Gość: Staruch
IP: *.fys.sdu.dk
18.11.03, 17:58
Kilka razy w roku przejezdzam przez Slask. Prawie zawsze jakos nie udaje mi
sie tak samo przejechac, bo ciagle jakies nowe rozwiazania komunikacyjne
wyrzucajace na Rude Slaska...
Ale do rzeczy. poprawcie mnie, moze cos przeoczylem. Wjezdzam na spodek od
Krakowa. Na pewno tam jest typowy w Pl znak C-12 i trojkat, a wiec jestem
na "polskim rondzie" (=skrzyz.zruch.okrezn.). Robie 270 stopni i kiedy
zamierzam juz zjezdzac widze wjezdzajacy na rondo tramwaj. Nie przejmuje sie
tym i zasuwam dalej (przeciez mam pierwszenstwo!), ale tramwaj wali na mnie.
Wtedy widze czerwone swiatlo dla siebie. Hamowanie, UFFF. pelne zaskoczenie.
Jak to sie dzieje, ze wjezdzam na "rondo" bez w ogole zainstalowanej
sygnalizacji swietlnej (moze sie myle?) i w ogole sie nie spodziewam swiatel
i nagle ta zmyla z tramwajem. Gdyby obok mnie stala ciezarowa, to w ogole bym
nie zauwazyl tego czerwonego swiatla i byloby BUM! Nie przyzwyczailem sie do
tego, ze jak jest"rondo" z nie dzialajaca (lub brakiem) sygnalizacja swietlna
na "wejsciu", to nagle moze ona sie pojawic, ale tylko z powodu tramwaju.
prosze o komentarze.