Dodaj do ulubionych

PZU? strata czasu, pieniędzy i nerwow...

18.01.08, 11:31
Witam!
Mam dla wszystkich ciekawą historyjkę związaną z szumnie reklamującym się PZU oraz z formą wypłaty odszkodowań z OC sprawcy .
Jesienią u.br. rozbito moje auto i Bogu dziękować , że przeżyliśmy.
Uszkodzenia samochodu były niewielkie , ot zerwany zderzak wraz z halogenami, atrapa wlotu powietrza, lewy przedni błotnik , lewy przedni kierunkowskaz , oraz przedni reflektor ( nadpękniety wczesniej, ale teraz rozbity całkiem co grzecznie wyjaśniłam władzy).
Oddałam samochd do zaprzyjaźnionego warsztatu, a ponieważ dużo jeżdżę wzięłam drugie auto i podałam namiary na zakład naprawczy.
Po kilku dniach pojawił sie "mobilny ekspert" ( coż to takiego? chyba nie uprawniony rzeczoznawca PZMOT? )
i wycenił szkodę,
Okazało się, że w/g niego zniszczony zderzak, halogeny i atrapa " nie maja związku ze zdarzeniem" i odmowiono mi wypłaty naleznych pieniedzy.
Zabawne jest to, że reakcja na moja interwencję zawsze była taka sama " uszkodzenia bez związku".
śMIESZNE, ZWŁASZCZA ZE NA MIEJSCU BYŁA POLICJA I W SWOIM PROTOKOLE FUNKCJONARIUSZE ZAZNACZYLI, KTORE ELEMENTY ZOSTAŁY W WYNIKU KOLIZJI ZNISZCZONE. (ODMALOWANY CAŁY PRZOD- trudno było nie zauważyć, ze zderzak leży z boku , a halogeny po obu stronach ulicy).
Śmieszne, bo posiadam zdjęcia z wakacji , na ktorych auto wyglada jak spod igiełki (mimo poważnego już wieku) i nie posiada żadnych zewnętrznych uszkodzeń.
Śmieszne, bo stac mnie na utrzymywanie i eksploatację dwoch aut i nie potrzebuję dokonywac napraw bieżących z pieniędzy PZU.

Tak więc szanowni posiadacze aut- ubezpieczajcie się w PZU a radość wasza nie będzie miała granic !!!

Dodam, ze sprawca kolizji całkowicie skasował swoj samochod ( po uderzeniu we mnie dachował i wpadł do lasu...miał szczęscie -żyje). Sama nigdy nie skalałam się związkiem z PZU i nigdy do tego nie dojdzie.
Obserwuj wątek
    • mariusz-ef Re: PZU? strata czasu, pieniędzy i nerwow... 18.01.08, 11:34
      bo widzisz... wychodzisz z blednego zalozenia, ze ubezpieczyciel
      jest od wyplacania odszkodowan..
      nic bardziej mylnego!
      ubezpieczycielowi zalezy jedynie na sciagnieciu skladek z ktorych
      moze sponsorowac cuda niewidy
      ew. da na masze za uczestnikow ruchu drogowego w intencji by nie
      mieli zdarzen drogowych
      • azraeltears Re: PZU? strata czasu, pieniędzy i nerwow... 18.01.08, 11:45
        Widzisz w naiwności mej tak sądziłam dotychczas.
        A ponieważ nigdy nie miałam z PZU do czynienia to wydawało mi się, ze ich stosunek do nic niewinnego klienta jest taki sam jak w tych zakładach, z ktorych usług od wielu lat korzystam.
        Obecnie wychodzi na to, ze sama sobie oberwałam masywny zderzak i wykopałam halogeny, skoro PZU w zaparte twierdzi ze odszkodowanie mi się nie nalezy.
        Jest to nic innego jak oskarżenie mnie o chęć wyłudzenia odszkodowania, prawda?
    • iberia.pl Re: PZU? strata czasu, pieniędzy i nerwow... 18.01.08, 11:44
      obawiam sie, ze takie historie maja miejsce rowniez w przypadku
      innych TU....nie ma TU idealnego.
      • azraeltears Re: PZU? strata czasu, pieniędzy i nerwow... 18.01.08, 11:52
        Możliwe, ale dotychczas nie zetknełam się z podobnym zachowaniem ze strony jakiegokolwiek ubezpieczyciela.
        Zapewne kazdy stara się ciągnąć w swoją stronę, ale w tym przypadku jest to poniżej czyjejkolwiek godności. W końcu mają wszystko czarno na białym. Była policja, samochod sprawcy wygladał jak po bombie, funkcjonariusze pomagali nawet zbierać moje halogeny- to oni pouczyli mnie, że muszę zabrać ze sobą uszkodzone elementy- sama byłam w zbyt dużym szoku (Uderzenie było z mojej i mojego synka strony, a sprawca jechał z predkością co najmniej 130 km/h do czego się był przyznał).
        Nie zgodzę jednak-wybacz- z tobą w tej kwestii. obserwuję otoczenie i nie słychać zbyt wiele na temat Warty, Hestii czy innych.
        • iberia.pl Re: PZU? strata czasu, pieniędzy i nerwow... 18.01.08, 12:04
          azraeltears napisała:

          > Możliwe, ale dotychczas nie zetknełam się z podobnym zachowaniem
          ze strony jakiegokolwiek ubezpieczyciela.

          a potem :

          >> Nie zgodzę jednak-wybacz- z tobą w tej kwestii. obserwuję
          otoczenie i nie słychać zbyt wiele na temat Warty, Hestii czy innych.

          no widzisz, moje doswiadczenia z PZU sa takie:
          *prywatna szkoda-OK, zalatwiona od reki, fakt to byla szkoda
          drobiazgowa.
          *szkody w autach sluzbowych -droga przez meke.

          Poki co mam polise w Allianz, ale zastanawiam sie nad zmiana na AXA.
      • al9 pzu ok 18.01.08, 11:53
        Jestem ubezpieczony w pzu (OC i AC) nieprzerwanie od 92 roku - już z
        5 aut
        Miałem z 5 stłuczek likwidowanych z mojej polisy i ze 4 wypadki
        gdzie byłem poszkodowany nie z własnej winy...
        NIGDY nie miałem żadnych kłopotów z likwidacja szkody w pzu,
        natomiast miałem kłopoty z wartą i hestią (oba towarzystwa chciały
        zaniżyć odszkodowania i nie płacić za auto zastępcze) - w obu
        przypadkach musiałem zatrudnić prawnika.. Skutecznie...

        Nie ma więc reguł, a w przypadkach spornych trzeba zatrudnic
        fachowców.. radzę pomyśleć na przyszłość o specjalnej polisie np DAS
        Pozdr
        al
        • azraeltears Re: pzu ok 18.01.08, 11:59
          To wyjaśnij mi skad się wziął tekst " bez związku ze zdarzeniem'?
          Z palca go wyssali?
          Jestem ubezpieczona w Warcie od lat, drugie auto ubezpieczam w Hestii.
          Pierwszy samochod dość często był obtłukiwany przez roznych wspaniałych kierowcow- nigdy z mojej winy.
          Nie musiałam się z nikim szarpać ani niczego tłumaczyć. Zawsze wystarczyły protokoły drogowki.
          Trzymam się zasady- żadnych porozumień ulicznych spisanych na kolanie, po to właśnie aby uniknąc takich historii.
          Skoro masz to szczęście, że twoja wspołpraca z PZU układa się pomyślnie , to tylko pozazdrościć.
          Natomiast wypada o opinię zapytac tych, ktrych ty ewentualnie uszkodziłbyś.
          Może mają te same co ja problemy?
          Dziękuję za dobrą radę.
          Oczywiście sprawa jest w sadzie ale z art. 23 k.p.c...
    • fredoo Re: PZU? strata czasu, pieniędzy i nerwow... 18.01.08, 12:13
      Mimo że kiedyś przegrałem sprawę w sądzie przeciw PZU to chwalę tą
      instytucją po wszystkich odpustach bo ilekroć trafiały się stłuczki
      mnie i mojej rodzinie to zawsze bylo ok.Dlatego coś w Twoim opisie
      się nie zgadza.Szodę zgłasza się przez specjalny całodobowy telefon
      i nastepnie likwidator sporządza protokół.Potem można naprawiać.Może
      kluczem do problemu jest zaprzyjażniony warsztat?
      • azraeltears Re: PZU? strata czasu, pieniędzy i nerwow... 18.01.08, 19:40
        Doskonale wiem jak się zgłasza szkodę. Oczywiscie dzwoniłam na infolinię i PZU skierowało łaskawie po tygodniu swojego przedstawiciela pod postacią mobilnego eksperta.
        Zaznaczam , ze nie ja byłam sprawcą więc obliczenie i wypłata odszkodowania nie powinny stanowić dla PZU zadnego problemu.
        Nie wiem co się w moim opisie nie zgadza.
        Może bedziesz łaskaw wyjaśnić mi te kwestię?
        Bo na moją korzyść przemawia wszystko. Nic nie stoi po stronie PZU.
        Przynajmniej odnoszę takie wrażenie (może się mylę i powinnam połozyć uszy po sobie ale mam wredna naturę).
    • wojtek33 Re: PZU? strata czasu, pieniędzy i nerwow... 18.01.08, 16:42
      Mam do czynienia z PZU od ładnych paru lat i nie miałem nigdy z nimi
      problemu, a od czasu wprowadzenia infolinii to prawie bajka ;).
      Tyle że ja walkę z nimi pozostawiam warsztatom, oddaję samochód do
      dużego ASO, zgłaszam szkodę przez infolinię a na oględziny umawiają
      się już z pracownikami warsztatu. Po naprawie odbieram samochód, ew.
      uzupełniam dokumenty i jeśli dostali wszystkie żądane kwity dla mnie
      jest po sprawie.
      • azraeltears Re: PZU? strata czasu, pieniędzy i nerwow... 18.01.08, 19:46
        A to ciekawe
        Serio.
        Mam wrażenie ,ze trafiłam nie do forum a do towarzystwa wzajemnej adoracji.
        Zgłaszałam szkodę poprzez infolinię i w dniach obecnych nie ma znaczenia jaki zakład dokonuje napraw.
        W tym całym zamieszaniu nie idzie o wypłatę po wykonanych czynnościach naprawczych a o opinię przed tym.
        Uważam, że to no fair, jesli zakład nie czuje się obowiązany do weryfikacji własnych pogladow na wyraźne życzenie klienta (poszkodowanego) i nie przeprowadza dodatkowych oględzin auta skoro zgłaszam jakiekolwiek niedociągnięcia.
        O ile mi wiadomo istnieje jeszcze okres gwarancyjny ponaprawczy, w ktorym mogą się objawić uszkodzenia pierwotnie nie wykryte.
        W obecnych okolicznościach nie wyobrażam sobie jak mogłabym je zgłosić skoro nie uwzglednia sie tego co jest poparte wystarczajacymi dowodami.
        • azraeltears Re: PZU? strata czasu, pieniędzy i nerwow... 18.01.08, 20:00
          Mam wrażenie, że albo piszę niewyraźnie albo to co piszę nie dociera do czytających.
          Więc jeszcze raz podkreślam.
          Infolinia-ok, bardzo wygodna forma.
          Ekspert- zagadka- jakie ma uprawnienia? Likwidatorem szkody może być pierwszy lepszy gryzipiorek. Nie jest to rownoznaczne z rzeczoznawcą, bo to już inna szarża i jest ich w sumie niewielu.
          Zakład naprawczy to sprawa mojego wyboru.
          Opinia powinna opierać się na faktach a nie domniemaniach.
          Jesli domniemania wchodzą w grę, to muszą być poparte dowodami a takowych mi nie przedstawiono.
          W 5 pismach z odpowiedzią powtarza się to samo sformułowanie, ktore przytaczałam wczesniej.
          Wobec tego pytanie brzmi - o co chodzi?
          I skoro kazdy zachwycony jest wspołpracą z tą konkretnie firmą to wdzięczna będę za oswiecenie z jakich to powodow tak solidny ubezpieczyciel zachowuje sie w tak niecodzienny sposob???
          • simon921 Re: PZU? strata czasu, pieniędzy i nerwow... 18.01.08, 20:45
            Hmm... wychodzi, że naprawdę trafiłaś na eksperta - debila.
            Bo u mnie sprawa wyglądała tak: zadzwoniłem na infolinię (jako poszkodowany),
            przyjechała laweta, zabrała auto do sieci naprawczej PZU (tak sobie zażyczyłem),
            dostałem auto zastępcze. Po tygodniu przyjechał jakiś koleś (ekspert) i
            zadzwonili z warsztatu, że kasacja. Oddałem zastępcze, poczekałem jeszcze ze 2
            tyg. na kasę i koniec.

            Jeszcze pytanie. Nie prosiłaś o powołanie innego eksperta?
            • azraeltears Re: PZU? strata czasu, pieniędzy i nerwow... 19.01.08, 23:18
              No...tak
              Pisałam odwołanie.
              Odpowiedź ta sama.
              Nie zgodziłam się na wypłatę pieniędzy w tej wysokości- wpłacono ją na moje konto bez mojej wiedzy.
              Odwoływałam się do Warszawy, podtrzymano pierwotną decyzje z "braku nowych dowodow".
              Wystąpiłam o protokoł oględzin razem ze zdjęciami samochodu.
              Dostałam 5-ta kopie tego samego pisma z informacją,że zdjęcia to oni mają na serwerze i nie mogą ich udostępnić.
              Na dzień dzisiejszy mam wszystkie kopie tych samych wypocin i Bog raczy wiedziec na czym oparł swoje tezy szanowny ekspert.
              Jedyne co mechanicy zeznali przede mna to to,ze ogladajac samochod zastanawiał sie czy zderzak na pewno jest od niego. W protokole sam zaznaczył,że wersja bogatsza z halogenami...i tyle.
              Zderzenie było specyficzne i widac wyobraxni zabrakło tumanowi, ponieważ było skośne od tyłu do przodu - sprawca stracił panowanie nad kierownicą podczas wyprzedzania na łuku drogi i wjechał we mnie pod katem niszcząc błotnik i pociągając ze sobą zderzak z halogenami i atrapą....Po prostu ściął mi lewy brzeg.
              Samochod poza tym nie ucierpiał.
              Natomiast w/g znawcy od spodu widoczne są jakies prowizoryczne naprawy- nie wykluczam takiej opcji, samochod jest z drugiej reki. Ale nie zmienia to faktu, że uszkodzeniu uległy części dobre....co jest udokumentowane na zdjeciach z wakacji. I nawet jeśli ktos tam sobie cos od spodu dłubał, to ja nie wnosze o naprawę przedniego pasa czy podobnych a jedynie o wymienione elementy. Te elementy , ktore zaznaczył policjant z drogowki...
              Nie ma sensu powoływać drugiego eksperta bo dawno naprawiłam autko i jak pisałam nie moge doprosić się o zdjęcia dla rzeczoznawcy.
              W tej sytuacji wniosłam sprawę do sądu.... z tytułu naruszenia niematerialnych dobr osobistych.
              W końcu najwyraźniej PZU potraktowało mnie jak oszusta chcacego wyłudzic pieniadze....z ubezpieczenia
              • andilopp Re: PZU? strata czasu, pieniędzy i nerwow... 20.01.08, 00:28
                Witam!
                Troszkę znam się na rzeczy i powiem tak-
                To że wypłacono pieniądze na twoje konto to nic wielkiego bo nie zamyka to drogi
                do dochodzenia dalszych roszczeń. Odnośnie zderzaka to dokładnie nie wiem co
                miałaś na myśli ale jeżeli poprzednie uszkodzenia kwalifikowały zderzak do
                wymiany to nie dostaniesz nowego choćby był ekstra naprawiony. A propos
                dokumentacji idź i poproś całe akta które są w posiadaniu firmy - do tego masz
                prawo. A propos Policji zakłady ubezpieczeń prowadzą likwidację szkody i nie
                muszą opierać się na jakiś notatkach bo policjant też nie jest ekspertem
                • azraeltears Re: PZU? strata czasu, pieniędzy i nerwow... 21.01.08, 13:28
                  Dzięki za zainteresowanie :-)
                  Zderzak i cała reszta nie były w ogole uszkodzone.
                  Nie ma najmniejszych podstaw do podważania moich roszczeń.
                  Policjant fakt, nie ekspert, ale trudno mu nie zauważyć elementow porozwalanych dookoła auta...Nic się nie ostało na swoim miejscu.
                  Problem w tym, ze dureń ekspert nie ma pojecia jak doszło do tego ze boczne uderzenie oderwało zderzak i wszystkie elementy z nim związane...
    • sven_b Re: PZU? strata czasu, pieniędzy i nerwow... 20.01.08, 12:41
      Idz do prawnika i napiszcie razem pismo odwoławcze, tzw. pozew przedsądowy o
      wypłatę pełnej wartości naprawy. To nie są drogie rzeczy a potrafią zaskutkować.
      A jeżeli nie to oboje zadecydujecie czy iść z tym do sądu. Prawnik dotrze do
      protokołu Policji i zleci niezależną ekspertyzę. Moja sprawa była b.złożona, ale
      wygrałem. PZU to sitwa jak reszta TU.
      • azraeltears Re: PZU? strata czasu, pieniędzy i nerwow... 21.01.08, 13:24
        Dzięki za podpowiedzi...Fakt, koszta tej naprawy mieszczą się w granicach 2000 ( renault safrane , więc brak rynku wtornego).
        Zderzak i cała reszta były nieuszkodzone, nie klejone ani nie malowane. gdzies od spodu ktos coś kleił, ale to bez związku.
        Auto jest po naprawie, więc trudno bedzie komukolwiek innemu oceniać stan pierwotny. Mam natomiast fotki, własne z wakacji na ktorych widać stan sprzed kolizji- bo wykonanych przez "eksperta" po nie mogę wydobyć.
        Odnoszę wrażenie od poczatku tej sprawy jakby PZU traktowało mnie jako wyłudzacza i dlatego krew mnie zalewa, bez wzgledu na wysokośc kwoty spornej
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka