Dodaj do ulubionych

Film tygodnia

27.02.08, 12:41
A taki wątek. Pod koniec tygodnia, albo na początku następnego
wybieramy sobie z obejrzanych przez nas OBRAZÓW jeden - naszym
zdaniem najlepszym.

Od razu podsumuję poprzedni tydzień. The Winner is
bezapelacyjnie "Dróżnik" (TVP Kultura). Rewelacja porównywalna dla
mnie jakoś z "Bagdad Cafe" (chociaż ten ostatni obraz ma jeszcze
dodatkowy plus, czyli piosenkę Calling You), a to już, jeżeli o mnie
chodzi, najwyższa półka.
droznik.filmweb.pl/
Swoją drogą, Bagdadu na DVD jakoś nie widziałem. Ktoś coś wie?

Można tu też zajawiać jakieś wybitne pozycje wypatrzone w Programie
TV.
Obserwuj wątek
    • braineater Re: Film tygodnia 27.02.08, 12:43
      Musi być z TeVe? Bo jak tak to odpadam...

      P:)
      • cze67 Re: Film tygodnia 27.02.08, 12:44
        Co to jest TeVe?
        • braineater Re: Film tygodnia 27.02.08, 12:47
          Takie pudełko, co ponoć w każdym domu stoi i w którym pomiędzy reklamami, programami dla gospodyń wiejskich i relacjami z jakoby waznych wydarzeń, raz do roku pojawia się jakis film, zamordowany obecnością lektora oraz kolejnymi reklamami...

          P:)
          • obly Re: Film tygodnia 10.03.08, 10:33
            z fajnych filmów:

            widzialem lucky number slevin

            w sumie takie to jakieś
            kazdy gada o wszystkim najsmieszniej jak sie da o tym o czym ma
            własnie powiedziec.

            nie zgadzam sie z brajnem co do zachwytu.

            dialogi własnie sa najslabsze i przeszkadzaja w ogladaniu. nie
            jestem ciekawy co powiedza bo plotą non stop pierdoły.
            ale kilka razy sie usmialem.

            akcja taka sobie plan zemsty słaby zbyt napuszony i sztuczny i dosc
            krwawy i dlatego nie jest juz to zemsta a po prsotu rąbanka z
            grepasami. czego nie lubie i unikam. zbyt duzo fajnych grepsów
            zabija fabułe. brak emocji w ludziach. A ludzie sa bez duszy chcialo
            by sie rzec i tak naprawde nic nie jest w tym filmie dobre.
            wielka jazda bez trzymanki ale zapomnialo sie o pasażerach.
            czyli wszystko fajne ale ludzie w tym filmie niefajni.

            jest to jeden z tych filmów które nawiązują do filmu
            "Przekręt" ktory miał tą przewagę że postacie byli w krwi i kości a
            nie roboty ze smiesznymi grepsami.

            nikt mnei nie przekona, niemniej dzieki brainovi za ten film - nie
            jest na maxa zły i wrecz perfekcyjnie nakrecony i zagrany. ale
            raczej straszny plastik.
            • obly Z odzysku 10.03.08, 10:55
              Typowy "dobry ale polski film".
              Przesmucony i przyciezki czasami.
              Jakby komus bylo słabo bo sie czuje rzytłoczony problemikami to
              niech sobie zarzuci na oczy ale pewnie nie obejrzy do konca. Mi sie
              udało za drugim razem. wyobraźmy sobie kolesia który pracuje w
              chlewni, potem dorabia przy obstawianiu dyskotek, w agencji ochrony
              przy sciaganiu długów, walczy na ringu w nielegalnych walkach
              boxerskich. jednak nie o tym jest film ale o tym ze kazda jeszcze
              jedna malaniegrozna decyzyjka doprowadza do niefajnego finału. gdzie
              sie okazuje że nic nie jest takei jak powinno. nie jest sie tym kim
              chciało by sie byc.

              to jeden z tych filmów które pokazują przekraczanie pewnych
              Rubikonów, pokazuje je dokładnie tak jak kształtuje sie charakter w
              wieku 19-20 lat. wtedy kazdy z nas dokonuje wyborów tak samo. Na
              końcu okazuje sie iż najtrudniejsza jest najkrótsza droga do domu a
              pojście wygodnie naokoło jest łatwizna która zabija nas w środku i
              zmienia tak ze wydostac sie potem z tego wygodnego pudełka możę być
              już niemożliwe.
              Film pokazuje ze za każdy wybór w życiu się płaci, grunt to własnie
              wybierac tę zapłatę a nie sam przedmiot wyboru. Tak mniej wiecej o
              tym jest ten film. O świadomości własnych wyborów za które z checia
              się zapłaci, tak się ukuwa charakter nie tylko we filmie.

              Detale są cudowne, jest troszke ukrytej symboliki (rzeka, ryk świn,
              samolot, domek z grilem) i mnostwo takiego polskiego piekiełka,
              którego nadmiar może tak udepresić widza ze sie podda. Ale znów -
              dobre obserwacje, proste dialogi, trudne sytuacje, pokazywanie
              motywacji działania i trudnosć w prostowanie kręgosłupa.
              ale jesli cos jest konieczne do zycia to nie ma że trudne nie?

              A odzysk? ja to odczytuje ze się sam bohater odzyskał.

              zakończenie typowo polskie: rzeka, pobity i ranny bohater wpław sie
              udaje do domu, na środku rzeki odjazd kamery, ciach i napisy.
              do wybacznia.
      • nienietoperz Re: Film tygodnia 27.02.08, 12:48
        Dlaczego musi być z T(e)V(e)? Nie musi, nigdzie o tym Guevara 67 nie pisał. Jak
        sobie przypomnę, co oglądałem, to dam głos.
        • cze67 Re: Film tygodnia 27.02.08, 12:57
          Nie no, chodzi o filmy ogólnie, a nie nośnik. Ja o kinie przypominam
          sobie raz w roku, kiedy jadę do Wrocławia (wcześniej: Cieszyna) na
          festiwal. Jakoś nie chce mi się samemu chodzić.
        • braineater Re: Film tygodnia 27.02.08, 12:57
          A skoro nie musi to prosze bardzo - Twilight Samurai (Tasogare Seibei) na polski w serwisach z napisami oddane jako Samuraj Półmrok), co mną z lekka wstrząsnął i pozamiatał, bo cudowną jest wersją samurajskiego mitu. Historyjka umieszczona pod koniec Ery Samurajów (kilka lat wcześniej niż wydarzenia opowiedziane w przedebilnym Ostatnim Samuraju), skupiona na losie ubogiego samuraja, który wplatany zostaje w walkę o władzę, bo niespodziewanej śmierci swojego shoguna. Tyle, że numer polega na tym, że walczyć to on nie chce, w głebokiej dupie ma bycie samurajem, woli opiekowac się dwójką swoich córek, łowić ryby i uprawiać pole.
          Film nakręcił gośc, który od 40 lat robił tylko filmy samurajskie, aż w końcu postanowił zrobić film anty-samurajski, pokazujący chwilę w której ten cały system się sypie. Walk jako takich praktycznie nie ma, prócz finałowego starcia, sam film przez paru co ważniejszych recenzentów jest uznawany za japoński Czas Apokalipsy (całkiem sporo nawiązań do oryginału), ma cudowne zdjęcia, które nie zalatują klasyczym kiczem japońskich litografii, a w roli głownej genialnie sobie radzi Hiroyuki Sanada, czyli głowny bohater Ringu.

          Waga: 700 mb
          Torrenty: Mininova, Pirate Bay
          Napisy: napisy.info (pl), open subtitles (eng)

          P:)
          • cze67 Re: Film tygodnia 27.02.08, 13:06
            NO stary, tu mnie masz, uwielbiam filmy samurajskie. Zarówno Akiry
            jak i innych reżyserów. Nawet kiedyś uczęszczałem na przegląd takich
            obrazów do gdańskiego Żaka, dzięki któremu dowiedziałem się, że nie
            wszystkie tego rodzaju filmy to arcydzieła:-)
            • braineater Re: Film tygodnia 27.02.08, 13:09
              No to koniecznie, tylko, że niestety wbrew prawu, bo jak 80% dobrych filmów nie doczekał sie polskiej dystrybucji i to w mimo tego, że parę lat temu startował w oskarowych kategoriach na najlepszy obcojęzyczny (przegrał z Inwazja Barbarzyńców, chyba słusznie, choć i tak szkoda).

              P:)
          • cze67 Re: Film tygodnia 29.02.08, 12:46
            > Waga: 700 mb
            > Torrenty: Mininova, Pirate Bay
            > Napisy: napisy.info (pl), open subtitles (eng)

            Dzisiaj rano, średnio 120 kilo/s, półtorej godziny ssania:-)
            Podczas, gdy płyty idą mi czasami i tydzień (pewnie mam coś z
            ustawieniami). Jeszcze nie wiem, czy umię wklejać polskie napisy,
            ale wieczorem się dowiem:-) Senks za namiary kolego.
    • carmody Re: Film tygodnia 27.02.08, 13:23
      Oglądam mnóstwo, choć zeszły tydzień jest takim wyjątkiem jakby. W
      dodatku tydzień temu to chyba nic dobrego nie widziałem, więc raczej
      zjebki będą (i to krótkie, chyba):

      "Stardust"
      Wolałem jak ten film nazywał się "Jeździec bez głowy" i reżyserował
      go Tim Burton. Jestem już 100% pewien, że nie cierpię Neila Gainmana.
      Tak naprawdę to nie było takie złe kino. Nawet się ubawiłem. Tyle,
      że zbyt wiele rzeczy mnie denerwowało, bym mógł wypowiedzić
      kazikowe "zajebisty film fajny". Po pierwsze i najmniej istotne od
      strony plastycznej mi nie przypasił. W ramach takiej konwencji
      przyzwyczajony jestem do cymesów typu "Legenda", filmów Gilliama,
      czy Burtona właśnie. Tutaj wszystko jakieś takie nie bardzo, nawet
      sam nie wiem dlaczego - chyba za mało epicko to wyglądało.
      Dalej - okropna narracja. Niecierpię Gainmana.
      Trzy - kliszowe do bólu postacie. Wiem, że postmoderna itd. Wiem, że
      starano się ją uskutecznić. Nawet humoru wcisnąć w te chołopki
      biegające po ekranie. I dobra - jesteśmy 100 000 lat świetlnych
      od "Krulla" (genialnego skądinąd), ale każda przyzwoita produkcja
      fantasy z lat 90tych zaczyna nas dublować. Przepisując przypomniany
      mi przez kumpla żart z "Jam Łasica!":
      -Clishe? Chyba byłem chory na świnkę, kiedy w klasie uczyliśmy się o
      clishe.
      Cztery - aktorstwo przyzwoite, ale nie ma przed kim przyklęknąć.
      Ledwo dobry główny hiro. W porządku jego partnerka. Niezła wiedźma
      Pfeiffer. Reszty się nawet nie zauważa. No jeszcze DeNira! Tak łatwo
      go zapomnieć! Bo DeNira jest dobra, bez DeNiry świat byłby gorszym
      miejscem. Tylko, że DeNira zawsze pozostanie DeNirą i wszystkie jego
      role komediowe opierają się na tym, że DeNira jest tą DeNirą, którą
      znamy z "Taksówkarza", czy "Gorączki". Komediowa DeNira to postać
      kompletnie zaprzeczająca DeNirze, którą znamy - na tym opierać się
      ma cały komizm komediowej DeNiry. No i jeszcze na tym, że komediowa
      stroi te klasyczne miny DeNiry niekomediowej. I to jest zabawne, ale
      tylko pierwsze 2-3 role. Potem nudzi. Komediowa DeNira w "Stardust"
      to kapitan pirackiego okrętu łowców błyskawic, który pieczołowicie
      dba o opinię twardego madafakera, a w rzeczywistości jest ciotą.
      Niech będzie, w sumie nie wiem czemu spodziewałem się czegoś więcej.
      Zupełnie nie umiejąc streścić tego wywodu zrobię coś czego nigdy nie
      robię i postawię ocenę. W skali 1-10 co gorsza. Uwaga: 6/10.

      "Jumper"
      Absolutne dno. Uwielbiam grającego jedną z głównych ról Jamiego
      Bella, ale dostaje on za ten film uwagę w dzienniczku. Następnym
      razem będzię musiał przyjść z rodzicami. Do niedawna myślałem, że
      każdy film z Samuelem Jacksonem to film warty obejrzenia, choć nie
      wiem jak zły by nie był. Ten nie jest warty obejrzenia, choć Jackson
      gra tu po raz 1000 tę samą postać. Nawet to, że ma białe włosy go
      nie tłumaczy.
      Dobra, ja wiem, że takie filmy ogląda się dla tzw. scen. Dla
      rozpierduchy podpartej efektami itd. No i ja takie kino uwielbiam.
      Nawet więcej - ostatnimi czasy gustuję w nawalanach bez fabuły
      ("Crank" to jest najlepszy film jaki widziałem w zeszłym
      roku;), "Versus" Ryuhei Kitamury to powinni w szkołach puszczać),
      ale na Bouga! Niech chociaż wytłumaczą dlaczego Palladyni polują na
      Skoczków! Oczywiście można sobię jakiś tam motyw ukuć opierając się
      na półsłówkach, ale nie będzie on w najmniejszym stopniu
      zadawalający. Zrobić film bez fabuły też trzeba umieć!
      Okropne aktorstwo, idiotyczne dylematy bohaterów, zero napięcia,
      nawet efekty durne. Unikać.
      • cze67 Re: Film tygodnia 27.02.08, 13:38
        carmody napisał:

        Do niedawna myślałem, że
        > każdy film z Samuelem Jacksonem to film warty obejrzenia, choć nie
        > wiem jak zły by nie był.

        A "Węże" widziałeś?
        • braineater Re: Film tygodnia 27.02.08, 13:39
          Jeśli to ma być zakamuflowany atak na Węże, to się skończy pojedynkiem na gołe cyce. Negatywne opinie na temat tego filmu nie istnieją...

          P:)
          • cze67 Re: Film tygodnia 27.02.08, 13:42
            Nie no, nie będę ukrywał, że filmu nie widziałem, tylko trailera. No
            i nie wierzę, że to sie komuś może podobać. Może jako parodia. Ale
            to chyba film na serio jest.
            • braineater Re: Film tygodnia 27.02.08, 13:46
              nie, tam nie ma nawet sekundy serio. Jak dobrze pamiętam, tak jak ja jesteś fanboyem Willisa, więc koniecznie zobacz ten film własnie po to, coby sprawdzić jak Jackson robi Willisa - generalnie jedna wielka zlewa z wszystkich macho movies, nawet lepsza niż Hot Fuzz

              P:)
              • cze67 Re: Film tygodnia 27.02.08, 13:50
                Ale czy to oczko do widza nie jest jeno wytworem Twojej imaginacji?
                Oto jest pytanie.
          • grimsrund Re: Film tygodnia 27.02.08, 23:41
            > Jeśli to ma być zakamuflowany atak na Węże, to się skończy
            > pojedynkiem na gołe cyce. Negatywne opinie na temat tego filmu nie
            > istnieją...

            Taje, wypad od WĘŻY. W podskokach! :)
        • carmody Re: Film tygodnia 27.02.08, 14:21
          nu, ba!
          "Węże..." fpyte.
          Ale "Hot Fuzz" lepszy!
    • p.o.box.77 Re: Film tygodnia 27.02.08, 13:58
      to ja tak trochę offtopic :D

      bo widziałem w sobotę po raz pierwszy "Awesome, I Shot That"

      poza genialnie opracowaną operatorką, postprodukcja jest
      przesympatyczna, także polecam kazdemu, kto to czyta, a jeszcze nie
      widział.

      dopuszczam myśl, że jestem ostatnim który to czyta a jeszcze nie
      widział.
    • carmody Re: Film tygodnia 27.02.08, 15:03

      cze67 napisał:

      > Od razu podsumuję poprzedni tydzień. The Winner is
      > bezapelacyjnie "Dróżnik" (TVP Kultura). Rewelacja porównywalna dla
      > mnie jakoś z "Bagdad Cafe" (chociaż ten ostatni obraz ma jeszcze
      > dodatkowy plus, czyli piosenkę Calling You), a to już, jeżeli o
      mnie
      > chodzi, najwyższa półka.
      > droznik.filmweb.pl/

      Bardzo lubię. Michelle Williams to kobieta, za którą można dać się
      pochlastać.
      • cze67 Re: Film tygodnia 27.02.08, 15:21
        Co ciekawe, po przeczytaniu zajawki i zdjęciach w gazetach byłem
        przekonany, że to jakiś film nieanglojęzyczny (rumuński,
        portugalski, belgijski). A koleżanka, której powiedziałem, że
        oglądałem, powiedziała: a to ten czeski film:-)
    • nienietoperz Re: Film tygodnia 27.02.08, 17:11
      No dobra, niech będzie: `Lust, Caution' Anga Lee.
      Bardzo to wszystko, Panie, śliczne, tyle, że nie do końca angażujące.
      Może o tyle, że miałem po raz pierwszy w życiu ochotę wybrać się do Chin.
      Zwłaszcza do Chin z lat czterdziestych wieku XXgo.

      A Dróżnik przedni.
      • grimsrund Re: Film tygodnia 27.02.08, 23:44
        > `Lust, Caution' Anga Lee.

        Dobra, dobra. A momenty byli? Bo ciule z MPAA dali orginalnej wersji
        NC-17, a wtedy zawsze nadstawiam oczów :)
        • nienietoperz Re: Film tygodnia 27.02.08, 23:53
          Byli. W ilości może niezbyt wielkiej za to dość dosadnej. I jak raz
          autentycznie `uzasadnione wyższą potrzebą artystyczną'.
          • grimsrund Re: Film tygodnia 28.02.08, 00:14
            Niech żyje wyższa potrzeba artystyczna ;)
            • jazzfoxy Re: Film tygodnia 28.02.08, 11:50
              "Butelki zwrotne" Sveraka. Jedyny jaki widziałam w tym tygodniu :)
              Lekkie, przyjemne czeskie kino, w sam raz po ciężkim dniu.
    • carmody film czwartku 29.02.08, 13:22
      "The Chumscrubber"
      www.imdb.com/title/tt0406650/

      Dlaczego się skusiłem?
      1. Gra tam Jamie Bell, ten z pamiętnego "Billy Elliot" i późniejszej
      rewelacji Thomasa Vinterberga "Moja droga Wendy". Ten samm, który
      występuje w okropnym "Jumper", o którym wyżej i który na ekranach
      kin obecnie.
      2. Film porównywany jest z przecudownym "Ghost World" Zwiggofa na
      podstawie komiksu Clowesa. Słyszałem, też opinie, że blisko mu
      do "Donnie Darko", moim zdaniem przecenianego, ale bardzo
      przyjemnego filmu.
      3. Nie miałem co ze sobą zrobić wczoraj wieczorem.

      Dlaczego odradzam każdemu, kto się na ten szajs natknie?

      1. Jamie Bell zostaje zawieszony w prawach ucznia i będzie miał
      naganne zachowanie na świadectwie. Co prawda rolę miał taką, że
      wykrzesać się z niej nic nie dało. Takiego zwichrowanego,
      wyalienowanego nastolatka zagrał. W sumie to nie musiał się wysilać,
      bo jemu z oczu tak patrzy jakby miał poważne problemy, między innymi
      dlatego go lubię. Ta baardzo średnia kreacja i tak jest najlepszą
      rzeczą w tym filmie.

      2. Oprócz Bella marnują tu czas inni świetni aktorzy - Ralph Finnes
      i Glenn Close. Oboje nieźle, ze szczególnym wskazaniem na Finnesa.
      Tyle, że jak w przypadku Jamiego role, w które przyszło im się
      wcielać to jakaś potwarz.

      3. Fatalna muzyka. Albo jakieś przesłodzone, meloancholijne
      melodyjki starające się łączyć Erika Satie z Yannem Tiersenem, albo
      piosenki Placebo i gitarowych smuciarzy jak ci od "Closing Time"
      (nie pamiętam nazwy kapeli i pamiętać nie chcę)

      Po czwarte i najważniejsze: jest to do bólu pretensjonalne kino o
      tym, że nastolatki mają źle, bo nikt nie zauważa ich potrzeb i
      problemów. Że dorośli mają źle, bo nie są zadowoleni ze swojego
      życia. Że wszystko to gra pozorów i za sprawą jednego
      nieoczekiwanego zdarzenia dotychczasowe sztuczne życie może zmienić
      się w ruinę. W dodatku jest happy end. KOSZMAR!

      Kompletnie nierealistyczne postacie.

      Depresja przedstawiona jak w wyobrażeniach zaczytanych w
      Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i Paulo Coehlo nastolatek.

      nieee nawet nie chce mi się wypisywać całego kretyństwa tego filmu.
      może tylko to:

      Główny bohater żre co pół godziny czasu filmu jakieś 3-5 pigułek
      antydepresyjnych. Jak pieprzone tiktaki, no ja nie mogę.

      i jeszcze krótkie streszczenie fabuły:

      Amerykańskie przedmieścia. Rodzicie starają się udawać, że podoba im
      się ich życie, a dzieciaki żrą psychotropy zakupowane od lokalnego
      dila. Dil, przyjaciel głównego bohatera (Bell) pewnego dnia popełnia
      samobójstwo. Nie ma prochów, wszystkich nosi. Grupka dzieciaków
      postanawia wymusić na naszym bohaterze odnalezienie leków schowanych
      przez dilera-samobójcę. W tym celu porywają jego młodszego brata.
      Okazuje się, że pomylili dzieciaka, ale Bell i tak daje się wciągnąć
      w ten ambaras.

      /w zarysie fabuły bardzo duże podobieństwo do późniejszego "Alpha
      Dog" m.in. z Justinem Timberlake'iem. "Alpha Dog" to bardzo fajny
      film!/
      • cze67 Film piątku:-) 29.02.08, 13:27
        Pewnie wszyscy tym już rzygają, ale...

        A teraz coś z zupełnie innej beczki
        And Now For Something Completely Different
        komedia
        piątek 29.02.2008 TVP Kultura 20:3
        • cze67 ... i soboty. 01.03.08, 11:50
          Dzisiaj w TVP Kultura (20.00) "Vengo" Gatlifa, czyli dużo dobrej
          muzyki cygańskiej w andaluzji.

          A w poniedziałek znowu się popłaczę przy końcu "Okruchów dnia" (w
          Zone Europa też o 20.00).
          • braineater Right at your door 01.03.08, 12:00
            Czyli tania fantastyka jest dobra, bo jest tania i dobra.
            Dostałem od zioma z hasłem - a snuje się jakiś pojeb i przez 1+1/2 h słucha radia. Co poniekąd jest prawdą. Słucha. A słucha, bo w centrum L.A nieznani sprawcy zrobili wielkie bum. Żeby było ciekawiej, oprócz klasycznych efektów bum, pojawia się także toksyczny opad, który robi kuku każdemu na kogo spadnie, na tego bęc.
            Przez póltorej godziny praktycznie nie wychodzimy z wnętrza zapieczętowanego od środka domu - rzad kazali, żeby przed toksycznym syfem zabezpieczyć, i wraz z głównym hirołem słuchamy tego pieprzonego radia, próboując pochytać, co się tak naprawdę stało. A za oknem, dymy nad miastem i ptaki zdychające w locie.
            A na koniec dostajemy bez pysk ostrym twistem.
            Film rewelacyjnie napisany, dobrze zrobiony, niestety słabo zagrany. Obrazek z serii mamy fajną chatę, 10tys dularów, to może nakręcimy w weekend jakiś niezależny horror. Cel osiągnięty - obrazek rewelacyjnie wygrywa anty-terrorystyczne paranoje, głowny bohater postawiony jest w takiej sytuacji, o której marzy kazden zonaty mężczyzna, a całośc całkiem nieźle wciąga. Od niepamiętnych czasów wreszcie film, przy którym Maj Lovli Łajf wstała z satysfakcja i stwierdziła, dobrze tak, skurwysynowi...

            Pirate Bay, Mininowa
            700mb albo 1,3GB
            Dużo sidów, sporo liczów

            P:)
            • dr.strangelove Re: Right at your door 11.03.08, 22:29
              A co do buma i tok(sukin)synów co się snują i trują bouga dupy winnych
              amerykanerów - i wielkiej tajemnicy co do ich składu to ja mam teorię taką oto:
              Koleś wywala rzeczy żonki na werandę i zamyka się szczelnie w chałupie z
              meksykańskim ogrodnikiem - jak ulał pasuje to tego schemat Fag-bomby!
              • cze67 Łowca androidów - ostatecznie ostateczna wersja 13.03.08, 11:17
                Się pochwalę, że fundnąłem sobie pięciopak ekskluzywny Blade Runnera
                z tylomaż wersjami tego filmu. A co? No i obejrzałem na początek tę
                wersję co to ją Scott ostatnio zrobił i co ma być ostateczna.
                Oglądanie sprawiło mi wielką przyjemność, boć to przecież mój
                ulubiony film życia, ale szczerze mówiąc, wielkich rewolucji w
                stosunku do poprzedniej wersji reżyserskiej nie zauważyłem.
                Właściwie jedyna scena dodana to ta, gdy Roy Batty miażdży głowę
                Tyrella (krew, więcej krwi!). Miałem nadzieję, na więcej dodanych
                scen, na jakąś małą rewoltę wręcz. Ale no cóż, taka jego wola....
                Teraz nastawiam się na wersję rzadko prezentowaną wersję tego filmu
                z inną muzyką i dialogami. Ciekawe co mnie czeka...?
                • cze67 Re: Łowca androidów - ostatecznie ostateczna wers 29.04.08, 21:32
                  No tak, można się było tego spodziewać - jest jeszcze wersja
                  zrobiona przez fana. Kiedyś sobie zapodam chyba...
                  fanedit.org/wpTF/?p=538
                  • grimsrund Re: Łowca androidów - ostatecznie ostateczna wers 29.04.08, 22:12
                    Offtopikującfszy do przedpoprzedniego postu Cze, mam szczerą
                    n******ę, że Cze nie zapłacił za tego boxa tyle, ile obawiam się że
                    zapłacił :(((
                    • cze67 Re: Łowca androidów - ostatecznie ostateczna wers 30.04.08, 10:15
                      Zapłaciłem tyle... ile zapłaciłem:-P
          • cze67 Re: ... i soboty. 04.03.08, 12:39
            cze67 napisał:

            > A w poniedziałek znowu się popłaczę przy końcu "Okruchów dnia" (w
            > Zone Europa też o 20.00).

            Gdybym miał wybrać jedną jedyną rolę, która jest kwintesencją
            aktorstwa, "zrośniecia się" z graną postacią, byłby to Hoppkins w
            roli Stevensa. Nie można właściwie spuścić go z oka, bo każdy gest,
            grymas jest ważny, coś znaczy.
    • braineater Lucky Number Slevin 08.03.08, 20:53
      czyli dzień dobry, czemu jestem taki gupi i nie widziałem tego wcześniej? Znaczy się po pierwsze - Bruce Willis, po drugie - Morgan Freeman, po trzecie - Ben Kingsley, po czwarte - Dany Aielo i po piąte, cobym nie wyszedł na ciotę - Lucy Liu.
      Ale przede wszystkim scenariusz i dialogi. Sam mjut. Klasyczne con story, o dużym końskim przekręcie i zemście po latach, ozdobione tekstami w stylu:
      - Charlie Chaplin wziął kiedyś udział w konkursie na swojego sobowtóra. Był trzeci.
      Do tego przemoc, rozpierducha, swingujące kawałki w soundtracku, parę dobrych twistów fabuły, no i dialogi. Wspominałem już o dialogach?:
      - I hired you to do a job. It wasn't supposed to look like a job. So you take out the Israelis, bomb the damn building and now the job that was not supposed to look like a job is beginning to look very much... like a job.
      Jeden z tych filmów co się ich człowiek chce naumieć na pamięć, żeby potem błyszczeć podczas pijackich spotkań przy pokerze.
      Normalnie 700 mb godziwej rozrywki.
      Na każdym torrencie.

      P:)
      • grimsrund Re: Lucky Number Slevin 08.03.08, 21:09
        W telewizorni (C)analnej widziałem - bardzo przyzwoita robota (no
        ale nic co z Brusem nie mogło się nie udać).
    • nienietoperz Ex aequo: No Country For Old Men i I'm Not There 10.03.08, 01:09
      Tuż za, ale wciąż na podium: Crash (Haggisa).

      Recenzji nie piszę, bo pewnie wszyscy albo już widzieli, albo
      czytali dużo o.

      Z ukłonami,
      NN
    • dr.strangelove Re: Film tygodnia 10.03.08, 22:51
      napiszę toże jakoże (mein tod!) hańbię się pracą wczesną tarantiny nim został pięknym 72milimetrowym wiec chcąc nie chcąc tłukę tego szajsu co nie miara.
      Ciekawostka: "right at your door" o którym pisał brej wyszło w polonii na dvd pod zaiste przerażającym tytułem "ZAGŁADA" - nic do dodania nie mam do poprzedniej recenzji, może poza tym, że twórcy mieli 7 a nie 10tys dolców i postanowili kręcić wszystko popołudniu gdyż ich nie było stać na blendy.
      Ale chodźmy dalej.
      "Szklana pułapka vol4" - dziwna sprawa , no bo , proszę państwa , nie oszukujmy się - Łilis nie robi się coraz młodszy, a czwarte części wręcz z reguły są popłuczynami.
      Ale seria "szklanej" jest jak ser - im starsza tym wydaje się droższa i skierowana do francuskich wysnobowanych koneserów-pedałów. Pomijając dość naciąganą fabułę (informatycy zapewne wyją w niewysłowionym cierpieniu spowodowanym eksplozją poczucia humoru) film cacany jest z 3 powodów.
      Powód 1: Jakiś gruby, chodzący do knajpy w klapkach i podkoszulku "rangers" scenarzysta, w przerwie między malowaniem transparentów na wiec strajkujących scenarzystów holishitwoodu, a piciem kakao w salonie u swojej matki, wysmażył w swojej łysiejącej łepetynie sceny akcji tak porażające w swej "akcyjności" że aż z iskrami trące o granicę autopastiszu natomiast jakiś żydowski producent w przerwie między wciąganiem kokainy ze zgięcia kolana azjatyckiej dziwki, a wyciąganiem swojej otumanionej alkoholem żony z przyjęcia w Beverly dał mu na to pieniądze. (egzem plum: co uzyskamy z połączenia mostu, ciężarówki, myśliwca pionowego startu i Buca Willisa (no offence Bajbe))
      Powód 2: Willis co i rusz rzuca jakieś postmodernistynie ironiczne zagadajduszki do widza znającego poprzednie 3 szklanki - ogólnie wygląda na zmarnowanego i jest po prostu fajny - bonusowo świetnie wygląda jak jest łysy.
      Powód 3: Maggie Q. I tyle.
      Panna Q stanowi najlepszy przykład ultraseksapilu kobiety która mimo tego że jest Azjatką wygląda na europejkę , która wygląda na Azjatkę. Właściwie nie musi nic robić , wystarczy że mówi coś do mikrofonu a mam wrażenie jakbym oglądał film pornograficzny. Kiedy panna Q zaczyna kopać i strzelać po mordzie Willisa bitewną odmianą Tai Chi to mam wrażenie że oglądałem film pornograficzny 2 minuty temu.

      Końcowa recepta zapewniająca lepszą recepcję: 4 piwa + 4 szklana = have fun. Bez piwa trze trochę po dupsku.

      (A zastanawialiście się co myśli sobie teraz facet który przetłumaczyl 1 "die hard" jako "szklaną pułapkę" ? Bo niby skąd miał wiedzieć że to be continued? Czy jest mu głupio, czy raczej zaciera ęce i śmieje się w kułak (co nie jest łatwe kiedy zaciera się ręce)Ale jaką miał alternatywę? "Niezajebywalny"?
      • carmody Re: Film tygodnia 11.03.08, 14:50
        Pane doktore! Zmiana charakteru foruma na popkulturalny przyciągnęła
        pana talent nie mały, super. Obsmarkałem się ze śmiechu.

        Zgadzam się z oceną szklanej czwórki. Mało faków pada w filmie bym
        dodał, szkoda, bym dodał.

        U mnie filmem tygodnia "Perdita Durango" oh oh ah. Strasznie dużo
        się naprodukowałem na mojej nowej platformie krzywdzenia słów, na
        bloku. Dobra autolans off. Alex de la Iglesia w kinach właśnie -
        "Zbrodnia ferpekcyjna". Iść trzeba koniecznie. W ogóle to chyba
        maraton strzelę sobie, bo ostatnio zrobiłem też "Muertos de risa"
        tego pana, co się tłumaczy "Umrzeć ze śmiechu". I prawie umarłem.

        A z Brusem widziałem jakiś czas temu "16 Blocks". I z Mos Defem.
        Świetnym Mos Defem dodać trzeba. Bruce gra nieco starszego i
        bardziej rozpitego McLeane'a, a Mos Def bełkoczącego nigazza. I
        tyle. Tyle wystarczy, żeby było luxusowo.
      • grimsrund Maggie Q 11.03.08, 15:03
        Bo też i taka z niej Azjatka :)

        "Maggie Denise Quigley was born to a Polish-Irish American father
        (originally based in New York) and a Vietnamese mother. Her father
        met her mother during the Vietnam War. Maggie has two older step-
        siblings from her mother's previous marriage, and two older sisters.
        The family moved to Hawaii and settled in Mililani."
        (baj IMDB)

        Nasza ci ona! :)
      • martolka Re: Film tygodnia 13.03.08, 12:50
        dr.strangelove napisał:

        > - ogólnie wygląda na zmarnowanego i jest po prostu
        > fajny - bonusowo świetnie wygląda jak jest łysy.

        Oj tak.

        Piękna recenzja, od razu humor lepszy! ;-)
      • martolka aha, i jeszcze 13.03.08, 12:55
        dr.strangelove napisał:

        > Ale jaką miał alternatywę? "Niezajebywalny"?

        to by nie przeszło... ale może "Nie do ubicia"? :-)
    • dr.strangelove Domino- reż:Tony Scott 14.03.08, 23:26
      Żeby nie było cały czas pajdy biadolenia smarowanej lubrykantem zwątpienia napiszę słów kilka o filmie wyśmienitym. "Domino" mocno naciągana historia autentycznej łowczyni nagród Domino Harvey w reżyserii Tony'ego Scotta okazał się filmem, który w zalewie nierobiących wrażenia filmideł w końcu wrył się w moje trzewia poznawczo-rekreacyjne jak Karol Marks wryłby się w łona proletariuszek , gdyby Engels pożyczył mu wystarczająco dużo pieniędzy na porządny garnitur.
      na początek materiał wideo:
      pl.youtube.com/watch?v=RhdVVsgPrfk
      Przepięknio zrealizowana historia. Montaż półteledyskowy a twórca scenariusza (Kelly) powinien wygrać gratisowy karnet na fellatio u Sashy Grey. "Domino" to ciacho nafaszerowane czarnym jak czarny murzyn humorem, kawasem, meskaliną, dużą ilością wypalonych fajek, bezzasadnym okrucieństwem i pastiszem wszystkiego ze wszystkim.
      Obsada błyszczy: Keira tak ładna że jaja bolą, Mockey Rurka śmierdzący do bólu wred / skurwiel (genialny), Ramirez tyż w pyteczkę. Pozatym jak zwykle fajny Christopher Walken w roli chujka producenta i jeden z bardziej udanych gagów filmu: Ian Ziering i Brian Austin Green grający samych siebie - czyli podstarzałych , nigdzie niegrających przebrzmiałych gwiazdorów serialu Bewerly H 90210.
      pl.youtube.com/watch?v=cC4h7gg3_78
      No i najlepsze na koniec - zobaczcie kto gra rolę pojebanego, zapijaczonego i wieszczącego kaznodzieji:
      pl.youtube.com/watch?v=1rgHYp99hYs
      • carmody Re: Domino- reż:Tony Scott 15.03.08, 02:31
        Doktorze! Jakbym Cię nie znał, nie miał pewności żeś prawdziwą osoba to
        skłaniałbym się ku myśli, że jesteś moim bardziej utalentowanym alter ego
        (pjontka, chciałbym znaczy; podziw). Piontka, "Domino" urywa jaja i pociąga za
        nimi cały kręgosłup, co tylko pozornie jest niemożliwe jest z fizjologiczneog
        punktu widzenia.
        • grimsrund Re: Domino- reż:Tony Scott 16.03.08, 01:01
          Poleca siem orginalnego DVD, na którym Waits zainfekował nawet
          ścieżkę komentarzową :)

          Wybitna rzecz.
          • el_topo filmy 16.03.08, 22:36
            to moze ja...z ostatnio ogladanych, a katuje ich sporo, polecam:
            1. "Tsotsi" - brytyjsko-poludniowoafrykanski film opowiadajacy o
            syfie slamsow Johannesburga, przestepstwach i zyciu na granicy
            prawa. Zbieg okolicznosci powoduje, ze tytulowy gangsta Tsotsi
            odnajduje w kradzionym samochodzie dziecko, ktorym musi sie
            zaopiekowac...
            Kapitalne zdjecia, historia z moralem przemiany glownego bohatera
            (bez nadetego sentymentalizmu) i sporo ciekawej muzyki tzw. kwaito.
            Film dostal Oscara w 2005 (2006?) za najlepszy film zagraniczny.

            2. "Ladunek 200" czyli rosyjska odpowiedz (o niebo lepsza) na "No
            Country For Old Men" Coenow. Za banalna fabula (porwanie corki
            sekretarza partii) kryje sie obraz, nie tylko rosyjskiej prowincji
            lat 80tych, ale takze duszy (tej zlej czesci) czlowieka. Mowi sie o
            wplywie Dostojewskiego na ten film...Bardzo realistyczne i brutalne
            kino.

            Obydwa do zassania przez torrenty. Napisy polskie w sieci tez sa.
            • cze67 Re: filmy 16.03.08, 22:40
              Jutro "Rudobrody" Kurosawy na TVP Kultura. O 20.45.
            • braineater Uwe Boll pany! 17.03.08, 11:50
              są goście których kariera reżyserska owiana jest mrokiem tajemnicy. Robią filmy od lat, liczba ich dzieł idzie w setki - taki był na ten przykład Joseph Sargent, który nakręcił coś grubo ponad setkę obrazów, ale wszyscy mu pamiętają tylko Szczęki: Zemstę i skok przez rekina. Takim gościom zdarzają się też fimy wielkie - Sargentowi zdarzył się Collosus: The Forbin Project i The Taking of Pelham One, Two, Three. Bohater tego posta równiez nalezy do tej kategorii, ale jest nawet lepszy - jemu nie zdarzył się nigdy film dobry, nie prytrafiają mu się też filmy udane.
              Uwe Boll postanowił zostać bogiem ekranizacji gier komputerowych. Spod jego mistrzowskiej ręki wyszło Alone in The Dark, House of Dead czy BloodRayne, które momentalnie spowodowały lawinę mocno negatywnych komentarzy na serwisach filmowych, na które Boll zwykł odpowiadać - odjebcie się, za swoje kręcę.
              W filmach Bolla nie ma niczego, czego człowiek spodziewa się po filmie - nie ma fabuły, nie ma bohaterów, nie ma scenariusza, nie ma aktorstwa i nie ma reżyserii. Najnormalniejsza w świecie Dogma, realizowana od dupy strony, bez jakiś szczególnych założeń. Nie ma tych rzeczy, bo Boll uznaje je za zbędne. Za to pojawia się sporo cycków, krwi, chaotycznych aktów bezsensownej przemocy, oraz jednozdaniowych grepsów rzucanych półgębkiem.
              I tenże Uwe Boll wziął i zekranizował Dungeon siege. I umarłem. Bo poraz pierwszy zobaczyłem porniola w gwiazdorskiej obsadzie, lepszej nawet niż miał Kaligulla. Boll ściągnął cały zestaw dobrych świrów - Jasona Stathama, Rona Perelmana, Ray'a Liottę a na deser dorzucił im cokolwiek podstarzałego Burnta Reynoldsa w roli Prawego Króla.
              Wszyscy wiemy, że jak w jakimś filmie jest Statham, to fabuła jest zbędna. To jakby dogmat wywiedziony z całości jego dokonań ze szczególnym naciskiem na Transportery. Ale tu Boll posuwa się nawet dalej. Bierze najbardziej topornego questa ze świata Dungeon (normalnie oglądając film, można spokojnie spisywać wyniki rzutów kością) i każe Stathamowi wyruszyć na misję. Daje mu dwumetrowy miecz. Daje mu bumerang. I stawia naprzeciw zastępów Krogów, które wyglądają niczym Uruk-hai z WP, po brutalnych cięciach budżetowych. Dodaje mu drużynę - Ron Perelman i bossa na końcu levelu - Ray Liotta jako obłakany Warlock, otoczony efektami żywcem copy/paste z Xenny i Herkulesa. A potem przez dwie godziny próbuje z tego stworzyć przejmujący obraz.
              I momentalnie wpada w ścieżkę tekstu Eco 'Po czym poznajemy film pornograficzny". Wedle tego eseju, film porno najłatwiej poznac po tym, że bohaterowie dużo jeżdżą bądź chodzą. W Dungeon Siege robią to przez godzinę 40 minut na 2 godziny filmu. Przemieszczanie służy dotarciu do tzw momentów, które są solą i clou całego dzieła. Momentów w The Kings Tale jest mnóstwo. Począwszy od delikatnej sceny wprowadzającej (w porniolu robienie loda - w DS pojedynek z zaledwie dwoma Krogami na raz), skończywszy na mega gang bangu w finale (w porniolu autobus arabów kontra sauna pełna szwedek - tu finałowa walka dobrych z Krogami, gdzie programy do multiplikacji tłumów okazały się za drogie, więc wciąż obserwujemy jak w bliskim planie napierdala się 5 kolesi w kostiumach, kręconych z 3 ujęc kamery). Na koniec jest oczywiście nagroda.
              Normalny zachwyt. Nie ma drugiego filmu w którym Ray Liotta zostałby zmyuszony do szczekania, po to by podkreślić jaką jest bestią. Śmierć Burta Reynoldsa wzruszy każdego fana Mistrzów Kierownicy, Statham z bumerangiem i mieczem robi za intelektualny odpowiednik Conana, a wątek romantyczny wyciśnie z was ostatnią łzę.
              A Uwe Boll kręci dalej. Zekranizował mojego ukochanego Postala, oraz robi Far Cry, strzelankę absolutną. Oglądajcie Uwe Bolla, takie kino nie może przejśc niezauwazone...

              P:)
              • braineater Re: Uwe Boll pany! 10.04.08, 21:02
                popkorner, psie uje:
                www.popcorner.pl/popcorner/1,81588,5107146,Uwe_Boll_oszalal_i_obrzuca_wszystkich_blotem.html
                • dr.strangelove Re: Uwe Boll pany! 10.04.08, 21:52
                  Pomijając pewne merytoryczne niezgrabniaki (wynik - jak mniemam leniuszu autora)
                  to stylistyczne jakiś chromy jest powyższy tekst.
    • dr.strangelove Film tygodnia 22.03.08, 21:01
      ogólnie to kultura źródłem uśpień, może więc z pomroków dziejów warto wyciągnąć
      panów Yuzne i Gordona. Brian Yuzna i Stuart Gordon - duo dość ciekawe - gdy
      jeden reżyserował drugi producentował - niczym bracia Cohen dwojga nazwisk. A
      panowie ci produkowali w systemie zmienno zamiennym ekranizacje prozy
      H.P.LOVEcrafta w ilościach, może nie zatrważających, ale znaczących napewno.
      (miałem napisać coś jeszcze, a nawet dużo, ale w zasadzie to się upiłem i mam to
      w dupie. Zlukawa na imdb - i jeszcze nie zapomnijcie "edmonda" s.gordona bo ma
      coś w sobie dziwnego. a tym czymś są dialogi.a jeden z nich to cholerna gadka
      Jacka i Tylera gdyby się spotkali w wieku lat 55 a nie 30) Jak mnie zepnie to
      rozwinę. ale pewnie nie.
      • carmody Re: Film tygodnia 23.03.08, 13:23
        Zacne duo.
        Jeżeli szukalibyśmy drugiego Bruce'a Campbella to stawiałbym na Jeffrey Combsa,
        czyli Herberta Westa z "Reanimatorów".
        Jak ktoś tej kochanej mordełki nie kojarzy z dzieł Gordona i Youzny to może
        zaświta mu przywołanie jego świetnej roli dziwacznego agenta FBI z "Przerażaczy"
        Petera Jacksona, z Martym McFlyem w roli głównej.
        • cze67 Re: Film tygodnia 09.04.08, 19:48
          Coś dla wielbicieli japońskiej makabry - klasyk Takeshi Miike (Ichi
          The Killer - i wszystko jasne) kręci film w stylu Kręgu -
          Nieodebrane połączenie (czwartek, Polsat, 23.10) - radość dla
          zwolenników i gwarancja nieprzespanej nocy. Ja po seansie tego
          OBRAZU z duszą na ramieniu szedłem głęboką nocą z kina uliczkami
          przepięknego i przyjaznego przecież Cieszyna.
          • carmody Re: Film tygodnia 10.04.08, 13:03
            Oi! Filmy Miike Takashiego należy oglądać. Wszystkie.
            Ten jak Cze napisał to miał być j-horror. Takashi wziął zlecenie,
            hajs i zaczął kręcić. Producenci liczyli na kolejną masówkę
            typu "The Grudge", wyszło coś zupełnie innego (pewnie ku ich
            rozpaczy - choć jako jeden z niewielu filmów mojego ulubionego
            reżysera ten wszedł do kin w USA i Europie, w tym do naszych).
            Konwencja azjatyckiego przerażacza została rozwalona od
            środka. "Chakushin Ari" okazał się komedią, specyficzną ale jednak:)
            To nie jest flagowy film Miike, ale jak pisałem wyżej - oglądać
            należy wszystkie.
            • cze67 Re: Film tygodnia 10.04.08, 16:22
              Z tymi wszystkimi to przesada. Taki Gozu to była straszna masakra. W
              znaczeniu - strasznie nudna i bez sensu. Jeden z takich filmów, przy
              oglądaniu których człowiek modli się, żeby skończył się jak
              najszybciej. Ale modły owe nie zostają wysłuchanie niestety.
              • carmody Re: Film tygodnia 10.04.08, 16:29
                :D
                Oł. "GOZU - Teatr Grozy Jakuzy" to wg mnie arcydzieło!:)

                Ale muszę lecieć, porozwodze się potem:)
                aje!
                • grimsrund Re: Film tygodnia 10.04.08, 17:12
                  A wszystkie Dead Or Alivy i Shinjuku Triad Society warto? Żem z
                  przeceny całą harmonię tego wziąłem parę tygodni temu, ale jeszcze
                  nie zacząłem oglądać...
                  • carmody Re: Film tygodnia 11.04.08, 14:10
                    Shinjuku to niezłe kino gangstersko-obyczajowe, z kilkoma patentami
                    Miike. Polecam.
                    Dead Or Alive... To tak: pierwsza część jest przewyjebitna.
                    Arcade'owe yakuza-geki z jedną z najfajniejszych scen początkowych w
                    historii kina i zdecydowanie najfajniejszą sceną końcową, w historii
                    kina.
                    Dead Or Alive 2: Birds - cudowna obyczajówka, oczywiście z jakuzami,
                    humorem i lekką dawką napierdalanki, ale przede wszystkim piękne
                    kino, jeden z moich ulubionych filmów ever.
                    Dead Or Alive 3 - kompletny odpał. Science fiction, tanie dziwne
                    kiepskie. Film ratuje totalnie popierdolona końcówka, której nie
                    rozumiem do dziś, ale dla której zdecydowanie warto:)

                    Wszystkie filmy łączy pojedynek dwóch aktorów - nie bohaterów, bo
                    Sho Aikawa i Riki Takeuchi wcielają się w każdej części w inne role.
                    W ogóle jedna z fajniejszych trylogii w kinie.
                    • carmody Re: Film tygodnia 19.04.08, 17:36
                      carmody napisał:


                      > Dead Or Alive... To tak: pierwsza część jest przewyjebitna.
                      > Arcade'owe yakuza-geki z jedną z najfajniejszych scen początkowych w
                      > historii kina i zdecydowanie najfajniejszą sceną końcową, w historii
                      > kina.

                      no to opener z pierwszego DOA:

                      youtube.com/watch?v=Eq_HO-RqAmo
                • cze67 Re: Film tygodnia 10.04.08, 17:23
                  SORKI, o Izo mi szło. Gozu nie widziałem, niestety (miałem do wyboru
                  te dwa tytuły, wybrałem źle i od tej pory mi się mylą).
                  Gęba głównego bohatera i jego fryz są HORRENDALNE:
                  www.youtube.com/watch?v=1I2k4r9YAMg
    • braineater Walk Hard: The Dewey Cox Story 22.08.08, 15:52
      Nie że rewelacja albo arcydzieło, ale tak czy srak, od dłuższego czasu pierwszy
      udany film spod znaku sex, drugs & Rock'n' Roll. Bardzo dobra parodia wszelakich
      rockowych, a nawet szerzej, muzycznych biografii , gdzie najczęściej musimy
      oglądać smętne historie o tym jak z depresji grać zaczynali, odnosili sukces i
      szlag ich trafiał (vide: drętwy jak kino Kieślowskiego Control). A tu przy
      okazji dostajemy historię rocka w pigułce, ponieważ Dewey zaczyna pod koniec lat
      50-tych, z przypadku zostając gwiazdą, która supportują Elvis i Buddy Holly,
      potem odkrywa dragi i wymyśla punka, potem odkrywa inne dragi i zostaje
      hippisem, a potem odkrywa, że gra już od 40 lat i nikt go nie słucha, więc czas
      zostać gospodarzem telewizyjnego show muzycznego w którym zachowuje się i
      wygląda niczem nasz ulubieniec Robert Janowski. Film broni się fajnym,
      przerysowanym aktorstwem, niezła muzą, no i brakiem jakichkolwiek hamulców w
      szydzeniu z rockowego etosu (Cze, nie oglądaj, bo 10 minutowa scena z
      Beatlesami, to jest mistrzostwo świata, tylko trzeba ich nie lubić, żeby się
      dobrze bawić:). Naprawdę, gościom się udało naruszyć kilka wielkich rockowych
      mitów i nie popaść przy tym w prostacką głupotę This is Spinal Tap (który tak
      czy tak lubię:).

      Tupka na smaczek:
      www.youtube.com/watch?v=aQxZzZTHB4A
      (dla mających problemy z rozpoznawaniem twarzy - w roli Kinga Jack White z Łajt
      Strajpsów.)

      Odradzam natomiast ściąganie polskich napisów, bo jakiś utalentowany koleżka
      rozpoczął od przetłumaczenia tytułu na 'Cięzki Spacer' - a dalej jest jeszcze lepiej
      • grimsrund Re: Walk Hard: The Dewey Cox Story 22.08.08, 16:14
        Ech, usiłowałem różnych takich do soundtracka chociaż przekonać - zima. Jetos i
        steropian, panie - nie ma rady :(

        Film znakomity, takoż muza.
    • carmody Re: Film tygodnia 08.09.08, 16:33
      Kocham Kino, wtorek, 22:30

      "The Royal Tenenbaums"

      Wes Anderson

      Jeden z najcudowniejszych filmów ever.

      Wszystko genialne.

      Jako, że nie mam tewe, obejrzę sobie na kompie. Po raz 12 chyba.

      pl.youtube.com/watch?v=wJ6CHM5jwMY
      Aje.
      • grimsrund Re: Film tygodnia 08.09.08, 16:46
        Bezacny film. Muza takoż :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka