Gość: Agnieszka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
10.01.05, 23:30
no i co? a tak sie balam nie wiadomo czego.moja wizyta w ambasadzie dzisiaj
rano wygladala tak:
o godzinie 8:15 dotarlam pod ambasade. 5 min pozniej oddalam do depozytu
komorke i w droge. Bardzo mily pan sprawdzil moj wniosek po czym dostalam
karteczke z numerkiem A046 i w drogę. czekalam okolo 30 min po czym moj
numerek zaswiecil sie w okienku nr.1 podeszłam do okienka, oddalam odciski
dwoch paluszkow. Rozmowa z pnem konsulem byla lekka latwa i przyjemna. na
dzien dobry zapytał sie mnie czy znam język angielski, na co ja odpowiedzialam
że tak i od tej pory rozmawialismy po angielsku. Pan sie zapytał czy juz
kiedys bylam w USA, jak dlugo i po co, co studjuje i na ktorym jestam roku, co
zamierzam robic po studiach, do kogo chce jechac i skad znam ta osobe, a
oprocz tego gdzie podrozowalam po europie. rozmowa byla bardzo mila i
sympatyczna, pan usmiechniety. zapytal sie na ile chce jechac. powiedzialam
zen na 3 tygodnie a w paznierniku na 2. pan sie usmiechnal i powiedzial zebym
uwazala na dzjecie w paszporcie bo mam stary i moze sie odkleic a wtedy moge
miec problem na granicy. I zebym walasnie no to uwazala bo paszport mam krocej
wazny niz wiza.
pan konsul mial przed soba tylko i wylacznie moj wniosek i paszport. nie
poprosil o zadne inne dokumeny( nawet indeks!!nic) a ja sie nie wyrywalam. nie
zapytal sie kto mi za to zaplaci ani czy mam na to pieniadze, o zaproszeniu
nawet nie wspomnial. tylko i wylacznie na podstawie wniosku dostalam wize na
10 lat... tylko sie usmiechalam od ucha do ucha.
pozdrawiam