Dodaj do ulubionych

straciłam dziecko...

11.06.04, 17:07
W lutym, po 40 dniach życia zmarła moja córeczka, Weronika. Urodziła się z
wadą serca, wadą przepony, przepukliną pępkową. Przez pierwszy okres, jakieś
dwa miesiące, żyłam jak za szybą, zdawałam sobie sprawę z tego, co się stało,
ale ten fakt był jakby "obok" mnie. Teraz jest coraz gorzej-mimo upływu czasu
boli coraz bardziej. Wszystko mi się przypomina-cierpienie mojej bezbronnej
córeczki, noc kiedy umarła...Byliśmy przy Niej do końca-nie chciałam, żeby
była sama, ale te obrazy wracają nie dając mi spokoju...Nie umiem się od nich
chwilami uwolnić, czuję się odpowiedzialna za to, co się stało, tym bardziej,
że jestem lekarzem...Nie umiałam zapobiec, nie umiałam Jej uratować. Ciągle
myślę o tym, gdzie może być teraz, czy się nie boi, czy nie cierpi, że
powinnam być przy Niej...Zwątpiłam po tym wszystkim w dobrą wolę Boga-tak
bardzo Go prosiłam...Coraz bardziej się też boję, że sytuacja się powtórzy-bo
czemu nie? Badania genetyczne były prawidłowe, ale skoro stało się tak raz,
może stać się i drugi...Mam już w tej chwili 34 lata, planujemy ciążę, ale we
mnie jest coraz więcej, nie coraz mniej lęku.
Jest mi tym bardziej ciężko, że otoczenieprzyjaciele, znajomi, koledzy w
pracy zareagowali w sposób, którego się nie spodziewałam. W pracy na 30 osób
na oddziale 4 zdobyły się na powiedzenie "współczuję" czy "przykro mi".
Pozostali przemilczeli wszystko.Mi samej trudno w to uwierzyć, ale ludzie, co
najmniej 4-5 osób, które uważałam za przyjaciół milczą-od śmierci Weroniki
nie wykonali nawet telefonu...Została mi jedna przyjaciółka, która potrafiła
przyjechać z zagranicy, po to, aby nas wesprzec, ale Ona jest daleko. Ludzie
się boją, unikają mnie lub jakichkolwiek rozmów na temat Weroniki, mojego
samopoczucia itp. To boli, że jest im to tak dalece obojętne. Nie potrafię
tego zrozumieć. Proszę o odpowiedź, jeśli ktoś z Was doświadczył czegoś
podobnego-potrzbuję kontaktu, nie mogę udawać, że nic się nie stało, bo moja
rzeczywistość jest taka, a nie inna...
Obserwuj wątek
    • maretina Re: straciłam dziecko... 11.06.04, 17:18
      marciu.
      nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazic co czujecie z mezem!sad((
      ja stracilam dwie wczesne ciaze i jest to dla mnie trauma na cale zycie, staram
      sie teraz o kolejna ciaze i domyslam sie jak bardzo sie boisz.
      nic nie musi sie powtorzyc, strach jest irracjonalny, nie daj mu sie! nie masz
      zadnego obciazenia, zatem nie pisz w wyobrazni czarnych scenariuszy. ja gleboko
      wierze, ze tym razem wszystko przebiegnie tak jak sobie zyczycie: urodzi sie
      zdrowy bobas.
      co do reakcji ludzi, to nie gniewaj sie na nich. ludzie nie wiedza jak sie
      zachowac w takiej sytuacji, co powiedziec - dlatego sa zdystansowani, ale wierz
      mi, na pewno Ci wspolczuja, na pewno domyslaja sie, ze przezyliscie tragedie.
      dla mnie zero reakcji w pracy po poronieniu to byl balsam na dusze. dziekuje
      wspolpracownikom za takt i dyskrecje.
      jesli milcza przyjaciele od lutego, to przykro mi, ale zachowuja sie bardzo
      brzydko. tym niemniej nie zawracaj sobie glowy nimi! skup sie na milosci do
      meza, na rodzinie, na planowaniu ciazy. to sa priorytety najistotniejsze.
      przyjaciol prawdziwych poznasz jeszcze, zobaczysz!
      sciskam mocno i mysle, ze bedzie dobrze, uwierz w to, to nic nie kosztuje.
      ps. a Twoje dzieciatko jest w niebie i na pewno jest tam szczesliwe. wiem, ze
      masz powody na gniew do Boga, ale nie daj sie temu uczuciu, bo ono zniszczy Cie
      od srodka. zaufaj Bogu - ja tez tego sie ciagle ucze, ale wiem , ze On nas
      bardzo kocha. naprawde.
      marta
    • bajkare Re: straciłam dziecko... 11.06.04, 19:05
      Droga Marciam13
      Nie napiszę, że wiem co czujesz, bo nie mam o tym bladego pojęcia.
      Mogę sobie tylko próbować wyobrazić.
      Ja też straciłam jedną ciążę, ale to był sam początek (7 tc - ciąża
      pozamaciczna) i przeżyłam to bardzo cięzko, ba ... dalej to przeżywam.
      Ale tego nie da się porównać, z tym co Ty przeżyłaś.
      W każdym razie bardzo Ci współczuję i łączę się z Tobą w bólu i cierpieniu.
      Chcę Ci powiedzieć, że nie masz prawa siebie obwiniać za to co sie stało.
      To absolutnie nie jest ani Twoja, ani niczyja wina !!! Po prostu tak musiało
      być. Wiem, że to okrutne słowa, ale wydaje mi się, że lepiej w to uwierzyć
      aniżeli toczyć ciągłą wyniszczjącą Cię walkę i co najgorsze prowadzącą do nikąd.
      Twojej córeczce na pewno jest dobrze, jest w innym, lepszym świecie,
      pozbawionych chorób, bóli, lęków, cierpienia. Wraz z nią jest sporo innych
      większych i mniejszych dzieciatek, którymi doskonale opiekują się Aniołowie.
      Co do powtórzenia sie sytuacji, to ona się nie powtórzy, bo nie ma prawa !!!
      Musisz w to uwierzyć i starać się o swoje Dzieciątko.
      Wiesz, mi po operacji bardzo pomógł mąż, który wymyslił coś takiego, że nasze
      dzieciątko zostało już poczęte i ono jest z nami cały czas - nie umarło, nie
      odeszło, nie przestało istnieć. Teraz tylko musimy się pozbierać i ponownie
      zajść w ciążę, żeby sprowadzić je z powrotem do nas. Nie wiem, czy ma to
      jakikolwiek sens, ale przyjęłam to do wiadomości i mi to pomogło.
      Teraz jestem znowu w ciąży (w niedzielę zacznę 7 tc) i choć umieram ze strachu,
      staram się sobie wręcz wmawiać, że tym razem będzie już dobrze.
      Pomimo tego, że ciąża jest zagrożona i znowu są problemy.
      Co do przyjaciół, znajomych, kolegów z pracy, ja nie będę tak wyrozumiała jak
      moja przedmówczyni i powiem, że moim zdaniem, powinni jednak zdobyć się na choć
      kilka ciepłych słów. Udawanie, że nic się nie stało, moim zdaniem, nie
      najlepiej o nich świadczy. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
      Zweryfikuj po prostu listę swoich znajomych, przyjaciół, kolegów i "wykreśl"
      niektóre nazwiska, bo prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a reszta
      niech żyje swoim życiem i dalej udaje, że nic się nie stało.
      Jeżeli tylko będziesz miała ochotę porozmawiać, to ja zawsze Cię wysłucham i
      postaram się podeprzeć dobrym słowem, z resztą nie tylko ja, tu jest cała masa
      fantastycznych dziewczyn. Więc jeśli tylko będziesz miała ochotę to z siebie
      wyrzucić, to pisz, pisz, pisz. To pomaga.
      Będę się modlić za Twoją córeczką i za Was, żebyście jak najszybciej odzyskali
      równowagę i spokój ducha oraz siłę do dalszej walki.
      Będę mocno trzymać kciuki i wierzyć, że uda się i Tobie i mnie i innym.
      Pozdrawiam najserdeczniej jak tylko można, przesyłam moc pozytywnych fluidków
    • ma_juli Re: straciłam dziecko... 12.06.04, 00:24
      Droga Marciu...
      dla swojego Dzieciatka nie bylas lekarzem tylko Matka. Moglas ja tylko kochac,
      nic wiecej. Ale czy to malo? Cala reszta niezalezna od Ciebie. Mysle, ze
      kochalas ja jak tylko bylas w stanie najmocniej... Nic sobie nie zarzucaj. Ona
      jest Aniolkiem, czuwa nad Wami. Pan Bog doswiadcza Was, nie Ją, Ona ma dobrze -
      w to wierze.
      To straszny dramat, ogromne cierpienie.
      Wierze, ze nadejdzie dzien, w ktorym spelnia sie Twoje marzenia. Poczekaj....
      A co do przyjaciol... Nie miej do nich zalu. Ten dramat ich przerosl, pozorowana
      obojetnosc, ktora pewnie w ich ocenie, ma Ci pomoc. Bardzo trudno poradzic sobie
      z czyimis emocjami, zwlaszcza gdy sa nam zupelnie obce. Wiem, ze oczekiwalas
      czego innego, ale nie zbieraj w sobie zalu. Teraz caly swiat wydaje Ci sie zly,
      ale zapewniam Cie, ze to minie. To, co przezywasz jest jak najbardziej naturalne
      w Twojej sytuacji, nie boj sie tych uczuc, maja prawo sie pojawiac. Normalna
      jest zlosc i lek, zal i gniew. Wracaja uczucia, obrazy, mysli, a moze one
      djeszcze nigdzie nie odeszly, moze dopiero zaczynasz sie z nimi konfrontowac?
      Pozwol sobie na to... Rozmawiaj duzo o tym, co czujesz co przezywasz, moze z
      mezem? Musicie przezyc wszystkie etapy zaloby, zeby moc z niej wyjsc. Tu niczego
      nie da sie przeszkoczyc ani przyspieszyc.
      Zawsze tez mozesz spotkac sie z jakims doswiadczonym psychologiem.
      Przytulam Cie serdecznie...

      adaZ
    • anuteczek Re: straciłam dziecko... 12.06.04, 09:30
      Kochana,
      Rozumiem Twój żal, bunt i złość. Moja Malutka jest już w niebie. Wiem, że teraz
      zabrzmi to dla Ciebie dziwnie i niewiarygodnie, ale uwierz mi wspomnienia o
      Weronice przestaną kiedyś boleć. Ostatnie chwile z nią spędzone bedziesz
      wspominać bez rozdzierającego bólu. Potrzeba na to czasu. Teraz jest czas
      żałoby, którą trzeba przeżyć od początku do końca. Mogę Ci powiedzieć, że każdy
      kolejny etap będzie mniej bolesny. W końcu miejsce tego okropnego bólu zajmie
      tęsknota i ogromna miłość.
      Wiem, że jako lekarz masz większą świadomość ewentualnych powikłań. Z drugiej
      strony masz dostęp do badań, leków, wiesz jak najlepiej się przygotować do
      ciąży. Przecież wiesz, że statystyczniejest małoprawdopodobne, żeby taka
      przypadkowa (bo badania genetyczne macie ok) choroba powtórzyła się.
      Pamiętaj, że dla swojej córeczki byłaś i jesteś przede wszystkim mamą. Nie
      lekarzem. Przecież wiesz, że nie można było nic więcej dla niej zrobić, bo byś
      to zrobiła, prawda?
      Przyjaciele - Ten prawdziwy został, a reszta niegodna jest maiana przyjaciela.
      Ludzie nie wiedzą jak reagować na takie tragedie, nie wiedzą co zrobić, co
      powiedzieć, jak się zachować aby nie zranić, nie urazić.
      Kochana, nie wiem czy wiesz, ale jest w necie zakątek dla rodziców , którzy
      przeżyli stratę dziecka - forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16556
      Znajdziesz tam zrozumienie, pomoc i wsparcie. Gorąco Cię i tam zapraszam.
      przytulam bardzo mocno
      andzia
    • lakasha Re: straciłam dziecko... 13.06.04, 16:37
      Ja także straciłam dziecko ale w 21 tyg. ciązy (niedopatrzenie lekarskie) jak
      jechałam do niego bo czułam że coś nie tak , czułam jak sie ruszało , jak mnie
      kopało ....i nagle trudna prawda...tragiczna!!!!....a byłam tydz. wcześniej u
      tego lekarza twierdził że wszystko OK....a jak by zayuwazył to bym miała
      Kasię.....mój obecny lekarz zasugerował delikatnie abym poszła z tym do
      adwokata...ale ja nie miałam sił..moja córcia lezy w małej trumience koło mojej
      ukochanej babci i dziadzia - teraz mija rok (poczatek czerwca).....i starania o
      2 dziecko.....jak na razie chyba nie jestem....
      Moglabym Ci mówić wiele rzeczy , wiele słów pocieszenia ale pomyśl sobie jedno
      Twoja Weroniczka jest tam gdzie ludzie tańczą wsród chmór a Aniołki podają
      dzieciom najpyszniejsze lody na świecie i tulą je w ramionach ....gdzie zawsze
      jest słońce nie ma płaczu , a Twoja córcia czeka na Ciebie tam ...tylko jeszcze
      nie teraz , jeszcze musisz dać jej rodzeństwo wychować je , czekać na
      wnuki ...a Twoje przyszłe dzieci będa miały najlepszego Anioła stróza - bo
      przecież to będzie ich siostrzyczka.
      Wiem ze trudno jest po takiej tragedii uwoerzyć w Boga , jego dobro , ale
      pomyśl tak ....On skierował Twoją córcię do lepszego swiata, była mu tam
      potrzebna...a Twoje cierpienie będzie wynagrodzone ...trzeba tylko wierzyć i
      ufać w dobre zakończenie,wiem że trudno bardzo , ale trzeba i już!
      Pozdrawiam bardzo serdecznie - Asia.
    • aleksandra3 Re: straciłam dziecko... 13.06.04, 19:20
      Droga Maricu!

      NIe ma słów pocieszenia odpowiednich na tą okoliczność. Dlatego więc nie będę
      mówić, zapomnijsz, poczekaj - a wszystko zblednie, bo choć to prawda - teraz i
      tak w to nie uwierzysz i tylko wzrośnie Twój ból. Gdybym była blisko Ciebie,
      mocno, mocno bym Cię uścisnęła...

      Moim Rodzicom zmarła dwutygodniowa córeczka. Miała bardzo poważną wadę serca.
      Tylko drobnym problemem był rozszczep wagri - to dałoby się przecież
      chirurgicznie naprawić... I wiesz jaka była reakcja najbliższych ludzi
      otaczających moich rodziców? NIe milczeli, bynajmniej nie milczeli!!! Mówili -
      urodziła ... potworka! Zauważ jak środowisko podzieliło role -
      znalazło "winnego" i tym "winnym" była moja mama!

      Dlatego ja zawsze będę stać na stanowisku, że lepiej jest, gdy ludzie, którzy
      nie mają nic mądrego do powiedzenia - lepiej milczą i oszczędzą bólu innym!!!
      może dlatego Bóg zamknął im usta...
      Na pocieszenie dodam, że kojena ciąża mojej mamy - już nie najmłodszej wtedy -
      pełna obaw o zdrowie dziecka - zakończyła się pomyślnie - urodziłam się ja.
      Jeszcze raz mocno przytulam i pozdrawiam
      aleksandra
      • bei Kochana Mamusiu..... 15.06.04, 11:58
        Twój Aniołek- Weronisia- czuje Twoją bliskosc...Twoją opiekę....czuje Twój
        smutek........
        Odrobiną rozumiem- milczenie Twoich znajomych- POGUBILI SIĘ...niekiedy nie
        wiemy- co powiedzieć osobie, która przezywa TRAGEDIE...
        Pamiętam...gdy mi odeszła bliska osoba- tragedia nieporównywalna do Twojej bo
        niby naturalne jest że to dziecko ma chowac rodzica- a nie
        odwrotnie......niektórzy myśleli,że będę poczynała za ciekawosć- pytania...czy
        rozmowy o tej tragedii...
        pamiętam jak dorabialam sobie w przychodnii na rejestracji...mała wiejska
        przychodnia...zmarł śmiecią łóżeczkową 3 miesieczny chlopczyk- przyszła jego
        mama....zapanowała cisza.....zaczęłam rozmawiac z nią...o jej
        synku.....opowiadała...płakala....chciala- by rozmawiano z nią...a nie uciekano
        w milczenie........
        Mojej koleżance zginął w wypadku synek- podeszłam po pogrzebie...i
        plakalam...nie wiedziała- co ja mogę jej powiedziec...jak jej mogę
        pomóc....boimy się..że gdy zaproponujemy pomoc- to okazemy sie intruzami....
        Jestem teraz w ciaży...mam dwóch synów.......rozumiem Twój ból....ale nie
        wiem....jak mogę Ci pomóc...
        Twoja Weroniczka już nie cierpi...nie ma za złe, że jest tam....bo to nie Ty
        zawiniłas...i nie ma niczyjej winy...że stało się tak...
        Weroniczka jest nadal Twoją najkochansza córeczką....Aniołkiem...który teraz
        będzie Ci pomagał...zawsze możesz kierowac do niej myśli....
        Czytam Twój post kolejny raz......byłam przerażona po pierwszym czytaniu....za
        każdym razem boli mnie...gdy dociera do mnie jaka tragedie przeżywasz...jestem
        z Tobą w tym bólu....
        Jestes dzielna....
        dla dobrej pamięci o Weronisi będziesz dzielna nadal......kiedyś dzieciom
        powiesz o ich malutkiej siostrzyczce.....
        Powiesz im...jak bardzo Ci było ciężko...jak bardzo ją kochasz.....nauczysz je
        swojej miłości...ja w to wierzę!!!
        • astria1 Dziewczyny jestescie wspaniałe.. 15.06.04, 22:17

          piszę to czytając co wszystko piszecie i jak pocieszacie Marciam - gdyby
          istniało forum 11 lat temu wszystko łatwiej pewnie bym przezyła. Moj syn
          Mikołaj odszedł własciwie na moich własnych rękach - mógł żyć to było tylko
          niedopatrzenie lekarzy... był malutki miał tylko dwa dni i był tak strasznie
          podobny do starszego syna. Nikt ze mną nie chciał o tym strasznym bólu
          rozmawiać a ksiadz w maju jak żegnali Mikołaja nawet niechciał podejśc do
          grobu bo stwierdził ze przeciez 1 listopad wszystko załatwi... straszne to było
          wtedy dla mnie ale teraz juz wiem ze Mikołajowi tam u góry jest wspaniale i
          cudownie i ze czeka na nas.. ale Marciam ....poczekaj...poczekaj jeszcze trochę
          a będzie jeszcze lepiej.. zobaczysz to prawda ze czas goi rany - bylas dla
          Weroniki wspaniałą Mamusia i zrobiłas naprawdę dla niej wszystko co Ona
          potrzebowała... a znajomi tez tak odczuwałam...tak samo jak i Ty i jeszcze do
          tego mialam zal do meza ze nie porozmawial ze mna az do czasu...pozniej mi
          powiedzial ze tak samo to przezywal ze nie umial ze mna o tym rozmawiac... On
          płakał tak samo jak ja ale tak zebym tego nie widziała...

          Znajomi...tez okazalo sie ze nie umieli ze mna znalezc kontaku poniewaz ja
          plakałam przy kazdym wozku dzieciecym... Marciam ! moi znajomi uwazali ze jak
          sie odezwa to mnie i wspomną naszego synka to mnie zranią a ja uwazalam ze sa
          bezduszni... Twoi znajomi moze nie umieją się zachowac w tej sytuacji....

          Marciam... bardzo Cię rozumiem i jestem myslami przy Tobie...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka