Mieszkamy z mężem w Niemczech. On pracuje w hurtowni, gdzie raz po raz
klienci zostawiają mu napiwki (nie zabierają reszty, choć czasem zdarzają się
tacy, co "extra" coś dodadzą). Te wszystkie pieniążki (mam taką nadzieję, że
wszystkie

mąż wrzuca do świnki, nota bene to ja ją kupiłam. W każdym razie
raz na jakiś czas ja opróżniamy i za te pieniążki idziemy gdzieś zaszaleć,
czy to jedziemy do wesołego miasteczka, czy też coś sobie kupujemy. W sumie z
oszczędzaniem to nie za wiele ma wspólnego (pieniążki idą później i tak na
totalne wydanie), ale sprawia nam frajdę to, że bez naciągania domowego
budżetu możemy sobie pozwolić na coś fajnego