h_hornblower
16.08.09, 18:08
Znów jestem po dłuższej trasie drogami naszego pięknego - piszę to
bez ironii - kraju i znów sie zastanawiam, czy tak trudno jest
zrozumieć, że nie ma sensu podjeżdzać na kilka metrów do
poprzedzajacego pojazdu, zwłaszcza ciężarowego, który chce się
wyrzedzić?
Nie tylko może to zirytować wyprzedzanego - nie mówię już o
mozliwych skutkach jego nagłego hamowania - ale przede wszystkim nie
widać wtedy, czy z przeciwka coś nie jedzie. Gdy zaczniemy manewr z
dystansu kilkudziesieciu metrów nie tylko mamy dużo lepszą
widoczność, ale i możemy nabrać odpowiedniej szybkości, aby samo
wyprzedzanie trwało krócej, gdy zaś źle oceniliśmy sytuacje zdążymy
sie schować, bo wyprzedzany nie jest już obok nas tylko jeszcze
przed nami.
Są to chyba podstawy poruszania sie samochodem, nie? W praktyce
jednak z połowa kierowców nie potrafi tego robić. Wyprzedza taki
wszystkich i wszystko, po czym wlecze się kilometrami na ogonie
TIRa, spoza ktorego nie widzi nic. Przy próbach wyprzedzania przez
innych zajeżdża drogę - bo "przecież przed chwilą cię chamie
wyprzedziłem!". W końcu zamyka oczy, wychyla się i... Chwila strachu
jego pani, ale przed nim znów pusto. Cóż - nie ma to jak
być "mistrzem prostej".
pzdr
horny