mejson.e5
11.11.04, 17:13
Absurdalna teza?
To jak wytłumaczyć deptanie pedału gazu i hamulca tylko dla zaspokojenia
własnego temperamentu?
Nie piszę tu akurat o kierowcach mających do pokonania dłuuugą trasę ale o nas
jeżdżących na codzień po mieście - dojeżdżających do pracy albo załatwiających
sprawy prywatne czy służbowe.
Jazda w tłumie z rozsynchronizowaną sygnalizacją świetlną sprawia, że wpływ
szybkości jazdy pomiędzy kolejnymi zatrzymaniami na całkowity czas przejazdu
wydaje się czasami zerowy.
Po co ruszać z piskiem opon spod świateł, skoro blisko widać zderzak
nieszczęśnika na zablokowanym pasie a czerwone na kolejnym sygnalizatorze i
tak przydybie nas przed skrzyżowaniem?
Jedynym widocznym efektem "dynamicznej" jazdy jest większe zużycie samochodu i
paliwa.
Tego pierwszego od razu nie widać, ale to drugie jak najbardziej.
Dwie identyczne Laguny 1.9 DCI palą 6.2 albo 8.8 l./100 km - zależy który
handlowiec je prowadzi.
Identyczne Fiaty Panda 1.1 palą od 4.8 do 7.5 na tej samej trasie - różnica
jest tylko w kierowcach.
Charakter pracy i czasy przejazdów są bardzo zbliżone.
To po co wyrzucać złotówki przez wydech?
Nawet jeśli to służbowe auto, to pracodawca też umie liczyć i kiedyś się doliczy.
A jeśli prywatne?
Nie namawiam tu do ospałej, ślimaczej jazdy, zagrażającej bezpieczeństwu i
płynności ruchu, tylko do płynnej, spokojnej jazdy z przewidywaniem zmian
sytuacji na drodze i bez niepotrzebnych zrywów i hamowań.
Chyba, że ostra jazda nawet w mieście to dla niektórych po prostu większa
przyjemność za którą chcą dodatkowo zapłacić...
Pozdrawiam,
Mejson