cze67
03.09.04, 16:56
W pewnym momencie swojej kariery wiele grup zaczęło zmieniać swoje oblicze,
podążając w nieco/bardzo/definitywnie innym/nowym kierunku. Wątek ten jest o
płytach, które tę zmianę zapoczątkowały.
...and then there where three... - Genesis, odszedł Steve Hackett, grupa
postanowiła mniej kombinować, mniej grzebać przy swoich utworach, bardziej je
uprościć. Wyszła z tego taka trochę nijaka płyta, na której z jednej strony
słychać jeszcze echa prog-rockowych korzeni zespołu (Burning Rope, Down and
Out)) a z drugiej - to co będzie prezentował zespół w przyszłości, czyli
dosyć zwarte, przebojowe, często nastojowe utwory (słabe Follow You, Follow
Me, świetne Scenes From The Night Dream).
Długo się do niej przekonywałem. Do Follow nie przekonam się już chyba nigdy.