Dodaj do ulubionych

Muzyka na rower

04.05.06, 13:08
A co. Nie żeby osbny gatunek od razu, ale pare płyt to przystosowanych
do 'pedalskiego' odbioru jest wybitnie.
I pierwszym tegorocznym albumem wybitnie rowerowym pozwole sobie ogłosić
Blackalicious 'The Craft'. Płytka idealna na poranny dojazd do pracy, nie
wymagajaca wielkiego wysiłku energetycznego, z jednym tylko mocno
adrenalinowym przyspieszaczem, zbudowanym w oparciu o dwa dźwieki na
fortepianie, leciutko wgniatajacy w siodełko bas oraz nawijkę w karabinowym
tempie - Side to side, który wielce się przydaje do lawirowania w korku.
Prócz tego na całej płycie zestaw dźwięków nader przyjemnych utrzymany w
klimacie Prince'a i wczesnych dokonań Outkastów, plus trochę nostalgicznych
nawiązań do czarnej muzyki lat 70, ze szczególnym uwzglednieniem patentów
okołoIsaacoHaysowych.

A płyta druga, jeśli mamy 10 minut na trase, która normalnie przebywa się w
minut 40 to Aavikko - Back to the futer. I to jest w ogóle masakra i obłęd,
wprost z Finlandii. Się w ogole nie bedę o nich rozpisywał, tylko cytacikiem
ze www sie posłuże: Aavikko is a finnish band and it was formed many many
years ago. It has two synthplayers and one drummer. (...) "All-instrumental
semi-psychedelic carny / tivoly music in the spirit of 60's italo-westerns
and (gasp) slavic pop melodies with a definite hard noise edge." Brzmi to
wszystko, jak Kraftwerk, którego spito, upalono i zamknieto w Arkaham, by
mieli nowe, ciekawe źródła inspiracji. Całość utrzymuje tempo zdolne
doprowadzic do zawału Lance Armstronga i jest po prostu przecudowne. Jedna
uwaga - nie słuchac na trzeźwo, albo poza rowerem.

P:)
Obserwuj wątek
    • theagata Re: Muzyka na rower 04.05.06, 13:13
      a mi się marzy żeby 10 000 Toola wziąć na rower, ale się boję. wpadnę w amok,
      trans, odlecę i nie wiem co będzie, gdzie wyląduję. najbezpieczniej jednak
      słuchać radia.
      • braineater Re: Muzyka na rower 04.05.06, 13:17
        Jesli Cie to w czymkolwiek pocieszy, to przez łikend jeździłem sobie sporo po
        Najwiekszym Skupisku Pijacej Piwo Ludności, zwanej Parkiem Kultury i Wypoczynku
        z Ten Pearl Jamu na uszach, rycząc sobie co ulubieńsze fragmenty i powaznie
        dostosowujac tempo do dźwieków i obyło sie bez strat w ludziach i z jednym li
        jedynie kontaktem ze Strażą Parkowa, której nie podbało sie skakanie po
        fontannie:)

        P:)
        • theagata Re: Muzyka na rower 04.05.06, 13:27
          najnowsze Pearl Jam to też jest bardzo dobra płyta do pomykania rowerkiem.
          • theagata Re: Muzyka na rower 04.05.06, 14:37
            i jeszcze The Music - obie płyty, a najlepiej w wersji live. to ja lecę teraz
            na rowerek dopóki jest ładna pogoda.
            • aimarek Re: Muzyka na rower 04.05.06, 14:42
              Pod żadnym pozorem nie brać na uszy pierwszego Fausta.
        • tomash8 Re: Muzyka na rower 04.05.06, 15:08
          braineater napisał:

          jednym li
          > jedynie kontaktem ze Strażą Parkowa, której nie podbało sie skakanie po
          > fontannie:)
          >
          > P:)

          Nieładnie, panie adminie:P

          Ja raczej nie mam nic na uszach podczas jazdy, ale jak czasem sobie robie pod
          rząd kilkanaście rundek do okoła wspomnianego WPKIW, z dużą prędkością, to biore
          do łokmena "Unleashed in the east" Dżudas priest, lub "Decade of Aggression" Slayera
          • braineater Re: Muzyka na rower 04.05.06, 15:13
            przytyk admiński zbedę wyniosłym milczeniem:)
            A na serio, Slayera to na rower bym sobie nie zapodał, szczególnie po
            eksperymentowaniu w tej materii z Venetian Snares czy ATR - dośc podobne tempa
            (nie to, że muzyka porownywalna), które prowadziły do powaznej hiperwentylacji,
            natychmiastowej chęci rzucenia palenia oraz trwających całymi dniami zakwasami.
            Ekstremalnie szybkiej muzyce rowerowej mówimy nie - chcemy dożyć 30 urodzin.:)

            P:)
            • obly Re: Muzyka na rower 04.05.06, 15:25

              zanim nie rozwalilem swojego walkmana pamietam najlepiej LA woman - the doorsów
              nei za po mnia ne wra ze nia

              jezdzilem ze 30% szybciej niz bez muzyki.
    • mr.glam Re: Muzyka na rower 04.05.06, 18:36
      wybory banalne, acz idealne - Bicycle Queen oraz Tour De France Kraftwerku :)
      • theagata Re: Muzyka na rower 04.05.06, 23:52
        mr.glam napisał:

        > wybory banalne, acz idealne - Bicycle Queen oraz Tour De France Kraftwerku :)
        >

        Rower - Lech Janerka ;)
    • braineater Fat Freddy's Drop - Based on a true story 08.05.06, 14:29
      czyli to, co rowery kochaja najbardziej:)
      Po pierwsze kapela wzięta w łapy w związku z pytaniem 'a co ty synek wiesz o
      Nowej Zelandii" Po odpowiedzi, ze nic, dostałem tę płytkę właśnie, panów (i
      pani), co zgarniaja wszystkie mozliwe niuZelandzkie Fryderyki, Machinery i co
      tam jeszcze jest do wzięcia:)
      <I jak ja bym chciał, żeby taki 'pop' był u nas, maj gasz...>
      Posłuchałem i okazuje sie, ze ta ekipa była odpowiedzialna za jeden z moich
      ulubionych kawałków, widniejacy na co drugim chilloutowym składaku, czyli
      Midnight Marouders. I w te strone idzie całośc materiału - soulowe wokale, w
      liczbie trzech, dyskretne brejki i łamańce elektro, pare typowo regałowych jazd
      w stylu one riddim, czasem szalejąca po punkowemu gitara i nad tym wszystkim
      dęciaki w stylu najlepszych big-bandów. A wszystko ładnnie obrobione, dubowo
      doprawione i puszczone w świat. Po prostu 8 idealnych kawałków do spokojnej
      jazdy, typu nienerwowy powrót z pracy.
      a jakby kto potrzebował idealnej muzyki na wieczorne garden-party przy drinkach
      z palemką i półnagich paniach plasających na obrzezu basenu, to też sie powinno
      rewelacyjnie sprawdzić:)

      P:)
    • ydorius Re: Muzyka na rower 08.05.06, 20:13

      Wypróbowałem już dużo różnych rzeczy (kiedyś moim ulubionym rowerowym dopalaczem
      było kill'em all, ale zarzuciłem ze względów zdrowotnych) i w końcu w zeszłym
      roku odkryłem swój typ. Po prostu stare poczciwe Bad Religion. Taki 'generator',
      czy 'no substance' z nowszych rzeczy to po prostu jest to, o co chodzi. Nagrałem
      sobie płytę empetrójkową z bad religionami i poprzetykałem ostatnim albumem
      Hermano. I jak ruszam w trasę to tylko zawał serca może mnie ściągnąć z bicykla :-)

      m,
      .y.
      • tysia2 Re: Muzyka na rower 11.07.07, 00:59
        No to ja może zaproponuję zespół Rancid, zwłaszcza przy ustanawianiu nowych
        rekordów trasy. Wyraźna linia basu pobudza energetycznie i ogólnie muzyka raczej
        nie rozprasza więc można skupić się na kontrolowaniu ruchu ulicznego.
    • mameluch Re: Muzyka na rower 10.05.06, 12:33
      u mnie raczej mało ambitnie, bo na rower zabieram głównie muzykę łatwą, szybką,
      rytmiczną. raczej ciężko słucha mi się rzeczy spokojnych, rozwleczonych.
      więc może tak:
      - pojedyncze utwory (te które mam teraz na plejera wrzucone):
      wspomniany obok 'Lords of the boards' Guano Apes
      'C'mon C'mon' Von Bondies
      'Along comes Mary' Bloodhound Gang
      'Daylight in your eyes' Audiosmog
      'Run baby run' Garbage
      'Alec Eiffel' Pixies

      z albumów sprawdza się 'Veni Vidi Vicious' The Hives, tyle że przy 'Die Alright'
      dwa lata temu trochę za bardzo rozpędziłem się na sudeckich serpentynach i
      prawie pod samochód wleciałem:/
      pewnie 'Meltdown' Ash też będzie pasował, ale na razie słuchałem go właśnie na
      tych serpentynach przed tygodniem, tyle że jedynie jeżdżąc samochodem.
      ostatnio też Sick Of It All dobrze pobudzało mięśnie do szybszego pedałowania.

      rzeczy ambitniejsze i spokojniejsze zostawiam do spokojniejszego domowego
      słuchania:)
    • theagata Re: Muzyka na rower 10.07.06, 08:27
      sezon rowerowy w pełni warto więc wskrzesić wątek.

      moje ostatnie odkrycia muzyczno-bicyklowe:

      - na rowerowanie poranne gdy trzeba dokądś spokojnie dojechać {np. na sesję
      jogi} idealnie sprawdza się Stadium Arcadium Red Hot Chili Peppers / Jupiter,
      to ponad godzina łagodnie pobudzająco - rozbudzającej muzyki, a gdy potrzeba
      więcej można uzupełnić trasę Marsem.

      - na rowerowanie z szaleństwem {wyczyn sportowy np. przygotowanie do
      tourjakiegośtam albo gdy po prostu trzeba dokądś dojechać w pędzie} mocno
      polecam At The Drive-In album This Station Is Non-Operational zakręca nóżki na
      pedałach aż miło, a zróżnicowanie tempa pomaga na pokonywanie wzniesień bez
      większego zmachania a także pozwala na złapanie oddechu gdy ruchem swobodnym
      udajemy się po (nie)równi pochyłej w dół gdy nie ma musu obracania pedałami.

      - na rowerowanie wieczorne gdy tylko z czystej miłości do naszych dwóch kółek i
      do muzyki chcemy połączyć te dwie pasje czyli po prostu upajać się dźwiękami
      podczas gdy mięśnie nóg stają się coraz silniejsze a wiatr we włosach etc. i
      zamiast w tym upale przyklejać się do sprzętów domowych sadowimy się na takim
      małym czarnym i ... możemy poszaleć, nareszcie mamy poczucie pełnej swobody i
      uwalniamy swoje fantazje nie skrępowane koniecznością przestrzegania zasad
      życia w dobrosąsiedzkich stosunkach czyli można sobie przywalić po uszach dużą
      dawką decybeli i nareszcie upajać się dźwiękami które bez ekstremalnego
      nagłośnienia nie działają tak jak tego sobie życzymy, ja wybieram to co
      odbieram bardzo emocjonalnie - hipnotyzujące psychodeliczne brzmienie The Mars
      Volta i Tool`a, ostatnio do tego dołączyło Muse z nową płytą Black Holes &
      Revelations od której uwolnić się nie mogę.

      pozdrawiam rowerowo i niech lato nam sprzyja - ciepłe i suche ;)
    • grimsrund Re: Muzyka na rower 05.07.07, 18:03
      Wątek edukacyjny. Dla samobójców :)

      W górę go!
      • braineater Re: Muzyka na rower 05.07.07, 19:07
        Skoro dla samobójców to przestroga będzie:)

        Defunkt, płyta z roku 1980, z tytułem wielce odkrywczym Defunkt - pod ŻADNYM pozorem nie jest płytą, którą nalezy brać na rower, choć teoretycznie jest na niej wszystko, co zapewnie komfort jazdy, bo i cudowne bassowe łamańce, i niezły histeryczny wokal, i kwaśne klawisze długie proste zamieniające w krótkie kręte oraz cudowne funkowe podziały rytmiczne, które przełożne na nacisk na pedały zapewnieją cudowną płynnośc jazdy.

        Od płyty Defunkt robi się jednak siny piszczel, sporych rozmiarów rozjebka na łokciu, oraz tworzy się niemiłych rozmiarów zagadnienie budżetowe - trza opłacić fachoffca, który wyprostuje ramę.

        Jeśli więc będzie się państwu szanownemu wydawało, że Defunkt + pomysł zjechania w dół z 74 stopni kamiennych to jest totalnie cudowna idea na spędzenie popołudnia, to radziłbym to kilkakrotnie przemyśleć, po czym jednak znieść ten rower na plecach.

        Defunktowi mówimy zdecydowanie nie. Jakbym miał Manu Chao, to bym się tak nie wypieprzył.

        P:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka