redaktor__naczelny
04.12.06, 12:53
Dzisiejszy „Auto Świat” przynosi próbę – przepraszam za brzydkie słowo –
skwantyfikowania ergonomii. Czas na to najwyższy, bo ergonomia to element
obowiązkowo oceniany w niemal każdym teście niemal każdego samochodu.
Do tej pory ocena ergonomii była przeprowadzana czysto „po uważaniu” – bez
podania ani kryteriów, ani metodologii, ani mierzalnych wyników. Na ogół
wystarczało ogólne podsumowanie typu „ergonomia bez zarzutu” czy „nad
ergonomią trzeba jeszcze popracować”. Czasem pojawiały się wątłe próby
uzasadnienia, na przykład „przeładowana funkcjami dźwignia świateł”, „drążek
skrzyni biegów blokuje dostęp do pokręteł klimatyzacji”, „za małe przyciski” –
ale ich charakter był wysoce uznaniowy. Tymczasem „Auto Świat” za swoim
niemieckim kuzynem podjał pierwszą znaną mi próbę zmierzenia ergonomii –
stosując jasne kryteria i ustaloną metodologię. Wyniki tej próby są bardzo
ciekawe.
Podstawowy problem, jaki mają przed sobą spece od samochodej ergonomii, to
jak pogodzić narastającą ilość funkcji z łatwością obsługi. Kiedyś ta kwestia
nie istniała - np. radio można było tylko włączyć i wyłączyć. Dziś można
ustawiać stacje, wybierać typ informacji, regulować barwę i kierunek dźwięku,
nie mówiąc już o możliwościach, jakie daje obsługa płut CD. To samo z
nawiewem. To samo z nawigacją. To samo z komputerem pokładowym. I tak dalej,
i tak dalej. Niemal każda firma, wypuszczając nowy model, stawia sobie za cel
wyposażyć go w jakąś innowację – a to oznacza kolejną funkcję, niekiedy zaś
wręcz kilka funkcji, które trzeba jakoś udostępnić użytkownikowi.
W ostatnich latach w ergonomii wykrystalizowały się dwie szkoły. Jedna stawia
na redukcję liczby przycisków i rozbudowę systemów menu. Druga stawia na
wielość prostych, jednofunkcyjnych przycisków. Przykładem pierwszej mogą auta
BMW czy Nissan, przykładem drugiej upstrzone dziesiątkami przycisków deski
rozdzielcze Volvo czy Peugeot. Minusem tej pierwszej opcji jest konieczność
przedzierania się przez skomplikowane systemy menu, plusem – kilka dużych,
łatwych w obsłudze pokręteł i przycisków. Minusem tej drugiej opocji jest
wielość malutkich (trzeba je jakoś zmieścić!) i porozrzucanych po aucie
przycisków, plusem to, że po ich naciśnięciu mamy otrzymujemy od razu lub
prawie od razu żądany efekt. Która z tych dwu szkół jest lepsza?
Niestety, test „Auto Świata” nie przynosi na to pytanie jednoznacznej
odpowiedzi. Co prawda bezapelacyjnie wygrało auto ze szkoły „dużo prostych
przycisków” – Porsche 911, ale inny wóz z tej grupy, Audi A6, znalazł się w
końcówce stawki. Te same BMW, tyle że z I-drivem oraz z tradycyjnym panelem,
idą łeb w łeb i właściwie ofiarują użytkownikowi tą samą ergonomię. Spór
zwolenników menu ze zwolennikami przycisków pozostaje więc nierozstrzygnięty.
I być może będzie tak do końca, aż obu stron nie pogodzi system uruchamiania
poszczególnych funkcji głosem kierowcy...