emes-nju
04.11.05, 17:40
Moja narzeczona, w czasie poznego powrotu do domu, nagle i niedwolalnie zapragnela napic sie coli. Coz bylo robic - zatrzymalem sie przy sklepie, cole nabylem i pojechalismy dalej. Do domu bylo juz kilkaset metrow wiec nie spodziewalem sie, ze kobita zechce uraczyc sie zawartoscia butelki w aucie. Zechciala... Tylko, ze dopiero co odkrecona, dwulitrowa butelke, przytknela do ust dokladnie w momencie, w ktorym przejezdzalismy przez potykacz :-) Syklo jakos dziwnie, tak syfonowo :-) Natychmiast zrozumialem co sie stalo i zaczalem sie histerycznie smiac (musialem sie zatrzymac bo az plakalem ze smiechu). No i mnie pokaralo - nie dosc, ze kobieta na smierc sie obrazila, to jeszcze ja musialem myc wnetrze z coli. Rano, jak juz przyschlo :-(
Jak narzeczona zaczela sie do mnie odzywac, dowiedzialem sie, ze czesc coli wytrysnela jej przez nos :-) W sumie pozbylismy sie w ten sliczny sposob okolo szklaneczki napoju :-) Fu!