bebiak
17.06.05, 01:30
Twoje życzenie wyrażone w wątku o Cykladach jest dla mnie rozkazem, drogi
Amigo, zwłaszcza, że aż Cię zatyka z powodu moich uścisków:-)
Tak kiedyś gdzieś tam napisałam sobie o wyspie Simi, dokąd wybrałam się z
Rodos ofkors:
Pojechali w czwórkę do portu Mandraki samochodem, który zostawili w porcie.
Kupili bilety na statek i płynęli wzdłuż tureckiego wybrzeża prawie dwie
godziny. Trzy statki wypłynęły z Mandraki o tej samej porze obierając kurs na
Simi, co ją nieco dziwiło. Wiał dość silny wiatr i pojawiły się spore fale.
Statek nie był wielkim promem stąd rejs do spokojnych nie należał.
Wpatrywała się w groźny granat swojego Egeo, ale kiedy statek mocniej się
przechylał była spokojna - wiedziała, że jej w Helladzie nic złego stać się
przecież nie może. Tym samym statkiem płynęła dość duża grupa młodych
Greczynek, które miały ze sobą magnetofon i na górnym pokładzie, ubrane
jedynie w kostiumy kąpielowe, wspaniale tańczyły bawiąc pozostałych. Czasami
nagradzano je oklaskami co sprawiało im wiele radości.
Wkrótce ujrzała niewielką wyspę Simi: z pokładu statku wyglądała na
kamienistą, prawie niezabudowaną i pozbawioną zieleni.
Upał był nieprawdopodobny, a ona miała wrażenie, że słońce świeci tu ze
zdwojoną siłą.
Statek wpływał do portu Panormitis a ona przyglądała się wiatrakowi
stojącemu samotnie po lewej stronie, wśród skał. Statek stał tu niecałą
godzinę stąd mogła pochodzić po okolicy choć cały ten port to kilka niedużych
budynków, kościół z dość wysoką wieżą i klasztor, do którego wejść nie mogła:
była w krótkich spodenkach.
Przyglądała się wodzie w zatoce: lekko falowała, była czyściutka, doskonale
było widać rosnące na dnie wodorosty czy inne morskie trawy. Nie znała się na
roślinkach stąd tak to określała. Dostrzegała na wodzie mnóstwo małych
gwiazdek - takie złudzenie powodowały promienie słońca. Tym co widzi była
zachwycona. Z radością zasiadła w ogródku kafejki nad brzegiem zatoki i
wypiła frappe. Wkrótce statek opuścił Panormitis kierując się do głównego
miasta wyspy.
Niesamowite wrażenie zrobiło na niej samo wpłynięcie do portu w stolicy.
Miasto Simi zbudowano w stylu weneckim – taka właśnie tu zabudowa, a cały
port otaczały góry oczywiście z wyłączeniem dość wąskiego wejścia do niego.
Na stokach gór wzniesiono budynki: wyglądało to zupełnie tak jakby jeden
wyrastał z drugiego, i tak coraz wyżej i wyżej. Co jakiś czas można było
dostrzec białe schody ciągnące się od dołu prawie do samego nieba,
umożliwiające wejście na wszystkie poziomy, na których posadowiono budynki.
Spacerowali dość długo po tym uroczym miasteczku, które jej kojarzyło się
bardziej z włoskim niż greckim: po jednej stronie mieli zatokę z wieloma
zacumowanymi tu łódkami a po lewej wzgórza z budynkami.
Czasami wbiegała po schodkach gdzieś tam na górę, żeby spojrzeć z wysokości
na zatokę a i z bliska obejrzeć jakiś budynek. Na samym dole stawała na
wprost schodków – czasami taki zupełnie prosty biały ciąg łączył się na
górze z błękitem nieba.
- Dobrze myślałam, że prowadzą do nieba - radowała się jej dusza.
Na straganach z zachwytem oglądała setki gąbek: niektóre miały tak wspaniałe
kształty, że trudno było uwierzyć, iż stworzyła je natura a ich piękno mogło
przyprawić o zawrót głowy. Od malutkich po bardzo duże – z pewnością każdy
mógł znaleźć tu taką gąbkę, która go zadowoli. Dotykała delikatnie niektórych
gąbek pytając oczywiście o zgodę – zupełnie tak jakby nie wierzyła, że
naprawdę są naturalne.
- Myślisz, że można tutaj taką gąbkę samego wyłowić? – zapytała Colina.
- Nie, moim zdaniem nie. Simi to wyspa poławiaczy gąbek – tłumaczył jej - i
ludzie tu z tego żyją stąd wypływają na połowy już w nocy a w okolicy portu
czy w tych miejscach gdzie jest w miarę płytko już dawno pewnie gąbek nie ma.
Zauważyła, że drugim bogactwem wysepki są przyprawy: ileż tego tutaj było!
Wokół zatoki stragany z gąbkami przeplatały się ze straganami z przyprawami.
Nie odczuwała tu najmniejszego powiewu wiatru i momentami miała wrażenie, że
się udusi: i z zachwytu i z powodu upału.
Zmęczeni wędrówką ale i szczęśliwi dotarli gdzieś tam na koniec miasta,
gdzie przy niewielkiej plaży zasiedli w kafejce: zimna frappe okazała się być
doskonałym sposobem walki z upałem.
- Na Simi ludzie mają wielki problem z wodą – opowiadał jej Colin – Tak
naprawdę nie ma tu wody i jej dowożona z Rodos. Hoteli z tego powodu też nie
ma tutaj wiele a i zabudowa wyspy tylko taka jak widzisz.
Kiedy opływali wyspę Simi wracając na Rodos Colin pokazał jej stojącą
samotnie wśród skał niewielką chałupkę. Przy brzegu morza dostrzegła małą
łódkę .
- Czy wiesz, że w tej chałupce nie ma nic co według nas potrzebne jest do
życia? Nawet elektryczności tu nie ma a mieszkają w niej ludzie. Tą małą
łódką po wodę pływają do głównego miasta a widziałaś, że to spora odległość.
Jedzą to, co złowią.
Zapomniała go zapytać co to za ludzie i dlaczego postanowili tak właśnie żyć
w zupełnej przecież izolacji od świata.
Stała na górnym pokładzie kiedy zbliżali się do wyspy Rodos: ich wyspa z tej
wysokości i z tego miejsca wyglądała wspaniale. Morze całymi pasami
przybierało różne kolory w zależności od odległości od brzegu a i z pewnością
od głębokości. Stojąc tak na górnym pokładzie mogła zupełnie z bliska
obejrzeć jelonki strzegące wejścia do portu Mandraki – znajdowała się prawie
na tej samej wysokości co one.
Nieustające pozdrowienia Amigo.
B.