Dodaj do ulubionych

Kithira - czy kogoś ta wyspa interesuje?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.03, 14:54
Chętnie napiszę o moich wrażeniach właśnie stamtąd
Obserwuj wątek
    • Gość: Alfisti Re: Kithira - czy kogoś ta wyspa interesuje? IP: *.adsl.hansenet.de 05.02.03, 02:55
      Gość portalu: Bebiak napisał(a):

      > Chętnie napiszę o moich wrażeniach właśnie stamtąd

      Do 1992 roku jezdzilem regularnie do Grecji. Teraz nie bylo mnie juz tam 10 lat
      i wydaje mi sie ze zbyt szybko tam znowu nie zawitam. Ale do rzeczy, podczas
      przeprawy z Githio do Kastelli na Krecie zupelnie spontanicznie zdecydowalem
      sie opuscic z samochodem prom (wtedy mozna bylo robic takie numery) i zjechalem
      na Antikithire (ten moj zamiar opuszczenia promu dojrzal po odbiciu promu z
      Kithiry) I tak chyba o 3 nad ranem a.D. 1988 zjechalem z promu ku zdziwieniu
      wszystkich wyspiarzy. Najstarsi znajacy jako tako angielski stwierdzili ze
      jestem pierwszym Polakiem ktory na ich wyspie wyladowal - uff pomyslalem
      przynajmiej gdzies bylem pierwszy. Spedzilem na wyspie trzy dni - do
      przyplyniecia nastepnego promu. Samochodem nie bylo oczywiscie gdzie jezdzic
      wiec to co sie dalo zaliczylem na autonogach. Na samej wyspie mieszkalo chyba
      nie wiecej jak 300 ludzi, za to ceny byly jak z innego stulecia (w Atenach
      jeden Gyros Pita na ulicy kosztowal wtedy 40 drachm, village salad w
      restauracji 80 drachm, rybka w Pireusie 300 drachm) a tu (na wyspie) szok nie
      do wiary w najprawdziwszej rybackiej tawernie objadlem sie jak nigdy (malo nie
      peklem) i zaplacilem tylko 200 drachm = 3 US$. Gdy o tym pomysle to wydaje mi
      sie to prawie niemozliwe. Wlasnie sobie przypomnialem ze grecka obsluga promow
      tak upychala samochody na promach, ze wiele razy musialem wsiadac i wysiadac
      przez okno. Ciekawy jestem czy dzis to sie cos pod tym wzgledem zmienilo ?
      Co do " promow " to czesto zdarzaly sie stare okrety desantowe LST (Landing
      Ship Tank) pamietajace jeszcze piaski Normandii. Bylem na wielu wyspach
      greckich i spotkalo mnie tam wiele ciekawych historii i zawsze spotykalem sie z
      zyczliwoscia wyspiarzy. Na Levkas zjechalem kiedys samochodem az nad sama plaze
      po lagodnym stoku w dol - oczywiscie samodzielnie nie moglem sie wydostac -
      wyciagnal mnie traktor (na pomoc drogowa z ELPA nie bylo co liczyc). Jak
      Bedziesz mial chwilke wolnego czasu to Skrobnij cos o Kithirze - na pewno jest
      o wiele ciekawsza od Antkithiry - na ktorej wyladowalem wlasciwie tylko przez
      przypadek. Zamierzalem tez udac sie na wyspe Castello Rizzo to niedaleko Turcji
      to tam gdzie sa domy na 15tys ludzi a mieszka niecale 0,5tys - no coz czasu nie
      starczylo. Gdybys przez przypadek juz kiedys odwiedzil ta ostatnia to tez
      bylbym wdzieczny za relacje i wrazenia. pozdrowienia Alfisti
      • Gość: Bebiak Re: Kithira - czy kogoś ta wyspa interesuje? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.03, 01:08
        Witam Cię serdecznie zazdroszcząc (pozytywnie) tego czego doświadczyłeś wówczas
        w Helladzie, jeszcze nie tak przeładowanej turystycznie. Ale bosko, że nadal
        można znaleźć podobne miejsca. Taka jest jeszcze Kithira. Zupełnie niepopularna
        wśród turystów a z rozmów z przesympatycznymi tambylcami wynika, że z
        cudzoziemców jedynie tzw. australijscy Grecy spędzają na tej wyspie wakacje.
        Byłam w drugim tygodniu września 2002 i wpadłam w pełen zachwyt, bo uwielbiam
        takie miejsca w Helladzie. Mieszkałam w zupełnie sielskiej wiosce Avlemonas
        gdzie życie toczy się jak wiele lat temu: rybacy rano wypływają w morze, 2-3
        kafeterie, tyleż tawern, gospodynie omiatają domostwa (cała wioska to kilka
        chałupek bardziej cykladzkich niż jońskich), rybacy wracają popołudniem,
        wrzucają ryby do tawerny a za chwilę je zajadasz z wielkim smakiem. Garstka
        starszych Greków okupuje oczywiście od rana kafeterie siedząc nad filiżanką
        iliniko i dyskutując zawzięcie. Młodsi pouciekali z takich wiosek. Tu się
        nikomu nie spieszy, i co ciekawe: mnie się też nie spieszyło - tak się
        poddałam atmosferze wyspy. Czy wiesz, że znajdującą się w Kaladi plażę Grecy
        uważają za jedną z ładniejszych w całej Helladzie? Widziałam ją z góry, potem
        zlazłam po 133 schodkach i przeszłam trzy takie niewielkie płachetki żwirowej
        plaży, płachetki oddzielone od siebie skałkami, pogapiłam się na skałki
        wystające tuż obok z morza, cisza, spokój, i raptem 6 osób delektujących się
        cudowną atmosferą tego miejsca (każdy w swoim kącie). Kilka osób spotkałam w
        Horze, ale tylko Greków, a najwięcej (no, paręnaście)w Kapsali. To popularne
        kąpielisko ok. 2 km od Hory, nad śliczną zatoką i górującym nad nią zamkiem
        Hory. Zawędrowałam do wioski Milopotamos bo gdzieś wyczytałam, że jest tam
        wodospad i bardzo chciałam go obejrzeć. Czy możesz sobie wyobrazić, że nie
        mogłam go znaleźć a nie było kogo zapytać, bo wioska zupełnie pusta? Chodząc po
        tej wiosce słyszałam tylko własne kroki i krople padającego deszczu, który mnie
        cieszył: wszak to grecki deszcz. Zachwycił mnie port w Diakofti - położony na
        maleńskiej wysepce połączonej z Kithirą groblą, co rewelacyjnie wygląda z góry,
        kiedy jedziesz już po wyspie. Grecy niewiarygodnie sympatyczni, choć trudno
        porozumiewać się inaczej niż po grecku, co oczywiście ma swój urok również.
        Wyspa tak w sumie mała, że możesz ją całą objechać nie spiesząc się wcale w
        ciagu jednego dnia a szczególne na niej miejsce to Paleohora: ruiny
        średniowiecznego miasta, na które (podobno) została rzucona klątwa i od
        złupienia tego miejsca przez jednego z tureckich najeźdźców - nikt już tam
        nigdy nie zamieszkał. Piękne miejsce otoczone wspaniałymi wąwozami, z ruinkami
        np. kościołów, gdzie można nawet dostrzec malowidła ścienne. Pobawiłam się tam
        trochę krzycząc nieźle, bo dawno nie miałam kontaktu z ... echem, a tam je
        właśnie spotkałam (żal straszny, że Grecja nie ma pieniędzy na dalsze badania
        tego terenu). Samochody na wyspie to rzadkość (myślę, że z autostopem byłby
        kłopot). Z przypływającego promu wychodzą najczęściej na czarno ubrane kobiety
        zmierzające do znajdującego się tu monastyru (dla tych kobiet to miejsce
        szalenie ważne a taka ich procesja robi dość dziwne wrażenie). Dla mnie
        szokujące było to, że na Kithirze jest lotnisko! Ono jest takie, że gdyby mi
        ktoś nie pokazał, że to właśnie ono to w życiu bym się nie domyśliła. Kithira
        leży tak blisko lądu, a jest wyspą zupełnie zapomnianą i nadal nieodkrytą.
        Cudownie tam wypoczęłam włócząc się po tych sennych wioskach, podglądając owce,
        i czując się trochę tak jakbym przeniosła się sporo lat wstecz. Pozdrowionka z
        nadzieją, że może i ja dotrę kiedyś na Andikithirę, która pewnie jeszcze
        bardziej zapomniana niż Kithira.
        • Gość: Alfisti Re: Kithira, Andikithira i nie tylko IP: *.adsl.hansenet.de 10.02.03, 22:53
          Gość portalu: Bebiak napisał(a):

          > może i ja dotrę kiedyś na Andikithirę, która pewnie jeszcze
          > bardziej zapomniana niż Kithira.

          Czesc !!! Oj tak zapomniana to ona (Andikithira) jest w 100 % z ta swoja jedyna
          wioseczka Potamos ktora jest rownoczesnie portem i stolica. Szkoda ze wtedy nie
          zdecydowalem sie na Kithire - ale kto wie moze kiedys. Masz fajny styl
          opisywania zjawisk i rzeczy ktore Widzialas lub Przezylas - w kazdym badz razie
          choc na krotko przenioslem sie tez tam. A tak wracajac jeszcze raz do 1988 to
          Kreta (ktora byla wowczas moim glownym celem) objawila sie jako dzika, piekna i
          przede wszystkim jeszcze niezadeptana pieknosc. Na zachodzie wyspy zdecydowalem
          sie na wedrowke przez wawoz Samaria w Gorach Lefka Ori(Park Narodowy) wsrod
          skal dochodzacych do 400m wysokosci - (20 kilometrow wedrowki w jedna strone)-
          goraco polecam (oj dalo mi to w kosc dalo) W Matali zastalem jeszcze ostatnich
          chyba autentycznych hipisow w oslawionych jaskiniach z widokiem nad morze. Po
          za tym do Matali juz zaczynala docierac "cywilizacja" prawie wszystkie hotele,
          tawerny i taksowki nalezaly juz do firmy zwacej sie " Three Brothers from
          Matala " Bardzo rozreklamowana byla wtedy palmowa plaza w Vai na wschodnim
          wybrzezu (legenda glosi iz kiedys ladujacy tu piraci spozywali daktyle a pestki
          gdziekolwiek powypluwali i w ten "naturalny" sposob powstala plaza palmowa w
          Vai). Oczywiscie w Vai bylo troszke zbyt duzo ludzikow wiec udalem sie dalej.
          Poprzez zupelne bezdroza (wowczas) udalem sie do Kato Zakros (15 km jazdy po
          wertepach z goniacym mnie jak cien czerwonym welonem kurzu ziemi kretenskiej)
          dotarlem do Kato Zakros - i zostalem wynagrodzony !!! Przede mna lezala piekna
          pusta zatoka z przezroczysta woda, szeroka piaszczysta plaza, okolo 10-oma
          domkami tubylcow i zupelnym brakiem jakichkolwiek turystow. Spedzilem tam
          niezapomniane 4 dni, a dzieki uprzejmosci tubylcow moglem sie rozbic gdzie
          chcialem i nawet wykorzystac ich prysznic. W drodze powrotnej na kontynent
          wybralem wariant promowy przez Thire/Santorini i Paros. Oczywiscie nie
          wytrzymalem i zjechalem z promu na Santorini. Otchlan morska miedzy Thira a
          Thirassia jest na prawde bardzo bardzo ciemna (very very dark deep) i nie
          sposob zeby nie udzielilo sie w czleku uczucie zupelnego respektu. Do malej
          przystani wszystkie promy (byl to chyba jakis zjazd promow - az cztery)
          przybijaly po wykonaniu dosyc skomplikowanego manewru rufa. Gdy ostatni prom
          odplynal w dal - wsiadlem do "zmotoryzowanego podwozia" i po dosyc stromej
          drodze wdrapalem sie na Thire/Santorini ktora, ku mojemu milemu zdziwieniu
          okazala sie dosyc zielona wyspa. Ufff... ale duzo napisalem. Zanim Cie zanudze
          na smierc koncze na razie i pozdrawiam. Jezeli interesowalyby Cie moje
          wspomnienia z jeszcze dzikiego wowczas Peloponezu, chyba do dzis jeszcze nie
          odkrytej Eubei, majowej Kerkyry/Korfu i dzikiego (nie zadeptanego wowczas
          jeszcze) Wybrzeza Jonskiego miedzy Parga a Sivota etc - to Daj prosze znac.
          Gdybys Miala troszke czasu to Skrobnij prosze cos niecos o Rodopach i Tracji -
          oczywiscie jezeli tam Dotarlas (moim ostatnim przystankiem w Grecji
          kontynantalnej na wschodzie byly klasztory w republice mnichow Athos) lub
          innych niezadeptanych i ciekawych miejscach. Oj jakie to straszne dzis zima
          znowu zaatakowala - a do wiosny jeszcze tak daleko. Pozdrowienia. Alfisti
          • Gość: Bebiak Tracja.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.03, 23:16
            Jasu, byłeś na Athos? Napisz, napisz mi koniecznie o swoich odczuciach: mnie
            jak zapewne wiesz - z racji płci - bycie na Athos nie grozi, niestety.
            Dotarłam w 1999 do Ouranopolis i stop - tyle mojego, że widziałam jak
            przypłynął prom z Athos z mnichami - nawet mi pomachali do kamery i tyle. No i
            jeszcze tyle, że jako wielki zbieracz pocztówek nabyłam tam ich sporo z
            klasztorami z Athos, bo inaczej ich przecież nie zobaczę. A, no i pogapiłam się
            na jeden z budynków w Ouranopolis, bo jeden z Greków wspomniał mi, że tak mniej
            więcej wygladają niektóre budynki na Athos. I napisz mi koniecznie jak Ci się
            będzie chciało o swoich wrażeniach z dzikiego bo dawnego Peloponezu. Ja
            zjeździłam południe we wrześniu 2002 (w tak zwanym między czasie popłynęłam
            właśnie na Kithirę) i byłam zachwycona tym co udalo mi się zobaczyć.
            A Tracja? Tracja to taki trochę odmienny od reszty region Grecji. Będąc w lipcu
            2002 na Thassos odwiedziłam wyspy: Limnos i Samothrake, i właśnie Trację.
            Jechałam busem z Keramoti do Xanthi, mając po lewo Rodopy (nie chodziłam po
            górach - można, ale trzeba mieć specjalną przepustkę, której uzyskanie z tego
            co wiem nie jest kłopotliwe). Już w tym busie czułam sie nieco inaczej niż
            zawsze: musiałam uważać na ludzi w rozumieniu filmowania, bo bardzo łatwo
            rozróżnić kto jest z Tracji, a to jakby inni Grecy. W sensie turystycznym to
            niezbyt ciekawy region, stąd i pewnie turystów tam prawie nie widać, ale ja
            musiałam tam się znaleźć. To region pełen kontrastów: jadąc przez miasteczka i
            wioski patrzyłam na zabudowania. Sporo w miarę nowych domów, w miarę
            przyzwoicie utrzymanych, a tuż obok takie chatki chylące się ku ziemi, ruinki
            nie do odbudowania. Jak gdzieś wyczytałam to chatki, które w latach 20-tych
            wznoszono szybciutko dla uchodźców i tak zostało. W tych chatkach nadal
            mieszkają ludzie. Spotykałam mnóstwo Muzułmanów (kiedy weszłam na dworzec KTEL-
            u w Xanthi dostrzegłam grupy kobiet ubranych w czarne czadory, z pozakrywanymi
            głowami, z tym, że twarze miały odłonięte). To z uwagi na mój respekt przed
            tym narodem bardzo mnie ograniczało, choćby w filmowaniu czy robieniu zdjęć.
            Ale spotkałam sporo sympatycznych tambylców, autentycznych Greków zbliżonych
            mentalnością do tych których najczęściej oglądamy, z tym, że odniosłam
            wrażenie, że jest ich mniej. To moje wrażenie. Przemierzałam równinne, dość
            monnotonne i co dużo mówić nudnawe tereny, gdzie czasami pojawiała się jakaś
            wioska - kilka domków z pomarańczowymi najczęściej dachami. W Xanthi
            zwiedziłam śliczną Starówkę, z takim troszkę innym budownictwem: pierwsze
            piętra domów są jakby szersze od parterów i podparte na jakichś balach. W
            różnym to stanie: niektóre odrestaurowane i śliczne, inne wymagające
            natychmiastowego remontu (bo potem może być za późno). Na niektórych murach
            dostrzegłam nawet jakieś malowidła czy ich pozostałości. Miałam wrażenie, że w
            tym mieście odbywa się jeden wielki remont: było straszliwie rozkopane. Zewsząd
            hałas niemiłosierny, jakieś wiertarki i inne urządzenia, mnóstwo betoniarek.
            Szok dla moich uszu (i oczu) po spędzeniu wielu już poprzednich dni na
            wyspach. Byłam również w Porto Lagos na południowym wybrzeżu Tracji (tam
            pobrodziłam po zatoce, a większość ludków tam obecnych oblepiała całe ciała
            takim błotkiem wyciągniętym z dna zatoki, co pewnie ma jakieś właściwości
            lecznicze. No i jeszcze Aleksandroupolis - duże miasto trackie już na samym
            wschodzie, z dość dużym i ruchliwym portem, z piękną nadmorską promenadą. Tu
            przypłynęłam wracając z wyprawy na Samothrake. W niedzielę wieczorem (nie wiem
            czy tak jest zawsze) ulice wzdłuż promenady były zamknięte dla pojazdów, i
            odbywała się tzw. volta. Mnóstwo straganów i tego typu rzeczy, a przede
            wwszystkim mnóstwo ludzi. Miałam wrażenie, że całe miasto przyszło właśnie
            tutaj, na tę promenadę. Doprawdy trudno było przejść wśród tych spacerujących
            całymi rodzinami. Słyszałam od mojego przyjaciela, Greka z Aten, że w latarni
            morskiej w tym mieście jest doskonała tawerna, ale ją ominęłam - miałam
            wrażenie, że ceny tam to cokolwiek nie dla mnie. Acha, i w Tracji kłopot z
            porozumiewaniem się. Znam trochę grecki i to mnie ratuje, ale tam nie spotkałam
            nikogo anglojęzycznego. Czasem tylko ktoś zapytał: "Kseris germanika?" (czy
            znasz niemiecki). Na moje pytanie co do angielskiego wciąż słyszałam "ochi"
            i "ochi". Naprawdę się cieszę się, że tam byłam; cieszę się, bo znów zobaczyłam
            coś zupełnie odmiennego w ukochanej mojej Helladzie. Pozdrowionka serdeczne i
            czekam na Twoje opowieści.
            • Gość: Alfisti Re: Peloponez IP: *.adsl.hansenet.de 09.04.03, 01:03
              Czesc !!!
              Sorry, ale jakos mnie tak strasznie "zwiosnilo" i coraz czesciej udaje sie z
              moim pajaczkiem w plener. Skusilem sie juz na pierwsze lody i lunch w tawernie
              pod otwartym niebem. Krokusy juz dawno zakwitly, wszedzie wszystko sie zieleni
              i wiatr atlantycki tez juz coraz czesciej przynosi z soba cieplo azorskie,
              ptaki wrocily, krzewy wielkanocne sie zazolcily a slonce dzis zaszlo dopiero po
              20 przez co jasno jest juz prawie do pol 9. Dlatego tez spedzam coraz mniej
              czasu w sieci - szkoda tego piekna i nie chcialbym zeby mi cokolwiek umknelo.
              Teraz do rzeczy - Peloponez

              Gdy bylem tam pierwszy raz (1986) nie bylo jeszcze autostrady z Koryntu do
              Tripoli w centrum polwyspu - istniala tylko waska kreta gorska droga.
              Korynt ze swoimi kolumnami jest szczegolnie piekny przy zachodzie slonca,
              imponujace wrazenie zrobil na mnie takze most i widok z niego na kanal
              koryncki. W starozytnych Mikenach nie ma niestety juz zbyt wiele do ogladania,
              za to w niedalekim Tirynsie ciekawosc moja zostala zaspokojona.
              W Argos w takiej bocznej uliczce od rynku jadlem suvlaki jakich jeszcze nigdy i
              nigdy pozniej juz nie jadlem (o rany ... ten zapach wegla drzewnego jeszcze
              unosi sie w moich nozdrzach)
              Pierwsza nowozytna stolica Grecji (po uwolnieniu sie z jarzma Imperium
              Osmanskiego) to urocze miasteczko Navplio - z mala wysepka w zatoce i
              dominujaca nad miastem twierdza - zamkiem. Bardzo chcialem zobaczyc ta twierdze
              wieczorem - niestety otwarte bylo tylko do 18. Trzeba sie bylo tam wspiac po
              bardzo, bardzo licznych schodach do gory. Gdy dotarlem tam (na gore) z moja
              partnerka podrozy i okazalo sie, ze jest zamkniete - nie bylem w stanie ukryc
              mojego rozczarowania. I Wyobraz sobie, ze nie umknelo to uwadze dozorcy /
              straznika - i ... oczywiscie wpuscil nas - dlugo lazilismy po tych murach i
              podziwialismy zachod slonca.
              Sparta - tu niestety nic juz nie ma ze wspanialej niegdys przeszlosci. Ale za
              to pobliska "bizantyjska" Mistra to prawdziwa bomba !!! To kompletnie zachowane
              miasteczko bizantyjskie z originalnymi domkami i kosciolkami - na prawde mozna
              spacerowac tam godzinami - cale szczescie, ze jest juz pod ochrona. Niesamowite
              wrazenie wywarla na mnie takze polozona na poludniowym wschodzie Monemwasia z
              kretymi i waziutkimi uliczkami - do tego jeszcze ten fantastyczny widok na
              morze (porownywalny chyba tylko do tego w Bonifacio na Korsyce i do tego z
              mojego dawnego gdanskiego okna) Jadac dalej w kierunku Kalamaty bylo coraz
              bardziej widac pozostalosci po straszliwym trzesieniu ziemi, ktore wtedy
              nawiedzilo Kalamate i poludniowy Peloponez - popekane drogi, zwalone domy,
              mosty i drzewa. Wszedzie wojskowe namioty takze w Kalamacie (ok. 50tys
              mieszkancow) ktora wydawala mi sie wtedy miastem namiotow. Turystow tu raczej
              wtedy nie mozna bylo znalezc (ograniczali sie do trasy klasycznej + ewentualnie
              Olimpii) Plaza nad Zatoka Messenska byla oczawiscie fantastyczna i pusta bez
              zadnych turystow hotelowych. O Olimpiie nie bede pislal - to juz wlasciwie
              standard. Jako cos bardzo fajnego okazala sie takze podroz stara ciuchcia
              zebata z Diakofto do Kalawrity (jezeli to cudenko jeszcze jezdzi - to
              koniecznie polecam / porownywalne chyba tylko do przedpotopowych tramwaji w
              Lizbonie)
              Gorzysty, wypalony Peloponez na pewno nie jest zbyt laskawy dla swoich
              mieszkancow - jednak mieszkancy byli bardzo zyczliwi.
              W nastepnych latach gdy odwiedzalem Peloponez zauwazalem ciagle zwiekszajacy
              sie wplyw "Unifikacji Europejskiej" i wzrost "zdobyczy" cywilizacyjnych a
              szczegolnie postepy w budowie autostrad i drog szybkiego ruchu - poprzez co
              oczywiscie takze rozwoj masowej i tzw. zorganizowanej turystyki. Ale napewno
              miejsca takie jak Navplio, Monemwasia i Kalavrita utrzymaly i utrzymaja swoj
              urok.

              No nic ide spac - jutro / dzis tez jest przeciez dzien. Wieczorem skrobne cos o
              Sythonii, Athosie i Eubeii


              pozdrowienia



              Alfisti


              Brescia - Roma - Brescia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka