ansur
12.10.07, 17:38
Dworzec w Murcji niczym się nie różni od licznych dworców w Hiszpanii.
Czerwona cegła, a na zewnątrz zupełnie zwykłe miasto. Trudno powiedzieć
zresztą czy to już Murcja, bo do centrum daleko i ta część miasta jest
nazywana przez mieszkańców El Carmen (to od patronki kościoła zbudowanego za
rzeką Segurą, przez którą mosty przerzucono całkiem niedawno) lub El Barrio,
czyli dzielnicą. Do tej właściwej Murcji trzeba się jeszcze kawałek
przespacerować.
Dlatego o wiele lepiej do miasta docierać autobusem. Wychodząc ze stacji
autobusowej, szczególnie rano, można wpaść do stojącego naprzeciwko krytego
targowiska i kupić słodkie pomarańcze, winogrona i dojrzałe brzoskwinie z
miękką skórką. I obejrzeć te wszystkie rodzaje mięs, ryb, serów, warzyw i
oliwek. Bo na zakupy na razie nie ma czasu. W niedziele nieopodal odbywa się
pchli targ, do centrum jest zupełnie blisko, a dwie przecznice dalej jest
muezum sławnego rzeźbiarza z Murcji - Francisco Salzillo.
Ale zacznijmy już zwiedzać. Może najpierw pójdźmy na plac przed ratuszem?
Stamtąd widać Puente Viejo, Stary Most i można zajrzeć do rzeki. Dosłownie, bo
jej głębokość pozwala na podglądanie dna. Warto też przejść się Puente de
Manterola i pokarmić czekające na dole kaczki. I spojrzeć na ruiny arabskich
murów.
Teraz czas na Gran Vía – główną ulicę i spacer w stronę El Corte Inglés,
wielkiego supermarketu. Z boku jest małe targowisko, na którym można kupić
marokańskie bębny, ubrania, torby i wszystko czego dusza zapragnie. Ale czas
już, żeby przejść na drugą stronę. Tamtędy dojdziemy do Tontódromo, czyli
„wybiegu dla głupków”. Tę sympatyczną nazwę nadali mieszkańcy szerokiej aleji,
gdzie znajdują się kawiarenki, lodziarnie, a od czasu do czasu odbywają się
targi książki, nowych technologii, rękodzieła. Aleją dochodzimy do Placu Santo
Domingo. Z kilkusetletnim fikusem, którego nasiona, jak głosi legenda,
przywiózł z jednej ze swoich wypraw sam Kolumb.
Teraz mamy do wyboru – skręcić w lewo i obejrzeć Uniwersytet, stadion
piłkarski i arenę do walk z bykami (Plaza de Toros), albo w prawo i pójść na
Plaza Romea – placu z teartem, a następnie dojść do starych arabskich uliczek.
Ja wybieram drugą opcję. Na Platería i Trapería, kiedy Murcja należała do
Maurów odbywały się targi. Teraz są najdroższymi ulicami w mieście z pięknymi
kamienicami i Casino – ekskluzywnym klubem dla panów z XIXw. otwartym dla
zwiedzających.
No dobrze. Chyba już jesteśmy gotowi na najważniejsze. Przed nami Plac
Kardynała Belluga i fasada katedry. Osobiście polecam podejść tam od strony
zachodniej, żeby wchodząc na plac zobaczyć właśnie TEN widok. Ilekroć tam się
nie znalazłam, zapierał mi dech w piersiach. Zdacydowanie, zwiedzając Murcję
należy go sobie zostawić na deser. Bo później już nic nie wydaje się w tym
mieście piękne. Ani wnętrze katedry, ani urokliwe parki z palmami, ani nawet
procesje wielkanocne.
Owszem, te ostatnie mogłyby jeszcze wejść do konkurencji. Ogromne skrzynie z
ciężkimi rzeźbami Salzillo przedstawiającymi sceny z życia Chrystusa i
wizerunki Najświętszej Panienki niesione są przez nazarenos – ludzi ubranych w
szpiczaste kaptury i powłóczyste szaty. I specjalne obuwie. Przez cały Wielki
Tydzień (Semana Santa) procesje przechodzą po całym mieście skupiając rzesze
mieszkańców i turystów. Wszyscy mają nadzieję na dobrą zabawę, a dzieci na
słodycze, które nazarenos rzucają w tłum.
Murcję najlepiej odwiedzać na wiosnę. Właśnie podczas Wielkanocy i świąt
wiosennych (Fiestas de Primavera) obchodzonych hucznie przez dwa tygodnie.
Kiedy to restauracje wychodzą wraz ze wszystkimi mieszkańcami na zewnątrz, do
parków i bawią się nocami jedząc i pijąc pod namiotami lub pod gołym niebem.
Kiedy w dzień słońce jeszcze tak nie przypieka, a noce swoją temperaturą
pozwalają już na zabawę do białego rana.