Dodaj do ulubionych

Rodzinny konflikt o samochod

20.08.09, 00:39
Witam,

Mam problem z rozliczeniem za samochod w rodzinie.
Jestem wlascicielka 10-letniego auta. Kupilam go 3,5 roku temu, ale od ponad
roku z niego nie korzystam. Niecaly rok temu zaproponowalam krewnemu, ze moze
nim jezdzic, no ale musi o niego dbac. W mojej rodzienie zdarzylo sie juz tak
kilka razy i nigdy nie bylo probleemow. Ten kto jezdzil, ubezpieczal, dbal i
napawial.

Po niespelna roku uzytkowania samochodu moj krewny poinformowal mnie, ze w
samochodzie poszedl pasek rozrzadu, przez co rozwalil silnik. Koszt naprawy
wynisl 2000 zl i jego zdaniem ja powinnnam mu te pieniadze teraz oddac. Jego
zdaniem, to ja ponosze odpowiedzialnosc bo pasek rozrzadu powienen byc
wymieniany co 100 000km (czyli przed tym kiedy on zaczal uzytkowac samochod) i
to ja ponosze odpowiedzialnosc za to wiec ja powinnam zaplacic. Oczywiscie nie
usmiecha mi sie placic za naprawe samochodu ktorego w ogole nie uzywam! Moim
zdaniem ten kto jezdzi, ten placi za naprawy i powienien regularnie sprawdzac
stan pojazdu. Samochod nie jest nowy i on o tym wiedzial i uwazam ze powienien
wziac to pod uwage decydujac sie na uzytkowanie. Poza tym, w moemecie kiedy
oddawalam mu auto samochod byl tuz po przegladzie i badaniach technicznych i
wszystko bylo ok.

Ostatecznie zaproponowalam kompromis pol na pol. Czy Waszym zdaniem mam racje?
Obserwuj wątek
    • cloclo80 Re: Rodzinny konflikt o samochod 20.08.09, 01:08
      Badania techniczne i przeglądy nijak mają się do stanu paska rozrządu. Po prostu
      nie bada się tego a i skuteczność takiego testu jest wątpliwa, trudno na
      podstawie oględzin orzec ile jeszcze wytrzyma.
      Wymiana paska odbywa się wg. szczegółowych wskazań producenta zazwyczaj
      obowiązuje zasada, wymiana co X tysięcy kilometrów albo co Y lat, cokolwiek
      wystąpi pierwsze. W aktualnie produkowanych auta zerwanie paska oznacza niemal
      pewne zderzenie tłoka z grzybkami zaworów, co może skutkować nawet całkowitym
      zniszczeniem silnika. A zatem nie należy tego lekceważyć.
      Krewny powinien dokonać wymiany na własny koszt, albo kontaktować się z tobą w
      sprawie podziału kosztów operacji (wymiana paska może sporo kosztować zwłaszcza
      gdy robi się to w ASO) i to zanim dojdzie do poważniejszej awarii. Nie zrobił
      tego, musi ponieść konsekwencje.
      A swoją drogą nie właź rodzinie do d..., bo niszczą i nie szanują twojej
      własności. Jeśli musisz wypuścić auto, użycz go raczej krewnej niż krewnemu.
      • niechmniektosuswiadomi Re: Rodzinny konflikt o samochod 20.08.09, 01:52
        Niestey, jesli chodzi o tego krewnego, to juz niestety moja strata i moja
        nauczka na przyszlosc, bo zawiodl tez w innych sprawach co wyszlo nagle teraz.
        Dlatego nie mam do niego zaufania i chce go sprawdzic.

        Problem polega na tym, ze ten pasek juz poszedl, samochod zostal naprawiony, ale
        ja sie dowiedzialam o wszystkim po fakcie kiedy krewny ni z tego ni z owego
        zglosil sie do mnie po pieniadze. Nie skonsultowal niczego ze mna, podjal
        decyzje i uwaza ze to ja powinnam zwrocic mu pelna kwote, bo odpowiedzialnosc
        spoczywa na mnie i na moim zaniedbaniu. Ja sie nie znam na samochodach i nie mam
        zielonego pojecia o paskach rozrzadu. Kiedy jezdzilam autem, dzialo bez zarzutu,
        regularnie byl sprawdzany przez mechanika i nie mialam z nim problemow.

        Krewny twierdzi, ze mechanik ktory naprawial samochod powiedzial, ze pasek nie
        byl wymieniany nigdy, od nowosci, czyli od ponad 10 lat! Nie mam oczywiscie
        wszytkich faktur z 10 lat napraw, tym bardziej ze jestem drugim wlascicielem.
        Czy faktycznie tak moglo byc???

        Oczywisice przed zwroceniem mu jakichkolwiek pieniedzy poprosze o rachunek za
        naprawe i mysle nawet by oddac auto do mechanika, zeby potwierdzil te naprawy,
        gdyz moje zaufanie spadlo w tej chwili do zera.

        Doradźcie kompletnemu laikowi jak teraz to posprawdzac zeby nie dac sie wrobic w
        koszta ktorych ponosic nie powinnam (jesli nie powinnam, oczywiscie), bo
        nie jestem pewna czy kto ma racje.
        • tiges_wiz Re: Rodzinny konflikt o samochod 20.08.09, 01:59
          niechmniektosuswiadomi napisała:
          Ja sie nie znam na samochodach i nie ma
          > m
          > zielonego pojecia o paskach rozrzadu. Kiedy jezdzilam autem, dzialo bez zarzutu

          w aucie wszystko dziala, az nie nie popsuje. czesc elementow sie jednak wymienia
          po jakims okreslonym przebiegu, ktory jest podany w intrukcji obslugi. Sa to
          plyny (olej, plyn chlodacy), rozne filtry czy klocki hamulcowe. Do
          najwazniejszych elementow nalezy pasek rozrzadu (nie mylic z paskiem alternatora
          i itp.). Jego urwanie to spory wydatek. 2000 to i tak niewiele.

          > ,
          > regularnie byl sprawdzany przez mechanika i nie mialam z nim problemow.

          poki pasek nie nie urwie to nie ma z autem problemow.

          >
          > Krewny twierdzi, ze mechanik ktory naprawial samochod powiedzial, ze pasek nie
          > byl wymieniany nigdy, od nowosci, czyli od ponad 10 lat! Nie mam oczywiscie
          > wszytkich faktur z 10 lat napraw, tym bardziej ze jestem drugim wlascicielem.
          > Czy faktycznie tak moglo byc???

          A kto to moze wiedziec? Np chyba nie ja.

          >
          > Oczywisice przed zwroceniem mu jakichkolwiek pieniedzy poprosze o rachunek za
          > naprawe i mysle nawet by oddac auto do mechanika, zeby potwierdzil te naprawy,
          > gdyz moje zaufanie spadlo w tej chwili do zera.
          >
          > Doradźcie kompletnemu laikowi jak teraz to posprawdzac zeby nie dac sie wrobic
          > w
          > koszta ktorych ponosic nie powinnam (jesli nie powinnam, oczywiscie), bo
          > nie jestem pewna czy kto ma racje.

          ja tez nie wiem.
        • cloclo80 Re: Rodzinny konflikt o samochod 20.08.09, 11:17
          Oczywiście mogło się tak zdarzyć, że auto nie miało w ogóle wymienianego paska
          od czasu jak opuściło fabrykę.
          Przy kupowaniu używanych samochodów obowiązuje niepisana zasada, że jeśli
          poprzedni użytkownik nie przedstawi dowodu na wymianę paska (oczywiście o ile
          auto ma odpowiedni wiek lub przebieg by zachodziła konieczność wymiany), to
          zakłada się, że nie zostało to zrobione. I albo akceptuje się, że będzie to
          robione na nasz koszt, albo żąda się opuszczenia ceny na kosz koniecznej wymiany
          (ok. 1000PLN).
          Zdecydowanie zażądaj rachunku z wyszczególnieniem co zostało przy aucie
          zrobione. 2kPLN wydaje się kwotą podejrzanie małą biorąc pod uwagę rozmiar
          zniszczeń jakie może spowodować zerwanie paska. Sugeruje to np. że naprawa
          została zrobiona byle jak.
          • qqbek Re: Rodzinny konflikt o samochod 20.08.09, 11:38
            cloclo80 napisał:

            > Przy kupowaniu używanych samochodów obowiązuje niepisana zasada, że jeśli
            > poprzedni użytkownik nie przedstawi dowodu na wymianę paska (oczywiście o ile
            > auto ma odpowiedni wiek lub przebieg by zachodziła konieczność wymiany), to
            > zakłada się, że nie zostało to zrobione. I albo akceptuje się, że będzie to
            > robione na nasz koszt, albo żąda się opuszczenia ceny na kosz koniecznej wymian
            > y
            > (ok. 1000PLN).
            Właśnie! Zgodzę się (no może poza ceną).

            > Zdecydowanie zażądaj rachunku z wyszczególnieniem co zostało przy aucie
            > zrobione. 2kPLN wydaje się kwotą podejrzanie małą biorąc pod uwagę rozmiar
            > zniszczeń jakie może spowodować zerwanie paska. Sugeruje to np. że naprawa
            > została zrobiona byle jak.
            Niektóre starsze silniki są nieco prostsze. Ja kupiłem narzeczonej starą Astrę
            1,4 do dojazdów do pracy i zanim zdołałem zmienić pasek (jakieś 500km przebiegu
            od kupna) poszła uszczelka pod głowicą. Wszystko (łącznie z wymianą paska, no bo
            czemu nie, skoro silnik był i tak rozbierany) wyniosło mnie trochę ponad 500
            złotych (+olej i płyn kolejne 100 z hakiem).
      • tiges_wiz Re: Rodzinny konflikt o samochod 20.08.09, 01:52
        pytanie czy on zostal poinformowany ze pasek nie byl wymienione na czas, czy
        dowiedzial sie o tym jak pasek juz strzelil.
        • niechmniektosuswiadomi Re: Rodzinny konflikt o samochod 20.08.09, 02:49
          > pytanie czy on zostal poinformowany ze pasek nie byl wymienione na czas, czy
          > dowiedzial sie o tym jak pasek juz strzelil.

          No jak ja mogłam go poinformować, skoro dopiero teraz dowiedziałam się że coś
          takiego w ogóle istnieje!? Oleje, płyny itd wymieniali zawsze (regularnie)
          mechanicy. Wychodzę więc z założenia, że skoro tego pilnowali, to pasek też był
          wymieniany (skoro twierdzisz, ze to takie ważne). Mogę oczywiście podjechać i
          zapytać czy wymieniali ten pasek, ale nie sądzę by trzymali u siebie tak
          dokładną dokumentację (odkąd mam ten samochód, 90% napraw i wymian było w jednym
          zakładzie). Wcześniej jeździłam innym samochodem też serwisowanym w tym
          zakładzie przez kilka ładnych lat i nigdy nie miałam najmniejszych problemów z
          autem. Lałam benzynę i jeździłam a oni robili całą resztę. Tak było i z tym
          samochodem... do czasu kiedy oddałam go w użytkowanie krewnemu.
          • qqbek Re: Rodzinny konflikt o samochod 20.08.09, 08:13
            Skoro mechanik tobie nie powiedział... ech, to co to za mechanik, który nie wie,
            że co 60-100 tysięcy kilometrów (lub przynajmniej raz na 5-6 lat) pasek się
            wymienia?
            Jak samochód nie miał wymienianego paska od nowości, to cudem jest, że wcześniej
            nie strzelił.
            A winni jesteście po połowie- ty, bo nie wiedziałaś, że coś takiego jak pasek
            się wymienia i kuzyn, który pożyczając samochód nie zapytał kiedy ostatnio
            zmieniany był pasek.
            Na mój gust uczciwym kompromisem byłoby podzielenie się kosztami naprawy. Kuzyn
            w niczym nie przyczynił się do zerwania paska i uszkodzenia silnika, uczciwie
            jest więc chyba kuzynowi wystawić rachunek za wymianę paska, płynów i regulację
            rozrządu a za zawory, wałek (wałki) i remont głowicy zapłacić samodzielnie.
            • zwn51 Re: Rodzinny konflikt o samochod 20.08.09, 09:41
              I tu sie przejawia wyzszosc ASO. Wszystko maja zapisane.
              • qqbek Re: Rodzinny konflikt o samochod 20.08.09, 10:19
                zwn51 napisał:

                > I tu sie przejawia wyzszosc ASO. Wszystko maja zapisane.

                Tylko kto 10-latkiem jeździ na ASO?
                Ja jak raz swoim podjechałem (zapytać o drobiazg z wyposażenia wnętrza), to
                niemałą sensację wśród diagnostów wzbudziłem.
    • josner Re: Rodzinny konflikt o samochod 20.08.09, 08:05
      Widziały gały co brały. Dziwię się że nie przyjechał do ciebie z
      pretensjami jak mu się skończyło paliwo w baku. Następnym razem
      wymień wszystkie płyny na swój koszt i pożycz wóz.
    • freebaby Re: Rodzinny konflikt o samochod 20.08.09, 08:34
      Ja sobie tak myślę, że jeżeli użytkował samochód w dłuższym okresie
      czasu to powinien dokonywać wszystkich eksploatacyjnych wymian,
      zgodnie z harmonogramem zapisanym w książce serwisowej. Po drugie,
      jeżeli się upiera przy takim podziale kosztów,tzn. chce obciążyć
      Ciebie kosztami serwisu to Ty powinnaś wystawić mu rachunek za
      wypożyczenie auta: policz ilość dni wypożyczenia samochodu i pomnóż
      to przez stawkę dzienną (lub po prostu ilość km x stawkę ustawową).

      Na marginesie: tylko producent samochodu wyznacza kiedy należy
      wymienić pasek rozrządu, np. w fordowskich dieslach jest to ok.
      200kkm.

      Oczywiście najpierw niech zwróci Twoją własność!
      • wujaszek_joe Re: Rodzinny konflikt o samochod 20.08.09, 09:09
        należało to ustalić wcześniej, ale jak używałem w ten sposób samochód dziadka to
        dla mnie (i dla ciebie pewnie też) wydawało się to oczywiste, że kto jeździ ten
        płaci za wszystko.
        Jeśli on korzystał z samochodu nieodpłatnie to w sensie utrzymania samochodu
        powinien czuć się jego właścicielem. Inaczej niech płaci za dzierżawienie samochodu.
        to jest twoja bardzo dobra wola, że oferujesz mu rozliczenie pół na pół. Jesli
        się chłopak stawia to nie powinien dostać ani grosza
      • qqbek Re: Rodzinny konflikt o samochod 20.08.09, 10:51
        freebaby napisał:


        > Na marginesie: tylko producent samochodu wyznacza kiedy należy
        > wymienić pasek rozrządu, np. w fordowskich dieslach jest to ok.
        > 200kkm.
        Bzdura!
        W starych dieslach (np. Escort) jest to 60000km lub 5 lat.
        Dopiero w silnikach TDCI jest to 200kkm lub 10 lat.
        • freebaby Re: Rodzinny konflikt o samochod 21.08.09, 11:20
          To do czego odniosłeś "Bzdura!" , skoro zaraz potwierdzasz,że fakt ;)

          Miłego dzionka.
          • qqbek Re: Rodzinny konflikt o samochod 21.08.09, 11:40
            freebaby napisał:

            > To do czego odniosłeś "Bzdura!" , skoro zaraz potwierdzasz,że fakt ;)
            >
            > Miłego dzionka.

            Bo wiek opisanego pojazdu sugeruje, że (o ile to Ford) to mógłby to być tylko
            stary TD lub TDDi a te serwisuje się dużo częściej.
            Ty zaś napisałeś, że w Fordach, co można odczytać jako "we wszystkich Fordach" :)
            Z resztą silnik TDCi do którego odnosi się twój komentarz został wprowadzony do
            samochodów Forda dopiero na wiosnę 2001 roku, więc nie ma siły, by napędzał
            10-latka:)

            Również pozdrawiam i życzę miłego dnia:)
    • chris62 Re: Rodzinny konflikt o samochod 20.08.09, 09:26
      Nie wyobrażanm sobie oddać mój samochód w uzytkowanie komus innemu
      nawet z rodziny...
      Jak mi jesty niepotrzebny to sprzedaję jak potrzebny używam i tyle w
      temacie.
      Powiedz jeszcze, że na Twoim OC jeździ - pomyślałaś o konsekwencjach
      w razie spowodowania wypadku?
      Samochód to nie ciuch!
    • nazimno Z rodzina wychodzi sie dobrze tylko na fotografii 20.08.09, 09:30
    • kaqkaba Re: Rodzinny konflikt o samochod 20.08.09, 09:34
      Po mojemu. Jeżeli biorę od kogoś rzecz w trwały użytek to się dopytuje co należy
      zrobić jak dbać i to robię. Dogaduję się co do podziału kosztów i już. Wiadomo,
      że wymiana oleju, tankowanie, ubezpieczenie, żarówki, bezpieczniki pokrywa
      jeżdżący. Większe i rzadsze wymiany (klocki, rozrząd, amortyzatory, zużywające
      się elementy zawieszenia) do uzgodnienia w zależności od czasu użytkowania
      samochodu.
      I należało by uzgodnić kto pokrywa nieplanowane awarie i w jaki sposób.

      Nie zrobienie powyższego powoduje problemy takie jak masz.
    • karol64 Re: Rodzinny konflikt o samochod 20.08.09, 10:10
      >niechmniektosuswiadomi napisała:
      >ja powinnnam mu te pieniadze teraz oddac.

      Może trzeba zajrzeć do Kodeksu Cywilnego. Tam powinny być opisane takie sytuacje.
    • falszywy_klamca Re: Rodzinny konflikt o samochod 20.08.09, 10:18
      Nic nie płać. Płacił Ci koleś za wynajem auta? Każdy by tak chciał, aby jeździć
      autem za które nie zapłacił ani grosza, a jak się coś popsuje, to naprawia
      właściciel.

      Jak korzystał to niech naprawia. Ja bym jeszcze ch*ja opierd***ł, że mi auto
      rozwalił. Nie dawaj mu żadnej kasy, a jak będzie fikał to zabierasz auto. Jak
      taki cwany niech kupi sobie własny.

      Żadne pół na pół. On użytkował, on ponosi wszystkie koszty. Koniec i kropka.
      • qqbek A Kodeks na to: 20.08.09, 10:29
        falszywy_klamca napisał:

        > Nic nie płać. Płacił Ci koleś za wynajem auta? Każdy by tak chciał, aby jeździć
        > autem za które nie zapłacił ani grosza, a jak się coś popsuje, to naprawia
        > właściciel.

        Gucio prawda!
        Znów ktoś wali farmazony jak potłuczony zomowiec.

        Lecim Kodeksem Cywilnym.... bo tu kufa tylu ekspertów od babrania się w gó...e,
        że każdy jeden lepszy.

        Art. 711
        Jeżeli rzecz użyczona ma wady, użyczający obowiązany jest do naprawienia szkody,
        którą wyrządził biorącemu przez to, że wiedząc o wadach nie zawiadomił go o
        nich. Przepisu powyższego nie stosuje się, gdy biorący mógł wadę z łatwością
        zauważyć.

        Tak więc biorący (kuzyn) miałby prawo dochodzić należności za naprawę przed
        sądem, wskazując że użyczający wiedział, że pasek nie był wymieniany.

        Art. 713 Biorący do używania ponosi zwykłe koszty utrzymania rzeczy użyczonej.
        Jeżeli poczynił inne wydatki lub nakłady na rzecz, stosuje się odpowiednio
        przepisy o prowadzeniu cudzych spraw bez zlecenia.
        Tak więc OC, przegląd, paliwo, wymiany oleju i filtrów tak... naprawa silnika
        nie jest zwykłym kosztem utrzymania.

        NO I NA KONIEC:
        Art. 714 Biorący do używania jest odpowiedzialny za przypadkową utratę lub
        uszkodzenie rzeczy, jeżeli jej używa w sposób sprzeczny z umową albo z
        właściwościami lub z przeznaczeniem rzeczy, albo gdy nie będąc do tego
        upoważniony przez umowę ani zmuszony przez okoliczności powierza rzecz innej
        osobie, a rzecz nie byłaby uległa utracie lub uszkodzeniu, gdyby jej używał w
        sposób właściwy albo gdyby ją zachował u siebie.

        Także kuzyn może łapki umyć i spokojnie żądać zwrotu pieniędzy... co najlepsze
        szczwana sztuka z niego i pewnie o tym wie :)

        Zwrot pieniędzy za część kosztów naprawy byłby miłym gestem ze strony kuzyna...
        ale absolutnie nie ma on obowiązku płacić za naprawę auta!!!

        Co więcej- przed każdym sądem dojdzie swojego, jeśli nie chcesz mu tych
        pieniędzy oddać.
        • kaqkaba Czytać a rozumieć to nie to samo 20.08.09, 10:43
          Rozrząd do wymiany to nie wada. A nawet gdyby to biorący mógł ją z łatwością
          zauważyć. To jest normalna część eksploatacyjna i podlega okresowym wymianom.

          Naprawa silnika nie jest zwyczajowym kosztem utrzymania ale została spowodowana
          w czasie użytkowania samochodu przez kuzyna. I użytkowanie było sprzeczne z
          właściwością rzeczy. Bo właściwość jest tak, że rozrząd podlega wymianie co
          określony przebieg. (Który minął w okresie użytkowania auta przez kuzyna).

          Kuzyn mógłby dochodzić zwrotu za wymianę rozrządu ale nie za uszkodzenie
          spowodowane brakiem takiej wymiany.
          • qqbek Poczytajmy ze zrozumieniem więc: 20.08.09, 10:59
            kaqkaba napisał:

            > Rozrząd do wymiany to nie wada. A nawet gdyby to biorący mógł ją z łatwością
            > zauważyć. To jest normalna część eksploatacyjna i podlega okresowym wymianom.

            Znów bzdura!
            Tak, jest to normalna część eksploatacyjna, ale zaniedbanie okresowej wymiany i
            niepoinformowanie o tym fakcie biorącego już nie leży w zakresie normalnej
            eksploatacji. Biorący miał pełne prawo sądzić, że dostaje w użytkowanie samochód
            sprawny.
            Tak przy okazji-
            Jak można zauważyć rozrząd do wymiany? I to z łatwością?? Po chrobocie zaworów
            walących w cylinder dopiero!

            > Naprawa silnika nie jest zwyczajowym kosztem utrzymania ale została spowodowana
            > w czasie użytkowania samochodu przez kuzyna. I użytkowanie było sprzeczne z
            > właściwością rzeczy.
            Bo właściwość jest tak, że rozrząd podlega wymianie co
            > określony przebieg. (Który minął w okresie użytkowania auta przez kuzyna).

            Nie wiemy, czy minął, czy nie minął. Kupując 6,5-latka z rozrządem na pasku (mam
            samochód z łańcuszkiem na całe szczęście) pierwsze co bym zrobił to wymienił
            wszystkie płyny i pasek.
            Pisząca tego nie zrobiła.
            Piszesz, że naprawa silnika nie jest kosztem zwyczajnym związanym z eksploatacją
            pojazdu... dlatego pokrywa jej koszt użyczający a nie biorący. Koniec kropka!

            > Kuzyn mógłby dochodzić zwrotu za wymianę rozrządu ale nie za uszkodzenie
            > spowodowane brakiem takiej wymiany.

            Na jakiej podstawie?
            • kaqkaba Re: Poczytajmy ze zrozumieniem więc: 20.08.09, 12:44
              > Tak przy okazji-
              > Jak można zauważyć rozrząd do wymiany? I to z łatwością?? Po chrobocie zaworów
              > walących w cylinder dopiero!

              Tak samo jak olej.Jak filtry. Bo je się wymienia okresowo.
              I obowiązkiem biorącego w użyczenie jest dowiedzieć się jak należy o przedmiot
              dbać. Kiedy były wymieniane części eksploatacyjne i kiedy przypada kolejna wymiana.

              > Na jakiej podstawie?

              Bo poprzez swoje zaniedbanie doprowadził do uszkodzenia pojazdu i zniszczył
              rzecz oddaną w użyczenie. Jakby przywalił samochodem w słup było by tak samo.

              • qqbek Re: Poczytajmy ze zrozumieniem więc: 20.08.09, 12:59
                kaqkaba napisał:

                > Tak samo jak olej.Jak filtry. Bo je się wymienia okresowo.
                Ale okres od wymiany do wymiany jest względnie krótki (olej i filtry raz na rok
                albo po 15tys. w większości aut), pasek wymienia się raz na 5 lat (a w
                niektórych markach raz na 10).

                > I obowiązkiem biorącego w użyczenie jest dowiedzieć się jak należy > o
                przedmiot dbać.
                Jak mógł wiedzieć, że pasek jest do wymiany od dawna już, skoro nie wiedziała
                tego właścicielka?

                > Bo poprzez swoje zaniedbanie doprowadził do uszkodzenia pojazdu i zniszczył
                > rzecz oddaną w użyczenie. Jakby przywalił samochodem w słup było by tak samo.
                >
                To nie jego zaniedbanie, a właścicielki pojazdu doprowadziło do tej sytuacji.
                Skoro jeździł prawie rok, nim mu się silnik posypał, to raczej dbał o ten samochód.
                A gdyby wyrżnął samochodem w słup, to jego odpowiedzialność za szkody tym
                spowodowane i tak byłaby ograniczona okolicznościami w jakich do tego doszło.
                Gdyby był winny walnięcia w słup (niedostosowanie prędkości do warunków jazdy,
                jazda po pijaku, zaśnięcie... itd.) to by odpowiadał. Gdyby zaś wyrżnął w słup
                po niezawinionej kolizji z kimś innym, albo unikając kolizji z jakimś
                wariatem... to mógłby się wykpić o ile udałoby mu się wskazać sprawcę.
                • kaqkaba Re: Poczytajmy ze zrozumieniem więc: 20.08.09, 13:54
                  Okres wymiany nie ma nic do rzeczy. Samochodem można zrobić i 2tys rocznie i 60
                  tys. A wymienia się co x lat lub x przebiegu.

                  Jak napisała właścicielka termin wymiany paska miał nastąpić +/- w okresie
                  przekazania samochodu.

                  Inną miarę przykłada się przy użyczeniu na kilka dni czy tydzień a inną na czas
                  bliżej nieoznaczony (w tym wypadku ponad rok jeździł).
                  • qqbek Re: Poczytajmy ze zrozumieniem więc: 20.08.09, 13:59
                    kaqkaba napisał:


                    > Jak napisała właścicielka termin wymiany paska miał nastąpić +/- w okresie
                    > przekazania samochodu.

                    Ona wyraźnie przecież pisze, że dopiero po awarii dowiedziała się o istnieniu
                    takiej części.
                    Gdyby dochowała należytej staranności zresztą, to wymieniłaby ten pasek po
                    zakupie auta (a więc 3,5 roku przed opisywanym zdarzeniem).

                    Wiem, że to co piszę jest niemiłe i brutalne, lecz dura lex, sed lex.

                    > Inną miarę przykłada się przy użyczeniu na kilka dni czy tydzień a inną na czas
                    > bliżej nieoznaczony (w tym wypadku ponad rok jeździł).

                    Znów- dura lex, sed lex... użyczenie na wyjazd na działkę jest w tym wypadku
                    takim samym użyczeniem jak użyczenie na rok.
        • jestklawo Re: A Kodeks na to: 20.08.09, 10:55
          qqbek napisał:
          > Art. 711
          > Jeżeli rzecz użyczona ma wady, użyczający obowiązany jest do
          >naprawienia szkody, którą wyrządził biorącemu przez to, że wiedząc
          >o wadach nie zawiadomił go o nich.

          kuzyn przed sądem musiałby udowodnić, że wiedziała o wadzie (?!!!,
          przecież wymiana rozrządu to zwykła czynność serwisowa, a nie wada),
          ale ją przed nim ukryła

          > Art. 713 Biorący ... Jeżeli poczynił inne wydatki lub nakłady na
          >rzecz, stosuje się odpowiednio przepisy o prowadzeniu cudzych spraw
          >bez zlecenia. Tak więc OC, przegląd, paliwo, wymiany oleju i
          >filtrów tak... naprawa silnika nie jest zwykłym kosztem utrzymania

          naprawa silnika nie jest, zgoda, ale wymiana rozrządu jak
          najbardziej jest

          > Art. 714 Biorący do używania jest odpowiedzialny za przypadkową
          >utratę lub uszkodzenie rzeczy, jeżeli jej używa w sposób sprzeczny
          > z umową albo z właściwościami lub z przeznaczeniem rzeczy

          czyli, jeżeli nie serwisował auta, to nie może:

          > łapki umyć i spokojnie żądać zwrotu pieniędzy

          > Co więcej- przed każdym sądem dojdzie swojego

          no więc, nie dojdzie. Na twoim miejscu miałbym nawet pretensje do
          kuzyna, że bez twojej zgody remontował silnik u kumpla w szopie, a
          nie w ASO na oryginalnych częściach


          • qqbek Nie jest klawo 20.08.09, 11:05
            Bo jeżeli sądził, że otrzymuje sprawny pojazd, to miał prawo zakładać, że
            rozrząd nie jest jeszcze do wymiany a użyczająca, wiedząc, że użycza samochód a
            nie grabie powinna go poinformować o konieczności takiej wymiany.

            Jako, że wymianę paska napędowego rozrządu i rolek/napinaczy przeprowadza się co
            60-100tys. km przebiegu nie jest to rzecz tak oczywista jak zwykła wymiana
            oleju, klocków czy przegląd.
            Nie ma też (dopóki nie jest za późno) sposobu na stwierdzenie, że pasek już
            domaga się wymiany.
            Przy okazji kupna samochodu używanego taką wymianę zazwyczaj przeprowadza się
            "prewencyjnie", jeżeli sprzedający nie udokumentował wymiany. Jeżeli mechanik
            użyczającej tego nie wiedział, to dupa z niego a nie mechanik.
            • jestklawo Re: Nie jest klawo 20.08.09, 11:20
              qqbek napisał:

              > Bo jeżeli sądził, że otrzymuje sprawny pojazd, to miał prawo
              >zakładać, że rozrząd nie jest jeszcze do wymiany

              on mogł sobie sądzić co tylko chciał. Otrzymał sprawny pojazd,
              którego nie serwisował i go uszkodził. Na razie MUSI udowodnić w
              sądzie, że kuzynka celowo ukryła przed nim wadę o której wiedziała
              • qqbek Re: Nie jest klawo 20.08.09, 11:33
                jestklawo napisała:

                > on mogł sobie sądzić co tylko chciał. Otrzymał sprawny pojazd,
                > którego nie serwisował i go uszkodził. Na razie MUSI udowodnić w
                > sądzie, że kuzynka celowo ukryła przed nim wadę o której wiedziała

                Otrzymał pojazd pozornie sprawny.
                A w sądzie nie będzie musiał udowadniać, że wiedziała o wadzie. Jest w prawie
                cywilnym pojęcie "rażące niedbalstwo". Kropka.
                • jestklawo Re: Nie jest klawo 20.08.09, 12:10
                  zatem, jeżeli pożyczysz od kogoś auto i zatrzesz mu silnik (bo olej
                  nie był markowy na przykład), to dzwonisz do gościa żeby zabierał
                  złoma? :))) Jak zaniedbał i oszczędza na oleju, to teraz ma i dobrze
                  mu tak! :)))
                  • qqbek Re: Nie jest klawo 20.08.09, 12:52
                    jestklawo napisała:

                    > zatem, jeżeli pożyczysz od kogoś auto i zatrzesz mu silnik (bo olej
                    > nie był markowy na przykład), to dzwonisz do gościa żeby zabierał
                    > złoma? :))) Jak zaniedbał i oszczędza na oleju, to teraz ma i dobrze
                    > mu tak! :)))

                    Tyle tylko, że żeby zatrzeć silnik, w którym jest olej (dowolny zgodny ze
                    specyfikacją producenta samochodu) trzeba samochód dosłownie zakatować (lub na
                    przykład odłączyć dmuchawę chłodnicy i pojeździć w korkach w mieście... i tak
                    szybciej pójdzie uszczelka niż zatrze się silnik pewnie... a to objawi się
                    gęstym dymem spod maski/z wydechu) co nie ma nic wspólnego z normalną
                    eksploatacją pojazdu.

                    Innymi słowy:
                    Żeby zatrzeć silnik trzeba się bardzo starać, żeby pękł niewymieniony pasek nie
                    trzeba robić nic.
                    • niechmniektosuswiadomi Re: Nie jest klawo 20.08.09, 13:57
                      Dodatkowa komplikacja jest taka, ze poprosiłam o rachunki (krewny już mnie
                      oszukał w innych sprawach - nie zapłacił rachunków za które zobowiązał się
                      płacić mojemu dobremu znajomemu, co doprowadziło do nieprzyjemnej rozmowy z tym
                      znajomym, zabrał bez mojej wiedzy i zgody mój sprzęt komputerowy, a kiedy
                      wykryłam jego brak, nazwał to "pożyczką" i jeszcze kilka innych "drobiazgów").
                      Samochód mam już z powrotem. Zastanawiam się tylko czy oraz ile powinnam
                      oddawać. Rachunków nie jest w stanie mi przestawić bo naprawa była "w
                      szopie u kuzyna", oczywiście bez uzgodnienia czegokolwiek wpierw ze mną, bez
                      przedstawienia mi kosztów naprawy. Jedynymi "dowodami" naprawy są części które
                      twierdzi, że wrzucił mi do bagażnika (nawet tam nie zaglądałam). W tej chwili
                      oczywiście mu nie ufam zupełnie. Na koniec zostałam zwyzywana przez jego ojca od
                      gó...ar. On uważa że jest w najlepszym porządku! Oczywiście z jego rodziną nie
                      zamierzam utrzymywać już żadnych relacji, więc zupełnie mi nie zależy na
                      pokojowym załatwieniu tej sprawy.
                      • qqbek Re: Nie jest klawo 20.08.09, 14:04
                        niechmniektosuswiadomi napisała:

                        > Dodatkowa komplikacja jest taka, ze poprosiłam o rachunki (krewny już mnie
                        > oszukał w innych sprawach - nie zapłacił rachunków za które zobowiązał się
                        > płacić mojemu dobremu znajomemu, co doprowadziło do nieprzyjemnej rozmowy z tym
                        > znajomym, zabrał bez mojej wiedzy i zgody mój sprzęt komputerowy, a kiedy
                        > wykryłam jego brak, nazwał to "pożyczką" i jeszcze kilka innych "drobiazgów").
                        > Samochód mam już z powrotem. Zastanawiam się tylko czy oraz ile powinnam
                        > oddawać. Rachunków nie jest w stanie mi przestawić bo naprawa była "w
                        > szopie u kuzyna", oczywiście bez uzgodnienia czegokolwiek wpierw ze mną, bez
                        > przedstawienia mi kosztów naprawy. Jedynymi "dowodami" naprawy są części które
                        > twierdzi, że wrzucił mi do bagażnika (nawet tam nie zaglądałam). W tej chwili
                        > oczywiście mu nie ufam zupełnie. Na koniec zostałam zwyzywana przez jego ojca o
                        > d
                        > gó...ar. On uważa że jest w najlepszym porządku! Oczywiście z jego rodziną nie
                        > zamierzam utrzymywać już żadnych relacji, więc zupełnie mi nie zależy na
                        > pokojowym załatwieniu tej sprawy.

                        A jak tak się sprawy mają... to już jego problem.
                        Niczego Tobie nie udowodni a jeśli nawet pozwie Ciebie do sądu, to co najwyżej
                        za części mu zapłacisz (o ile paragonów nie wyrzucił i będzie potrafił dowieść,
                        że zainstalował je akurat w Twoim samochodzie :).
                        A pokojowo możecie się dogadać... tylko czy warto z takim oszustem?
                        Zgodnie z prawem musisz mu zwrócić jedynie za nakłady, które potrafi
                        udokumentować. Tak więc to co włożył w samochód przez twoje zaniedbanie i na co
                        ma dowód zakupu mu zwróć... jak chce więcej to niech sobie pozwy pisze... poczta
                        Berdyczów :)
                      • jestklawo Re: Nie jest klawo 20.08.09, 14:09
                        po prostu gościa olej i broń borze nic mu nie płać
                        • hrabia-monter-christo Re: Nie jest klawo 20.08.09, 14:42
                          jestklawo napisała:

                          > po prostu gościa olej i broń borze nic mu nie płać

                          Boże, Ty to widzisz i nie grzmisz?
                          • jestklawo Re: Nie jest klawo 20.08.09, 15:04
                            :)))) nie chciałem używać nadaremno. Bo to grzech jest ;)
        • falszywy_klamca Re: A Kodeks na to: 20.08.09, 15:54
          Piszesz, a nie znasz się.

          Żeby domagać się praw sądowych trzeba spisać umowę. Nie ma umowy - nie ma podstaw.
          W przypadku używania cudzej własności i jej uszkodzeniu wszelkie naprawy trzeba
          uzgadniać z właścicielem. Ostatecznie właściciel może nie chcieć naprawiać auta
          i (uwaga!) ma do tego prawo.
          Właściciel może też naprawę wykonać samodzielnie, co często jest o połowę tańsze.
          Osoba używająca jakieś rzeczy musi go zatem o takim fakcie powiadomić. Dopiero
          później może chcieć załatwić naprawę i żądać zwrotu kosztów.

          Także panie qqbek nie bredź bo się znasz jak świnia na wypasie krów.
          • ulubiony19 Re: A Kodeks na to: 20.08.09, 16:44
            Sprawa jest dla mnie prosta.Koleś powinien Ciebie po rączkach
            całować za to,że oddałaś mu na użytek właśny SAMOCHÓD! Nie znam
            go,ale teraz to dla mnie totalny szmaciarz.Z liscia mu! Załużmy,że
            porzyczam od kumpla na jeden dzień auto,w którym wsio jest ok. Pasek
            out i dupa blada.Jeśli szrżowałem,to czuję się winny i raczej się do
            tego przyzanję i robie za swoje.Ale jesli nie burakuję,a silnik i
            tak mówi goodbye,to wtedy na pewno kolega by się wkurzył,chciał by
            kasę,ale ja bym sie kłucił,że to nie moja wina.Wtedy raczej koszty
            były by po połowie. Tu sytuacja jest klarowna-jezdził,zepsuł,niech
            płaci.I nie ma tu nic do tego,że koleś może być zielony w temacie
            samochodowym,jego problem(z resztą aut się nie pożycza,zwłaszcza
            ofiarom losu:)) Dziewczyno,musisz zachowac się ostro i po
            męsku:dajesz mu z liścia,bierzesz auto,a kasa Ciebie nie interesuje.
            Pozdrawiam
          • kaqkaba Re: A Kodeks na to: 20.08.09, 17:01
            > Żeby domagać się praw sądowych trzeba spisać umowę. Nie ma umowy - nie ma podst
            > aw.

            Nieprawda. Umowa użyczenia nie wymaga dla swojej ważności formy pisemnej. Nie
            jest to również forma wymagana.
            Polecam lekturę: pl.wikipedia.org/wiki/Forma_czynno%C5%9Bci_prawnej
          • qqbek Re: A Kodeks na to: 20.08.09, 17:14
            falszywy_klamca napisał:

            > Także panie qqbek nie bredź bo się znasz jak świnia na wypasie krów.

            Świnie pasać to sam chodzić możesz, skoro taką potrzebę czujesz.
            Ubiegł mnie kolega, co do odpowiedniej formy.
            Dodam jeszcze, że przed Sądem brak umowy w formie pisemnej nie jest przeszkodą
            (jeżeli sporna czynność prawna nie wymaga jej sporządzenia). Sąd zbada
            okoliczności faktyczne... a więc fakt oddania kluczyków, dowodu rejestracyjnego
            i posługiwania się samochodem przez prawie rok dobitnie świadczyć będą o
            zawarciu takiej umowy.

            Inna sprawa, że jak napisała pytająca, gość nie ma rachunków za naprawę. A jeśli
            nie ma, to nie ma jak udowodnić poniesionych nakładów (zwłaszcza, że oddał
            samochód i w razie powołania rzeczoznawcy koleżanka może tłumaczyć, że sama
            wymieniła:). A odpowiedzialność za sprawy prowadzone bez zlecenia wymaga
            udokumentowania poniesionych wydatków (i ich zasadności tak przy okazji:).

            -----------<<<< niech to będzie trzcinka do ganiania świnek panie falszywy
            klamca
            ;)
            • falszywy_klamca Re: A Kodeks na to: 21.08.09, 09:24
              Nawet gdyby miał rachunki to może je sobie w odbyt wsadzić.
              Naprawa musi być uzgodniona z właścicielem. Koniec kropka.

              Umowy na gębę mają to do siebie, że mogą być dowolnie interpretowane. Jak
              udowodnisz przed sądem, że w umowie ustnej nie było zawarte, że wszelkie naprawy
              ponosi osoba używająca pojazd?

              Tak jak mówiłem, krowy paść, a nie porad udzielać.
              • kaqkaba Re: A Kodeks na to: 21.08.09, 10:21
                > Umowy na gębę mają to do siebie, że mogą być dowolnie interpretowane.

                No i znowu się mylisz. Akurat umowa użyczenia jest umową nazwaną i jeżeli strony
                inaczej się nie umówiły to obowiązują zapisy kodeksowe.
                • qqbek Re: A Kodeks na to: 21.08.09, 10:39
                  kaqkaba napisał:

                  > > Umowy na gębę mają to do siebie, że mogą być dowolnie interpretowane.
                  >
                  > No i znowu się mylisz. Akurat umowa użyczenia jest umową nazwaną i jeżeli stron
                  > y
                  > inaczej się nie umówiły to obowiązują zapisy kodeksowe.

                  A kodeks mówi wyraźnie, że naprawa nie uzgodniona z właścicielem to prowadzenie
                  cudzych spraw bez zlecenia.
                  Więc ma prawo ubiegać się o zwrot wszelkich udokumentowanych nakładów
                  poniesionych na przywrócenie rzeczy do stanu poprzedniego.
                  Ale do niektórych ani logika ani zdrowy rozsądek nie przemawiają.
                  "Łone wiedzum lepiej"
          • zgryzliwy1 CowBoy prawa !!!!!!!! 21.08.09, 02:08
            falszywy_klamca napisał:

            > Piszesz, a nie znasz się.
            > Żeby domagać się praw sądowych trzeba spisać umowę. Nie ma umowy -
            > nie ma podstaw.

            > Także panie qqbek nie bredź bo się znasz jak świnia na
            > wypasie krów.

            ty sie za to znasz uuhahaha
            to piekne, jak madrala bez bicia sam sie podklada
            nie potrzeba sie meczyc, sam publicznie udowadnia swoja durnote

            " Przez umowę użyczenia użyczający zobowiązuje się zezwolić biorącemu, na
            bezpłatne używanie, przez czas oznaczony lub nie oznaczony oddanej mu w tym celu
            rzeczy (por. art. 710 kc). ..............
            Przedmiotem użyczenia może być każda rzecz, zarówno oznaczona co do tożsamości
            jak i co do gatunku, jeżeli tylko nadaje się ona do używania (por. orz. SN z 24
            października 1933r, I C 2566/32).
            ............
            Natomiast przedmiotem użyczenia nie mogą być pieniądze
            jako środek płatniczy (por. wyrok SN z 4 grudnia 1988r. III CKN 49/98).
            ........
            Dający rzecz w użyczenie nie musi być jej właścicielem, wystarczy że jest
            posiadaczem zależnym bądź samoistnym, może być nawet dzierżycielem.
            Umowa użyczenia może być zawarta w dowolnej formie. Może to być forma
            pisemna, ustna, akt notarialny, lub czynności konkludentne.

            Tylko wtedy gdy wartość rzeczy użyczonej jest większa niż dwa tysiące
            złotych, wówczas umowa powinna być stwierdzona pismem dla celów dowodowych.

            Niezastosowanie się jednak do tego przepisu nie powoduje nieważności umowy
            użyczenia.


            http://www.poradaprawna.pl/index_pytania.php?co=pozycja&id=24618
        • tomek854 Re: A Kodeks na to: 22.08.09, 23:45
          > Tak więc biorący (kuzyn) miałby prawo dochodzić należności za naprawę przed
          > sądem, wskazując że użyczający wiedział, że pasek nie był wymieniany.

          Musiałby udowodnić, że użyczający wiedział. A to będzie trudne biorąc pod uwagę,
          że użyczający pojęcia nie miał o jego istnieniu w ogóle - a to karalne nie jest.

          A zatem jednak miałby kiepskie szanse. Bo jeżeli nie było wiadomo czy pasek był
          wymieniony, to trzeba było wymienić. A bieżące wymiany takich części to już nie
          jest nic nadzwyczajnego.
    • matres4 Re: Rodzinny konflikt o samochod 20.08.09, 17:22
      Boszeeee! Ile wpisów - nie chce mi się wszystkich czytać i nie wiem
      czy ktoś to już piasał, ale ja bym zapłacił mu za naprawę (po
      wcześniejszym sprawdzeniu oczywiście ile dał i jak to zostało
      naprawione), zabrał mu samochodód i sprzedał. Niech sobie kupi za te
      3000 co mu dasz i jeździ.
      • ulubiony19 Re: Rodzinny konflikt o samochod 20.08.09, 17:25
        Co Ty gadasz!!! Jakie ""to ja bym już zapłacił"" ! Temu chamowi!?
        Aaaaaa!!!!
        • matres4 Re: Rodzinny konflikt o samochod 21.08.09, 18:45
          Mówisz żeby nie płacić???
          No w sumie jakby się tak zastanowić to masz rację. Jeździł dziad,
          eksploatował samochód, to niech chociaż tyle się dołoży.
          Ale auto bym zabrał. Natychmiast.
    • iberia.pl dobry zwyczaj-nie pożyczaj 21.08.09, 18:18
      bo sobie krewny darmowa taksowke znalazl.

      Trzeba bylo spisac umowe uzyczenia i tam wsio czarno na bialym.
      Nie mam nic przeciwko jednorazowemu pozyczaniu auta- nie raz i nie
      dwa sama korzystalam z samochodow innych,ale co innego auto na 1
      dzien a co innego auto na kilka tygodni.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka