Dodaj do ulubionych

Paryż, Paryż.....relacja z wycieczki

26.08.11, 09:24
15.07.2011 r. dzisiaj wyjeżdżamy do Paryża. Organizatorem wycieczki jest Biuro podróży Rainbow. Naszym przewodnikiem jest Pan Adam. Podróż trwa piętnaście godzin. Na miejsce docieramy wczesnym rankiem.
Zwiedzanie miasta rozpoczynamy od Bazyliki Sacre Coeur. Wspinamy się na wzgórze Montmartre niezliczoną ilością schodów. Promienie słoneczne odbijają się w białym granicie, z którego powstała świątynia. Ze szczytu rozpościera się cudowny widok na Paryż. Wyobrażam sobie jak wieczorami, gdy zapalają się wszystkie światła, Paryżanie siadają na tych schodach i odpoczywają po trudach dnia. Zaglądamy do świątyni, spacerujemy wąskimi uliczkami, gęsto zabudowanymi starymi kamieniczkami. Kiedyś ta dzielnica była popularna wśród artystów. Mieszkali tu Picasso, Renoir, Toulouse- Lautrec, van Goch. Dzisiaj na Placu du Tertre spotykamy artystów zapraszających do pozowania, namalują portret na pamiątkę. Zaglądamy do małych sklepików z pamiątkami, ponoć w tej części miasta jest najtaniej. Małe akwarele, koszulki, kubki, każdy znajdzie coś dla siebie. W tej okolicy znajduje się też sporo kawiarenek, restauracji, teatrzyków i kabaretów. Nie możemy się oprzeć naleśnikom, są pyszne….. Krętymi uliczkami schodzimy na Plac Pigalle i już jesteśmy przed Moulin Rouge. W świetle dziennym fasada budynku nie robi wrażenia. Myślę, że dopiero wieczorem, gdy zaczyna się przedstawienie magia tego miejsca zaczyna działać. Wsiadamy do metra i przejeżdżamy kilka przystanków by dostać się w pobliże Łuku Triumfalnego .Oczywiście nie odmawiamy sobie wejścia na jego szczyt. Bilet kosztuje 9,50 euro, dzieci wchodzą za darmo. Można dostać lekkiej zadyszki, ale warto było. Zrobiliśmy fajne zdjęcia najsłynniejszej alei świata Champs Elysees. Główne ulice schodzą się promieniście do Placu de Gaulla, na którym stoi budowla. Widzimy wieżę Eiffla, Bazylikę, nowoczesną dzielnicę La Defense z jej wieżowcami. Pogoda niestety nas nie rozpieszcza, bardzo wieje. Spacerujemy sobie jeszcze po Champs Elysees. Zaglądamy do wielu luksusowych sklepów. Ja i córka zerkamy na wystawy Cartiera, Hugo Bossa czy Louisa Vuittona. Mąż był bardziej zainteresowany salonami samochodowymi peugeota i mercedesa. Jesteśmy już bardzo zmęczeni i głodni. Obiad jest zamówiony w restauracji Hippopotamus. Kosztuje około 15 euro, napoje 3 euro. Na przystawkę są warzywa z sosem winegret. Danie główne to mięso drobiowe w sosie grzybowym, zapiekanka ziemniaczana z czosnkiem i serem, po prostu palce lizać…Na deser wyśmienita tarta jabłkowa. Będziemy tu jadać przez cały nasz pobyt. Jedziemy metrem a później kolejką RER do naszego hotelu, który znajduje się na północnych przedmieściach Paryża w Le Bourget. Hotel dwugwiazdkowy z sieci Kyriad. Niedawno odremontowany, nowocześnie urządzony. Pokój z łazienką, czysty i przytulny. Jesteśmy tak padnięci, że usypiamy natychmiast.
Wstajemy wcześnie, chcemy być jak najszybciej pod wieżą Eiffla, w ten sposób chcemy ominąć ogromne kolejki do kasy. Szybko zjadamy skromne paryskie śniadanie i pakujemy się do autokaru. Do kasy stoimy tylko pół godziny. Dopadają nas przeróżni handlarze pamiątkami. Oczywiście wszystko można kupić za 1 euro, jak w Egipcie hahahaha….
Wieża jest ogromna. Wjeżdżamy na pierwszą kondygnację, ale to za mało….jedziemy na sam szczyt. Wszędzie kolejki, długo trzeba czekać. Po wyjściu z windy odczuwam delikatną klaustrofobię. Chwilę stoję i łapię powietrze, rozglądam się, widzę chmury. Nad miastem wiszą ogromne ciemne chmury. Córka z mężem pstrykają zdjęcia, a ja dopiero po chwili mogę podejść do barierek. W końcu to ponad 300 metrów wysokości. Mogę sobie wyobrazić jakie robiła wrażenie na ludziach żyjących w dziewiętnastym wieku. Dobrze, że nie została rozebrana. Jeszcze ostatnie fotki i jedziemy do Katedry Notre Dame.
Dla mnie znana ze słynnej rozety, dla mojej córki z bajki „Dzwonnik z Notre Dame”. Zaglądamy do środka. Później idziemy do dzielnicy łacińskiej. Znajduje się tu wiele uczelni między innymi Sorbona. Miejsce to otrzymało swą nazwę od faktu, że było zamieszkiwane przez wielu studentów, którzy od średniowiecza aż do rewolucji francuskiej posługiwali się łaciną. Obecnie jest tu wiele małych sklepików i restauracyjek. Wąskie uliczki zapchane są kolorowymi kramami. W drzwiach knajpek stoją ich właściciele i zachęcają do kosztowania egzotycznych potraw. Czujemy się jak w tyglu. Mieszają się narodowości z całego świata. Gwarno i tłoczno. Wstępujemy do niektórych sklepów i kupujemy drobiazgi. Bardzo klimatyczne miejsce i jakże odmienne od reszty miasta.
Dzisiaj na obiad na przystawkę podano szynkę parmeńską z pomidorami, ogórkami i sałatą. Danie główne to wołowina w sosie z tymiankiem, pieczone ziemniaczki a na deser eklery….niebo w gębie….
Wieczorem rejs po Sekwanie. Leniwie płyniemy i oglądamy miasto z innej perspektywy. Jest nastrojowo i romantycznie. Słuchamy francuskiej muzyki. Mijamy most podarowany przez cara, dworzec kolejowy zamieniony w Muzeum d’Orsay. Zawiera ono głownie sztukę francuską między innymi dzieła impresjonistów. Na statku przy każdym krzesełku jest urządzenie pozwalające wysłuchać przewodnika w języku polskim, wystarczy przycisnąć odpowiednią cyfrę. Wspaniałe zakończenie dnia. W pobliskim sklepiku przy naszym hotelu kupujemy wino, bagietki i sery. Zrobimy sobie wieczorną ucztę.
Dzisiaj Disneyland. Moja córka od rana ma wspaniały humor. O dziwo pierwsza wstała z łóżka. Podskakuje jak mała dziewczynka, nie może się doczekać. Ja nie jestem zwolenniczką parków rozrywki, podchodzę do takich przybytków z wielką rezerwą, ale czego nie robi się dla dziecka. Postanowiłam, że będę biernym uczestnikiem obserwującym zabawę mojej rodzinki. Rzeczywistość była jednak inna, nawet nie wiem w którym momencie tak się wciągnęłam do zabawy, że skorzystałam niemal ze wszystkich atrakcji. Przed wyjazdem zaglądałam na różne strony internetowe żeby uzyskać jak najwięcej informacji. Muszę przyznać, że bardzo się to przydało, bo nie błąkaliśmy się po ogromnym kompleksie tylko od razu skierowaliśmy się do krainy dzikiego zachodu. Miasteczko dokładnie takie jak w westernach. Góry skaliste i sztuczne jezioro, po którym pływał statek parowy. Dwór duchów z XIX w. (niestety w tym dniu zamknięty). My wybieramy się w podróż wagonikami po kopalni, odwiedzamy miasteczko Pocahontas. W krainie przygody, podróżników i odkrywców płyniemy podziemną rzeką i jesteśmy atakowani przez piratów. Jest też tu roller coaster Indiana Jones. Dla młodszych dzieci dom na drzewie zamieszkały przez Robinsona. Bajkowa kraina dla najmłodszych jest niezwykle kolorowa. Tutaj spotykamy Myszkę Miki otoczoną wianuszkiem jej fanów. Idziemy labiryntem „Alicji w krainie czarów”. Kręcimy się w filiżankach, odwiedzamy zamek Śpiącej Królewny. Jednak najbardziej podoba mi się przejażdżka łódką po krainie lalek z różnych stron świata. Wprawdzie jest to atrakcja dla maluchów, ale byłam zauroczona. W krainie futurystycznej jest kolejny roller coaster: wystrzeliwana kapsuła i karuzela międzyplanetarna. My lecimy statkiem kosmicznym i strzelamy z broni laserowej do kosmitów, później przesiadamy się na statek kosmiczny z „Gwiezdnych wojen” ( jest to symulowany lot, fajne wrażenia). Na koniec objeżdżamy cały park pociągiem. Stacji jest tyle ile krain. Stylizowane na XIX wiek. Uwieńczeniem dnia jest parada na głównej ulicy, w której uczestniczą postaci ze wszystkich znanych bajek Disneya.
Zmieniłam zdanie. Uważam, że warto poświęcić jeden dzień na taką rozrywkę. Kolejki do poszczególnych atrakcji nie były zbyt długie. Czekało się średnio 20-30 min. Może dlatego, że był to poniedziałek i pogoda była niezbyt zachęcająca. Dużo lokali gastronomicznych, ceny wysokie np. hot dog kosztował 8 euro. Sklepy z pamiątkami wzdłuż głównej ulicy i przy każdej atrakcji sklepy tematyczne. Ceny również wysokie: duża maskotka Myszki Miki 20 euro, mniejsza 12 euro, breloczek do kluczy 4 euro, poduszka 15 euro. Przy bramie wejściowej warto zaopatrzyć się w mapę i
Obserwuj wątek
    • nehti Re: Paryż, Paryż.....relacja z wycieczki 26.08.11, 09:25
      Wtorek. Leje jak z cebra, zimno, tylko 13 st. Celsjusza. Ubieramy się na cebulkę. Nikt nie spodziewał się takiej pogody w środku lata. Po śniadaniu wyjazd do wersalu. Na początku znajdował się tam pałacyk myśliwski, później rozbudowany przez Ludwika XIV stał się główną jego siedzibą. I znowu stoimy w długiej kolejce pod parasolami (około godziny). Mam nogi przemoczone do kolan, w butach mi chlupie… Wreszcie udaje nam się dostać do środka. Bierzemy plan zespołu pałacowego oraz elektroniczny przewodnik ze słuchawkami ustawiony na język polski. Tłumy ludzi. Trzeba się przepychać i nie ma szans na zrobienie dobrego zdjęcia. Hmmm….nie wiem…….ale…….jakoś wnętrza nie powalają mnie……Dla mnie wystrój zbyt krzykliwy, zbyt jarmarczny, za dużo żółtego złota i tych wszystkich ozdobników. Nie zawsze przepych oznacza klasę. Oczywiście to tylko moje prywatne odczucia. Troszkę jestem rozczarowana. Ogrodów niestety nie zwiedziliśmy. Za bardzo padało i było za mało czasu. Szkoda, bo wydaje że ogrody są przepiękne ( widziałam z okien pałacu).
      Już nieco zmęczeni i przemoknięci jedziemy do parku „Francja w miniaturze” Park jest położony w pobliżu Wersalu. Jest tu do obejrzenia ponad setka najważniejszych zabytków Francji oraz innych obiektów. Uformowany w kształcie mapy Francji. Przy pięknej pogodzie można tu spędzić naprawdę uroczy dzień. Cały park tonie w zieleni i kwiatach, ale cała roślinność jest dopasowana do miniaturowych budynków. Jeżdżą malutkie pociągi wydające odpowiednie dźwięki, samochody mkną po autostradzie, a kanałami płyną statki. W Saint Tropez słychać cykady a w Alpach szczekanie psa beczenie owiec i dzwonienie dzwonków.
      Niestety deszcz i zimno nie pozwala dłużej tu zostać. Bardzo żałujemy, że nie możemy spędzić tutaj więcej czasu. Naprawdę warto tu przyjechać.
      Jedziemy jeszcze tylko do muzeum perfum Fragonard. Muzeum skromniutkie, kilka półek ze starymi flakonami. Polka, która jest tutaj zatrudniona opowiada nam o sposobie uzyskiwania perfum. Namawia na ich kupno. Wolałabym ten czas spędzić w ogrodzie….Ten dzień był wyczerpujący marzę o gorącym prysznicu i łóżku.
      Po śniadaniu wykwaterowanie. Jedziemy metrem do muzeum figur woskowych. Ciekawa ekspozycja, gdzie nie tylko można sobie zrobić zdjęcie ze sławnymi ludźmi, czy bohaterami kreskówek, ale poznać historyczne postaci Francji i nie tylko.
      Pobyt w Paryżu kończy wizyta w Luwrze. Czekałam na nią od początku naszej wycieczki.
      Przewodniczką jest Polka pracująca w tym muzeum już trzydzieści lat. Tłumy ludzi, gwarno, tłoczno, momentami duszno. Na szczęście mamy urządzenia ze słuchawkami, przez które doskonale słychać nasze przewodniczkę. Pałac jest ogromny, nie ma szans, żeby można było zobaczyć wszystkie eksponaty w jeden dzień. Dlatego też oglądamy tylko najcenniejsze dzieła: Nike z Samotraki, Wenus z Milo, Mona Lisę Leonarda, stellę z kodeksem Hammurabiego. Nie odwiedzamy działu sztuki Starożytnego Egiptu. Większość osób z naszej wycieczki nie jest z tego faktu zadowolona. My byliśmy w Muzeum Narodowym w Kairze, więc niespecjalnie się tym martwimy. Jeszcze tylko apartamenty Napoleona III i to już koniec.
      Ostatni obiad i powrót do Polski. Przez całą drogę leje deszcz……
      Paryż to wyjątkowe miasto. Pokazuje dwa swoje oblicza. Z jednej strony nas pociąga i oczarowuje bogatymi zielonymi alejami, najdroższymi sklepami znanych marek, wąskimi uroczymi uliczkami ze swoimi małymi sklepikami. Wspaniałymi zabytkami i bogatą burzliwą historią. Z drugiej strony to „miasto obywateli świata”, ludzi szukających szczęścia, pracy i stabilizacji a nieraz przygody, często przynoszących swoją kulturę, zachowania, mentalność i egzotykę w to miejsce. Zamieszkują przedmieścia. W tej chwili nie jest tam bezpiecznie i niezbyt czysto. Widziałam ludzi śpiących w śpiworach w bramach lub w naprędce skleconych szałasach. Wszędzie brud i walające się śmieci. Myślę, że jest to zmora władz miasta, skutki uboczne „otwartego miasta”.
      Cieszę się, że spełniło się rodzinne marzenie „bycia w Paryżu”. Chcę podkreślić, że są to moje osobiste wrażenia, z którymi nie wszyscy mogą się zgadzać. Informacje zawarte w tej relacji są zasłyszane od przewodników. Jeżeli przekręciłam nazwy lub coś nie zgadza się z faktami proszę o korektę.
      Pozdrawiam wszystkich miłośników Paryża.
      E.
      • aseretka Re: Paryż, Paryż.....relacja z wycieczki 26.08.11, 12:07
        Dziękujemy za relację. Oby było więcej takich osób, jak Ty, chcących się podzielić swoimi wrażeniami.
        A tak na marginesie... Po przeczytaniu opisu zatęskniłam do Paryża i tak sobie myślę, że wybiorę tam się w przyszłym roku na wiosnę.
        • karnacja "Posluchajcie o ogrodach..." 26.08.11, 13:31

          Sympatyczna, obszerna i szczegółowa relacja. Merci. Byłam w Paryzu sześć dni na poczatku miesiąca. To mój kolejny raz - zawsze wydarzenie. Dwa dni przesiedziałam piknikowo
          w ogrodach Wersalu i Ogrodzie Luksemburskim. Mialam słoneczna pogoda więc bylo
          cudownie. Butelka czerwonego merot tylko ukolorowiła tą cudowność. Ser brie równiez
          miał swój udział.

          Przy Łuku tuż na avenue de la Grande Armee "odkrylam" polsko-francuską Cafe Martha`s.
          Prowadzi ją przesympatyczna para mieszana:) z klimatem i doskonałą kuchnia. Rzut beretem od Cafe Martha`s jest salon Lamborghini. Zabierz tam męża na deser:)

          Pozdrowienia - k.
          • nchyb Re: "Posluchajcie o ogrodach..." 28.08.11, 09:34
            w nawiązaniu do polskich akcentów w kulinarnym Paryżu - ja taki znalazam u podnóża Sacre Cour, istniejąca od wielu lat restauracja Mazurka. Przyjemne miejsce.

            A tak przy okazji, i co, odkryłaś zmiany w sposobie naliczania napiwków?

            Co do Grand Armee, dla mnie i mojej rodziny świat cudów, salony motocyklowe jeden przy drugim, a w każdym po kilkadziesiąt jednośladów. Oglądać, żyć i nie umierać...
            • karnacja Re: "Posluchajcie o ogrodach..." 28.08.11, 17:17

              Witaj,

              Salony samochodowe i motocyklowe na Grand Armee robią wrażenie.
              Idąc w kierunku Łuku zatrzymywalam się przed nimi od czasu do czasu.

              Zainteresowałam się ponownie wnikliwie sprawą napiwków w Paryżu.
              Jadłam dwa razy w Martha`s Cafe. W obu przypadkach napiwek był
              włączony w ogóloną sume. Dla pewnosci zapytałam raz właścicielki
              i raz kelnerki. Obie potwierdziły "service compris". Jadłam w meksykańskiej
              restauracji Palenque na Montparnasse. Zapytałam i zobaczylam - service
              compris. Jadlam w dwóch innych miejscach których nazw teraz nie pamietam.
              Service compris:) We wszystkich przypadkach zostawiłam parę euro dodatkowo
              które były z potwierdzone uśmiechnietym merci:)

              Moje stwierdzenia mogę poprzeć kopiami rachunków które zostawilam
              w domu i do których mogę siegnąc po powrocie z podrózy. Czy Twoje
              doświadczenia są inne?

              Pozdrowienia - k.
              • nchyb Re: "Posluchajcie o ogrodach..." 28.08.11, 17:39
                tak, inne.

                Na kilkanaście restauracji tylko w jednej był dopisany napiwek.
                Swoje doświadczenia opieram głównie o niedawne posiłki w Paryżu, Pais de la Loire i na Lazurowym.

                Specjalnie w kilku zaprzyjaźnionych miejscach (gdzie jeszcze 3-4 lata temu były doliczane napiwki) dopytywaliśmy się o zmiany - po zmniejszeniu TVA przestali wliczać napiwki obligatoryjnie, twierdzili że większość tak zrobiła...

                W Martha'S nie byłam, może następnym razem.

                Za to na GA spędziliśmy kilka godzin. Moich panów ciężko było oderwać od salonów. W końcu siedziałam z kieliszkiem rose w kawiarni, a oni oglądali wszystkie motocykle, które się dało...
                • ela.tu-i-tam Re: "Posluchajcie o ogrodach..." 28.08.11, 18:32
                  Wg prawa, ceny wywieszone maja byc napisane service compris. Zadne doliczane napiwki, to jest nie legalne. Service compris nie ma nic wspolnego z TVA.
                  • nchyb Re: "Posluchajcie o ogrodach..." 29.08.11, 10:28
                    a ktoś pisze - że ma?
                    Mowa o czym innym, o obligatoryjnym doliczaniu napiwków, które owszem, kiedyś miało miejsce w wielu restauracjach Francji, ale od kilku lat, jak nam tłumaczyli restauratorzy - od czasów obniżki VATu, przestało być nagminnie praktykowane.
                    A z Karnacją rozmawiałyśmy o tym na innym forum, Karnacja wspominała swoje dawniejsze podróże, ja niedawne i stąd były u nas różnice zdań.

                    Zdarzają się jeszcze stare przewodniki, w których opisuje się te napiwki jako obligatoryjnie dopisywane w niemal każdej restauracji, tymczasem zdaje się od dwóch, trzech lat nie jest to już tak poowszechne i nagminne...
      • c_x_v Re: Paryż, Paryż.....relacja z wycieczki 26.08.11, 13:18
        Bardzo dziękuję, że zabrałaś nas na chwilę do Paryża :D
        Domyślam się, że byliście na wycieczce zorganizowanej, możesz nam napisać z jakiego biura i ogólne refleksje na temat jej organizacji? :)
        Ja zwiedziłam Paryż tylko raz z przewodnikiem a później dwa razy sama i nadal mam dużo do zobaczenia, ale to juz tez będzie na własną rękę. Polecam ten sposób ;) Jednakże moi rodzice pewnie by z tym mieli zbyt wiele trudności więc szukam dla nich też ciekawej wycieczki zorganizowanej :)
        • nehti Re: c_x_v 29.08.11, 11:20
          Pewnie nie zauważyłaś, ale napisałam, że wycieczka była zorganizowana przez Rainbow Turs. Był to już nasz drugi wyjazd z tym biurem. Organizacyjnie bez zarzutu. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Nie było żadnych wpadek. Przewodnikiem był Pan Adam. Na codzień wykładowca języka francuskiego i hiszpańskiego na jednej z uczelni w Łodzi. Latem "dorabia sobie" jako przewodnik. Przesympatyczny, z poczuciem humoru młody człowiek z ogromną wiedzą. Doskonały opiekun, jest to ważne gdy w grupie są osoby starsze, lub osoby które pierwszy raz znalazły się za granicą. Cierpliwie i ze spokojem wszystko tłumaczył. Autobus był dwupiętrowy, bardzo wygodny, ze wszystkimi udogodnieniami. Przystanki co cztery godziny. Świetni kierowcy z Górnego Śląska, szybko i bezpiecznie dowieźli nas w obie strony.
          A co dotyczy wycieczki, to wybraliśmy tę z Disneylandem ze względu na córkę. Jest jednak mnóstwo propozycji z różnych biur podróży. Na pewno coś znajdziesz ciekawego dla swoich rodziców.
    • ela.tu-i-tam Re: Paryż, Paryż.....relacja z wycieczki 26.08.11, 16:30
      Ja tu mieszkam od stu lat, i uwielbiam czytac relacje zwiedzajacych - bardzo Ci dziekuje za poswiecony czas.

      W tym roku mamy brzydka pogode cale lato - ladny byl kwiecien i maj ...
      Dzis koniec sierpnia pada wszedzie, wlasnie dojechalismy 500 km na poludnie od Paryza, plucha, plucha, i 11°.

      Pozdrowienia !
      • Gość: Milka Re: Paryż, Paryż.....relacja z wycieczki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.11, 21:17
        Razmarzyłam sie - chcę wrocić. Dzieki za wspaniały opis.
        • ennka Re: Paryż, Paryż.....relacja z wycieczki 26.08.11, 22:36
          Dzięki za świetna relację.
          Podobnie jak Aseretka ,rozmarzyłam się na dobre.
          Zachęciłaś mnie też do odwiedzenia ,jednak,któregoś z parków rozrywki.
          Zawsze uważałam ,że szkoda na to czasu, że to dobre dla dzieci.
          Byłam w Paryżu już 4-ro krotnie ,ale mamy go w planie na wiosnę .
          Tym razem namówię męża na Disneyland.
          Pozdrawiam serdecznie.
          • nehti Re: Paryż, Paryż.....relacja z wycieczki 29.08.11, 11:09
            Bardzo dziękuję wszystkim za ciepłe słowa :-))). Forum francuskie śledzę od kilku miesięcy, właściwie od momentu, gdy podjęliśmy decyzję o wyjeździe do Paryża. Czytałam Wasze dyskusje, chłonęłam wszystkie dobre rady. Uznałam, że odwdzięczę się opisując swoje wrażenia po powrocie.
            Niestety wadą zwiedzania w grupie jest to, że było za mało czasu dla indywidualnego "roglądnięcia się" po mieście i niestety nie zdążyliśmy zauważyć żadnych gastronomicznych akcentów polskich. A tak szczerze mówiąc pojechaliśmy tam żeby próbować potraw francuskich ;-))).
            Pozdrawiam
            Ela
            • nchyb Re: Paryż, Paryż.....relacja z wycieczki 29.08.11, 11:26
              > Niestety wadą zwiedzania w grupie jest to, że było za mało czasu dla indywidual
              > nego "roglądnięcia się" po mieście

              i już masz pretekst by powrócić :-)
              Ja tam wrócę, gdy tylko będzie okazja, pewnie wiosną...
              • nehti Re: Paryż, Paryż.....relacja z wycieczki 29.08.11, 11:52
                Tak oczywiście, ale może już tylko we dwoje, z mężem......taki romantyczny weekend ;-))
                • nchyb Re: Paryż, Paryż.....relacja z wycieczki 29.08.11, 19:37
                  Nehti, ja tam moje dzieci kocham, ale teraz właśnie planuję takiwyjazd, jak piszesz, bez nich, tylko z ukochanym :-)
                  • nehti Re: Paryż, Paryż.....relacja z wycieczki 15.09.11, 08:59
                    Tutaj opisałam hotel, w którym bylismy:
                    www.holidaycheck.pl/detail-opinie_Hotel+Kyriad+Le+Bourget+Centre+Parc+Des+Expositions+Przytulny+i+czysty+idealny+dla+turyst%C3%B3w-ch_hb-id_3245489.html
    • Gość: magda Re: Paryż, Paryż.....relacja z wycieczki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.12, 19:10
      Witam,
      jestem studentką turystyki międzynarodowej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Prowadzę badania do mojej pracy magisterskiej, których celem jest zbadanie opinii atrakcyjności Paryża zdaniem turystów. Proszę o poświęcenie kilku minut na wypełnienie ankiety, która będzie cennym źródłem moich badań.

      Ankieta jest anonimowa.

      Proszę najpierw o wypełnienie metryczki:
      net-ankiety.pl/ankieta.php?id=v1zpj4jsv7ezj7mzfv1jvx4b
      a następnie o wypełnienie ankiety na temat Państwa opinii:
      net-ankiety.pl/ankieta.php?id=v1zpj4jsv7ezj7mzfv1ov14z
      Dziękuję serdecznie za pomoc i poświęcony czas!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka