuacjach i z roznych powodow.

                            > Było auto o olbrzymiej mocy i tylnym napędzie? Było...
                            > Był młodzian który wsiadł za kierownice i go nie opanował? Był...
                            > Czy młodzian wykazał się wystarczającą pokorą względem takiego potwora? Nie wyk
                            > azał się...

                            Co do 1 i 2 masz racje. CO do pokory.. to moze ja po prostu tego slowa nie lubie od czasu gdy przestalem sie bac ksiedza.

                            > Ja nie twierdzę, że zapierdalał jak głupi po ulicach miasta i że był piratem. T
                            > wierdzę jednak, że nie wykazał się rozsądkiem i pokorą. Rozumiem 18latek. Ale o
                            > d osoby która podobno jest utalentowanym kierowcą rajdowym wymaga się na drodze
                            > publicznej więcej pokory i rozsądku.

                            Ja bym raczej wymagal wiecej umiejetnosci i doswiadczenia.... Czy kierowcy rajdowi maja cos takiego jak rozsadek to watpie.... Wyscigowi spoko (to jednak inne warunki)... ale rozsadek jakos mi sie z rajdami nie kojarzy...

                            > Tylko to stwierdzam, a Ty mi zarzucasz tezy z d...py.

                            Czytam co napisales (i to jest fakt) i taka mam opinie na temat tego co napisales. To co.. ty mozesz miec opinie a ja nie?

                            > Znam kilka osób które jeżdżą w rajdach i mają znacznie więcej sukcesów niż ojci
                            > ec i syn, które na drodze są wybitnie rozsądne i całe ryzyko zostawiają na oesa
                            > ch, a w życiu codziennym nawet jadąc autami >500KM nigdy nie doprowadzili d
                            > o wypadku...

                            Nadal upieralbyms sie, ze ma to nie wiele wspolnego z wylacznie z rozsadkiem...
                            A znam tez rozsadnych, ostroznych ktorzy na prostej drodze, w lecie, w dzien dali rade dachować cherlawym Polonezem... O szalenstwo i brak rozsadku np. Ciotki, ktora to zrobila nie podejrzewam.... sama zawsze mowila, ze jest kiepskim kierowca. Po dachowaniu troche zburzyla ten obraz, bo ja bym chyba nie potrafil wywrocic Poldka do gory kolami a jej sie udalo... Wiec jakies umiejetnosci miala.

                            > Tak każdemu zdarza się popełnić błąd, ale trzeba mieć jaja i się do tego błędu
                            > przyznać, a tutaj tatuś tłumaczy syna, że to, że tamto i że to nie jego wina...

                            Chwila... Tatus to tatus.... skad wiesz, ze syn sie nie przyznal do bledu?
                            Przciez to nie Tatus rozwalil fure...

                            > Jak ja zachowam się jak debil to mówię wprost zachowałem się jak debil, a nie u
                            > daję, że to wina pogody, asfaltu, biorytmów, złego oznakowania, ustawienia lamp
                            > y, a w ogóle to mnie tam nie było...

                            A syn udaje???? Bo nie widzialem zadnych jego wypowiedzi w te lub inna strone...

                            > Naprawdę nie dostrzegasz dysonansu?

                            Owszem dostrzegasz... bo opinie nt syna tworzysz na podstawie wypowiedzi ojca.
                            • gzesiolek Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 01.12.21, 11:23
                              >CO nie znaczy, ze uwazal sie za mistrza kierownicy...
                              To Twoje słowa... Nigdzie nic o mistrzu nie pisałem to już prędzej słowa ojca można pod to podciągnąć...
                              Wg mnie wsiadając do takiego auta, albo jesteś nie ogarnięty intelektualnie (nie ogarniasz, co taki potwór może zrobić w jakiej sytuacji), albo przekonany o swoich umiejętnościach, czyli jak wyszło nierozsądny (skoro tak nie lubisz słów o braku pokory), nie ma trzeciej opcji...
                              >Znam conajmniej kilka przypadkow gdzie ludzie, ktorzy uwazali sie za kiepskich kierowcow tez mieli stluczki i rozwalali auta....
                              I oni wsiadali bez strachu do bolidu na publicznej drodze? Jakoś nie sądzę...

                              >W takim aucie margines bezpieczenstwa przy naciskaniu gazu jest jednak znacznie mniejszy niz w "normalnym" aucie.
                              Czyli potwierdzasz o czym od początku piszę. Takie auto - czyli odpowiednia decyzja czy dam radę czy nie. Jest decyzja dam radę jest odpowiedzialność za tą decyzję... Albo nie ogarniał tego o czym piszemy (że ten margines dla tego auta i drogi publicznej jest minimalny) albo był przekonany o swoich umiejętnościach...
                              >A i znacznie slawniejszym i uznanym kierowcom zdarza sie i zdarzało rozwalac auta... ROzne, w roznych sytuacjach i z roznych powodow.
                              I zwykle wiązało się to z błędem lub brawurą i moja ocena w każdym z tych przypadków była surowa...
                              >Co do 1 i 2 masz racje. CO do pokory.. to moze ja po prostu tego slowa nie lubie od czasu gdy przestalem sie bac ksiedza.
                              Aha... Ja jestem konserwa, ale zwykłego polskiego słowa pokora nigdy nie kojarzyłem z księdzem. No nic współczuje doświadczeń z księdzem...

                              >Nadal upieralbyms sie, ze ma to nie wiele wspolnego z wylacznie z rozsadkiem...
                              Jeszcze raz... Nie zapominaj to jakiego pojazdu wsiadł...

                              >Chwila... Tatus to tatus.... skad wiesz, ze syn sie nie przyznal do bledu?
                              Chwila. Ma 18lat, jeśli zechcę wypowie się za siebie. Na razie nie zechciał. Przyjęli z ojcem taką a nie inną narrację i wg niej oceniam...

                              • galtomone Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 01.12.21, 13:03
                                gzesiolek napisał:

                                > >CO nie znaczy, ze uwazal sie za mistrza kierownicy...
                                > To Twoje słowa... Nigdzie nic o mistrzu nie pisałem to już prędzej słowa ojca m
                                > ożna pod to podciągnąć...

                                Podciagam to pod "przekonany o wlasnych umiejetnosciach".

                                > Wg mnie wsiadając do takiego auta, albo jesteś nie ogarnięty intelektualnie (ni
                                > e ogarniasz, co taki potwór może zrobić w jakiej sytuacji), albo przekonany o s
                                > woich umiejętnościach, czyli jak wyszło nierozsądny (skoro tak nie lubisz słów
                                > o braku pokory), nie ma trzeciej opcji...


                                Wg mnie jak sie wsiada do kazdego auta, to tak to dzialac powinno... A jednak ludzie i w Maluchac na latarnie wpadali z roznych powodow....

                                > >Znam conajmniej kilka przypadkow gdzie ludzie, ktorzy uwazali sie za kieps
                                > kich kierowcow tez mieli stluczki i rozwalali auta....
                                > I oni wsiadali bez strachu do bolidu na publicznej drodze? Jakoś nie sądzę...

                                Ni.. ale widać nie trzeba bolidu i przekonania, ze sie jest zajebistym, zeby rozwalic auto.
                                Wystarczy cos zrobić zle.

                                I nie dyskutujemy o tym czy cos zrobił źle, bo to chyba oczywiste, tylko o postawie i powodach.

                                Chyba, że chcesz przyjąć, iż każdy kto ma wypadek ma go świadomie z powodu braku pokory, przecenienia własnych umiejętności, itd... w sensie świadomie się na niego decyduje.

                                > >W takim aucie margines bezpieczenstwa przy naciskaniu gazu jest jednak zna
                                > cznie mniejszy niz w "normalnym" aucie.
                                > Czyli potwierdzasz o czym od początku piszę. Takie auto - czyli odpowiednia dec
                                > yzja czy dam radę czy nie.

                                Owszem... to chyba oczywiste. Ale naciskanie gazu dobre/bezpieczne wg kierowcy okazuje sie inne dopiero po fakcie. Chyba, ze przyjmiemy iz celowo te fure rozwalil.

                                Czesc z tych, co rozbijali "zwykle" auta, tez sadzili, ze naciskają gaz bezpiecznie...
                                Ja po prostu nie zakładam a priori, że celowo, z nonszalancji, itd... to zrobił.

                                Nie on pierwszy i nie on ostatni.
                                Różnica tylko taka, ze to nie Maluch/Fabia i bardziej to "widowiskowe".

                                > Jest decyzja dam radę jest odpowiedzialność za tą de
                                > cyzję...

                                No i tu chyba tak dokładnie jest...?

                                Ty też naciskając gaz robisz to w przeświadczeniu, że wiesz co robisz. Jak chyba każdy... A jednak w całej taj grupie (pomijając faktycznie niedostosowanych umysłowo) są tacy co auto rozbijają, bo okazało się, że sie pomylili i w stosunku do warunków nacisnęli za mocno.

                                Zdarza się to i w zwykłych autach, na zwykłych drogach i profesjonalistom na trasach rajdów czy na torach... Przypuszczam, że podobnie jak ja, naciskając gaz X razy dziennie, jednak nie zakładasz, że każdy z tych razów może prowadzić do wypadku.... A jednak jakiemuś % z nas wypadek się z takiego powodu zdarza, że tym razem coś było inaczej....

                                Zakładanie z gory czyjejś złej woli/głupoty wydaje mi sie w takie sytuacji zbyt daleko idąca teza czy wnioskiem

                                > Albo nie ogarniał tego o czym piszemy (że ten margines dla tego auta i
                                > drogi publicznej jest minimalny) albo był przekonany o swoich umiejętnościach.

                                Albo popełnił po prostu błąd, jak setki innych kierowców w innych autach.

                                Tak czy sia, słowo "albo" przenosi nas w sferę gdybania.

                                Dam Ci przykład z przed miesiąca.
                                Na rowerze robię sporo km, w różnych warunkach. A pomimo to, jak pojawiły się pierwsze liście na trasach w dużej ilości omal się nie wyjebałem... Jechałem całkiem tak jak zawsze... ale zapomniałem, że na liściach opona nie będzie się trzymać w 100% tak samo.

                                Nie szalałem, nie jechałem z żadnym przekonaniem o własnej zajebistości...itd.. a i tak popełniłem błąd za który mogłem drogo zapłacić. Czy to juz powód, żeby na kims wieszać psy i zakładać, że "celowo" doprowadził do takiej sytuacji?


                                > ..
                                > >A i znacznie slawniejszym i uznanym kierowcom zdarza sie i zdarzało rozwal
                                > ac auta... ROzne, w roznych sytuacjach i z roznych powodow.
                                > I zwykle wiązało się to z błędem lub brawurą i moja ocena w każdym z tych przyp
                                > adków była surowa...


                                Powiedziałebym, że zawsze wiązało się to z błedem. I nie z tym dyskutuję.
                                Nie powodba mi sie zkaładanie poepłnienia błędu z powodu bycia "złym".

                                Błedy zdarzają się wszystkim i tyle... Nie koniecznie trzeba być zadufanym w sobie mistrzem kierownicy, przkonanym o własnej zajebistości.

                                > >Co do 1 i 2 masz racje. CO do pokory.. to moze ja po prostu tego slowa nie
                                > lubie od czasu gdy przestalem sie bac ksiedza.
                                > Aha... Ja jestem konserwa, ale zwykłego polskiego słowa pokora nigdy nie kojarz
                                > yłem z księdzem. No nic współczuje doświadczeń z księdzem...

                                Nie ma czego współczuć.

                                >
                                > >Nadal upieralbyms sie, ze ma to nie wiele wspolnego z wylacznie z rozsadki
                                > em...
                                > Jeszcze raz... Nie zapominaj to jakiego pojazdu wsiadł...

                                Znaczy gdyby rozwalił Fabie to byłby rozsadny?

                                Nie rozumiem...

                                >
                                > >Chwila... Tatus to tatus.... skad wiesz, ze syn sie nie przyznal do bledu?
                                > Chwila. Ma 18lat, jeśli zechcę wypowie się za siebie. Na razie nie zechciał. Pr
                                > zyjęli z ojcem taką a nie inną narrację i wg niej oceniam...

                                Tez nie wiem czy i co przyjeli i jakie maja uklady w rodzinie... Przypuszczam, ze gdybym w wieku 18/19 lat rozwalil ojcu fure, to raczej bym z nim nie dyskutował o taktyce PRowej....

                                Bardziej bym sie skalnial (widzac inne filmiki Tatusia), ze to raczej on nie do konca zdaje sobie sprawe z tego co mowi i robi...

                                A ze znam wielu durnych rodzicow i calkiem fajne dzieci, to poki nie uslysze syna to nie bede go jako osoby oceniac.
                                • gzesiolek Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 01.12.21, 14:46
                                  Chyba duskutujemuy zupełnie o czym innym.
                                  Ja piszę o tym, że o tym jak się zachował i czym to się skończyło ty rozmydlasz tak, że po 1/3 postu nie mam pojęcia o czym piszesz...
                                  Nie piszemy o 1001 hipotetycznych zdarzeń, różnych kierowców w różnych autach.
                                  Piszemy o jednym aucie, wyjątkowo mocnym i nieprzyjemnym do prowadzenia, które jak sam przyznałeś nie daje marginesu na błąd, które kierowca rozbił w taki a nie inny sposób.
                                  Ja tylko stwierdzam, że popełnił błąd najpierw wsiadając do tego auta, a później nad nim nie panując, czego nie powinien robić na publicznej drodze. Tak wsiadając do tego auta i wciskając gaz wykazał się brakiem albo wyobraźni albo pokory.

                                  A Ty piszesz o jakiejś celowości? Przecież nie napisałem, że podejrzewam go o naciąganie ubezpieczyciela... Więc o jakiej celowości pierdolisz za przeproszeniem?
                                  Nie rozbił się specjalnie, tylko przecenił swoje umiejętności wsiadając za kółko.
                                  I tak... można tak powiedzieć o każdym kierowcy który straci panowanie nad pojazdem, że przecienił swoje umiejętności. Jeśli nie zostanie podana inna informacja niż ta podana przez ojca i przez służby i np. nie stwierdzą, że ktoś wgrał mu autopilota z tesli i ten przejął kontrolę i wpierdolił auto w lampę, albo choć nie stwierdzą, że strzeliła półośka i jednocześnie miał skurcz w nodze na gazie... to nie zmienie zdania, że go w danym momencie, w danym miejscu, prowadzenie tego auta przerosło...

                                  No i dużo dopowiedziałeś sobie.
                                  Wg mnie wsiadając do takiego auta za kierownice musisz mieć przekonanie o własnych umiejętnościach. Laik nie wsiada do takiego auta i jedzie na wycieczkę. Sam poza torem nie wiem czy bym się zdecydował... Popełnił błąd stąd napisałem, że go w danym momencie zawiodło przekonanie o własnych umiejętnościach. Nigdzie nie napisałem, że jest "zly", jeźeli już to lekkomyślny, bez wyobraźni lub zbyt pewny swoich umiejętności...
                                  I tak wciąż uważam, że na drogę publiczną taki dzieciak nie powinien takim autem wyjeżdżać i samo to było błędem i zbytnim zaufaniem w swoje umiejętnośći.
                                  I doskonale to udokumentował...

                                  Ok nie rozumiesz Twoja sprawa. Ja swojej oceny tego konkretnego zdarzenia bez informacji, które zmienią zupełnie wiedzę na ten temat (na ten moment pochodzącą od ojca i służb) nie zmienię.
                                  • galtomone Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 01.12.21, 15:05
                                    gzesiolek napisał:

                                    > Chyba duskutujemuy zupełnie o czym innym.
                                    > Ja piszę o tym, że o tym jak się zachował i czym to się skończyło ty rozmydlasz
                                    > tak, że po 1/3 postu nie mam pojęcia o czym piszesz...

                                    Pisze o tym.

                                    Wsiadł do fury - fakt.
                                    Za mocno nacisnął gaz - fakt.
                                    Skończył na latarni - fakt.

                                    A dyskusja wyszła od tezy: "Obiecując kierowca rajdowy, który dróg publicznych od torów wyścigowych nie odróżnia".

                                    Skąd niby Bernard wie, ze nie odróżnia? I dlaczego od razu sugerowanie, ze "szalał", itd... bo przecież na torze wyścigowym jedzie się inaczej.
                                    To od razu sugeruje, że nie popełnił błąd przypadkiem, a był to wynik świadomego lekceważenia przepisów, itd.. - pirat.

                                    Więc stwierdziłem, że w takim aucie, o takiej charakterystyce o ten błąd po prostu dużo łatwiej.

                                    Nie twierdze, ze Bernardzik nie ma racji, tylko ze to gdybanie rozróżnia czy nie rozróżnia i o tym trwa dyskusja... najwyrazniej takze z Tobą, skoro sie wlaczyles.


                                    > Nie piszemy o 1001 hipotetycznych zdarzeń, różnych kierowców w różnych autach.
                                    > Piszemy o jednym aucie, wyjątkowo mocnym i nieprzyjemnym do prowadzenia, które
                                    > jak sam przyznałeś nie daje marginesu na błąd, które kierowca rozbił w taki a n
                                    > ie inny sposób.
                                    > Ja tylko stwierdzam, że popełnił błąd najpierw wsiadając do tego auta, a późnie
                                    > j nad nim nie panując, czego nie powinien robić na publicznej drodze.

                                    I ja z tym absolutnie niedyskutuje, bo takie sa faktuy. Dyskutuje czy raczej nie zgadzam sie z pozostalymi komentarzami, ktore zaczynaja go oceniac. Nie dosc ze zle, to jeszcze jest to czyste gdybanie.

                                    > Tak wsiad
                                    > ając do tego auta i wciskając gaz wykazał się brakiem albo wyobraźni albo pokor
                                    > y.

                                    Dobra... nie chce mi sie... Bardzo mozliwe, ze w zasadzie sie zgadzamy.

                                    PEACE
            • gzesiolek Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 29.11.21, 18:22
              Ale przy takim aucie depniecie zbyt mocne w mieście jest już szaleństwem...
              Kilkukrotnie widziałem debili w młodym wieku i przekonanych o swoich zaj...ych umiejętnościach którzy byli pokonywani przez mocne tylnonapędowe auto...
              Sam mam nawet zbyt wiele pokory gdy do takowego wsiadam. Ot całe życie jeżdżę przednionapędowym lub AWD, więc jak czasem wsiądę w tylnonapędowe >200KM to jak na mnie jeżdżę jak emeryt...
          • galtomone Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 29.11.21, 14:35
            zimnadzidzia napisał:

            > Sandero dla syna załatwiłoby sprawę.

            Ciężko, to za taka kasę jak tego Mac'a wypożyczać.

            Poza tym nie ma nad czym płakać. Za gotówkę przecież tego nie kupił, więc ubezpieczone było.
            Czy rozwalił syn, czy któryś z klientów - co za różnica (poza wstydem, że zrobił to utalentowany kierowca... strach się bać tych nieutalentowanych).
            • tbernard Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 29.11.21, 17:18
              galtomone napisał:

              > zimnadzidzia napisał:
              >
              > > Sandero dla syna załatwiłoby sprawę.
              >
              > Ciężko, to za taka kasę jak tego Mac'a wypożyczać.
              >
              > Poza tym nie ma nad czym płakać. Za gotówkę przecież tego nie kupił, więc ubezp
              > ieczone było.

              Na odszkodowanie zrzucą się wszyscy klienci tej ubezpieczalni, o ile owa ubezpieczalnia nie wyhodowała specjalnych drzew na których rosną pieniądze.

              > Czy rozwalił syn, czy któryś z klientów - co za różnica (poza wstydem, że zrobił to utalentowany kierowca... strach się bać tych nieutalentowanych).

              No właśnie swój talent pokazał. Tak utalentowani kandydaci są oblewani na egzaminie jeszcze na placyku. No chyba, że bogaty ojciec egzaminatora przekona o tych rzekomych talentach.
              • galtomone Re: Małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... 30.11.21, 07:47
                tbernard napisał:

                > galtomone napisał:
                >
                > > zimnadzidzia napisał:
                > >
                > > > Sandero dla syna załatwiłoby sprawę.
                > >
                > > Ciężko, to za taka kasę jak tego Mac'a wypożyczać.
                > >
                > > Poza tym nie ma nad czym płakać. Za gotówkę przecież tego nie kupił, więc
                > ubezp
                > > ieczone było.
                >
                > Na odszkodowanie zrzucą się wszyscy klienci tej ubezpieczalni, o ile owa ubezpi
                > eczalnia nie wyhodowała specjalnych drzew na których rosną pieniądze.

                Jak i na każde inne odszkodowanie.... Nic w tym odkrywczego.
                Możesz zrezygnować z auta, nie będziesz się dorzucać do tych co są kosztowni.

                > > Czy rozwalił syn, czy któryś z klientów - co za różnica (poza wstydem, że
                > zrobił to utalentowany kierowca... strach się bać tych nieutalentowanych).
                >
                > No właśnie swój talent pokazał. Tak utalentowani kandydaci są oblewani na egzam
                > inie jeszcze na placyku. No chyba, że bogaty ojciec egzaminatora przekona o tyc
                > h rzekomych talentach.

                IMHO raczej brak doświadczenia. Nie on pierwszy, nie on ostatni. Tyle, że tu to dość widowiskowo się skończyło.
                Taki "Mazespin" na miarę polskich możliwości...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka