Poniżej zestawienie moich wydatków miesięcznych.
Samodzielnie wychowuję nastoletnią córkę, więc liczę tylko na
siebie.
Mieszkam w stolicy, zarabiam nieźle, co miesiąc wyrabiam się z
wydatkami, trochę odkładam, ale czasami bardzo się martwię, co by
było gdyby...
Zaczynamy:
- kredyt hipoteczny 1600
- czynsz 550
- rachunki (prąd, tel. stacjonarny, tel. kom.) 450
- benzyna 200 + parking strzeżony 125 zł (z samochodu nie
zrezygnuję, oszczędzam dzięki temu mnóstwo czasu, który jest wart
więcej niż nawet 200 zł różnicy pomiędzy wydatkami a biletem
miesięcznym)
- czesne na uczelni 750 zł
- wydatki na córkę - 500 zł (nastolatka, taniej się nie da, co
miesiąc albo spodnie albo buty, obiady w szkole, komitet
rodzicielski, doładowanie telefonu, urodziny koleżanki, tygodniówka,
itd. itp.)
- zakupy spożywcze + chemia 1000 (nie jestem w stanie zrobić
tańszych zakupów niż ok. 250 tygodniowo, zwykle kupuję w markecie,
ale nie mam czasu żeby jeździć po mieście i sprawdzać co gdzie jest
taniej, więc biorę wszystko w jednym miejscu)
- papierosy (wiem, okropne to, ale trudno) 180
- siłownia/basen 300 ja + córka (akurat ze względów zdrowotnych z
tego zrezygnować absolutnie nie mogę)
- pies 200 (niestety, taniej nie chce wyjść, albo szczepienia, albo
zapalenie ucha, albo witaminy, albo nowa smycz, obroża, kaganiec itp
itd, a kochany jest więc się go nie pozbędę

- III filar (muszę mieć, obejmuje ubezpieczenie na życie, a to jest
niezbędne do kredytu hipotecznego) 200
no i wychodzi 6 tyś z górką
a weźcie pod uwagę, że nawet nie ujęłam ewentualnego wyjścia do
kina, kolacji, jakiejś pizzy, itp.; nowego ciuszka, szminki,
fryzjera, czy innych kobiecych przyjemności (nie to że cały czas,
ale choć raz od wielkiego dzwonu); uroczystości rodzinnych (u mnie w
rodzinie bliższej i dalszej co miesiąc coś jest, oszaleć można...);
dentysty/lekarza itp itd.
w zasadzie tysiąc wypadałoby na powyższe doliczyć.
czyli wychodzi 7 tyś.
no i tyle mniej więcej zarabiam.
na czym tu oszczędzać??? na jedzeniu raczej się nie da - dużo
pracuję, więc siłą rzeczy odpadają tanie a jednocześnie pracochłonne
dania (pierogi itp.); na córce?

trochę ciężko, i tak w porównaniu
z rówieśnikami wcale nie ma takiego eldorado, sama oszczędza kaskę z
tygodniówek żeby coś sobie kupić i za bardzo mnie nie doi, dobre
dziecko jest

; psa nie oddam, kredyt i rachunki muszę płacić,
samochód zostaje, nawet jak przestanę palić to jest to kropla w
morzu tak naprawdę ... w łeb sobie strzelić może?