braineater
11.09.05, 18:48
Wszystkim, którym tytuł niniejszego posta kojarzy się jedynie z bandą
okrzyżykowanych głąbów, którzy latoś próbowali zarządzać naszą ojczyzną,
polecam chwile cierpliwości przed przyciśnięciem kosza, gdyż opowieść tyczyć
sie będzie nie przebojów towarzyszących owej na szczęscie nie istniejącej już
formacji, lecz działaniu grupy Alarm Will Sound.
Pomysł na nagranie smyczkowych trybutów uznanym artystom, znany jest juz od
lat wielu i przynosi skutki najróżniejsze - od padaki dla nadwrażliwych
gotów, znanej jako Apocaliptica, przez niezłe niektóre płyty z serii A string
Tribute (no dobra, niezła jest jedna - Kraftwerkowa, a reszta to koszmar:)do
oczywiście Kwartetu Wujka Czasa, któren i Hendrixa potrafi usmyczkować w
sposób wielce przyjemny.
Alarm will sound to kolejny krok na tej drodze, i to krok siedmiomilowym
glanem, bo tu juz nie chodzi o trybut dla jakiś melodyjnych piosneczek
zespołu Metallica, czy o urzewnienie wiolonczela jęków orgazmicznych Toma
Yorke (jakby to to jeszce bardziej rzewne być musiało), tylko o pełny hardkor
i destrukcję organów słuchowych cokolwiek szaleńczymi reinterpretacjami
kompozycji pana Richarda D. Jamesa, znanego szerszemu światu jako Aphex Twin.
I tak oto 24 osobowa ekipa, klasyczny zestaw kameralnej orkiestry,
postanowiła udowodnić całemu światu, to co wiedzą już wszyscy, którzy mieli
okazję posłuchać Stasia, wdzięcznie rapującego, że 'Aphex Twin to współczesny
Mozart'.
I jest to płyta na przeciągłe hmmmmmmmm...?
Bo niby jest fajnie - Aphex przetłumaczony na flety, smyki, gitary, harfę i
bógwico jeszcze, nie traci nic ze swej zadziorności, nie daje się ucukrzyć i
zemglić, tylko jak panbuk przykazał napierdala po uszach aż miło. Perkusja
chodzi tak, że każda 'agresywnie grająca kapela' może sobie tylko pomarzyć o
takich łamańcach i tempach, flecik może prześwidrowac mózg jak najostrzejsze
drony, ale...cały czas coś mi tu zgrzyta i coś mi nie pasuje.
I chyba jest to po prostu sama idea, by muzykę jednego wariata rozłożyć na
dość sporą liczbe wykonawców, co prowadzi do nieuniknionych chyba w takiej
sytuacji kompromisów, nie pozwala na totalne wariactwo i wymusza lekkie
uspokojenie zarówno aranży, jak i samych kompozycji. Powoduje to, że dźwięki
Aphexowe przestają być wyzwaniem dla słuchacza, a powoli i niepostrzeżenie
przemieniają się w nieszkodliwą tapetę, która czasami irytuje, czasami bawi,
ale dośc średnio rusza jakies głębsze pokłady emocji. Może to tez być
spowodowane tym, że większość utworów wzięta jest z Druques, czyli płyty jak
na Jamesa dość spokojnej i nieco lżejszej niż poprzednie dokonania, ale
zdecydowanie brak mi tu jakiegoś mocniejszego kopa, jakiejś wariackiej jazdy
w stylu Donkey Rhubarb.
Werdykt ostateczny - da się posłuchać, ale raczej w charakterze ciekawostki
niż planowanego orgazmu muzycznego.
Pozdrowienia:)
P.S. Tytuł zapomniany:) - Alarm Will Sound - Acoustica - plays Aphex Twin