Dodaj do ulubionych

Muszę się wygadać...

07.01.12, 00:27
Dziewczyny, muszę się wygadać...
tutaj, na tym forum, bo gro z Was, wie co znaczy czasami nie mieć pieniędzy lub mieć ich zbyt mało... i jak się jeszcze do tego ma miękkie serce, to zostaje tylko stuknąć się w głowę i tyle...

w skrócie o sobie: mam 45 lat, pracowałam do tej pory 25 lat, w ostatniej firmie 14, gdzie całkiem nieźle zarabiałam, od pół roku jestem bez pracy - tak wyszło, korporacja zwolniła cały mój dział - zdarza się.. nie byłam na to przygotowana i zostałam z mega kredytem mieszkaniowym (odeszłam od męża i kupiłam mieszkanie dla siebie i syna) - teraz nie mam pracy, dorabiam dorywczo (um-zlec), więc nie mogę się zarejestrować w UP na zasiłek, pomaga mi dorosły już syn, ale też niewiele, przede mną wizja sprzedaży mieszkania, bo nie widzę szans na spłaty rat kredytu (ok.3200) i czynszu z prądem (ok.1000) - prowadzę 'się' teraz bardzo oszczędnie i żyję z ołówkiem w ręku, zapożyczając się wciąż na te raty, do czasu sprzedaży mieszkania..

sprawa, o której chcę pogadać to sprawa mojej starszej siostry (55l), która przeszło rok była bezrobotna, bez zasiłku, z długami takimi, że w końcu odłączyli jej tv, internet, ma zaległości czynszowe itp
dopóki pracowałam pomagałam jej (kupowałam jedzenie, chemię, ciuchy), potem pomagałam ile mogłam, samej sobie obniżając poziom życia
męczyłam ją, żeby szukała pracy, wkurzałam się, żeby wzięła chociaż sprzątanie klatek skoro nie ma na życie, bo ja już też nie mogę jej pomagać..
słałam jej na głowę tyle gorzkich słów, że w końcu wzięła się za szukanie tej pracy bardziej stanowczo..

wciąż jednak brakowało jej na jedzenie (kupowałam, choć mniej), na telefon (bo musi dzwonić o pracę) i tak na mnie 'jechała' parę miesięcy..
jak pracowałam, pożyczałam jej niemało na zaległy czynsz, na inne rzeczy, okazało się że ten czynsz nadal jest nie zapłacony i grozi jej eksmisja..

w końcu znalazła pracę jakieś 3 miesiące temu, w sklepie - najpierw za 1700, teraz jej obcięli godziny i ma 1200, ale ma..

na święta znowu mi mówi, że pracuje całymi dniami, że nie ma za co i kiedy zrobić zakupów, w sklepie u siebie nie kupi, bo drogo, wigilii i świąt nie zrobi, bo czasu nie ma kiedy stać przy kuchni... - szlag mnie trafiał, bo mówi, że biedne święta będzie miała, a sałatki by zjadła i śledzia.. - no ja nie pracuję, robiłam święta to serce mnie ruszyło i przygotowałam dla niej siatę pełną świątecznych różności..

wkurzałam się sama na siebie, że miękka jestem jak dupa wołowa i znowu siostra kolejne święta ma na mój koszt i moje nerwy..

dzisiaj rozmawiam z nią, że znalazłam kilka ogłoszeń o pracę dla niej, szukając dla siebie, bo ona chce znaleźć lepiej płatną tą pracę i mieć wolne weekendy chociaż dwa, no dobra..
więc podaję jej te ogłoszenia przez tel (bo ona nie ma internetu) i numery telefonów, a ona mi na to, że nie ma za co zadzwonić, bo ma tylko 5 zł na telefonie i nie ma za co doładować

ja nie pracuję, ale pieniądze jakieś mam, bo cholera jasna, oszczędzam jak mogę, a ona mówiąc to liczyła pewnie, że znowu jej doładuję ten telefon - wkurzyłam się i wygarnęłam jej, że może dwa dni nie żreć, a na telefon powinna mieć, skoro jej służy do szukania pracy..

rzadko używam wulgaryzmów, ale ostatnio jak z nią rozmawiam, to tak się wkurzam..
weź jeszcze wyślij za nią cv, popraw to cv zgodnie z ogłoszeniem..
pracuje jutro do 17stej, może przyjechać do mnie i sama sobie wysłać, a ona mi na to, że skończy o 17stej, u mnie będzie o 18stej i jak wyśle, będzie 22ga a ona będzie zmęczona...

no żesz....i tutaj wiecie co chcę powiedzieć niecenzuralnego... no mać jedna!

w dupie, nie doładowałam jej tego telefonu, to cv wyślę za nią ostatni raz (zapomniałam dodać, że obecną pracę ma dlatego, że to ja wysłałam jej cv do tego sklepu)

powiedziałam jej co ja o tym sądzę i że to ona powinna się zająć swoim życiem i sprawami

z drugiej strony, uwierzcie mi, były dni, kiedy nie miała nic do jedzenia w domu, puste szafki i lodówka i w końcu jest moją siostrą (nie mamy już rodziców), mamy jeszcze jedną siostrę i brata, ale im jej sytuacja wisi..

poradźcie kurczę jak się znieczulić na tę jej niezaradność, albo wyrachowanie...
mam swoje problemy, muszę sprzedać mieszkanie, nie mam gdzie mieszkać, syn pójdzie do swojego ojca lub wynajmie coś ze swoją dziewczyną - w ogóle mi się jakoś życie ostatnio poplątało i ciągnę resztkami sił psychicznych... a tu jeszcze ona...

no mam do niej słabość, w końcu to rodzina...

uff... wygadałam się...
nie wytrząsajcie się nade mną i moją miękką dupą za bardzo smile

szukam pracy, a najchętniej to wygrałabym w totka i poszłabym na emeryturę, gdzieś na mazurską wieś...

cóż, raz się jest na wozie, a raz pod nim... kiedyś to dźwiganie szło mi sprawniej, ale młodsza byłam, a teraz 45 lat i kurczę nikt nie chce takich nobliwych pań zatrudniać uncertain
Obserwuj wątek
    • sylwiam_m Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 01:11
      Nie pomogę i nie umiem doradzić ale chyba fajna babka jesteś. Tak jakoś spokojnie podchodzisz do problemów. Pozdrawiam i życzę żeby ten rok był lepszy od poprzedniego.
    • mar_bo Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 08:37
      Tak bardzo poruszył mnie Twój post, że wybacz jeśli napiszę kilka niemiłych słów na temat Twojej siostry. Przede wszystkim to ty Jej nie pomagasz tylko żyjesz za Nią. Po drugie z jakiegoś powodu Twoje rodzeństwo ma Ją gdzieś. A po trzecie czy wydaje Ci się, że jakbyś Jej nie pomogła to umrze z głodu? Nie. Jak Jej wreszcie porządnie bida do dupy zajrzy to nauczy się jak zarządzać pieniędzmi. Powinnaś Jej powiedzieć, że tyle czasu pomagałaś licząc, że stanie na własne nogi, ale widzisz, że czujesz się wykorzystywana. Teraz jest Twój czas i musisz zająć się sobą i koniec. Za przeproszeniem, ale nie jesteś krową dojną. Jesteś po prostu kobitką ze zbyt miękkim serduszkiem. Obawiam się, że jak sprzedasz pieniądze zrobi Ona z siebie taką ofiarę, że wyciągnie od Ciebie część kasy.
      Spróbuję zmotywować Cię trochę przykładem. Miałam podobną sytuację - z tym, że chodziło o to, że mój mąż nie za bardzo pomagał mi przy prowadzeniu domu i przy dziecku. Poszłam na terapię i poruszyłam między innymi ten temat. I dostałam skuteczne wskazówki. Jeśli mówiłam, że nie daję rady, ale po nocach sprzątałam, gotowałam i nie mdlałam tzn. że jednak dawałam radę i tak odbierał to mój mąż. Natomiast ja wreszcie zaczęłam olewać obowiązki domowe (jestem pedantką, więc ciężko było), to nagle mój mąż się tym zajął, bo juz zaczęło Mu przeszkadzać, że nie ma czystych ubrań itd. Na początku jest ciężko wytrwać, ale polecam - dla Ciebie. Odetnij siostrę i bądź konsekwentna - to klucz. Skoro mówisz że to ostatnie cv to niech tak będzie.
      Będzie ciężko, ale pisz na forum w chwilach słabości i myślę, że dostaniesz wsparcie. A z ciekawości - co na to Twój syn?
      • crises Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 22:53
        > Przede wszystkim to ty Jej nie pomagasz tylko żyjesz za Nią.

        Ta siostra chyba jeszcze żyje - po co te zaimki wielką literą?
    • pyzzi Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 08:59
      Ależ Ty sobie świetnie radzisz, zrobiłaś porządek z mężem, robisz teraz z siostrą, żyjesz samodzielnie i masz ołówek w ręku !
      Uczysz się, jak się nie dawać, naucz się jeszcze, jak sięgać po swoje. Pomagasz rodzinie, niech i ona Ci pomaga. Będzie miał kto Cię przygarnąć na jakiś czas, kiedy sprzedasz mieszkanie?
    • prunio4 Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 09:07
      powiedziałam jej co ja o tym sądzę i że to ona powinna się zająć swoim życiem i
      > sprawami

      myślę, że jako mądra babka dałaś sama sobie odpowiedź.

      A małpią miłością nie pomagasz, a krzywdzisz siostrę, która z wiekiem tym bardziej nie będzie w stanie sobie poradzić. Ostatnie cv i zajmij się swoim życiem, które teraz bardziej wymaga od Ciebie zainteresowania, niż siostra.


      ---------%---@ ---------%---@
      www.youtube.com/watch?v=z-2mO3KTVHg
    • prunio4 Re: aaa... 07.01.12, 09:35
      cóż, raz się jest na wozie, a raz pod nim... kiedyś to dźwiganie szło mi sprawn
      > iej, ale młodsza byłam, a teraz 45 lat i kurczę nikt nie chce takich nobliwych
      > pań zatrudniać uncertain

      nobliwość to wyjątkowa zaleta, na którą nie wszystkich stać. Przed Tobą prawdopodobnie jeszcze ze 22 lata pracy przed emeryturą tongue_out , więc przyda się jako atut wink


      ---------%---@ ---------%---@
      www.youtube.com/watch?v=z-2mO3KTVHg
      • anula36 Re: aaa... 07.01.12, 09:54
        Przede wszytkim - jestes bardzo dzielna kobieta i wierze gleboko,ze sobie poradzisz z tymi wszystkimi problemami i wyjdziesz na prosta.
        Co do siostry jak czytam twoj post to mam taka wizje pisklecia kukulki ktore jak otworzy swoj czerwony w srodku dziob i zacznie zebrac to przybrani rodzice zalataja sie nieomal na smierc,zeby to gardlo zapchac jedzeniem i mam wrazenie ze ulegasz podobnemu mechanizmowi.Jeden telefon/prosba/zachcianka i juz angazujesz swoj czas,pieniedze, ile tylko mozesz.
        Rozumiem Cie doskonale, bo sama mam podobnie,ale proponuje za kazdym razem jak dokladasz siotrze jakas kase, dajesz jedzenie itp przypomniec sobie nastepujace fakty:
        1. ty jestes bezrobotna, ona pracuje i ma staly dochod, a Ty glownie dlugi
        2. czy gdyby sie tak stalo,ze zostalabys bez dachu nad glowa przygarnelaby cie do siebie, choc na chwile?
        3. czy jesli braknie Ci pieniedzy na jedzenie i naprawde nie bedziesz miala juz skad pozyczyc, to siostra sie z Toba podzieli swoim?
        4. czy to jest fair ze siostra ciagnei z ciebie, a potem ty musisz korzystac z pomocy syna, ktory za chwile zostanie bezdomny i dobrze,zeby mial jakas kase odlozona.

        Mysle ze w chwilach slabosci musisz siegac po racjonalne argumenty.
        Nota bene jest to moje noworoczne postanowienie - nie inwestowac w tych, ktorym sie wiedzie lepiej ode mniesmile
        Trzymam kciuki za Ciebie!
        • marzeka1 Re: aaa... 07.01.12, 10:43
          Ty jesteś dzielna i mimo trudności starasz sobie poradzisz; za to moim zdaniem krzywdzisz siostrę taką pomocą, bo utrwalasz jej postawę roszczeniową i wyuczoną bezradność, bo tym jest , gdy jednak pracuje, "nie mam na telefon"- i oczekuje, że ty to załatwisz, patrz: doładujesz. Na dodatek masz swoją rodzinę i na niej przede wszystkim skupiłabym się.
          Naprawdę życzę rozwiązania problemów, znalezienia pracy i asertywności wobec siostry.
    • zonaniezona1 Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 10:44
      f.l.y.mnie też poruszył Twój post. Podziwiam za hart ducha. Miałam podobną sytuację 10 lat temu. Przeszłam sporo. Odbijałam się od zera. Życzę Ci znalezienia szybkiego pracy.
      Co do siostry...hmm. Sama wiesz, że Ona po prostu jest mega egoistką. Jej nie obchodzi Twoje życie. Dlatego czasem lepiej postawić jasne granice. Zajmij sie Sobą, swoimi problemami. I nie licz, że Ona się zmieni. Dorośli ludzie tak łatwo się nie zmieniają. A może właśnie Ona zmieni postawę jak Ty zmienisz swoją ....
      • f.l.y Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 11:57
        dzięki dziewczyny za wszystkie te ciepłe słowa...

        macie rację, ja wiem, że ona mnie wykorzystuje, wielokroć obiecuję sobie, że już nie ulegnę sama sobie i nie będę się skręcać i kombinować jak jej pomóc..
        odbieram od niej telefony, bo to siostra, mieszka sama, więc boję się czasem, że może potrzebować pomocy (takiej zdrowotnej, no wiecie, jak się źle poczuje) - czasem rozmawia normalnie bez użalania się nad sobą, a czasami to wiem, kiedy dzwoni i będzie biadolić (głównie pod koniec miesiąca, przed swoją wypłatą)

        tyle czasu siedziała bez pracy, wkurzałam się na nią, ja się żadnej pracy nie wstydzę, z pani finansistki zrobiłam się panią doraźnie sprzątającą mieszkania, bo chciałam mieć kasę na telefon i internet, żeby tej pracy szukać - nie było tego wiele, ale i ją namawiałam, żeby znalazła jakieś zajęcie, np sprzatanie - żadna praca nie hańbi..

        a co do Waszych pytań -

        co mój syn na to? ma 21 lat, ma pierwszą pracę po maturze i pracuje na czarno, bo migają się od jego zarejestrowania i umowy, pomaga mi finansowo - daje na czynsz, którego i tak w całości nie płacę, bo muszę kombinować co i kiedy zapłacić i za coś żyć..

        on wie, że czasami pomagam siostrze, tzn teraz pomagam jej mniej i rzadziej, bo ona pracuje, ale nic mi nie powiedział na ten temat w sensie 'mamo nie pomagaj' , robi tylko miny, jak mu np powiedziałam o jej 'świątecznym' telefonie ( o tym, że ona nie ma kiedy sobie zakupów na święta zrobić i czegoś tam ugotować)

        czy ktoś mnie przygarnie, jak sprzedam mieszkanie? - tak, były mąż o ironio... ( nie żyjemy w konflikcie, ale w miłości też nie, jesteśmy już 12 lat osobno )

        mogłabym też zamieszkać z tą siostrą, ale nie wytrzymałabym z nią psychicznie - ona wciąż mówi, mówi, mówi, mówi i mówi...a ja jestem z tych cichych smile

        to, że już nie raz mówiłam do niej nawet mało grzecznie, że mnie wkurza, że nic nie robi, aby poprawić swoją sytuację, że wkurza mnie , że się źle organizuje i dopuszcza do braków jedzenia (je jak najęta, to chyba jakieś natręctwo po czasie biedy) - to do niej nie trafia, nie, nie obraża się na mnie, mówi że mam rację, że coś zrobi i dalej jest tak samo..

        choćby z tym internetem, mówi od kiedy ma pracę, że kupi jakiś w orange czy plusie, taki przenośny za 40 zł/mc żeby mieć internet do szukania pracy, ogłoszeń itp i co? i nic...
        wczoraj powiedziała mi, że dzisiaj pojedzie do punktu i kupi... ale to gie prawda, skoro nie ma pieniędzy, to za co kupi? chyba że mnie okłamuje, ma pieniądze ale liczyła, że pobiadoli i jej ten tel wczoraj załaduję...

        czy pomogłaby mi, gdybym ja już nie miała? - dałyście mi do myślenia... chyba nie, bo by mi pewnie powiedziała, że ma długi, że jej samej nie starcza i takie tam... - tak myślę, jak byłoby naprawdę, nie mogę przewidzieć... pewnie liczyłaby na to, że mam syna i to jego problem..

        jak sprzedam mieszkanie - nie wyciągnie ode mnie kasy, chociaż przez myśl mi przeszło, żeby spłacić jej zadłużenie czynszowe chociaż, żeby jej nie eksmitowali... to coś ok 6000 zł

        kurczę, wiecie, nie potrafię przejść obojętnie obok żebraka, bezdomnego, czy porzuconego psa.. nikt mnie tego nie uczył, tak mam, to chyba z życia się bierze - muszę chyba pogadać z rodzeństwem, jakie jest ich zdanie na jej temat i czy zwracała się do nich o pomoc..

        zawsze starałam się radzić sobie sama, a już naprawdę w dużym kryzysie prosić o pomoc innych...
        muszę się odciąć od niej i jej problemów, albo może wiecie - wpadło mi to teraz do głowy smile może ja do niej zadzwonię i zapytam po jej pensji, czy mi pożyczy kasę? smile

        sama się z tego teraz śmieję...ale kto wie, może tak zrobię faktycznie i zobaczę co ona na to...

        dzięki dziewczyny, jakoś mi tak raźniej po tym, jak się tutaj do Was wyżaliłam... smile
        • linn_linn Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 12:21
          To, czego Ci potrzeba, to troche wiecej asertywnosci. Wbrew pozorom czesto latwiej jest byc dobrym dla innych niz dla samych siebie.
        • zonaniezona1 Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 12:25
          Z tym telefonem do niej to dobry pomysł.
          Żeby szukać pracy nie trzeba od razu kupować modemu. W każdej bibliotece miejskiej, ops-ie, w urzędzie pracy jest internet. Trzeba iść, poczekać (ewentualnie) i skorzystać. Jak się nie ma kasy trzeba liczyć każdy grosz (coś o tym wiem).
          Syn ,na razie, nie potrafi zwerbalizować swojego nastawienia do ciotki - więc robi miny. Ja jako Pani finansitka pracowałam przez 6 lat - potem też były zwolnienia grupowe - tylko kredytu nie miałam... - no i dziecko na utrzymaniu.
          P.S. 5 zł na telefonie - da się szybko zadzwonić ...i umówić... Bilet miejski też kosztuje...A jak się na niego nie ma - to spala się kalorie chodząć ...wiem coś o tymsmile

        • anula36 Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 12:29
          może ja do niej zadzwonię i zapytam po jej pensji, czy mi pożyczy kasę?

          Zadzwon koniecznie! Mysle ze po pierwsze jej reakcja da Ci do myslenia, a po drugie, mniej bedzie wydzwaniac po prosbie do Ciebie, bo bedzie sie bala nastepnego takiego pytania. jeszcze mozesz zapytac, czy mozesz dzis przyjechac na obiad bo nie masz nic do jedzenia,ani za co kupic. Zaloze sie ze na miesiac masz jej telefony z glowy.


          Z rodzenstwem tez porozmawiaj, nie moze byc tak ze z waszej trojki, tylko Ty siostre wspierasz,motywujesz i opieprzasz, a reszta sobie zyje wygodnie. Nie mowie,zeby jej dawali kase ale przejeli czesciowo role dozorcy z batem nad jej zyciem, przynajmniej na ten czas kiedy porzadkujesz swoje.

          O splacie siostry zadluzenia mieszkaniowego zapomnij dziewczyno!!!! raz dopuscila do takiego stanu, za chwile zadluzy znow beztrosko i i tak ja wyeksmituja, a twoje 6000 pojdzie sie ................ Chyba,ze jednak zdecydujesz sie z nia zamieszkac i bedziesz trzymac wszystkie rachunki w garsci, tylko wtedy to ma sens.




        • pieskuba Re: Muszę się wygadać... 11.01.12, 12:08
          F.l.y., a skoro mąż może Cię przygarnąć, to nie mogłabyś po prostu wynająć swojego mieszkania, zamiast je sprzedawać? Może znajdziesz pracę i wszystko się ułoży jakoś?
          • pieskuba Re: Muszę się wygadać... 11.01.12, 12:14
            Ups, przepraszam, już wiem, że nie...
    • mlodyniedowziecia Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 12:12
      Po pierwsze uda Ci się. Zrobiłaś pierwszy krok - uświadomiłaś sobie problem i jego wpływ na Twoje finanse i najbliższą rodzinę.
      Smutna prawda jest taka, że każdy dorosły musi sam uporać się ze swoimi słabościami (np. niezaradność, lenistwo, wydatki) rodzina może co najwyżej pomóc (a nie przeżyć życie brata lub siostry).
      Znam to z autopsji. Też byłem etatowym wspomagaczem i wyciągaczem z piwa naważonego przez rodzeństwo. Wydawało mi się że to dlatego bo jako prawnikowi łatwiej mi pewne rzeczy ogarnąć, jestem oszczędny to mam zaskórniaki. W pewnym momencie zorientiwałem się, że skutek jest odwrotny.
      Siostra wyciągnięta za uszy z paskudnego rozwodu, 20 kredytów, komornika jak tylko odetchnęła znowu zaczęła się zapożyczać w bankach i oczekuje, że długi te spłacą rodzice-emeryci, ja, lub jej dorosłe dzieci (bo będą po niej dziedziczyć).
      Braci też co raz ratowałem pożyczkami, innymi akcjami (odkupienie domu żeby nie zabrał bank bo brak możliwości obsługi kredytu, darowizna działki na nowy dom itp.) i niestety pomimo znacznie większych ode mnie dochodów i poważnej dorosłości wciąż nie są w stanie nic zaoszczędzić.
      Po prostu pomoc, nauczyła tak Twoją siostrę jak i moje rodzeństwo , że zawsze jest ktoś kto rozwiąże problem. Uświadomienie sobie tego faktu pozwala pomagać mądrze, nigdy bez miary (i ze szkodą dla własnego domu), lub czasem postawić do pionu oczekującego (gdy np. idzie po pożyczkę do rodziców emerytów, którzy odkładali na remont domku na działce). Brak ciągłej pomocy usamodzielnia (chociaż to proces bolesny i czasem musi potrwać).

      • f.l.y Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 12:26
        masz rację.. dużo racji....
        zdaję sobie z tego sprawę, że odcięcie mojej siostry od dawanej jej pomocy powinno jej wyjść na dobre, żeby się otrząsnęła i zajęła w końcu sobą...

        powinnam przestać martwić się o nią, czy da radę, czy się bardziej pogrąży... bo jak się pogrąży, to ja pogrążę się psychicznie, że na to pozwoliłam...

        to jest mój problem, bycie odpowiedzialnym za moich bliskich...

        ale warto spróbować, w końcu to jej życie i tak jak ona dalej je pociągnie, tak będzie żyć.. albo sobie poradzi, albo skończy w jakimś domu opieki..

        ale uwierzcie, nie jest prosto przestać myśleć o tym, że ktoś z Waszej rodziny żyje w niedostatku, a Wy właśnie jecie gorący obiad... - mimo wszystko jeśli ktoś posiada jakąś wrażliwość, to ciężko jest tak się odciąć od tego myślenia...
        • anula36 Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 12:33
          ale uwierzcie, nie jest prosto przestać myśleć o tym, że ktoś z Waszej rodziny
          > żyje w niedostatku, a Wy właśnie jecie gorący obiad... - mimo wszystko jeśli kt
          > oś posiada jakąś wrażliwość, to ciężko jest tak się odciąć od tego myślenia

          Ja cie DOSKONALE rozumiem, dlatego jeszcze raz napisze- zapros sie do niej na obiad, raz czy drugi i zobacz czy twoja siostre rusza fakt, ze ona zje goracy obiad a ty sucha bulke. czasem trzeba zaliczyc mega kopa w d..... od kogos zeby czlowiekowi spadly klapki z oczu.
          • zonaniezona1 Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 12:42
            Uważam, że tego rodzaju rada jest idealna... Telefon i wproszenie się na obiad... a też moim zdaniem masz siostrę z głowy na miesiąc.
            Aha... nie mów, że 1200 zł - to umrze z głodu . Ja za taką kwotę przeżywałam miesiąc - ja z synem. Jedliśmy skromnie, ale normalnie. No i mieszanie opłacałam z tych pieniędzy ok 600 zł.( i bilet miesięczny dla siebie...). Premia 200 zł to był taki rarytas, że z tego miałam ubrania i buty. Skromnie, ale uczciwie. A pożyczyłam jedynie na studia podyplomowe. Znalezienie pracy za 1800 zł netto było dla mnie wtedy (5 lat temu) wielkim odetchnięciem od biedy...
            Dlatego jak czytam o jedzeniu obiadu ...to mnie złość bierze. Po prostu żyłaś w innej skali - i trudno ci się z inną (tzn z mniejszymi pieniędzmi) pogodzić ... Ale od pensji minimalnej do umierania z głodu - droga daleka.
        • madzioreck Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 20:23
          > ale uwierzcie, nie jest prosto przestać myśleć o tym, że ktoś z Waszej rodziny
          > żyje w niedostatku, a Wy właśnie jecie gorący obiad...

          No to teraz pomyśl w drugą stronę - czy ją rusza, skąd Ty bierzesz na raty kredytu i inne opłaty, i co i czy w ogóle jesz? Przecież wie chyba, w jakiej jesteś sytuacji...?
          • f.l.y Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 22:02
            madzioreck napisała:
            > No to teraz pomyśl w drugą stronę - czy ją rusza, skąd Ty bierzesz na raty kred
            > ytu i inne opłaty, i co i czy w ogóle jesz? Przecież wie chyba, w jakiej jesteś
            > sytuacji...?
            ===

            po całym dzisiejszym myśleniu nad tą sprawą, myślę że ją moja sytuacja nie rusza...
      • zonaniezona1 Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 12:29
        <Braci też co raz ratowałem pożyczkami, innymi akcjami (odkupienie domu żeby nie zabrał bank bo brak możliwości obsługi kredytu, darowizna działki na nowy dom itp.) i niestety pomimo znacznie większych ode mnie dochodów i poważnej dorosłości wciąż nie są w stanie nic zaoszczędzić>.
        Właśnie....też obserwuję ludzi, którzy nie potrafią zaoszczędzić , ani złotówki. Bo trzeba iść do knajpy, do kina , na kawę, kupić spodnie za 300 zł itd. Cóż tego rodzaju życie kosztuje i to niemało...
    • kappa77 Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 12:40
      A czy nos szanownej siostruni też czyścisz i dupkę podcierasz? Coś Ci powiem - za wszelką cenę chcesz pokazać, że jesteś "tą dobrą", a tak naprawdę robisz jej niedźwiedzią przysługę tym ciągłym matkowaniem. Po to, żeby sama się lepiej poczuć. I nie ma to nic wspólnego z jej dobrem. Przykre, ale prawdziwe.
      • f.l.y Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 12:52
        oj, Kappa77 - nie muszę robić sobie 'dobrze' pomaganiem siostrze, kręcą mnie naprawdę inne rzeczy, wolałabym poczytać książki, obejrzeć film, zjeść coś fajnie zrobionego - to mi robi dobrze smile

        nie pomagam jej po to, aby czuć się dobrą, pomagam właśnie, żeby miała co zjeść i nie spać pod mostem..
        to, że mam pewnego rodzaju z tego poczucie dobrze spełnionego 'obowiązku' wobec siostry, rodziny - to rzecz naturalna..

        Kappa, czy Ty zaznałaś/łeś kiedyś biedy? takiej prawdziwej? inaczej się wtedy postrzega pewne sprawy...

        nosa i dupki jej nie podcieram... ale swojemu Ojcu to robiłam, gdy był już stary i schorowany... być może, jeśli moja siostra popadnie na starość w chorobę, będę to robić, jeśli sił mi starczy...
        • f.l.y Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 13:01
          Żononieżono...nie ja nie uważam, że 1200 zł to mało, ona po prostu chyba trwoni te pieniądze, albo ma takie długi, że większość przeznacza na oddawanie długów...

          jeśli o mnie chodzi przechodziłam w życiu różne poziomy bytowe i potrafię się do nich dostosować bez problemu...

          moja siostra źle gospodaruje pieniędzmi, tak mi się wydaje, bo w portfel jej nie zaglądam, ale kiedyś też mnie trafiło, jak mi zrobiła herbatę z paczki, która w sklepie kosztuje 20 zł, a ja pijam tę z Lidla za 5 zł na przykład, czy też podjada M&Msy a płacze za dwa dni, że nie ma na chleb...

          może za bardzo się nią przejmuję faktycznie, ale przynajmniej ta dyskusja tutaj coraz bardziej mi uświadamia, że źle robiłam pomagając jej jeszcze w tym czasie, kiedy ona już tę pracę miała i ma... teraz najwyższa pora oddać jej stery we własne ręce - ma do tego podstawy w końcu (praca, pensja)...

          a na marginesie dodam, że w to, że ja nie mam co jeść, to moja siostra nie uwierzy wink musiałabym się chyba rozchorować na amen, żeby nie zarobić przy czymkolwiek na chleb..

          dzięki Wam za wszystkie uwagi i rady smile
          • zonaniezona1 Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 13:10
            To może warto stwierdzić, że Siostra ma prawo do własnego życia, do jedzenia M&M, do robienia długów... ale ma też prawo do ponoszenia odpowiedzialności za swoje decyzje... Po prostu musisz się odpępowić ... od starszej siostry. O dziwo przeważnie poczucie odpowiedzialności to domena starszego rodzeństasmile)) A tu na Ciebie trafiło!
            Więcej uwagi poświęciłabym synowi - jemu też nie lekko ...
          • coralin Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 13:22
            Sprawiasz wrażenie silnej osoby, umiesz sobie radzić w życiu. Siostra wygląda na inny typ osobowości i zdecydowanie Cię wykorzystuje. Pomaganie innym to naprawdę trudna sprawa. Sama nie mam w rodzinie nikogo o trudnej sytuacji materialnej.
            Od kiedy trochę zainteresowałam się pomocą innym inaczej patrzę na lamentujących, że nie mają co do garnka włożyć. Całkiem spora grupa ludzi nauczyła się, że polamentują i postękają i ktoś im pomoże. Nauczyli się żerować na innych, którzy znajdują im pracę ("za daleko, za mało płacą, nie opłaca się"). Nauczyli się, że zawsze ktoś poda rybę, wędki nie chcą.
          • anula36 Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 15:52
            a na marginesie dodam, że w to, że ja nie mam co jeść, to moja siostra nie uwierzy

            Nie ma zadnego znaczenia, czy uwierzy, czy nie, grunt ze nabierze swiedomosci,ze ty tez mozesz w kazdej chwili poprosic ja o pomoc.
    • sylwiam_m Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 14:56
      A ja sobie jeszcze pomyślałam, że skoro Ty pani finansistka możesz sprzątać po domach to dlaczego Twoja siostra nie może. Na mojej wiosce stawka za godz.sprzątania to 10 zeta, a to wieś jest. Myślę, że w W-wie to jest więcej.No ale gdyby siostra poświęciła 2 popołudnia lub 1 sobotę tyg.to ma min.300 stówki in plus.Przez niecałe 2 lata spłaci zadłużenie za mieszkanie.Da się?!!!I niech nie mówi,że za stara.Znam starsze Panie, które za granicę wyjeżdżają sprzątać. A właśnie Twoja siostra jest w idealnym wieku żeby jechać do tzw. "opieki". Opiekuje się starszą osobą, prowadzi jej dom, ma mieszkanie, wyżywienie i ok.1000 euro.Trzeba znać języki ale są firmy, które prowadzą bezpłatne kursy dla osób wyjeżdżających. Nic jej nie trzyma, nie ma małych dzieci. Spłaca zadłużenie w 2-mce, później tylko odkłada.
      • to-wlasnie-ja Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 15:41
        To ja moze dodam tylko jedno od siebie. Wyobraz sobie( czego Ci absolutnie nie zycze) , ze zaczynasz powaznie chorowac, albo lamiesz noge, albo cos w tym stylu. W kazdym razie nie tylko sama masz problem, ale NIE JESTES W STANIE POMOC SWOJEJ SIOSTRZE W ZADEN SPOSOB. Co wtedy?Jak ona sobie poradzi nauczona przez Ciebie, ze NIE MUSI, BO TY JESTES ?Ze wyciagniesz ja z kazdych tarapatow. Pogadasz, pomarudzisz , co ona pusci mimo uszu i pomozesz. Czy nie sadzisz, ze tak naprawde oddajesz siostrze niedzwiedzia przysluge ?
    • quri3 Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 15:23
      Wbrew pozorom Twoja historia nie jest wyjątkowa. Mam też w rodzinie takich osobników. Wierz mi, że ludzie zarabiający po kilka tysięcy złotych miesięcznie nie są w stanie wyjść z biedy i wyprowadzić się z bloku socjalnego. Długi, alkohol... Czasami szkoda gadać, jak przez głupotę można przegrać życie. Za to pretensje do całego świata. Sądzę, że im taki styl życia po prostu odpowiada - podobnie jak Twojej siostrze jej, z tym Twoim pomaganiem.

      Moim zdaniem źle robisz pomagając siostrze. Rozumiem, że wypadki losowe się zdarzają i wtedy pomoc się należy, ale jak ktoś z Twojej pomocy uczynił normę i wkalkulował w życie - to wybacz, ale to pasożyt, a pasożytów się pozbywa wink Nie przejmuj się siostrą, tylko swoim życiem i swojego syna.
      • madz_ik_k normalne 07.01.12, 16:29
        jest, ze jak sie nie je 2 tyg. chleba i jak dostanie się pieniadze, to kupuje sie Snickersy na obiad i kolacje, w osiedlowym skelieku pod domem za 10 zl sztuka.
        Musi byc to jakis rodzaj odreagowania-moja nzajmoa nie palci regularnie czynszu, bo pensja jest za niska i nie jest w stanie tego orbic. Nie przekwalifikuje sie, bo jest za stara i musialaby sporo do tego dołożyć, a ona chce juz tylko isc na emeryture. Wiec jak żyje oszczędnie caly rok, oszczędzając papier toaletowy.. to chociaz wakacje chce miec dojechane, dlatefo wyjeżdża na all inclusive raz w roku..
      • ewagorak Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 16:34
        F.L.Y. pomyśl o sobie i o swoim dziecku. Rozumiem pomaganie siostrze w tarapatach, ale gdyby ona szanowała Twój trud, to uwierz mi już dawno dziewczyna wychodziłaby na prostą. Ona uwiesiła się na Tobie, bo wie, że Ty jej nigdy nie odmówisz. Jesteś mało asertywna. Pomagasz siostrze kosztem siebie i syna. W tej całej tragedii są 3 skrzywdzone osoby. Ty- tłumacząca siostrę, syn, który sobie na tę sytuację kompletnie nie zasłużył i starsza- niedojrzała siostra. To Twoje życie i łap je w garść. Nie żyj życiem siostry, bo w ten sposób ściągasz z niej ciężar odpowiedzialności za wszystko.
        Życzę dużo siły smile
        • re_ni73 Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 18:24
          f.l.y. podziwiam siły i determinacji.Powiem tylko tyle,że twoja siostra żyje Twoją energią. Niestety ale musisz się skupić na swoim problemie by wyjść na prostą,dwóch tak poważnych problemów długo nie uciągniesz.Ty i Twój problem jest sprawą piorytetową.
    • milenamamazuzi Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 20:00
      F.l.y,
      przeczytałam na szybko wątek i parę kwestii, oprócz tych już tutaj poruszonych, przeszło mi przez myśl.
      - mieszkanie - jak długo jeszcze ten kredyt - może da się rozmawiac z bankiem na temat chwilowego zawieszenia spłat bądź choc o chwilowym zmniejszeniu wysokości raty - nawet mimo wielu znajomych którzy chętnie pożyczają, przy tej wysokości raty będzie Ci bardzo trudno.

      - jak zapatrujesz się na możliwosc podjęcia pracy za granicą? niekoniecznie na stałe, ale by chociaż poodawac długi i zarobic zapas pieniędzy na kilka miesięcy - wtedy spokojniej mogłabyś szukac tutaj na miejscu czegoś na stałe/dłużej.

      - pisałaś o pomyśle sprzedaży mieszkania i zamieszkaniu u byłego męża - może rozwiązaniem byłaby rzeczywiście sprzedaż mieszkania i spłata kredytu, ale czy pozostałaby Tobie z tego taka kwota by było Ciebie stac kupic chociaż kawalerkę dla siebie? (może pod miastem, może nawet mały stary domek za miastem, ale chodzi mi tu o Twój własny kąt) To bardzo ważne by byc u siebie a nie kątem u kogoś - teraz może byc dobrze, ale za parę lat może byc różnie. Zabezpiecz, jeśli to możliwe, przyszłosc Twoją i Twojego syna.

      A w ogóle to bardzo trzymam kciuki by Twoja sytuacja jak najszybciej się poprawiła! Byś jak najszybciej stanęła na nogi!

      Czy Twoi znajomi pomagają Ci w szukaniu pracy? Czy zwracałaś się do nich z taką prośbą?
      • ewa9717 Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 20:16
        Też potrzymam kciuki. Na pewno sensownie podziałasz, jesteś silna i odpowiedzialna.
        I podpisuję się pod tym, co napisano o pomocy siostrze. Musisz się odpępowić. Popatrz na to tak: będąc na każde zawołanie, w rezultacie stanowisz dla niej wspaniałe alibi na nicnierobienie.
        • joooooooana Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 20:29
          Dobrze byłoby zerknąć w energetykę Pani siostry.
          • f.l.y Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 22:03
            joooooooana napisała:

            > Dobrze byłoby zerknąć w energetykę Pani siostry.
            ===

            nie rozumiem smile w rachunki za prąd mam jej spojrzeć? smile
      • f.l.y Re: Muszę się wygadać... 07.01.12, 21:59
        no więc tak:

        - z bankiem rozmawiałam, a jakże, o wakacje kredytowe nie mogę się starać bo: jestem bezrobotna, o zmniejszenie raty kredytu i wydłużenie lat spłaty nie mogę się starać bo: jestem bezrobotna - istna paranoja, ale mam zamiar pogadać w centrali banku, bo w oddziale to chyba jakaś niekompetentna kierowniczka była.. (w internecie czytałam, że banki idą na ugody z kredytobiorcami w takich sytuacjach)

        - praca za granicą - myślałam o tym, choć mój angielski jest taki sobie, rzecz w tym, że nie mam pieniędzy na start, żeby się gdzieś zaczepić (mieszkanie, życie na czas szukania pracy)
        druga kwestia to zdrowie, nie chcę się rozpisywać, ale muszę się raczej poruszać gdzieś dalej samochodem, bo często nie mogę chodzić (bóle), o ile tutaj sobie z tym radzę, za granicą mogę mieć problemy /nie odrzucam jednak takiego wyjścia/

        - z mieszkaniem u byłego męża to jest tak, że on mieszka w mieszkaniu kwaterunkowym po moich rodzicach, więc jakby wrócę do domu, z którego wyszłam, tyle że dzieląc go z byłym.. (nie pytajcie o tę zawiłą sytuację)
        kawalerkę może i mogłabym kupić, wszystko zależy od tego, za ile sprzedam mieszkanie, jeśli zrobię to sama, to ok, jeśli nie zdążę na czas i sprawę weźmie komornik, to sprzeda moje mieszkanie za 3/4 wartości (podobno) a wtedy nie będę miała nic

        - znajomi jak najbardziej mi pomagają w szukaniu pracy, nawet dają zarobić parę groszy np przy szykowaniu dań na święta

        - za wszystkie trzymane kciuki bardzo dziękuję, wszystkie wypowiedzi utwierdziły mnie w przekonaniu, że się musimy z siostrą zdać same na siebie

        tak na marginesie od wczorajszego mojego wybuchu nie zadzwoniła, a miała zadzwonić, więc chyba się obraziła (i dobrze) smile



        • zonaniezona1 Re: Muszę się wygadać... 08.01.12, 15:56
          Tak mi przyszło do głowy: - a nie mogłabyś wynająć mieszkania, 2 pokojowe chodzą po 2000 2500 zł Może by Ci się udało?A wtedy Ty przenosisz się do exia - a jednak utrzymujesz przez jakiś czas mieszkanie
          • f.l.y Re: Muszę się wygadać... 08.01.12, 16:42
            zonaniezona1 napisała:

            > Tak mi przyszło do głowy: - a nie mogłabyś wynająć mieszkania, 2 pokojowe chodz
            > ą po 2000 2500 zł Może by Ci się udało?A wtedy Ty przenosisz się do exia - a je
            > dnak utrzymujesz przez jakiś czas mieszkanie
            ===
            wynajem też mi wpadł do głowy, analizowałam na wszelkie możliwe sposoby - mam 3 pokoje, może wynajęłabym za 2200, wówczas na stałe wydatki dot mieszkania (kredyt i czynsz z prądem) musiałabym dołożyć 2000 (nie pracując nie dam rady) - sprzedaż jest jedynym wyjściem dla mnie

            w mojej okolicy 2 pok mieszkania wynajmowane są za ok 1500 zł/mc

            zobaczę jak będzie ze sprzedażą, jeśli kiepsko, to wynajmę i chociaż na część raty będę miała, może bank zmniejszy ratę a dalej będę myśleć..

            • kiszczynska Re: Muszę się wygadać... 08.01.12, 19:33
              Slabo to widzę.
              • troll_only Re: Muszę się wygadać... 08.01.12, 21:54
                no to czemu czekasz ze sprzedażą - w twoim przypadku im szybciej tym lepiej, bo koszty kredytu i opłat duze, nie wyrabiasz na nie wiec rosną ci odsetki i spirala sie nakreca - a juz ryzykowanie komornika to juz jakas masakra - jezeli koszty kredytu i opłat to u ciebie ponad 4000 zl to w ciagu roku wsadziłaś w mieszkanie ok 50 tys zł ryzykując ze mozesz nic z tych pieniedzy nie odzyskasz - trzymanie mieszkania nastepny rok to kolejne 50 tys wiec moze lepiej sprzedawac szybko.
                Siostrę poinformowac ze teraz ty liczysz na rewanż z jej strony.
                • zuzanna56 Re: Muszę się wygadać... 09.01.12, 10:30
                  Myśle, że fly nie czeka ze sprzedażą tylko sprzedaż mieszkania teraz długo trwa.


                  Fly - pozdrawiam cie serdecznie i życzę znalezienia pracy. Trzymaj sięsmile dzielna i mądra babka jesteś.
                  • chwalipieta Re: Muszę się wygadać... 09.01.12, 12:27
                    kredyt 3.200
                    opłaty stałe 1.000
                    jedzenie 800 (gdyby się syn wyprowadził)
                    bilet m-czny + chemia + inne 300

                    znajdziesz pracę za 5.300/m-c ???

                    trudna sytuacja i decyzja ale jak dla mnie to sprzedaż mieszkania jest jedynym rozwiązaniem i trzeba to zrobić jak najszybciej. jeżeli coś ci zostanie to kombinować z kawalerką.

                    co do siostry: NAJZWYKLEJSZY PASOŻYT I LEŃ (sorry, że tak napisałem). najwyższy czas, żeby radziła sobie sama.
                    • madz_ik_k Re: Muszę się wygadać... 09.01.12, 12:31
                      Skoro kredyt opiewa na taką kwotę, to nawet bank powinien jakiś środek asekuracyjny - wyłączając sprzedaż mieszkania, przewidzieć w umowie??
                      • f.l.y Re: Muszę się wygadać... 09.01.12, 16:09
                        madz_ik_k napisała:

                        > Skoro kredyt opiewa na taką kwotę, to nawet bank powinien jakiś środek asekurac
                        > yjny - wyłączając sprzedaż mieszkania, przewidzieć w umowie??
                        ===
                        asekuracją jest tylko polisa na życie
                        bank nie ryzykuje, ma mieszkanie jakby co..
                    • f.l.y Re: Muszę się wygadać... 09.01.12, 16:11
                      chwalipieta napisał:

                      > kredyt 3.200
                      > opłaty stałe 1.000
                      > jedzenie 800 (gdyby się syn wyprowadził)
                      > bilet m-czny + chemia + inne 300
                      >
                      > znajdziesz pracę za 5.300/m-c ???
                      >
                      > trudna sytuacja i decyzja ale jak dla mnie to sprzedaż mieszkania jest jedynym
                      > rozwiązaniem i trzeba to zrobić jak najszybciej. jeżeli coś ci zostanie to komb
                      > inować z kawalerką.
                      =====

                      miałam lepiej płatną pracę to dawałam radę, teraz widzę, że pracy za takie pieniądze nie znajdę - dlatego sprzedaję to mieszkanie
                  • f.l.y Re: Muszę się wygadać... 09.01.12, 16:11
                    Zuzanno56 - dziękuję smile
                    • hugo43 Re: Muszę się wygadać... 09.01.12, 21:38
                      fly-ty jestes silna babka,do tego masz tak dobra energie w sobie!bardzo wierze,ze wyjdziesz na prosta!pozdrawiam!
                    • amandaas Re: Muszę się wygadać... 09.01.12, 23:20
                      Nie wiem czy padło to w wątku, bądź czy jest to jakaś wielka tajemnica, ale może mogę zapytać co to za mieszkanie, że aż taka wielka rata?? Gdzie/metraż/cena?
                      I (znow jeśli można) ile zarabiałaś i jak dobre perspektywy miałaś, że zdecydowałaś się wziąć kredyt z aż taką ratą?

                      Nie pytam żeby Cię dobijać czy coś, ale skoro już jesteś w dołku (z którego na pewno się wygrzebiesz!) to może możesz być radą i przestrogą dla innych.
                      • madz_ik_k Re: Muszę się wygadać... 09.01.12, 23:33
                        amandaas napisała:

                        > Nie wiem czy padło to w wątku, bądź czy jest to jakaś wielka tajemnica, ale moż
                        > e mogę zapytać co to za mieszkanie, że aż taka wielka rata?? Gdzie/metraż/cena?
                        > I (znow jeśli można) ile zarabiałaś i jak dobre perspektywy miałaś, że zdecydow
                        > ałaś się wziąć kredyt z aż taką ratą?
                        >
                        > Nie pytam żeby Cię dobijać czy coś, ale skoro już jesteś w dołku (z którego na
                        > pewno się wygrzebiesz!) to może możesz być radą i przestrogą dla innych.


                        Tez bym chciała znać odpowiedź na to pytanie.
                        • hugo43 Re: Muszę się wygadać... 09.01.12, 23:45
                          w warszawie,za 60m moi znajomi placa 2500pln raty.i to w peryferyjnej dzielnicy.
                      • f.l.y Re: Muszę się wygadać... 09.01.12, 23:46
                        wybaczcie mi, ale wygadać chciałam się na temat siostry...

                        nie chcę teraz przechodzić na temat mojego mieszkania, jego wielkości, wartości i wysokości moich ostatnich zarobków..

                        czy mogę być przestrogą dla innych? pewnie mogę.. mając w perspektywie dobrą pracę aż do emerytury nie wzięłam pod uwagę, że mogę ją stracić i nie znaleźć drugiej takiej..

                        każdy, kto bierze kredyt powinien liczyć się z taką sytuacją, ja się przeliczyłam, bo wierzyłam, że mnie to nie spotka o ironio losu...
                        • amandaas Re: Muszę się wygadać... 10.01.12, 08:57
                          Jasne, rozumiemsmile
                          Życze dobrych wyborów, konsekwencji i pod żadnym pozorem nietracenia wiary w siebie! smile
                        • madz_ik_k Re: Muszę się wygadać... 11.01.12, 00:07
                          f.l.y napisała:

                          > wybaczcie mi, ale wygadać chciałam się na temat siostry...
                          >
                          > nie chcę teraz przechodzić na temat mojego mieszkania, jego wielkości, wartości
                          > i wysokości moich ostatnich zarobków..
                          >
                          > czy mogę być przestrogą dla innych? pewnie mogę.. mając w perspektywie dobrą pr
                          > acę aż do emerytury nie wzięłam pod uwagę, że mogę ją stracić i nie znaleźć dru
                          > giej takiej..
                          >
                          > każdy, kto bierze kredyt powinien liczyć się z taką sytuacją, ja się przeliczył
                          > am, bo wierzyłam, że mnie to nie spotka o ironio losu...

                          Nie jest kolorowo, ale czasami warto dać poczytać o sobie innym. Czuje się lepiej po takich postach. To dla mnie trochę, jak gubienie wagi po ćwiczeniachsmile
                          • ardiss1 Re: Muszę się wygadać... 11.01.12, 08:52
                            madzik, weź się puknij w pusty czerep.
                            Fly przeżywa mega problemy, a ty piszesz, ze czytanie o nich to dla Ciebie jak gubienie wagi.
                            Nosz do ch..ja wafla! jak nie masz nic mądrego do powiedzenia to nie mów!
                            i tak jak już napisałam w innym Twoim wątku idź jeździć pociągiem w teleekspresie i ciagnij rzepę w Familiadzie, bo póki co Twoje wypowiedzi to jakiś jeden wielki idiotyzm.

                            Ależ mi ciśnienie podniosłaś no..
                            • madz_ik_k Re: Muszę się wygadać... 11.01.12, 11:22
                              ardiss1 napisała:

                              > madzik, weź się puknij w pusty czerep.
                              > Fly przeżywa mega problemy, a ty piszesz, ze czytanie o nich to dla Ciebie jak
                              > gubienie wagi.
                              > Nosz do ch..ja wafla! jak nie masz nic mądrego do powiedzenia to nie mów!
                              > i tak jak już napisałam w innym Twoim wątku idź jeździć pociągiem w teleekspres
                              > ie i ciagnij rzepę w Familiadzie, bo póki co Twoje wypowiedzi to jakiś jeden wi
                              > elki idiotyzm.
                              >
                              > Ależ mi ciśnienie podniosłaś no..



                              Daruj sobie naciągane komentarze i fale krytyki. Napisz kilka postów to zobaczymy jakaś mądra.
                          • ewagorak Re: Muszę się wygadać... 11.01.12, 11:34
                            madz_ik_k napisała:

                            > Nie jest kolorowo, ale czasami warto dać poczytać o sobie innym. Czuje się lepi
                            > ej po takich postach. To dla mnie trochę, jak gubienie wagi po ćwiczeniachsmile

                            Kpina z krzywdy ludzkiej cię rajcuje? Pięknie cię ojciec z matką wychowali...
                            • madz_ik_k Re: Muszę się wygadać... 11.01.12, 11:36
                              ewagorak napisała:

                              > madz_ik_k napisała:
                              >
                              > > Nie jest kolorowo, ale czasami warto dać poczytać o sobie innym. Czuje si
                              > ę lepi
                              > > ej po takich postach. To dla mnie trochę, jak gubienie wagi po ćwiczeniac
                              > hsmile
                              >
                              > Kpina z krzywdy ludzkiej cię rajcuje? Pięknie cię ojciec z matką wychowali...

                              A ciebie rajcuje? Gdzie byli twoi rodzice, gdy się chowałaś?
    • yoko0202 kobitko 10.01.12, 23:12
      z doświadczenia: olej totalnie i weź się za swoje sprawy
      ja z takiego pomagania osiągnęłam dół finansowy i dół rozpaczy - poza hipotecznym prawie 100 tyś długu, którego bym nie miała gdyby nie wampiry finansowe, którymi byłam kiedyś otoczona.
      wreszcie niedawno się wqrviłam, przestałam robić za matkę teresę, teraz haruję jak wół, chwytam się każdego zajęcia więc zarabiam ponadprzeciętnie, ale większość oddaję na długi i ledwo zipię, jakieś nowe ciuchy czy buty czy droższe wino czy fajne żarcie to ja oglądam przez szybę wystawową, z tym że wiem po co to robię - niedługo wyjdę z tego, a pomagać to będę biednym a nie leniwym.

      w totka raczej nie wygrasz, dorabiaj gdzie się da, i powoli ogarniaj swoje finanse, no i ogólnie cycki w góręsmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka