Dodaj do ulubionych

Ja nie rozumiem

26.02.11, 22:12
jak ludzie mający dochody 5-7-10 tysięcy miesięcznie nie potrafią nic zaoszczędzić? Takie wątki się pojawiły. Gdybym dysponowała taka kasą.. to mogę pomarzyć. Mam wypłatę 2,2tys., dom na utrzymaniu, dwoje dzieci. Teraz zimą jest gorzej, bo za ogrzewanie gazowe dużo płacę, ale co zaoszczędziłam latem, to mam na te opłaty. Żyjemy skromnie, ale nie oszczędzam na jedzeniu, wolę kupić kawał mięcha i upiec pasztet, niż tanią wędlinę. Na co mi brakuje? Na teatr, kino, ciuchy, ekscesywink
Obserwuj wątek
    • zuzanna56 Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 22:22
      Hm, ja myślę, że coś oszczędzają jednak, może z 500 zł, ale to raczej mało z 10 tysięcy, prawda?

      Wiesz co, każdy ma inną sytuację. Zobacz, jeśli ktoś ma takie wydatki:
      rata kredytu 1200 zł
      paliwo (no bo daleko do pracy) 800 zł
      rachunki za gaz, prąd, telefon, wywóz szamba itp 1000 zł
      opiekunka czy przedszkole 1000 zł
      to już są 4 tysiące, których ty pewnie nie wydajesz na przykład.
      Nie usprawiedliwiam tu nikogo, tylko nakreślam sytuację smile
      • seren.dipity Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 22:36
        Wydaję, gaz za ogrzewanie zimą ~800, żłobek ~300, paliwo ~ 300.
        • zuzanna56 Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 22:44
          Za gaz płacisz zimą co miesiąc 800 zł? To sporo.
          • seren.dipity Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 22:48
            Za styczeń było 900, luty 700. Teraz po mrozach pewnie znów będzie 800, ale bliżej wiosny wink
            • zuzanna56 Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 22:53
              No dużo sad
              Czyli 2200 - 900- żłobek i paliwo, zostaje około 1500 zł na jedzenie i ubranie, na kino, książkę, ale też chyba na inne rachunki, bo gaz to nie wszystko? Prąd, telefon, woda, wywóz śmieci, internet, telewizja itp?
              • seren.dipity Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 23:07
                Napisałam, no co nam brakuje. Mam ok. 1tys na życie, czyli 250 zł na tydzień + bilet dla dwóch osób do kina imax ważny do końca marcawink Chcesz mi pomóc?
                • zuzanna56 Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 23:11
                  czemu nie wink

                  Widzisz, ty się dziwisz to i ja mogę smile wink
                  • seren.dipity Zuzanno 04.03.11, 20:07
                    No to odbierz maila na zuzanna56 na gazecie, bo można pomóc komuś, kto bardziej potrzebuje.
    • verdana Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 22:23
      Mogą mieć więcej niż dwoje dzieci. Mogą mieć wydatki stałe, na raty kredytu, lekarstwa, szkoły itd. dostosowane do swoich dochodów - czyli wysokie. Mogą nie chcieć oszczedzać na wydatkach typu kino, książki, wspólne wyjścia - uwazając, ze to się na dłużąszą mete jednak nie opłaca. Mogą oszczedzać nie pieniądze, tylko czas - czas jest co najmniej równie cenny, co pieniądze...
    • monikaj21 Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 22:24
      Z 2 głównych powodów:
      1. Mają wysokie stałe obciążenia (opieka nad dziećmi, kredyty, opłaty)
      2. Są przyzwyczajeni do życia na jakimś tam poziomie, który wydaje im się normalny (dla każdego pewnie jest on trochę inny) - jakiś czas temu nie kupowałam sobie rzeczy pod wpływem impulsu, teraz mi się zdarza - podobają mi się korale, a nie są zbyt drogi - kupię. I w efekcie tego mam całe pudło korali a zdecydowanie mniej kasy smile (ale zapewniam, że ja i tak żyję bardzo skromnie w porównaniu z moimi znajomymi). Mnie np wydanie 100 zł na bluzkę czy sweter się nie zdarza, ale pewnie dla wielu to noramlna, czy wręcz niska cena. Wszystko zależy smile
    • i_b13 Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 22:33
      jak ludzie mający dochody 5-7-10 tysięcy miesięcznie nie potrafią nic zaoszczędzić?
      Jesli stałe koszty mają np na poziomie 4,5 tysiąca, a zarabiają 7, to powiedz ile mogą oszczędzić? I jak bardzo rozrzutnie mogą żyć za pozostała kwotę?
      • seren.dipity Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 22:39
        no, mogą zaoszczędzić właśnie tą różnicę.
        • zuzanna56 Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 22:49
          Ale tą różnicę wydają na jedzenie, ubranie, kino, obiad na mieście,opłatę za kurs językowy, na obóz dziecka, wczasy...i koniec smile
    • eny79 Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 22:38
      Ostatnio był tu watek o lampie za 930 złotych i o różnych reakcjach na jej cenę. Dla jednych nieprzyzwoita drożyzna i wyrzucanie pieniędzy na coś co ma dawać światło i kropka. Dla innych - jak za piękny i potrzebny przedmiot, sprawiający przyjemność - cena akceptowalna.
      Wszystko zależy od standardu do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni.
      • seren.dipity Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 22:41
        Standard przyzwyczajeniawink
        • i_b13 Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 22:49
          nie, nie ,zarabia 7 - opłaty 4,5, zostaje 2 i pół na tzw życie, jedzenie, odzież, niespodziewane wydatki, leki itp, ile zaoszczędzisz z 2,5 tysiąca dla 3 osobowej rodziny?
          • seren.dipity Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 22:56
            nie, nie ,zarabia 7 - opłaty 4,5, zostaje 2 i pół na tzw życie, jedzenie, odzież, niespodziewane wydatki, leki itp, ile zaoszczędzisz z 2,5 tysiąca dla 3 osobowej rodziny?
            ja nawet tyle, ile wam zostaje, nie zarabiam, więc nie potrafię odpowiedziećsmile
            • ofelia1982 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 15:23
              No ale chyba umiesz mysleć i zrozumiałaś tę wypowiedź? A to, że nie zarabiasz "tyle ile niektórzy mają kosztów" - to chyba nie jest jakieś mega super, bo się strasznie z tym obnosiszsmile
              • astrum-on-line Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 17:29
                Ja też nie zarabiam tyle ile inni mają kosztów. Pewnie niektórzy nie zarabiają tyle ile ja mam kosztów. Czego to dowodzi. Niczego. PO prostu każdy z nas jest inny i inaczej żyje.
              • seren.dipity Re: Ja nie rozumiem 04.03.11, 20:17
                TĄ wypowiedź? W sensie, że założyłam ten wątek się obnoszę?
              • ylfeth Re: Ja nie rozumiem 18.03.11, 08:51
                Jeżeli ktoś zarabia 7, opłat stałych ma 4, zostaje 3 tysie na tzw. życie. I chodzi o to, że mocno mnie dziwi, jak ktoś biadoli że nie umie NIC zaoszczędzić, mimo że inni potrafią odłożyć chociażby 200, 300 zł z kwoty połowę mniejszej. Na prawdę nie można zrezygnować z wyjścia do kina, kupna wina za 80 zł, masażu w spa, bluzki za 500 czy zakupów w delikatesach? O to chodzi w oszczędzaniu, żeby zmienić podejście do zakupów i kupować taniej, to co bardziej potrzebne.
                I rozumiem że każdy ma inny standard życia, ale twierdzenie, że nie da się zaoszczędzić z 3000 zł jest śmieszne. No chyba że się nie ma zamiaru oszczędzać i lubi się taki luźny żywot, ale to inna kwestia.
                • finka9 Re: Ja nie rozumiem 18.03.11, 10:13
                  ylfeth napisała:

                  > Jeżeli ktoś zarabia 7, opłat stałych ma 4, zostaje 3 tysie na tzw. życie. I cho
                  > dzi o to, że mocno mnie dziwi, jak ktoś biadoli że nie umie NIC zaoszczędzić, m
                  > imo że inni potrafią odłożyć chociażby 200, 300 zł z kwoty połowę mniejszej. Na
                  > prawdę nie można zrezygnować z wyjścia do kina, kupna wina za 80 zł, masażu w
                  > spa, bluzki za 500 czy zakupów w delikatesach? O to chodzi w oszczędzaniu, żeby
                  > zmienić podejście do zakupów i kupować taniej, to co bardziej potrzebne.
                  > I rozumiem że każdy ma inny standard życia, ale twierdzenie, że nie da się zaos
                  > zczędzić z 3000 zł jest śmieszne. No chyba że się nie ma zamiaru oszczędzać i l
                  > ubi się taki luźny żywot, ale to inna kwestia.

                  Otóż to. Trudno jest zaoszczędzić nie wprowadzając żadnych zmian (cięć) w gospodarowaniu domowym budżetem.
      • zuzanna56 Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 22:47
        Ale też zależy od tego, ile masz ochotę wydać na lampę. My nie mamy niskich dochodów (tzn. dla mnie wydają się raczej średnie, mam znajomych, którzy mają dochód 2-3 razy wyższy, ale wg autorki wątku to jest dochód wysoki), a życiu bym tyle nie wydała na lampę. Na co innego tak.
      • paluszki38 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 17:47
        > Ostatnio był tu watek o lampie za 930 złotych i o różnych reakcjach na jej cenę
        > . Dla jednych nieprzyzwoita drożyzna i wyrzucanie pieniędzy na coś co ma dawać
        > światło i kropka. Dla innych - jak za piękny i potrzebny przedmiot, sprawiający
        > przyjemność - cena akceptowalna.
        > Wszystko zależy od standardu do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni.

        I od tego co lubimy, jeden kupi telewizor, inny woli przedmiot, który mu się podobasmile To nie jest tylko standard przyzwyczajenia, ale czasem wybory i priorytety jakim kto się tam kieruje w życiu...
    • mal-foj Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 22:49
      My mamy spore dochody, ale mamy też cholernie wysokie koszty stałe. Naszą wspólną drogę zaczynaliśmy kilka lat temu, mieliśmy na utrzymanie 3,3 tys. Pracował tylko mąż, bo ja byłam na 2 roku studiów dziennych. On był na 4. roku. Ale jeszcze nie mieliśmy dzieci. Jak zaszłam w ciążę, trzeba było kupić mieszkanie, a potem tylko drastycznie wszystko rosło. Na szczęście mąż, nie w ciemię bity, szybko powiększał swoje dochody. Teraz z dwójką przedszkolaków, jest jeszcze drożej..
      Teoretycznie jesteśmy w stanie przeżyć za 4 tys. Ale tylko teoretycznie niestety, bo nasze prorodzinne państwo tak działa, że dwa klocki wydaję na przedszkola i nianie, bo nikt mnie nie będzie chciał trzymać w robocie, jak co miesiąc będę brała co najmniej tygodniowe zwolnienie...
      Oszczędzać, oszczędzamy, pewnie wysoką kwotę w porównaniu z osobami o niższych dochodach, ale ile powinniśmy oszczędzać?!
      • zuzanna56 Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 22:54
        Ile powinniście? Tego ci nikt nie powie wink
    • miska_malcova Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 22:54
      Nie potrafią oszczędzać, bo nie muszą. Nie mają takiego nawyku. Dlatego przychodzą tutaj i zwykle uczą się oszczędzać.

      Poza tym każdy ma inna sytuację i obciążenia. Moja koleżanka zarabia 5 tysiące, ale ma ratę kredytu 2500zł smile Można powiedzieć: łaaaaaa, ale kasiory... Nie jeśli płaci się za prywatne przedszkole, bo dziecka nie przyjęli do państwowego i płaci się taką ratę smile
    • goodnightmoon Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 22:59
      zuzanna56 napisała:

      > Hm, ja myślę, że coś oszczędzają jednak, może z 500 zł, ale to raczej mało z 10
      > tysięcy, prawda?
      >
      > Wiesz co, każdy ma inną sytuację. Zobacz, jeśli ktoś ma takie wydatki:
      > rata kredytu 1200 zł
      > paliwo (no bo daleko do pracy) 800 zł
      > rachunki za gaz, prąd, telefon, wywóz szamba itp 1000 zł
      > opiekunka czy przedszkole 1000 zł
      > to już są 4 tysiące, których ty pewnie nie wydajesz na przykład.
      > Nie usprawiedliwiam tu nikogo, tylko nakreślam sytuację smile

      Dokładnie!
      A do tego dolicz porządne ciuchy, buty i torebki - bo do pracy za 5-7-10 tyś. w byle czym nie pójdziesz.
      Plus obiady-kolacje w restauracjach - jeśli często jesteś poza domem.
      No i na wakacje chce się pojechać.
      Jakieś hobby do tego ...
      • zuzanna56 Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 23:04
        goodnightmoon napisała:

        bo do pracy za 5-7-10 tyś. w
        > byle czym nie pójdziesz

        E...bez przesady z tym ubiorem.

        Aha, ja zakładam, że w tym wątku 5-7-10 tysięcy to dochód męża i żony a nie jednej osoby, czyli chodzi mi o to, że w sumie dochód na rodzinę nie wynosi 10-14-20 tysięcy?
        • seren.dipity Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 23:09
          Hehehe
        • goodnightmoon Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 23:31
          zuzanna56 napisała:

          >E...bez przesady z tym ubiorem.

          Żadnej przesady. W byle czym nie pójdziesz. Dosłownie.
          Wiadomo, możesz tam szukać okazji, przecen i t.d., ale też szkoda na to czasu (którego jak na lekarstwo) i energii (z tym też nie zawsze różowo).

          > Aha, ja zakładam, że w tym wątku 5-7-10 tysięcy to dochód męża i żony a nie jednej osoby, czyli chodzi mi o to, że w sumie dochód na rodzinę nie wynosi 10-14-20 tysięcy?

          A to już należy zapytać autora wątku.
          • zuzanna56 Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 23:37
            Nie wiem, co masz na myśli pisząc: byle co?
            Czy osoba, która zarabia np 4tysiące nie może iść do pracy w golfie z Zary za 60 zł i spodniach Mexx (z outletu) za 140 zł? Czy nie może ubrać fajnej spódnicy z SH za 10 zł? Coś się stanie? (zakładam, że mąż tej osoby zarabia 6 tysięcy)

            Ja uważam, że żadna przesada nie jest dobra.
            • zuzanna56 Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 23:38
              Myślę,że pytanie było o 5-7-10 tysięcy na rodzinę.
            • goodnightmoon Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 23:57
              zuzanna56 napisała:

              > Nie wiem, co masz na myśli pisząc: byle co?

              Coś złej jakości, co straci formę po pierwszym praniu i krzyczy: "Jestem tanią tandetą".

              > Czy osoba, która zarabia np 4tysiące nie może iść do pracy w golfie z Zary za 60 zł i spodniach Mexx (z outletu) za 140 zł?

              Ja tam nikomu nie zabraniam - jasne, że może smile
              PS: Nie miałam nic z Zary, nie mam pojęcia czy to są rzeczy trwałe.

              > Czy nie może ubrać fajnej spódnicy z SH za 10 zł? Coś się stanie?

              Co to jest SH?
              A czy coś się stanie? Nie musi się stać nic złego, ale jest ryzyko, że nie zostanie poważnie potraktowana, jeśli np. próbuje w międzynarodowym koncernie sprzedać software za 1200000 $ a ma na sobie np. tanie "plastikowe" buty.

              Mi nawet nie chodzi o markę, nie musi być ubrana w ciuchy od YSL, mało kogo na to stać. Ale muszą to być rzeczy porządne, które dobrze leżą, nie wyciągają się i t.d. A takie rzeczy zazwyczaj są drogie.
              Tak jak pisałam, można szukać okazji, ale nie każdy ma na to CZAS.

              > Ja uważam, że żadna przesada nie jest dobra.

              Oczywiście
              • ofelia1982 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 15:51
                > Mi nawet nie chodzi o markę, nie musi być ubrana w ciuchy od YSL, mało kogo na
                > to stać. Ale muszą to być rzeczy porządne, które dobrze leżą, nie wyciągają się
                > i t.d. A takie rzeczy zazwyczaj są drogie.

                Pracuję w korpo, chodzę ubrana do pracy - nieskromnie powiem - ładnie i stylowo (często słyszę komplementy, ale uważam, że nie trzeba wydawać dużo kasy na ubrania, żeby dobrze wyglądać. Ważniejsze jest poczucie estetyki, jakieś minimalne pojęcie o modzie i dobre oko. Ubrania mam sieciówkowe-średniopółkowe, bo moim zdaniem 200-300zł za bluzeczkę w Zarze to rozbój w biały dzień - i jakościowo nie ustępują często tym droższym..
                • agattka_84 Re: Ja nie rozumiem 28.02.11, 17:16
                  > Ubrania mam sieciówkowe-średniopółkowe, bo moim
                  > zdaniem 200-300zł za bluzeczkę w Zarze to rozbój w biały dzień - i jakościowo n
                  > ie ustępują często tym droższym..

                  Od kiedy bluzeczki w Zarze kosztują 200-300 zł?

                  • ofelia1982 Re: Ja nie rozumiem 01.03.11, 18:23
                    Eee..Tak od kilku lat? Nie mówię o serii TRF, ale tej dla dorosłych - nierzadko jest to 150-200zł za fajny fason.
                    • agattka_84 Re: Ja nie rozumiem 01.03.11, 18:45
                      > Eee..Tak od kilku lat? Nie mówię o serii TRF, ale tej dla dorosłych - nierzadko
                      > jest to 150-200zł za fajny fason.

                      To 150-200 czy 200-300? wink Ja mam sporo ubrań z Zary (fakt, że większość kupiona pół roku temu lub dawniej), ale nie przypominam sobie tam bluzek za 300 zł.
                      • ofelia1982 Re: Ja nie rozumiem 02.03.11, 10:19
                        No to zahacz czasem o wieszaki na początku sklepu - zazwyczaj bliżej wejścia sa te 'more exclusive'smile
    • woman-in-the-city Re: Ja nie rozumiem 26.02.11, 23:56
      To proste przecież.
      Mają finansowe , comiesieczne zobowiazania, które sprawiają, że z dochodem jaki zostaje po ich spłacie szału nie ma.
      Nie byli nigdy w sytuacji pod tzw. kreską , nie przeżyli chwilowej lub dłuższej, życiowej bessy. Nie mają potrzeby, świadomosci, badź nie umieją oszczedzac, bo z domu tej umiejetnosci nie wynieśli i nie miał ich kto nauczyc.
      Są przywiązani do rzeczy, które ich zdaniem muszą miec lub taniej czegoś nie kupią, ot tak, dla zasady.
      Żyja chwilą, mylą oszczedzanie innych ze skapstwem , niedojadaniem, (multum watków było o tym) czy jaka to najczęsciej ujmuja - dziadowaniem.
      Punkt widzenia zalezy zawsze od miejsca wymoszczenia czterech liter.



      • zosia711 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 07:19
        Myślę,że kobiecie jest łatwiej ubrać sie bardzo ładnie do przacy, jak to piszecie na poziomie zarobków za 5-7 tys.
        Gorzej z facetem. Garnitur musi leżeć, koszula, buty również. porzadny, dobrze skrojony nie kosztuje 300 zł...
        Mój mąż musi byc codziennie w garniturze, w koszuli, pod krawatem. na ciuchy z konieczności wydaje więcej niż ja.
        Na dodatek jeszcze słyszę jak on sie w tym męczy crying
        • anatefka Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 08:41
          Autorko wątku, miałam takie same pytania jak Ty, kiedy zarabiałam mniej.
          Dziwiło mnie, jak ludzie zarabiający takie krocie ( wtedy czyli jeszcze kilka lat temu 5-7-9 tysięcy wydawało mi się krociami) nie mają na koncie oszczędnościowym 5-cio cyfrowej kwoty i wciąż narzekają, że im mało.
          Zrozumiałam w miarę, jak sama zaczęłam więcej zarabiać wink
          Praca to koszt. Koszt ubrania, butów, czy inwestycje w wygląd jak fryzjer, kosmetyczka czy dobry stomatolog są względne, bo tu się da pokombinować. Jednak na pewno nie mogę wskoczyć w buty z kompletnie dolnej półki, bo to najzwyczajniej nie wypada. Wymaga się ode mnie czegoś więcej. Szukanie w lumpeksach wymaga czasu, a ja go nie mam.
          Ale lepsza praca - u mnie przynajmniej właśnie tak jest - wiąże się też z koniecznością sięgania po płatną pomoc innych. Od niani do dzieci począwszy, przez panią do sprzątania czy choć mycia okien raz na jakiś czas, po pana od malowania, bo nie mam czasu ani możliwości, żeby wziąć tydzień urlopu i pomalować mieszkanie.
          Moje dzieci to już nastolatki, ale jeszcze niedawno, kiedy nie mogłam liczyć na pomoc rodziców w tej kwestii ( pracowali) musiałam wynajmować kogoś do zostania z moimi dziećmi, kiedy miałam dłuższe wyjazdy służbowe. Nie zostawię przecież w środku tygodnia dwójki nieletnich samych w domu ...
          A na przykład lekarz - nie mam czasu ani możliwości polowania na numerki u mojego lekarza rodzinnego, więc płacę za możliwość szybkiego i komfortowego dostania się do lekarza. To samo ze specjalistami - jeśli mam jakiś problem zdrowotny to nie mogę sobie pozwolić na to, żeby się pogłębił kiedy ja pokornie czekam w kilkumiesięcznej kolejce na NFZ więc idę prywatnie i płacę po 250 zł za wizytę plus kolejne 300-500 zł za badania ( ostatnio usg i rezonans).
          I takich punktów w życiu jest wiele. Wiem, że są osoby które zarabiają dużo nie mając presji czasu czy takich ograniczeń, ale zwykle dobre zarabianie łączy się z wymogiem pełnej dyspozycyjności - psychicznej, fizycznej, czasowej. Zagwarantowanie sobie tego kosztuje.




          • reni_78 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 11:28

            > Autorko wątku, miałam takie same pytania jak Ty, kiedy zarabiałam mniej.

            u mnie było odwrotnie
            mając 7-8tys/2os/mc zastanawiałam się, jakim cudem nie udaje się innym zaoszczędzić,
            w czasie, gdy my sporo podróżujemy, wydajemy pieniądze za zbytki i zachcianki,
            a i tak odkładamy conajmniej połowę tego
            dziś mamy /założenie budżetowe/ niecałe 3,5tys/4os/mc i spokojnie się w tym mieszczę
            dodam, że w obecnej sytuacji prorodzinnej polityki przyjaznego państwa jestem na przymusowym bezrobociu, i korzystamy z oszczędności poczynionych w znacznej mierze w czasach, gdy było nas dwoje
            dodam też, że nigdy na nic nie zaciągaliśmy kredytów, pożyczek, nie braliśmy rat

            nie wiem, co będzie w przyszłości
            być może wrócimy do poprzedniego poziomu zarobków i będzie... mało...
            być może nadal będziemy trzymać samodyscyplinę finansową...

            wychodzę z założenia, że każde 'a ja bym zrobiła to, czy tamto, w takich czy innych warunkach', to najczęściej wróżenie z fusów i pobożne życzenia - nie wiem, co zrobię,
            póki dane okoliczności naprawdę niezaistnieją
          • jop Re: Ja nie rozumiem 28.02.11, 15:34
            To jest coś, o czym bardzo wiele osób zapomina - że praca z dobrymi zarobkami to przeważnie nie jest praca 9-17, a dłuższe godziny pracy wiążą się z ponoszeniem pewnych kosztów. Jak się ma dzieci, to trzeba im zapewnić opiekę w tym czasie. Nie ma czasu na polowanie na okazje po sklepach, bo jak już człowiek ma jakiś czas wolny, to woli spędzić go z rodziną/ukochaną osobą, a nie na lataniu po centrach handlowych w poszukiwaniu dżinsów tańszych o 30 zł (tylko wpada się do sklepu, naciąga dżinsy na tyłek i jak pasują, to się płaci i pędzi dalej, nie zastanawiając się, czy kosztują 200 czy 250 zł). Jak ktoś siedzi po 12 h w pracy, to nie będzie po powrocie do domu rzucał się na jechanie na szmacie, tylko albo komuś zapłaci za sprzątanie, albo mieszkanie mu porośnie syfem przez parę tygodni niesprzątania. I tak dalej, i tak dalej. W ostatecznym rozrachunku oczywiście wychodzi się na plus, bo finansowo jednak lepiej być menedżerem w korpo, który płaci ekstra za dowiezienie zakupów niż półetatowym kasjerem w McDonald's, który może poświęcić 3 h na jeżdżenie od Biedronki do Biedronki w poszukiwaniu cukru tańszego o 10 groszy, ale niestety, przeważnie wyższe zarobki generują wyższe koszty i nie należy o tym zapominać.
            • black_halo Re: Ja nie rozumiem 02.03.11, 08:48
              Tp prawda, byl - kiedy pracowalam w restauracji jako kelnerka mialam zapewnione ubranie robocze czy czarne spodnie, biala bluzka, dlugi fartuch - 5 sztuk, musialam miec swieze na kazdy dzien, w piatek pracodawca zawozil te ciuchy do pralni. Wiec nie musialam kopowac nadmiernej ilosci codziennych ubran. Poszlam do innej pracy, caly etat w biurze, nadgodziny, dojazdy - i nagle wyszlo, ze wstaje o 6 rano, w pracy jestem o 8, w domu jestem o 19-20. Dlatego jak stwierdzilam, ze potrzebuje uzupelnienia garderoby o ciuchy do nowej pracy to wydalam za jednym zamachem 500 euro choc trzeba dodac, ze byl w tym tez plaszcz zimowy, buty i torebka. Nie mam dzieci ale wyzsze koszty zaczely sie wiazac z jedzeniem. Przychodzac do domu o 20 nie mialam juz czesto sily nic gotowac bo zostawaly mi dwie godziny na jedzenie, prysznic i pare minut z moim facetem.
        • j_hani Re: Ja nie rozumiem 18.03.11, 09:50
          Poszukajcie jakiegoś dobrego krawca- mamy namierzonego jednego we Wro, który garnitur 3czesciowy, slubny, uszyl za bodajze 280pln z materialem. Wszystko leży jak ulał, mąż doszył sobie jeszcze drugą kamizelkę- taką bardziej ozdobną.

          Wcześniej zeszliśmy mnóstwo sklepów, outletów etc. Mąż miał problem z dobraniem czegoś, bo b. wąski w biodrach, za to z rozbudowanymi ramionami, więc wszystko albo za ciasne w barkach albo wór pokutny w pasie. O spodniach nie mówiąc. Krawiec to było zbawienie!
    • johana75 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 10:21
      Nasz dochód mieści się w opisywanych kwotach i my potrafimy zaoszczędzić ok 50% naszych dochodów. Jak? to proste: nie mam domu tylko mieszkanie, a przez to nie mam kredytu który zjadałby połowe zarobków. Uważam że taki kredyt to kula u nogi i chociaż niektórzy twierdzą że stac nas na dom to ja mówie nie. Nie mamy wysokich kosztów stałych. Ubieramy się w sieciówkach typu C und A, za to buty kupujemy b. dobrej jakości dla całej trójki. Nie znosze plastikowych buów (no chyba ze to laczki na basen ;P)
      Na jedzenie wydaje sporo, bo jakośc kosztuje, ale też robie zakupy w Lidlu.
      Starcza na wczasy i rozrywki i takie życie nam pasuje smile)))
      • anatefka Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 11:18
        johana75 napisała:

        > Jak? to proste: nie mam domu tylko mieszkanie, a przez to ni
        > e mam kredytu który zjadałby połowe zarobków. Uważam że taki kredyt to kula u n
        > ogi

        Niekoniecznie trzeba mieć dom, żeby mieć kredyt. Piszesz, jakby posiadanie mieszkania było równoznaczne z brakiem tego typu obciążeń. A przecież mieszkanie to też kredyt!
        Ja mam kredyt na mieszkanie i to spora część moich wydatków stałych.
        Gdyby nie to obciążenie też miałabym 50% dochodów na koncie oszczędnościowym.

        Także kredyt to może i kula u nogi, ale i dach nad głową.
        • johana75 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 12:21
          > Niekoniecznie trzeba mieć dom, żeby mieć kredyt. Piszesz, jakby posiadanie mies
          > zkania było równoznaczne z brakiem tego typu obciążeń. A przecież mieszkanie to
          > też kredyt!
          > Ja mam kredyt na mieszkanie i to spora część moich wydatków stałych.
          > Gdyby nie to obciążenie też miałabym 50% dochodów na koncie oszczędnościowym.
          >
          > Także kredyt to może i kula u nogi, ale i dach nad głową.

          Oczywiście że kredyt na mieszkanie tez może pochłaniać polowe pensji, ale ja bym takiego kredytu nie wzieła, zaznaczam JA , bo jak długo mozna oszczędzać nie wyjeżdżać na wczasy itp. ale ok jesli ktos nie ma z tym problemu to wiadomo jego wybór, mój jest taki.
          Mam mniejsze mieszkanie i kredyt pochłania mi niecałe 10% dochodu, większe mieszkanie wiazaloby sie z duzo wiekszym kredytem. Za to oszczedzam na wieksze, które kupie juz bez kredytu.
          • anatefka Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 12:32
            johana75 napisała:

            > ja by
            > m takiego kredytu nie wzieła, zaznaczam JA , bo jak długo mozna oszczędzać nie
            > wyjeżdżać na wczasy itp. ale ok jesli ktos nie ma z tym problemu to wiadomo jeg
            > o wybór, mój jest taki.

            Joanna, cały czas mówisz "ja" i to Cię jedynie usprawiedliwia ...
            Piszesz, jakbyś naprawdę żyła w jakimś innym świecie. Nie rozumiesz, że nie każdy może wybierać: czy mieć kredyt czy go nie mieć? I nie każdy może wybierać jego wysokość?
            Mieszkając w dużym mieście nie możesz sobie wziąć 150 000 zł kredytu na mieszkanie, bo za to nie zamieszkasz nawet w psiej budzie. Nie ma tu mieszkań za tą cenę.
            Trzeba wziąć co najmniej 300 000 - 500 000.
            I bierze się go, mimo, że to czasem boli.

            Ja musiałam wziąć kredyt i mam pełną świadomość z czym się to wiąże.
            Dla mnie na szczęście nie z koniecznością z rezygnacji z wakacji czy nauki moich dzieci, ale rozumiem osoby, które decydują się na taki krok mając w perspektywie borykanie się z problemami tego typu.




            • johana75 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 12:44
              > Joanna, cały czas mówisz "ja" i to Cię jedynie usprawiedliwia ...
              > Piszesz, jakbyś naprawdę żyła w jakimś innym świecie. Nie rozumiesz, że nie każ
              > dy może wybierać: czy mieć kredyt czy go nie mieć? I nie każdy może wybierać je
              > go wysokość?

              Ale ja nigdzie nie napisalam że JA TEGO NIE ROZUMIEM.

              Podalam mój przyklad na dowód tego że da sie zrobić i tyle ...i jakiego wyboru dokonalam.
              • agattka_84 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 13:19
                > > Joanna, cały czas mówisz "ja" i to Cię jedynie usprawiedliwia ...
                > > Piszesz, jakbyś naprawdę żyła w jakimś innym świecie. Nie rozumiesz, że n
                > ie każ
                > > dy może wybierać: czy mieć kredyt czy go nie mieć? I nie każdy może wybie
                > rać je
                > > go wysokość?
                >
                > Ale ja nigdzie nie napisalam że JA TEGO NIE ROZUMIEM.
                >
                > Podalam mój przyklad na dowód tego że da sie zrobić i tyle ...i jakiego wyboru
                > dokonalam.

                Być może swój kredyt brałaś np. 10 lat temu i stąd możliwość takiego wyboru. Mieszkania bardzo podrożały na przestrzeni tych lat. Przykład z własnego podwórka - kawalerka na warszawskich Kabatach w 2003 roku kosztowała 4000 zł/m2, obecnie jest to 8000 zł lub więcej. W 2003 wystarczyło zatem na kawalerkę wziąć nieco ponad 100 tys kredytu...dziś nie da rady. Dlatego łatwo twierdzić, że "ja bym takiego kredytu nie wzięła", kiedy się kupowało n lat temu po zupełnie innych cenach.
                • johana75 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 14:07
                  > Być może swój kredyt brałaś np. 10 lat temu i stąd możliwość takiego wyboru. Mi
                  > eszkania bardzo podrożały na przestrzeni tych lat. Przykład z własnego podwórka
                  > - kawalerka na warszawskich Kabatach w 2003 roku kosztowała 4000 zł/m2, obecni
                  > e jest to 8000 zł lub więcej. W 2003 wystarczyło zatem na kawalerkę wziąć nieco
                  > ponad 100 tys kredytu...dziś nie da rady. Dlatego łatwo twierdzić, że "ja bym
                  > takiego kredytu nie wzięła", kiedy się kupowało n lat temu po zupełnie innych c
                  > enach.

                  Kredyt brałam w 2007 r. wiec już jak mieszkania poszły ostro do góry, wcześniej nie mialam takiej mozliwości (wynajmowałam). Mieszkanie kupiłam tanio, bo było do remontu, ale ja takie chciałam, zrobiłam po swojemu. Teraz jest warte wiecej.
                  Mogłam wziąć mieszkanie 3 razy droższe, ceny są różne u nas.
                  Miasto 100tys.
                  Poza Warszawą też można żyć i to całkiem nieźle.
                  Nie chciałabym mieszkać w dużym mieście...takie sa wybory...wiadomo każdy doknuje innych...
                  • ofelia1982 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 15:58
                    Buahaha..No to teraz pojechałaś. Czyli kredyt jednak wzięłaś - nie rozumiem zatem Twojej krucjaty przeciwko kredytom..
                    Po drugie akurat tak Ci się życie ułożyło ,że nie mieszkasz np w Warszawie i rozumiem, że jesteś prawie z tego dumna. Ale jak ja mieszkam, mam tu rodzinę i przyjaciół, pracę - to co mam zrobić z tym mieszkaniem? Nie kupować go i wynajmować do końca życia, "bo poza Warszawą da się żyć"?
                    No błagam, zerknij poza swoje podwórko czasem..
                    • johana75 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 16:23
                      Buahaha..No to teraz pojechałaś. Czyli kredyt jednak wzięłaś - nie rozumiem zat
                      > em Twojej krucjaty przeciwko kredytom..
                      Napisałam:
                      "Jak? to proste: nie mam domu tylko mieszkanie, a przez to nie mam kredytu który zjadałby połowe zarobków."

                      Soryy ale kłania sie zdolność czytania ze zrozumieniem...;P

                      > Po drugie akurat tak Ci się życie ułożyło ,że nie mieszkasz np w Warszawie i ro
                      > zumiem, że jesteś prawie z tego dumna. Ale jak ja mieszkam, mam tu rodzinę i pr
                      > zyjaciół, pracę - to co mam zrobić z tym mieszkaniem? Nie kupować go i wynajmow
                      > ać do końca życia, "bo poza Warszawą da się żyć"?
                      > No błagam, zerknij poza swoje podwórko czasem..
                      A to pozostawiam bez komentarza ...tongue_out
                  • zuzanna56 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 17:51
                    johana75 napisala:
                    > Poza Warszawą też można żyć i to całkiem nieźle.
                    > Nie chciałabym mieszkać w dużym mieście...takie sa wybory...wiadomo każdy doknu
                    > je innych...

                    No tak, ale jak ktoś się akurat w tym wielkim mieście urodził i mieszkał tam z rodzicami 25 lat, to co? Może chce tam jednak zostać, bo tam skończył studia, tam ma pracę, rodzinę...tylko że nieruchomości tam są droższe, niestety.

                    Co do kredytu na dom, ja mam taki, ale miałam już mieszkanie, oszczędności, swoje lata wink i moja rata to 15% miesięcznych dochodów, a nie 50% - to byłoby szaleństwo. Niektórzy mają większy kredyt na małe mieszkanie.
                    • johana75 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 21:23
                      > No tak, ale jak ktoś się akurat w tym wielkim mieście urodził i mieszkał tam z
                      > rodzicami 25 lat, to co? Może chce tam jednak zostać, bo tam skończył studia, t
                      > am ma pracę, rodzinę...tylko że nieruchomości tam są droższe, niestety.

                      Tak oczywiście zgadzam się z tym.

                      > Co do kredytu na dom, ja mam taki, ale miałam już mieszkanie, oszczędności, swo
                      > je lata wink i moja rata to 15% miesięcznych dochodów, a nie 50% - to byłoby szal
                      > eństwo. Niektórzy mają większy kredyt na małe mieszkanie.
                      Własnie, taki kredyt to dla mnie szaleństwo, wiadomo jak sie ma mieszkanie mozna dolozyć lub dopozyczyć i jest dom to co innego . Moze jak bede miala twoje lata to tez bede mogla tak zrobić i miec na starośc do....co nie znaczy ze ty jestes stara. Mam na myśli swoja starość wink
                      • zuzanna56 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 21:37
                        johana75 napisała:

                        Moze jak bede miala twoje la
                        > ta to tez bede mogla tak zrobić i miec na starośc do....co nie znaczy ze ty jes
                        > tes stara. Mam na myśli swoja starość wink

                        Oj, dobrze że to dodałaś wink bo mam chyba ostatnio kryzys wieku średniego...
                        • johana75 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 21:42
                          > Oj, dobrze że to dodałaś wink bo mam chyba ostatnio kryzys wieku średniego...

                          Ja mam za miesiąc urodziny i jak zwykle mam przed nimi kryzys...a przeciez czuje sie na 25 lat ;P
                          • zuzanna56 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 21:45
                            johana75 napisała:
                            > Ja mam za miesiąc urodziny i jak zwykle mam przed nimi kryzys...a przeciez czuj
                            > e sie na 25 lat ;P


                            Ja za niecałe 2 miesiące...a czuję się na 20 lat smile
              • ofelia1982 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 15:55
                Joanna, ale Twoje mieszkanie przepraszam jak się zmaterializowało w Twoim życiu? Dostałas je od rodziców/teściów? Kupiliście za gotówkę?
                Piszesz właśnie tak jakby każdy Polak posiadał mieszkanie, a kredyt brał tylko na dom..Ja kupiłam mieszkanie na kredyt w 2008 i za dużego wyboru nie miałam - albo kredyt albo wieczne wynajmowanie..Pisanie w sytuacji gdy się jakoś to mieszkanie bez obciążenia ma, że "ja bym nigdy nie wzięła kredytu" brzmi jakbyś była co najmniej ślepa i nie widziała skąd większość ludzi ma mieszkania..
                • johana75 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 16:25
                  Mój nick to johana to po pierwsze, a po 2 to tak jak napisalam wyżej naucz sie czytać ze zrozumieniem i nie cytuj połowy zdania.
                  • mlodyniedowziecia Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 17:24
                    Johana, zgadzam się z Tobą. Każdy powinien brać kredyt na jaki go stać i tylko tyle ile może znieść bez budzenia się w środku nocy.
                    Oczywiście mieszkania są droższe i tańsze, także w Warszawie.
                    Właśnie za Warszawę trochę Ci się oberwało, ale piszesz prawdę, smutną niestety dla warszawiaków.
                    Na szczęście koszt życia w stolicy równoważą znacznie przeciętnie wyższe zarobki. Jednak przeciętnie nie oznacza, że wszyscy dużo zarabiają. A mieszkanie chce mieć każdy.
                    9 tys. czyli sporo kasy na 4 osoby w moim mieście (prawie 400 tys.), to niewiele w Warszawie. Tam trzeba zarabiać wspólnie ponad 15 żeby utrzymać taki sam poziom życia.
                    • johana75 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 21:29
                      Ja nikomu nie zazdroszczę ze mieszka we warszawie...ja bym nie chciala. Co innego jak się tam urodziło, chociaz ja urodziłam się w 4 razy większym mieście, niż mieszkam teraz, bo taki byl mój wybór...a że nie wszystkim to pasuje, że po za warszawa jest życie...no cóż ;P
                      • zuzanna56 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 21:39
                        johana75 napisała:

                        > Ja nikomu nie zazdroszczę ze mieszka we warszawie...ja bym nie chciala. Co inne
                        > go jak się tam urodziło


                        Ja też dobrze się czuję tu, gdzie mieszkam od urodzenia, w różnych miejscach, ale jednak wciąż ta sama okolica, jakoś nigdzie mnie nie ciągnie.
                      • ofelia1982 Re: Ja nie rozumiem 01.03.11, 18:24
                        Nie rozumiem coś się tak czepiła tej Warszawy i zaczęłaś ochoczo podkreślać jak bardzo się cieszysz, że w niej nie mieszkasz..
                        • agattka_84 Re: Ja nie rozumiem 01.03.11, 18:48

                          ofelia1982 napisała:

                          > Nie rozumiem coś się tak czepiła tej Warszawy i zaczęłaś ochoczo podkreślać jak
                          > bardzo się cieszysz, że w niej nie mieszkasz..

                          Bo najeżdżanie na Warszawę jest "cool". wink
                          • ofelia1982 Re: Ja nie rozumiem 02.03.11, 10:21
                            chyba taksmile
                            Tak jak czucie się lepszym, że ma się mieszkanie bez kredytu i kredytu by się NIGDY PRZENIGDY ZA ŻADNE SKARBY nie wzięłosmile
                            • johana75 Re: Ja nie rozumiem 04.03.11, 10:16
                              Nie wiem co jest, a co nie jest "cool" i w sumie mało mnie obchodzi. Z Warszawa to byl przykład bo to największe miasto i tyle, ale uderz w stół to nożyce się odezwą ;P Może popatrz na to z innej strony, czytaj tekst ze zrozumieniem i nie cytuj wyciętych kawałków...ale to juz było i szkoda mi klawiatury...muszę oszczędzać, bo nowe laptopy nie sa tanie, a mój sie już sypie...big_grin
                              przecież chodzi tu o oszczędzanie a nie o Warszawę!
                              • megg76 Re: Ja nie rozumiem 17.03.11, 20:59
                                johana, co chcesz nam przekazać?
            • spicy_orange Re: Ja nie rozumiem 17.03.11, 21:16
              > Mieszkając w dużym mieście nie możesz sobie wziąć 150 000 zł kredytu na mieszka
              > nie, bo za to nie zamieszkasz nawet w psiej budzie.

              przesadzasz. Nie każde miasto to Kraków (koleżanka na kawalerkę wzięła taki kredyt ze razem z opłatami i odsetkami wyjdzie ją 500tys), ja sobie chwalę życie w Katowicach (nie powiesz mi że to nie jest duże miasto) i tutaj za 150 tys możesz kupić sobie coś więcej niż psią budę a nawet dużo więcej niż ta nieszczęsna krakowska kawalerka za pół bańki wink więc też nie generalizuj w drugą stronę
    • asfo Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 11:39
      - można mieć kredyt mieszkaniowy którego przy mniejszych dochodach nie wzięłoby się wcale

      - w miarę wzrostu dochodów przyzwyczajasz się do wyższego standardu życia i wcale nie masz ochoty pozbawiać się rzeczy typu wyjazd wakacyjny, wołowina lub królik na obiad zamiast kurczaka, dobra kawa zamiast "sagi", kupowanie książek i wyjścia rozrywkowe wtedy kiedy masz ochotę a nie kiedy są tańsze bilety itd.

      - jak się zarabia więcej za godzinę to nie kalkuluje się tracić czasu np. na samodzielne sprzątanie, czy lepienie pierogów, bo Twoja godzina pracy jest warta dużo więcej niż godzina pracy osoby sprzątającej, a ponadto zwyczajnie masz chęć sobie odpocząć po dniu pracy zamiast zasuwać z miotłą. Więc sobie kupujesz pierogi i szukasz kogoś, kto Ci sprzątnie, przedkładając bieżący komfort życia nad oszczędzanie - dopóki nie wpadasz z tego powodu w długi wszystko jest w porządku.

      - średnie zarobki w Polsce są bardzo niskie, 7 tysięcy na 4 osobową rodzinę to wbrew pozorom nie są żadne luksusy, tyle że nie musisz się głowić za co zrobisz obiad, nie musisz pakować mnóstwa bułki tartej do kotletów mielonych i nie martwisz się, co będzie jak lekarz zapisze droższy antybiotyk. Ale do złotych klamek to jeszcze bardzo daleko.
      • marianna1970 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 11:53
        To forum jest niereprezentatywne, wiekszośc rodzin ma góra 3, 4 tysiące na rodzinę, zrób kotlety mielone bez bułki to zobaczysz co co wyjdzie smacznego
        • reni_78 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 11:58
          szczerze mówiąc, pod wpływem tego forum, i piętnowania bułki w mielonych,
          zaczęłam 'grzebać' we wszystkich dostępnych mi możliwych publikacjach
          kuchni staropolskiej - cofnęłam się nawet do kotletów siekanych, pierwowzoru
          mielonych - nie znalazłam nigdzie przepisu bez bułki - rekordzista podawał nawet
          szklankę bułki na 1/2kg mięsa - minimalista jedną łyżkę plus obtaczanie
          • anatefka Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 12:04
            reni_78 napisała:

            > szczerze mówiąc, pod wpływem tego forum, i piętnowania bułki w mielonych,
            > zaczęłam 'grzebać' we wszystkich dostępnych mi możliwych publikacjach
            > kuchni staropolskiej - cofnęłam się nawet do kotletów siekanych, pierwowzoru
            > mielonych - nie znalazłam nigdzie przepisu bez bułki - rekordzista podawał nawe
            > t
            > szklankę bułki na 1/2kg mięsa - minimalista jedną łyżkę plus obtaczanie

            Dodawanie bułki TARTEJ DO kotletów mielonych jest mi obce - ja DO kotleta dodaję namoczoną w mleku, wodzie lub bulionie zwykłą ( wodną, wrocławską, czy co kto ma i stosuje) bułkę - najlepiej czerstwą, bo dobrze chłonie płyn. W razie braku nada się i kromka,dwie chleba. Dzięki takiemu dodatkowi kotlety są "puszyste", nie suche. Bułki tartej używam wyłącznie do panierowania. A tu się nie da użyć za dużo - zużywa się tyle, ile się do kotleta przylepi, i już.
            Czasem zadziwiają mnie wyimaginowane problemy, z których tworzą się mity ...

            • chwalipieta Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 12:07
              seren.dipity daj nam przepis jak to robisz, że tak niewiele wydajesz? może czegoś się nauczymy smile
              • seren.dipity Re: Ja nie rozumiem 04.03.11, 20:11
                Po prostu nie wydaję.
            • asfo Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 13:20
              Bułka tarta nie różni się zasadniczo składem od bułki namoczonej w całości i zwykle jeśli przepis zawiera bułkę, a ja mam do dyspozycji mięso zmielone w sklepie to nie chce mi się montować a potem myć maszynki w celu zmielenia samej bułki.

              Dodatkowo jemy niewiele chleba, więc dziennie kupuję tylko tyle pieczywa ile zjada TŻ na drugie śniadanie. W tej sytuacji bułka tarta jest praktyczna, bo można ją dłużej przechowywać.

              • astrum-on-line Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 17:47
                Po co mielisz bułkę? Przecież namoczona w mleku lub mleku z wodą rozpada się sama jak ją mieszasz z mięsem.
                • asfo Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 23:11
                  Nie mielę. Dosypuję tartej - znaczy dosypywałam kiedy nie byłam na diecie. Ale pamiętam że babcia mieliła. wink
        • asfo Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 13:14
          Robię kotlety mielone z wołowiny w których jako wypełniacz są 2 płaskie łyżki mąki ziemniaczanej - jestem bowiem na diecie i ograniczam węglowdany. Dawałam to ludziom do jedzenia i wszystkim jak do tej pory smakowało. ;->

          Przed dietą dawałam do kotletów trochę bułki (i robiłem je z wieprzowiny), ale było jej nie więcej niż 10% w całej masie.

          Nie uważam, żeby możliwość przygotowania obiadu z wołowiny była luksusem, ale przy obecnym stosunku cen mięsa do średniej płacy okazuje się, że wielu ludzi nie stać na wołowinę i muszą jeść głównie kury, które są tańsze.
          • el-an Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 14:20
            Zastanowiłam się pod wpływem tego wątku, ile kosztuje sam fakt chodzenia do pracy. Czyli koszty uzyskania przychodu. A więc: samochód - niezawodny, benzyna - 35 km w obie strony, opłaty samochodu. Rajtuzy - to jest okropne, jedna para ładnych cienkich, beżowych - 8-9 zł, często na jeden raz. Ładne pantofle - w pracy się nie niszczą, noszę kilka lat, z tego mam wniosek, że buty się niszczą od warunków meteo. Codziennie mycie głowy, makijaż, raz w tyg. manicure. Ubrania - skromne i eleganckie, a więc drogie. Makijaż - kosmetyki się zużywają, w weekendy nigdy się nie maluję. Perfumy. Torebki. Kilka stów leci miesięcznie, nie licząc samochodu.
            • aga90210 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 14:50
              Przesadzasz. Mnie chodzenie do pracy nic dodatkowonie kosztuje. Bilet miesięczny i tak bym kupiła, ubrania również, maluje się od czasu do czasu (jak się nie pomaluje do pracy to przecież nikt nic nie powie), manicure robię w domu, podobnie oczywiste jest, ze myję głowę, gdy fryzura jest nieświeża! Torebka i buty i są mi potrzebne bez względu na to, czy pracuję, czy nie. Z twojej wypowiedzi wynika, ze gdybyś nie chodziła do pracy, to siedziałabyś cały czas w domu (no bo nie byłoby samochodu), w dresie z lumpeksu, nieumalowana, niewyperfumowana, z zaniedbanymi paznokciami, z torbą z Biedronki na zakupy... A zarabiam teraz znacznie powyżej średniej krajowej.
              • anatefka Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 18:08
                > Przesadzasz. Mnie chodzenie do pracy nic dodatkowonie kosztuje. Bilet mi
                > esięczny i tak bym kupiła, ubrania również, maluje się od czasu do czasu (jak s
                > ię nie pomaluje do pracy to przecież nikt nic nie powie), manicure robię w domu
                > , podobnie oczywiste jest, ze myję głowę, gdy fryzura jest nieświeża! Torebka i
                > buty i są mi potrzebne bez względu na to, czy pracuję, czy nie. Z twojej wypow
                > iedzi wynika, ze gdybyś nie chodziła do pracy, to siedziałabyś cały czas w domu
                > (no bo nie byłoby samochodu), w dresie z lumpeksu, nieumalowana, niewyperfumow
                > ana, z zaniedbanymi paznokciami, z torbą z Biedronki na zakupy... A zarabiam te
                > raz znacznie powyżej średniej krajowej.

                Przesadzasz, że Cię zacytuję.
                Praca pracy nierówna - to, że Ty możesz nie dokładać i nie dokładasz nie znaczy, że inni też tego nie robią.
                Mnie nie wystarcza jedna torebka czy dwie pary spodni - często spotykam się z klientami, często wyjeżdżam. Muszę mieć kilka porządnych zestawów, dobrej jakości. Muszę mieć rzeczy, które dobrze zniosą podróż, walizkę i wielogodzinne spotkania. Nie mogę pójść do pracy nieumalowana. Nie mogę zdjąć butów i włożyć ich do szafki bo nie siedzę za biurkiem.
                Nie zawsze da się tanio opędzić te sprawy więc nie generalizujmy.

                Nie pracując wcale nie trzeba chodzić brudnym, przepoconym i w dresach - po co takie skrajności? Ale nie pracując lub pracując w innej pracy nie musiałabym mieć porządnych kostiumów, mogłabym mieć sportową kurtkę zamiast długiego wełnianego eleganckiego płaszcza. I wiele jest takich zamiast.

                • aga90210 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 18:41
                  Oczywiscie, ze nie pracując nie trzeba chodzić brudnym- to nie ja twierdzę, ze mycie głowy (!!) jest powiazane z praca zawodową.
                  Nie wierze, ze te mityczne "eleganckie ubrania dobrej jakości" sa droższe niż nieeleganckie ubrania równie dobrej jakości. Staram się ubierać modnie i kolorowo zawsze- czy jestem akurat w pracy, czy nie, nosic porządne buty i regularnie scianam włosy u dobrego fryzjera. Stąd nie widzę żadnych dodatkowych kosztów chodzenia do pracy, jesli ktos je widzi to oznacza, ze na codzień wygląda znacznie gorzej niż w pracy uncertain.
                  • verdana Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 19:48
                    Nie kazdy lubi być 'eleganckim" na codzień i nie każdy dobrze sie czuje umalowany, w dobrych ciuchach.
                    Moj ideał to dżinsy i Tshirt. Czyste i wygodne, a nie markowe. Czyste włosy, ale zero makijażu (jak równiez zero fryzjera, ktorego nienawidzę). Szczęście, ze do pracy mogę chiodzić ubrana dowolnie - ale gdy czasem mam konferencję czy zebranie i musze ubrac się elegancko - potrzebuję zdecydowanie innwgo zestawu ubrań, których dobrowolnie nie włożę za żadne pieniądze.
                    Uwazam, ze w tych cholernych kostiumach wyglądam znacznie gorzej niż w codziennych dzinsach.
                  • anatefka Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 20:33
                    Stąd nie widzę żadnych dodatkowych kosztów ch
                    > odzenia do pracy, jesli ktos je widzi to oznacza, ze na codzień wygląda znaczni
                    > e gorzej niż w pracy uncertain.

                    Nie widzisz, bo może czasem trzeba spojrzeć szerzej.
                    Na co dzień nie potrzebuję żakietu lub garsonki z wysokogatunkowej wełny, która świetnie wygląda i nie jest wygnieciona jak psu z pyska wyciągnięta nawet po 9 godzinach spędzonych w pociągu. Mam kilka takich ciuchów, niektóre już od lat, gdzie dzięki tkaninie z domieszką kaszmiru czy jedwabiu wszystko wygląda dobrze, nie gniecie się, nie obłazi. To była i zawsze jest inwestycja, i z pewnością nie dokonałabym jej gdyby nie praca. To samo z płaszczem, butami i innymi rzeczami na potrzeby nazwijmy to - zawodowe.
                    Rozumiesz już, że nie trzeba wyglądać jak to piszesz "znacznie gorzej na co dzień", żeby mieć konieczność ponoszenia kosztów związanych z pracą?
                  • asfo Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 23:23
                    > Nie wierze, ze te mityczne "eleganckie ubrania dobrej jakości" sa droższe niż n
                    > ieeleganckie ubrania równie dobrej jakości.

                    Są. Przyzwoity męski garnitur kosztuje 1000-1500 zł. Trzeba kupić jakiś co najmniej raz w roku, bo się zużywa. Do tego płaszczyk za 800, buty za 400, krawacik, koszula, teczuszka... I nie mogą to być rzeczy najtańsze, bo to widać i szef każe się ubrać jak należy. Używa się tego tylko w pracy.

                    Jak nie masz odgórnego wymogu chodzenia w stroju oficjalnym to nie musisz mieć osobnych ciuchów do pracy i po domu, możesz chodzić cały dzień w jeansach za 100, koszulce za 30, sweterku za 150 i tenisówkach. Koszt jest mniejszy.
              • astrum-on-line Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 19:55
                Zgadzam się z tym, że chodzenie do pracy może być całkiem poważnym kosztem.
                Nie każdy może chodzić w zwykłych spodniach i bluzce, czasem potrzeba określonego rodzaju ubrań w specjalnej kolorystyce (dress code) i nie koniecznie jest to w jakikolwiek sposób refundowane przez firmę. A ubrania noszone codziennie, nawet dobre, niestety niszczą się. Do tego może dochodzić koszt samochodu czy droższych dojazdów komunikacją miejską. Czasem dochodzi koszt dokształcenia się, użycia własnego telefonu itp. W tym momencie nie, ale był moment w moim życiu, kiedy spokojnie wydawałam 300 - 400 zł tylko dlatego, że chodziłam do pracy.
                • verdana Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 20:02
                  Ja za to muszę w koszty pracy wliczyć zakup książek , ksero itd - kilkaset złotych miesięcznie jak nic.
                  • astrum-on-line Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 20:56
                    Ja teżsmile
                    Mam tak zwany wolny zawód, mogłabym założyć firmę, ale mam pracę bardzo sezonową i boję się ZUSu w czasie posuchy, wolę więc umowę o dzieło. Dokształcać się muszę sama, ale praca daje mi sporo satysfakcji i w sezonie całkiem realne pieniądze.
                    • astrum-on-line Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 21:03
                      No i muszę wyglądać porządnie, ale nie reprezentacyjnie, sztruksy i sweter są ok,, ewentualnie spódnica i sweterek, to też dla mnie duża zaleta, zwłaszcza, że pamiętam czasy, kiedy musiałam mieć spódniczkę czarną, za kolano, cieliste rajstopy, cienkie, buty czarne na niewielkim obcasie, bluzkę białą z kołnierzykiem, czarny żakiet.
            • zonaniezona1 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 14:53
              Zastanowiłam się pod wpływem tego wątku, ile kosztuje sam fakt chodzenia do pra
              > cy. Czyli koszty uzyskania przychodu. A więc: samochód - niezawodny, benzyna -
              > 35 km w obie strony, opłaty samochodu.


              w tej chwilii jeżdzę do pracy za 66 zł miesięcznie

              Rajtuzy - to jest okropne, jedna para ła
              > dnych cienkich, beżowych - 8-9 zł, często na jeden raz.

              Dlatego wole kupować spodnie - na 2 sezony spokojnie starczą.

              Ładne pantofle - w prac
              > y się nie niszczą, noszę kilka lat, z tego mam wniosek, że buty się niszczą od
              > warunków meteo.
              Tak to prawda - jedne buty mam na dojazdy (niszczą się po jednym sezonie), a kolejne zmieniam w pracy - te spokojnie 2 lata wytrzymują.

              Codziennie mycie głowy, makijaż, raz w tyg. manicure. Ubrania -
              > skromne i eleganckie, a więc drogie.

              Jakoś nie przezywam takich rzeczy. I tak i tak byłabym zadbana. A manicure robię oczywiście sama.
              Makijaż - kosmetyki się zużywają, w weeke
              > ndy nigdy się nie maluję. Perfumy. Torebki. Kilka stów leci miesięcznie, nie li
              > cząc samochodu.

              Perfumy - jedne na 3/4 roku. Staram się kupować na lotniskach lub na wyprzedażach. Torebki - też nie przeżywam . Torebka ląduje w szafie w pracy .


              Zresztą rzeczy staram się kupować w lumpeksach (wlasnie eleganckie, których wydatek bym odczuwała bolesnie...). Muszę się jeszcze na e-bayu nauczyć kupować ....Bo piękne rzeczy można mieć za niewielkie pieniądze. /ale to przyszłość .
        • falllen_angel Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 23:14
          marianna1970 napisała:

          > To forum jest niereprezentatywne, wiekszośc rodzin ma góra 3, 4 tysiące na rodz
          > inę, zrób kotlety mielone bez bułki to zobaczysz co co wyjdzie smacznego

          Kotlet mielony bez bułki nazywa się hamburger. I dobrze zrobiony jest dużo lepszy od bułczana....

          W.
    • ofelia1982 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 15:22
      Przecież nie chodzi o to ile mają nominalnie tysięcy, tylko o to jakie mają koszty, więc jaka jest ich realna płaca..Jeśli masz 2,5tyś, ale nie masz kredytu albo masz niski czynsz i opłaty - to równie dobrze możesz być w podobnej sytuacji co osoba, która ma 7 tyś, ale 4,5 tyś kosztów...
      • verdana Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 17:05
        Przede wszystkim trzeba brać pod uwagę, że oszczedzanie oznacza jednak rezygnację z czegoś - ale w dwóch różnych celach. Jeśli ma się realnie mało - to wybór jest oczywisty - kupi się tańszą herbatę, spodnie zamiast rajstop (tu polecam grube rajstopy z M&S - trzy pary kosztują ok. 60 zł i starczają na dwa sezony), rezygnuje siż z rzeczy niekoniecznych.
        Jest jednak inny rodzaj oszczędzania - gdy oszczędzanie służy do gromadzenia pieniędzy, kosztem obecnego standartu życia. I tu wybor wcale nie jest oczywisty. Większe wydatki to nie tylko przyjemności, ale więcej czasu dla siebie, czesto lepsze zajęcia dla dzieci, lepszy dostęp do leczenia, lepsze warunki mieszkaniowe.
        Ja jestem z tych, co musza mieć odłożeone choć część pieniędzy - i wcale nie jestm przekonana o tym, czy to jest tak dobrze i czy ktoś, kto "nie potrafi" oszczedzać nie dokonuje czesto lepszego wyboru. Nie wzięłam kredytu na większe mieszkanie - moje dzieci mieszkały całe lata na 5 m.kw. Nie wyjeżdżam na zagraniczne wakacje - a znajomi widzeli kawał swiata. Nie zapisze się na silownię, gdzie karnet jest drogi - ale przecież ruch to zdrowie.
        Czasem dobrze jest umieć wydawać.
        • johana75 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 17:34
          > Ja jestem z tych, co musza mieć odłożeone choć część pieniędzy - i wcale nie je
          > stm przekonana o tym, czy to jest tak dobrze i czy ktoś, kto "nie potrafi" oszc
          > zedzać nie dokonuje czesto lepszego wyboru. Nie wzięłam kredytu na większe mies
          > zkanie - moje dzieci mieszkały całe lata na 5 m.kw. Nie wyjeżdżam na zagraniczn
          > e wakacje - a znajomi widzeli kawał swiata. Nie zapisze się na silownię, gdzie
          > karnet jest drogi - ale przecież ruch to zdrowie.
          > Czasem dobrze jest umieć wydawać.

          Ja te muszę miec odłożone co najmniej 20 tys. wtedy czuje sie w miarę bezpiecznie smile
          Ja juz je mam to umiem wydawać, wyjeżdżam na wakacje (w tym roku pomimo tego że szukam pracy, bo wierze ze ja szybko znajdę, a pieniądze na ten cel sa juz odłożone)
          Zapisałam sie na silownię i to najdraższą bo sa najlepsze warunki, pracuje i uważam że mi sie to należy. Jak wejde do sklepu i widzę ladna torebkę (teraz potrzebuje czarnej) czy pasujace super jeansy to kupie i tyle.
          Najlepszy jest środek, nie dobrze jest być bardzo rozrzutnym, skąpcem tez nie.

          Też mam małe mieszkanie i planuje uzbierać na większe (85-100m2). przy tych zarobkach udałoby się za 3-5 lat, bo kolejnego kredytu nie che brać choćbym dostała.
          • zuzanna56 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 18:03
            johana75 napisała:

            > Ja te muszę miec odłożone co najmniej 20 tys. wtedy czuje sie w miarę bezpieczn
            > ie smile

            Ja też.

            > Najlepszy jest środek, nie dobrze jest być bardzo rozrzutnym, skąpcem tez nie.

            Racja smile

            > Też mam małe mieszkanie i planuje uzbierać na większe (85-100m2). przy tych zar
            > obkach udałoby się za 3-5 lat, bo kolejnego kredytu nie che brać choćbym dostał
            > a.

            Ja do 37 roku życia mieszkałam z mężem i dziećmi w mieszkaniu 65m2 i też było dobrze, myślę, że na wszystko jest w życiu czas smile Tylko, że przy cenach trójmiejskich bez kredytu w ogóle nie było mowy o powierzchni 2 razy większej, a niekoniecznie chciałam opuszczać rodzinę, pracę itd, aby się przeprowadzić do małego miasta. Hm, zresztą przeprowadziłam się w sumie na wieś wink smile
            >
            • verdana Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 19:21
              Cóż, ja mam mieszkanie 57 metrów i jakoś w pięć osób dało sie wyżyć. W sumie wolałam gorsze warunki mieszkaniowe i pewien "luz" w wydatkach, niż kredyt i oszczedzanie na wszystkim.
              • zuzanna56 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 19:34
                verdana napisała:

                > Cóż, ja mam mieszkanie 57 metrów i jakoś w pięć osób dało sie wyżyć. W sumie wo
                > lałam gorsze warunki mieszkaniowe i pewien "luz" w wydatkach, niż kredyt i oszc
                > zedzanie na wszystkim.

                No pewnie, gdybym miała oszczędzać na wszystkim, nigdzie nie wyjeżdżać, nie posyłać dzieci na różne zajęcia, na obozy, kupować wszystko w ciucholandzie, żałować dzieciom i sobie jedzenia, tylko po to aby mieć większy metraż - to byłoby nienormalne. U nas udaje się spokojnie spłacać te 1400 zł kredytu, w zasadzie mam wrażenie, że są inne, gorsze wydatki np. jak popsuje się samochód, albo ubezpieczenie samochodu itp. Jeździmy na wczasy, dzieci na obozy. Odkładam trochę na emeryturę. Nie kupuję tyle ubrań, tyle gazet - na tym trochę oszczędzam, tzn. przestałam kupować np. spodnie za 300-400 zł itp. Poza tym od kilku lat troszkę więcej zarabiamy, może nie dużo, ale trochę więcej.
                • verdana Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 19:42
                  Nigdy nie kupowałam spodni za 300 zł - tzn. raz w życiu kupilam córce. Mnie nie chodzi nawet o wydatki typu - kursy dla dziecka czy wakacje, ale własnie o luz - możliwość nie zastanawiania się, w ktorym sklepie taniej, czy mozliwość powrotu do domu taksówką, kupno bez namyslu ksiązki, pójscie bez okazji na lody itd. czyli własnie o takie rzeczy, na ktorych łatwo można zaoszczedzic, a które po prostu ja bardzo lubię.
                  • zuzanna56 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 20:05
                    verdana napisała:

                    > Mnie ni
                    > e chodzi nawet o wydatki typu - kursy dla dziecka czy wakacje, ale własnie o lu
                    > z - możliwość nie zastanawiania się, w ktorym sklepie taniej, czy mozliwość pow
                    > rotu do domu taksówką, kupno bez namyslu ksiązki, pójscie bez okazji na lody it
                    > d. czyli własnie o takie rzeczy, na ktorych łatwo można zaoszczedzic, a które p
                    > o prostu ja bardzo lubię.

                    Luz smile Wiem, o co chodzi smile
                    No tak, też lubię taki luz. Ale czasami się ograniczam, powiedzmy raz na pięć razy smile bo inaczej bym wydała 1000 zł miesięcznie na ten luzwink Często się zastanawiam, czy naprawdę muszę to mieć, czasami tak, bo sprawia mi to przyjemność, ale często wiem, że to kaprys i ...rezygnuję.
                    • verdana Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 20:30
                      Raz na pięć razy wręcz wzmaga przyjemnośćsmile
                      Ale w tym roku, w związku z tym, ze w pracy mogą być problemy, postanowiłam - koniec z luzem! kawa w domu jest przecież wrecz smaczniejsza, kanapka- zdrowsza, lody w pudełku tańsze - nie musze, to kaprys i tyle.
                      Przez prawie dwa miesiące nie pozwalalm sobie na "kaprysy". Zaoszczedziłam trochę. Tyle, ze przestało mi sie chcieć wychodzić z domu, a kiedy zauwazylasm, ze nie chce mi się także pracować i nie moge się do niczego zabrać, uznałam, ze chyba cos jest zdecydowanie nie tak.
                      Machnęłam reka i zaczęłam przepuszczać kasę na niektore niepotrzebne przyjemności.
                      Zdecydowanie lepiejsmile
                      • johana75 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 21:40
                        Ja tez lubie taki luz...za nim odkrylam to forum to kupowalam namietnie gazety. To byl moj relaks w domu. Gazetka kawa i nogi do góry, az urósl mi ich stos...i policzyłam ile wydaje...brrr
                        Po tym zaprenumerowałam sobie 2 tytuły i nie kupuje już innych w kiosku, znaczna oszczedność.
                        Chociaz nadal lapie sie na tym ze przy okazji przechodząc kolo niego, (a mam go 5m od domu, na swoje nieszczescie;P)chetnie bym wstąpila. Poza tym nie pije i nie pale na cos musze wydac ta kasę ;P
                        • zuzanna56 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 21:43
                          johana75 napisała:

                          > Ja tez lubie taki luz...za nim odkrylam to forum to kupowalam namietnie gazety.
                          > To byl moj relaks w domu. Gazetka kawa i nogi do góry, az urósl mi ich stos...
                          > i policzyłam ile wydaje...brrr


                          Miałam dokładnie to samo. Teraz też kupuję ale znacznie mniej i czasami wypożyczam.
                      • zenobia44 Re: Ja nie rozumiem 02.03.11, 09:45
                        > Przez prawie dwa miesiące nie pozwalalm sobie na "kaprysy". Zaoszczedziłam troc
                        > hę. Tyle, ze przestało mi sie chcieć wychodzić z domu, a kiedy zauwazylasm, ze
                        > nie chce mi się także pracować i nie moge się do niczego zabrać, uznałam, ze ch
                        > yba cos jest zdecydowanie nie tak.

                        ja tak oszczędzam, tzn. ja ograniczam się z konieczności, właściwie od dłuższego czasu i potwierdzam - z czasem nie chce się ludzi widzieć (bo o czym rozmawiać, jak dojechać, za co wypić kawę), nie chce mi się z domu wychodzić, bo tak ograniczyłam bodźce i przyjemności , że w sumie najlepiej w domu, najbezpieczniej i pieniędzy się nie wydaje
                        pracować też się nie chce, budzę się zmęczona i śpiąca

                        wygląda to jak równia pochyła
    • quri3 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 18:59
      Im więcej ludzie zarabiają tym więcej wydają. Jeśli zarabiają 10 tys. na rodzinę, to tyle mogą wydać. Jeśli zarabialiby 5 tys., ta kwota by ich ograniczała. Kwestia punktu widzenia i miejsca siedzenia.

      Natomiast sam post o tym, że mając 10 tys. nie wyrabiają się z kasą uważam za śmieszny. Świadczy to jedynie o niedojrzałości autorki lub jest prowokacją.

      Zresztą widać, że nie chcą oszczędzać. Ich wydatki rosły wraz ich dochodami. Szczególnie te związane z rozrywką i konsumpcją. Ja rozumiem, że jedzenie z Alby lepiej smakuje niż z Biedronki, ale takie jest życie. Żyj tak na ile pozwalają ci dochody, a nie oczekiwania.

      Mam kolegę, który zaczynał od 1200 zł/m-c, a teraz zarabia 18 tys. I co? Myślicie, że ma oszczędności. Żadnych. Tylko 600 tys. kredytu na dom i 50 tys. na samochód. Cała reszta idzie na konsumpcję. Kiedyś go zapytałem czemu tak szasta kasą - to powiedział, że do grobu przecież jej nie zabierze. To prawda. Ale jak mu powiedziałem, że z miesiąca na miesiąc może zostać biedakiem, to się obruszył. Przecież to niemożliwe, powiedział.

      Uważam, że z oszczędzanie dla samego oszczędzania i gromadzenia środków nie ma sensu. Do grobu ich nie zabierzemy. Ja oszczędzam rozgraniczając środki na "czarną godzinę" od tych, które zbieram na moje ukochane wyjazdy. Oszczędzam po to aby coś przeżyć, doświadczyć, a nie by mieć na koncie.
      • el-an Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 21:34
        Ha, myślę, że gdybyś pracowała w domu, przez internet, nawet 12 godzin dziennie, to chyba nie w jedwabnej bluzce, rajstopach, szminkach, szpilkach itp?
      • ofelia1982 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 21:38
        > Mam kolegę, który zaczynał od 1200 zł/m-c, a teraz zarabia 18 tys. I co? Myślic
        > ie, że ma oszczędności. Żadnych. Tylko 600 tys. kredytu na dom i 50 tys. na sam
        > ochód. Cała reszta idzie na konsumpcję

        To wyjątkowo głupi jest. Bo my też z mężem mniej więcej taką drogę finansowo przeszliśmy, ale im więcej zarabiamy..tym więcej oszczędzamy. To kwestia świadomości. Jak zaczęłam zarabiać kilka lat temu 5 tyś to wydawałam dużo na jakieś pierdoły - kolejny ciuch, kolejne buty, torebka, kawa w coffee heaven, kino w multipleksie w piątek etc..Ale w pewnym momencie otrzeźwiałam i wiem, że powinno się właśnie oszczędzać kiedy się ma pieniądze, a nie kiedy ich zabraknie - to niesamowite ile osób nie rozumie tej prostej zależnoścismile Bo tylko w ten sposób możemy akumulować pieniądze. Jak stracimy pracę/zdrowie/sytuacja ulegnie zmianie - oszczędzanie staje się koniecznością, a niestety i tak nie generuje żadnej większej poduszki finansowej..
        • zuzanna56 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 21:41
          ofelia1982 napisała:

          >
          > Bo my też z mężem mniej więcej taką drogę finansowo pr
          > zeszliśmy, ale im więcej zarabiamy..tym więcej oszczędzamy.


          Powiem ci Ofelio, że tak sobie czytam od jakiegoś czasu twoje posty i naprawdę podziwiam, mądra dziewczyna jesteś smile
          • ofelia1982 Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 21:48
            Ach dziękuję (rumienię się terazsmile
        • madzioreck Re: Ja nie rozumiem 27.02.11, 22:00
          Ale w pewnym momencie otrzeźwiałam i wiem, że powinno si
          > ę właśnie oszczędzać kiedy się ma pieniądze, a nie kiedy ich zabraknie - to nie
          > samowite ile osób nie rozumie tej prostej zależnoścismile

          Bardzo dobrze napisane smile Z czego oszczędzać, kiedy jesteśmy w sytuacji, gdy ledwo wystarcza na żarcie i opłaty... wtedy trzeba oszczędzać, żeby wystarczało, oszczędności się nie zrobi...
        • zosia711 Re: Ja nie rozumiem 28.02.11, 06:51
          ofelia1982 napisała:
          to nie
          > samowite ile osób nie rozumie tej prostej zależnoścismile Bo tylko w ten sposób mo
          > żemy akumulować pieniądze. Jak stracimy pracę/zdrowie/sytuacja ulegnie zmianie
          > - oszczędzanie staje się koniecznością, a niestety i tak nie generuje żadnej wi
          > ększej poduszki finansowej..


          Może to wynika z polskiej mentalności...
          nie znam innych kultur... ale u nas jest tak (uogólnając), ze jak zaczyna sie komus powodzic, to musi to byc widać... i zaczyna sie szastanie pieniedzmi na prawo i lewo, pokazowe auto, pokazowe ciuchy, dom i tak dalej w miarę wyobraźni (ta bywa nieograniczona), możliwości (albo ponad) , zeby znajomym, sasiadom pokazać "co to nie ja"

        • anetapzn Re: Ja nie rozumiem 28.02.11, 15:51
          ofelia1982 napisała:

          > > Mam kolegę, który zaczynał od 1200 zł/m-c, a teraz zarabia 18 tys. I co?
          > Myślic
          > > ie, że ma oszczędności. Żadnych. Tylko 600 tys. kredytu na dom i 50 tys.
          > na sam
          > > ochód. Cała reszta idzie na konsumpcję
          >
          > To wyjątkowo głupi jest. Bo my też z mężem mniej więcej taką drogę finansowo pr
          > zeszliśmy, ale im więcej zarabiamy..tym więcej oszczędzamy. To kwestia świadomo
          > ści.
          U nas jest tak samo.
          • ofelia1982 Re: Ja nie rozumiem 02.03.11, 10:18
            To nie jest "u nas" czy "u Was". Zapraszam do Włoch - mieszkałam tam przez chwilę. Polska skłonność do eksponowania bogactwa to mały PIKUŚ w porównaniu z nimi..
    • yoko0202 kocham takie wątki 28.02.11, 20:14
      zaraz to rozpiszę, policzysz na kalkulatorze, i może zrozumiesz:

      miasto stołeczne Warszawa:
      - kredyt hipoteczny 1530 zł
      - czynsz 640 zł
      - światło 130 zł
      - kablówka + net + stacjonarny 153
      - komórka 230 (prowadzę działalność, i niestety muszę być w kontakcie, stąd duży abonament)
      - ZUS 900 zł
      - szkoła córki 270 zł
      - transport 200 zł
      - spożywcze + chemia 800 (próbowałam wydawać mniej, no ale mniej już nie umiem)

      powyższe to już jest ponad 4600 zł, i to jest absolutna podstawa mojej egzystencji, jak bym nie zarobiła co najmniej 4600, to bym się co miesiąc zadłużała, albo chodziłabym głodna

      do tego dochodzą najnormalniejsze inne wydatki, a nie żadne ekscesy [na przykładzie lutego]:
      - naprawa 2 par butów u szewca - 40 zł
      - tusz do rzęs, krem do gęby, kredka do oczu - ok. 50 zł
      - siłownia 120 zł
      - wysyłka na poczcie - 30 zł
      - apteka - 70 zł
      i inne tego typu duperele
      do tego utrzymanie dorastającego dziecka - co najmniej kilkaset zł. miesięcznie (gotówka na kino, inne wyjścia itp., płyta, książka, nowa kurtka na wiosnę czy buty, imieniny koleżanki - czyli standard); a gdzie spotkanie ze znajomymi choć raz w miesiącu, fryzjer raz na parę tygodni itp.
      No a jak ktoś dodatkowo np. pali fajki, i ma nie daj boże zadłużenie na karcie kredytowej czy jakąś pożyczkę do spłacenia - to stąd się moja droga biorą Ci zarabiający po 7-10 tyś. i bez oszczędności.
      • jop Re: kocham takie wątki 01.03.11, 10:00
        Zaraz Ci napiszą, żebyś zrezygnowała ze stacjonarnego, kablówka to zbytek, zamiast siłowni możesz pobiegać dookoła bloku, a zaoszczędzisz na jedzeniu hodując króliki na balkonie. suspicious>

        Tylko że to wszystko są groszowe oszczędności przy całych wydatkach, których nie da się uniknąźć. Życie po prostu tyle kosztuje, a wydający znacząco mniej w jakiś sposób korzystają z dorobku albo pieniędzy innych (dostali mieszkanie od babci, mieszkają u rodziców, jadają u nich obiady etc.) albo żyją mocno poniżej minimum egzystencji.
      • agus21075 Re: kocham takie wątki 01.03.11, 18:40
        czemu koszty wlasnej dzialalnosci wliczasz w normalne wydatki?

        przeciez ktos pracujacy na etacie niezaleznie czy za 1tys czy za 10tys nie ponosi kosztow zusu, tak samo nie dzwoni na swoj koszt zalatwiajac sluzbowe sprawy
        • agattka_84 Re: kocham takie wątki 01.03.11, 18:47
          agus21075 napisała:

          > czemu koszty wlasnej dzialalnosci wliczasz w normalne wydatki?
          >
          Zapewne dlatego, że prowadząc działalność ZUS musi zapłacić bez względu na to, czy w danym miesiącu coś zarobi, czy nie (tak samo jak np. czynsz).
        • insignia928 Re: kocham takie wątki 02.03.11, 00:07
          pracujacy na etacie oczywiście nie ponosi takich kosztów, te koszty ponosi jego pracodawcasmile
          pomiędzy pracownikiem a osobą prowadząca DG jest diametralna róźnica (określona przez ustawodawcę)
          prowadzący DG ( jednoosobową też) wg prawa postrzegany jest jako pracodawca, do niego nie mają zastosowań przepisy o świadczeniach pracowniczych oraz inne przepisy mające zastosowanie w przypadku pracowników.
          oprócz tego, istnieje coś takiego jak zabezpieczenie źródła dochodu, i dlatego, nawet jeżeli nie zarobiło się w danym miesiącu, ponosi się szereg opłat z tytułu prowadzenia DG, bądź też zabezpieczenia źródła przychodu (np: rozmowy przez telefon, opłaty, utrzymanie siedziby firmy i t.d.)
          jeżeli nawet w danym miesiącu przedsiębiorca poniósł stratę (czyli jest na "-"), i tak musi odprowadzić składkę ZUS oraz NFZ ( ok. 900zł) z tytułu prowadzenia DG, i ani ustawodawcę, ani ZUS, ani US nie interesuje, czy ma taki przedsiębiorca za co żyć .
          dlatego koszty działalności wliczane są w tzw normalne wydatki: przedsiębiorca ma pewną kwotę do rozdysponowania i musi spełnić szereg obowiązków, które za pracowników robią pracodawcy (podatek do US, składka ZUS, NFZ, FP + wszystkie opłaty zwiazane z prowadzoną działalnością.)
      • penelopa40 Re: dochody, dochodami ale WYDATKI są ważne 02.03.11, 10:42
        ja też... bo nie tylko trzeba liczyć dochody ale konieczne, stałe, wydatki nie do obejścia...
        np jeśli w rodzinie jest ktoś chory przewlekle, albo lepiej dwie osoby i na leki, lekarzy, badania itp wydaje taka rodzina kilkaset złotych miesięcznie miesiąc w miesiąc... w dużym mieście mieszkanie kosztuje też kilkaset złotych, a domek własny w mieścinie czy na wsi tylko gruntowy podatek i wywóz smieci... itd itd mozna spokojnie zarabiać 5-6 tysięcy i nie mieć oszczędności nie szlalejąc... a na przykład takie wakacje czy ferie...
        tygodniowy wyjazd dla 2 osób w góry, pensjonat- nie hotel 5 gwiazdkowy, wyżywienie, dojazd samochodem, karnety na wyciągi, lekcje nart dla dziecka, wycieczka, basen, muzeum, kawa/herbata, coś na ząb w tzw między czasie, pamiątki.... do tego nowe buty,, bo dziecku ukradli z wypożyczalni, gdzie stały sobie pod ławeczką.... i wyszło prawie 5000,-zł.
        oczywiście przy pensji 2000zł nikt nie jedzie na owe ferie ale chyba nie chodzi o to żeby się wszystkiego pozbawiać, jak się nie ma to nie ma, ale z tym oszczędzaniem to różnie bywa, jak w tej anegdocie:
        pan w skarbówce, urzedniczka pyta dlaczego nie zapłacił w terminie podatku, i mówi: ma pan spore dochody przecież!
        facet na to zniżając głos: Ale jakie mam wydatki!!!
    • eilian Re: Ja nie rozumiem 05.03.11, 22:14
      A ja nie rozumiem jak żyją ludzie za 2 tysiące... Bo widzisz, ja samych opłat stałych mam ponad 4 tysiące. Także, wszystko zależy od sytuacji.
    • marsebl Re: Ja nie rozumiem 18.03.11, 00:55
      rata dom 1000
      gaz + prad + woda 800
      utrzymanie samochodu (ubezpieczenie + paliwo) 1500
      tel + internet 100 + tv c+ 600
      imprezy w miesiacu: kolacje z roznymi kobietami +alkohol + taxi +kino + teatr + koncerty
      + rozne takie 4x 1500
      ubrania 1000 pln
      razem 10.900 pln

      wyglada na to ze moje 10 tys netto to za malo i to sie potwierdza, mam wieczny debet na karcie
      nie mam juz nawet na chleb na codzien
    • fo.xy Re: Ja nie rozumiem 18.03.11, 03:37
      Nie mozna uogolniac, w kazdym przedziale zarobkowym znajdziesz osoby, ktore potrafia oszczedzac i to robia. Takie, ktore nie potrafia i zyja ponad stan, niezaleznie od wszystkiego i tacy, ktorzy nie oszczedzaja, bo uwazaja, ze maja pewna prace lub ze zawsze sobie jakos poradza wink

      Ja akurat naleze, do tych, ktorzy oszczedzaja. Ale wraz ze zmiana wysokosci zarobkow oszczedza sie inaczej i na co inne wydaje sie pieniadze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka