Dziewczyny, muszę się wygadać...
tutaj, na tym forum, bo gro z Was, wie co znaczy czasami nie mieć pieniędzy lub mieć ich zbyt mało... i jak się jeszcze do tego ma miękkie serce, to zostaje tylko stuknąć się w głowę i tyle...
w skrócie o sobie: mam 45 lat, pracowałam do tej pory 25 lat, w ostatniej firmie 14, gdzie całkiem nieźle zarabiałam, od pół roku jestem bez pracy - tak wyszło, korporacja zwolniła cały mój dział - zdarza się.. nie byłam na to przygotowana i zostałam z mega kredytem mieszkaniowym (odeszłam od męża i kupiłam mieszkanie dla siebie i syna) - teraz nie mam pracy, dorabiam dorywczo (um-zlec), więc nie mogę się zarejestrować w UP na zasiłek, pomaga mi dorosły już syn, ale też niewiele, przede mną wizja sprzedaży mieszkania, bo nie widzę szans na spłaty rat kredytu (ok.3200) i czynszu z prądem (ok.1000) - prowadzę 'się' teraz bardzo oszczędnie i żyję z ołówkiem w ręku, zapożyczając się wciąż na te raty, do czasu sprzedaży mieszkania..
sprawa, o której chcę pogadać to sprawa mojej starszej siostry (55l), która przeszło rok była bezrobotna, bez zasiłku, z długami takimi, że w końcu odłączyli jej tv, internet, ma zaległości czynszowe itp
dopóki pracowałam pomagałam jej (kupowałam jedzenie, chemię, ciuchy), potem pomagałam ile mogłam, samej sobie obniżając poziom życia
męczyłam ją, żeby szukała pracy, wkurzałam się, żeby wzięła chociaż sprzątanie klatek skoro nie ma na życie, bo ja już też nie mogę jej pomagać..
słałam jej na głowę tyle gorzkich słów, że w końcu wzięła się za szukanie tej pracy bardziej stanowczo..
wciąż jednak brakowało jej na jedzenie (kupowałam, choć mniej), na telefon (bo musi dzwonić o pracę) i tak na mnie 'jechała' parę miesięcy..
jak pracowałam, pożyczałam jej niemało na zaległy czynsz, na inne rzeczy, okazało się że ten czynsz nadal jest nie zapłacony i grozi jej eksmisja..
w końcu znalazła pracę jakieś 3 miesiące temu, w sklepie - najpierw za 1700, teraz jej obcięli godziny i ma 1200, ale ma..
na święta znowu mi mówi, że pracuje całymi dniami, że nie ma za co i kiedy zrobić zakupów, w sklepie u siebie nie kupi, bo drogo, wigilii i świąt nie zrobi, bo czasu nie ma kiedy stać przy kuchni... - szlag mnie trafiał, bo mówi, że biedne święta będzie miała, a sałatki by zjadła i śledzia.. - no ja nie pracuję, robiłam święta to serce mnie ruszyło i przygotowałam dla niej siatę pełną świątecznych różności..
wkurzałam się sama na siebie, że miękka jestem jak dupa wołowa i znowu siostra kolejne święta ma na mój koszt i moje nerwy..
dzisiaj rozmawiam z nią, że znalazłam kilka ogłoszeń o pracę dla niej, szukając dla siebie, bo ona chce znaleźć lepiej płatną tą pracę i mieć wolne weekendy chociaż dwa, no dobra..
więc podaję jej te ogłoszenia przez tel (bo ona nie ma internetu) i numery telefonów, a ona mi na to, że nie ma za co zadzwonić, bo ma tylko 5 zł na telefonie i nie ma za co doładować
ja nie pracuję, ale pieniądze jakieś mam, bo cholera jasna, oszczędzam jak mogę, a ona mówiąc to liczyła pewnie, że znowu jej doładuję ten telefon - wkurzyłam się i wygarnęłam jej, że może dwa dni nie żreć, a na telefon powinna mieć, skoro jej służy do szukania pracy..
rzadko używam wulgaryzmów, ale ostatnio jak z nią rozmawiam, to tak się wkurzam..
weź jeszcze wyślij za nią cv, popraw to cv zgodnie z ogłoszeniem..
pracuje jutro do 17stej, może przyjechać do mnie i sama sobie wysłać, a ona mi na to, że skończy o 17stej, u mnie będzie o 18stej i jak wyśle, będzie 22ga a ona będzie zmęczona...
no żesz....i tutaj wiecie co chcę powiedzieć niecenzuralnego... no mać jedna!
w dupie, nie doładowałam jej tego telefonu, to cv wyślę za nią ostatni raz (zapomniałam dodać, że obecną pracę ma dlatego, że to ja wysłałam jej cv do tego sklepu)
powiedziałam jej co ja o tym sądzę i że to ona powinna się zająć swoim życiem i sprawami
z drugiej strony, uwierzcie mi, były dni, kiedy nie miała nic do jedzenia w domu, puste szafki i lodówka i w końcu jest moją siostrą (nie mamy już rodziców), mamy jeszcze jedną siostrę i brata, ale im jej sytuacja wisi..
poradźcie kurczę jak się znieczulić na tę jej niezaradność, albo wyrachowanie...
mam swoje problemy, muszę sprzedać mieszkanie, nie mam gdzie mieszkać, syn pójdzie do swojego ojca lub wynajmie coś ze swoją dziewczyną - w ogóle mi się jakoś życie ostatnio poplątało i ciągnę resztkami sił psychicznych... a tu jeszcze ona...
no mam do niej słabość, w końcu to rodzina...
uff... wygadałam się...
nie wytrząsajcie się nade mną i moją miękką dupą za bardzo
szukam pracy, a najchętniej to wygrałabym w totka i poszłabym na emeryturę, gdzieś na mazurską wieś...
cóż, raz się jest na wozie, a raz pod nim... kiedyś to dźwiganie szło mi sprawniej, ale młodsza byłam, a teraz 45 lat i kurczę nikt nie chce takich nobliwych pań zatrudniać