hukers
10.02.23, 12:51
W grudniu rzecz miała miejsce, tylko zarobiony byłem, to teraz uzupełniam zaległości.
Jechałem sobie w sobotę rano z Krakowa do Krynicy, godz. myślę, ok. 10.00, temp. myślę, ok. 1 stopnia, asfalt czarny, wilgotny.
Przed Nowym Sączem, po prawej stronie jest takie coś a'la wiejska galeria handlowa, spożywyczy, apteka, chinskie mydło i powidło. Jadę sobie zgodnie z przepisami czyli 70km/h a tam z tej galerii widzę, że ktoś będzie wyjeżdzał w moją stronę, czyli w stronę Krakowa. Odległość była chyba z 500 m czyli zdążyłby wyjechać 10 razy. Zdążyłby, ale czeka. Myślę, sobie chooj, niech czeka. Zrzuciłem go z radaru ocznego, patrzę beztrosko przed siebie, aż tu nagle, aż tu nagle jestem może 30-40 m od tego wyjazdu, a ten skurwel zaczyna wyjeżdzać. Gdybym chciał popoełnić samobójstwo wyjeżdzając z podporządkowanej przed jakiś samochód, to ruszyłbym dokładnie w tym momencie. Neurony mi zadymiły, sygnał mi na synapsach zagalopował, rychło więc wyliczyłem sobie, że za 2-3 sekundy wpierdolę się idealnie w drzwi kierowcy, powodując jego nagłe zejście z tego lez padołu. Hamulec na maks, kiera w prawo, wszedłem w ślizg boczny, powłączały mi się jakieś systemy wspomagające i dokładnie wtedy zrozumiałem znaczenie "minąć kogoś o włoś". Refleks mam dobry (sprawdzałem na maszynach), opony Blizzaki zimowe miały może parę dni, klocki, tarcze też prawie nowe. Życie samobójcy zostało uratowane. Jako ciekawostkę dodam, że sytaucja byla tak nagła, że nie zauważyłem nawet jaki to był samochód ,w jakim kolorze i kto kierował, chlop czy baba.
Gdyby ktoś śledził te seriale pirat na drodze itd, i zobaczył filmik ze mną w roli głównej to niech da linka, tutaj albo na priv. Trasa 75, Kraków-Krynica, początek gurdnia, białe Audi A5.