nehti
26.08.11, 09:24
15.07.2011 r. dzisiaj wyjeżdżamy do Paryża. Organizatorem wycieczki jest Biuro podróży Rainbow. Naszym przewodnikiem jest Pan Adam. Podróż trwa piętnaście godzin. Na miejsce docieramy wczesnym rankiem.
Zwiedzanie miasta rozpoczynamy od Bazyliki Sacre Coeur. Wspinamy się na wzgórze Montmartre niezliczoną ilością schodów. Promienie słoneczne odbijają się w białym granicie, z którego powstała świątynia. Ze szczytu rozpościera się cudowny widok na Paryż. Wyobrażam sobie jak wieczorami, gdy zapalają się wszystkie światła, Paryżanie siadają na tych schodach i odpoczywają po trudach dnia. Zaglądamy do świątyni, spacerujemy wąskimi uliczkami, gęsto zabudowanymi starymi kamieniczkami. Kiedyś ta dzielnica była popularna wśród artystów. Mieszkali tu Picasso, Renoir, Toulouse- Lautrec, van Goch. Dzisiaj na Placu du Tertre spotykamy artystów zapraszających do pozowania, namalują portret na pamiątkę. Zaglądamy do małych sklepików z pamiątkami, ponoć w tej części miasta jest najtaniej. Małe akwarele, koszulki, kubki, każdy znajdzie coś dla siebie. W tej okolicy znajduje się też sporo kawiarenek, restauracji, teatrzyków i kabaretów. Nie możemy się oprzeć naleśnikom, są pyszne….. Krętymi uliczkami schodzimy na Plac Pigalle i już jesteśmy przed Moulin Rouge. W świetle dziennym fasada budynku nie robi wrażenia. Myślę, że dopiero wieczorem, gdy zaczyna się przedstawienie magia tego miejsca zaczyna działać. Wsiadamy do metra i przejeżdżamy kilka przystanków by dostać się w pobliże Łuku Triumfalnego .Oczywiście nie odmawiamy sobie wejścia na jego szczyt. Bilet kosztuje 9,50 euro, dzieci wchodzą za darmo. Można dostać lekkiej zadyszki, ale warto było. Zrobiliśmy fajne zdjęcia najsłynniejszej alei świata Champs Elysees. Główne ulice schodzą się promieniście do Placu de Gaulla, na którym stoi budowla. Widzimy wieżę Eiffla, Bazylikę, nowoczesną dzielnicę La Defense z jej wieżowcami. Pogoda niestety nas nie rozpieszcza, bardzo wieje. Spacerujemy sobie jeszcze po Champs Elysees. Zaglądamy do wielu luksusowych sklepów. Ja i córka zerkamy na wystawy Cartiera, Hugo Bossa czy Louisa Vuittona. Mąż był bardziej zainteresowany salonami samochodowymi peugeota i mercedesa. Jesteśmy już bardzo zmęczeni i głodni. Obiad jest zamówiony w restauracji Hippopotamus. Kosztuje około 15 euro, napoje 3 euro. Na przystawkę są warzywa z sosem winegret. Danie główne to mięso drobiowe w sosie grzybowym, zapiekanka ziemniaczana z czosnkiem i serem, po prostu palce lizać…Na deser wyśmienita tarta jabłkowa. Będziemy tu jadać przez cały nasz pobyt. Jedziemy metrem a później kolejką RER do naszego hotelu, który znajduje się na północnych przedmieściach Paryża w Le Bourget. Hotel dwugwiazdkowy z sieci Kyriad. Niedawno odremontowany, nowocześnie urządzony. Pokój z łazienką, czysty i przytulny. Jesteśmy tak padnięci, że usypiamy natychmiast.
Wstajemy wcześnie, chcemy być jak najszybciej pod wieżą Eiffla, w ten sposób chcemy ominąć ogromne kolejki do kasy. Szybko zjadamy skromne paryskie śniadanie i pakujemy się do autokaru. Do kasy stoimy tylko pół godziny. Dopadają nas przeróżni handlarze pamiątkami. Oczywiście wszystko można kupić za 1 euro, jak w Egipcie hahahaha….
Wieża jest ogromna. Wjeżdżamy na pierwszą kondygnację, ale to za mało….jedziemy na sam szczyt. Wszędzie kolejki, długo trzeba czekać. Po wyjściu z windy odczuwam delikatną klaustrofobię. Chwilę stoję i łapię powietrze, rozglądam się, widzę chmury. Nad miastem wiszą ogromne ciemne chmury. Córka z mężem pstrykają zdjęcia, a ja dopiero po chwili mogę podejść do barierek. W końcu to ponad 300 metrów wysokości. Mogę sobie wyobrazić jakie robiła wrażenie na ludziach żyjących w dziewiętnastym wieku. Dobrze, że nie została rozebrana. Jeszcze ostatnie fotki i jedziemy do Katedry Notre Dame.
Dla mnie znana ze słynnej rozety, dla mojej córki z bajki „Dzwonnik z Notre Dame”. Zaglądamy do środka. Później idziemy do dzielnicy łacińskiej. Znajduje się tu wiele uczelni między innymi Sorbona. Miejsce to otrzymało swą nazwę od faktu, że było zamieszkiwane przez wielu studentów, którzy od średniowiecza aż do rewolucji francuskiej posługiwali się łaciną. Obecnie jest tu wiele małych sklepików i restauracyjek. Wąskie uliczki zapchane są kolorowymi kramami. W drzwiach knajpek stoją ich właściciele i zachęcają do kosztowania egzotycznych potraw. Czujemy się jak w tyglu. Mieszają się narodowości z całego świata. Gwarno i tłoczno. Wstępujemy do niektórych sklepów i kupujemy drobiazgi. Bardzo klimatyczne miejsce i jakże odmienne od reszty miasta.
Dzisiaj na obiad na przystawkę podano szynkę parmeńską z pomidorami, ogórkami i sałatą. Danie główne to wołowina w sosie z tymiankiem, pieczone ziemniaczki a na deser eklery….niebo w gębie….
Wieczorem rejs po Sekwanie. Leniwie płyniemy i oglądamy miasto z innej perspektywy. Jest nastrojowo i romantycznie. Słuchamy francuskiej muzyki. Mijamy most podarowany przez cara, dworzec kolejowy zamieniony w Muzeum d’Orsay. Zawiera ono głownie sztukę francuską między innymi dzieła impresjonistów. Na statku przy każdym krzesełku jest urządzenie pozwalające wysłuchać przewodnika w języku polskim, wystarczy przycisnąć odpowiednią cyfrę. Wspaniałe zakończenie dnia. W pobliskim sklepiku przy naszym hotelu kupujemy wino, bagietki i sery. Zrobimy sobie wieczorną ucztę.
Dzisiaj Disneyland. Moja córka od rana ma wspaniały humor. O dziwo pierwsza wstała z łóżka. Podskakuje jak mała dziewczynka, nie może się doczekać. Ja nie jestem zwolenniczką parków rozrywki, podchodzę do takich przybytków z wielką rezerwą, ale czego nie robi się dla dziecka. Postanowiłam, że będę biernym uczestnikiem obserwującym zabawę mojej rodzinki. Rzeczywistość była jednak inna, nawet nie wiem w którym momencie tak się wciągnęłam do zabawy, że skorzystałam niemal ze wszystkich atrakcji. Przed wyjazdem zaglądałam na różne strony internetowe żeby uzyskać jak najwięcej informacji. Muszę przyznać, że bardzo się to przydało, bo nie błąkaliśmy się po ogromnym kompleksie tylko od razu skierowaliśmy się do krainy dzikiego zachodu. Miasteczko dokładnie takie jak w westernach. Góry skaliste i sztuczne jezioro, po którym pływał statek parowy. Dwór duchów z XIX w. (niestety w tym dniu zamknięty). My wybieramy się w podróż wagonikami po kopalni, odwiedzamy miasteczko Pocahontas. W krainie przygody, podróżników i odkrywców płyniemy podziemną rzeką i jesteśmy atakowani przez piratów. Jest też tu roller coaster Indiana Jones. Dla młodszych dzieci dom na drzewie zamieszkały przez Robinsona. Bajkowa kraina dla najmłodszych jest niezwykle kolorowa. Tutaj spotykamy Myszkę Miki otoczoną wianuszkiem jej fanów. Idziemy labiryntem „Alicji w krainie czarów”. Kręcimy się w filiżankach, odwiedzamy zamek Śpiącej Królewny. Jednak najbardziej podoba mi się przejażdżka łódką po krainie lalek z różnych stron świata. Wprawdzie jest to atrakcja dla maluchów, ale byłam zauroczona. W krainie futurystycznej jest kolejny roller coaster: wystrzeliwana kapsuła i karuzela międzyplanetarna. My lecimy statkiem kosmicznym i strzelamy z broni laserowej do kosmitów, później przesiadamy się na statek kosmiczny z „Gwiezdnych wojen” ( jest to symulowany lot, fajne wrażenia). Na koniec objeżdżamy cały park pociągiem. Stacji jest tyle ile krain. Stylizowane na XIX wiek. Uwieńczeniem dnia jest parada na głównej ulicy, w której uczestniczą postaci ze wszystkich znanych bajek Disneya.
Zmieniłam zdanie. Uważam, że warto poświęcić jeden dzień na taką rozrywkę. Kolejki do poszczególnych atrakcji nie były zbyt długie. Czekało się średnio 20-30 min. Może dlatego, że był to poniedziałek i pogoda była niezbyt zachęcająca. Dużo lokali gastronomicznych, ceny wysokie np. hot dog kosztował 8 euro. Sklepy z pamiątkami wzdłuż głównej ulicy i przy każdej atrakcji sklepy tematyczne. Ceny również wysokie: duża maskotka Myszki Miki 20 euro, mniejsza 12 euro, breloczek do kluczy 4 euro, poduszka 15 euro. Przy bramie wejściowej warto zaopatrzyć się w mapę i