Dodaj do ulubionych

Ankieta: emo czy wiki?

30.09.08, 13:07
Pisać to już o muzyce piszemy tu coraz rzadziej, ale chyba dalej czytamy, jeśli czytaliśmy.

I tak mnie zaczęło gnębić - czego tak właściwie szukam w recenzjach, jeśli już zdarzy mi się szukać? Upraszczając, przy miliardzie ludzi, którzy częściej lub rzadziej dochodzą do wniosku, że coś mogliby na temat jakiejś płyty/zespołu napisać, wytworzyły się dwa dość wyraźne tryndy i style - dla uproszczenia określone w tytule wątku, jako emo i wiki.

Zdefiniowałem je sobie tak:

recenzja typu wiki, to atak encyklopedyczny, mnożenie nazw, stylów, wspominanie 376 kapel, w których artycha grał wcześniej, albo zagra później, tworzenie jakiejś tam sieci powiązań i próba zrozumienia muzyki poprzez biografię twórcy. Fragment przykładowej recenzji typu wiki:

"Massacre trudno porównać z jakimkolwiek stylem, Frith dopiero co skończył grać w Henry Cow i Art Bears, lecz wpływów art-rocka na tej płycie nie ma wcale. Laswell, znany z fascynacji mega-funkiem, nie zdradza jej jeszcze w Massacre, Maher po prostu łoi bębny. Stylistycznego pokrewieństwa można się doszukiwać jedynie w twórczości zespołu DNA, który w tym samym okresie grywał w klubie CBGB, gdzie Masakra nagrała kilka utworów na ten album. Pomimo ulokowania Massacre pomiędzy tak poważnymi zespołami," (EMD)

Co nam daje taka recenzja? Wiedzę? Chyba zbędną, jeśli nie planujemy wziąć udziału w reaktywacji Wielkiej Gry z tematu niujorkerska avangarda jazzowa. Wgląd w historię? Pewnie tak, tylko po co? Znaczy, jakie to ma znaczenie, w odniesieniu do tego, co aktualnie mieli winamp i dlaczego ta wiedza miałaby coś zmieniać w naszym odbiorze?

Recenzja emo, to, jak łatwo się domyslić, zupełne przeciwieństwo - nie dowiadujemy się z niej nawet podstawowych informacji o tym, kto dana płytę nagrał, jakie są tytuły piosenek. Przykład:

"1998 to dla Francji Mistrzostwa Świata, „Moon Safari”, „Cząstki elementarne”, zamachy bombowe, coś jeszcze? France’ 98 – impreza wzorcowa, przypadająca na apogeum zainteresowania piłka nożną większości chłopców i dziewcząt urodzonych w latach 80., pozostaje do dziś dla mnie jednym z większych społecznych przeżyć, a wyobrażam sobie co musiało się dziać na miejscu. Wspaniałe gole, klasyczni zawodnicy, emocjonujące mecze, wszystko ukoronowane pięknym, zasłużonym tryumfem gospodarzy i dwoma golami czarodziejskiego Zidane’a (kudy brazylijskiemu koniowi do genialnego Berbera). Francja była na fali/ French Touch przeżywało chwile chwały. W tych okolicznościach powstają kontrowersyjne „Cząstki elementarne” i nie chcę pisać, jakie to ważne i jak bezlitośnie antycypuje pornografię w MTV. „Moon Safari” wywodzi się z tych samych źródeł co okrzyczane dzieło Houellebecqua: pokolenie ’68. Świat Air to też świat Houellebecqua – rozciąga się pomiędzy futurystycznymi, sterylnymi laboratoriami a popkulturowymi fantomami. Podczas gdy „Cząstki” są drzazgą pod paznokciem oświeconego Europejczyka, „Moon Safari” oznaczało nielimitowaną, hedonistyczną przyjemność dla wszystkich. Air miało styl, miało klasę, obiecywało rozkosz" (screenagers, mam podejrzenia, że znajomego autora, ale nie chodzi o czepialstwo, tylko o przykład).

Cechy charakterystyczne widoczne na pierwszy rzut oka - silne spersonalizowanie wypowiedzi, odniesienia do rzeczywistości pozamuzycznej, nacisk położony na wrażenia słuchacza, a nie wysiłki muzyków, zdecydowana przewaga emo nad wiedzą (nie, że tej wiedzy nie ma, tylko po prostu jest nieistotna).

No i teraz pytanie, skoro to ankieta - jakie style pisania o muzyce podchodzą wam bardziej? Wolicie lekcję historii, mielenie nazw i dat czyli coś, co jakby bardziej kojarzy się z tzw 'dziennikarstwem muzycznym (po mojemu obok sportowego, chyba najnudniejszą formą dziennikarstwa, nie wymagająca cienia talentu w pisaniu), czy raczej wypowiedzi blogoidalne, naładowane emocją i subiektywnym stosunkiem do muzyki, z których może się nie dowiecie, kiedy dana płyta powstała i po co, ale dają wam jakiś wgląd w procesy myslowe i uczuciowe, które towarzyszą odsłuchiwaniu danych dźwięków?
Obserwuj wątek
    • nienietoperz Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 13:26
      Oczywiście odpowiedź jest gdzieś pośrodku, ale dla mnie jednak bliżej wiki.
      Recenzja ma służyć czemuś oprócz przedstawienia elokwencji recenzenta, inaczej
      przestaje być recenzją. Oczywiście czysta wikologia jest też irytująca, bo
      niewiele z niej wynika bez komentarza - tak, jest OK, wyszło coś ciekawego, albo
      nie, jest kiepsko, niby składniki dobre, ale całokształt do pisacza nie
      przemawia. Emoploty z kolei mają wartość kompletnie zerową, chyba, że target
      jest targaną uczuciami 15tolatką. Niestety w tej grupie społecznej się nie mieszczę.

      Może takie, a nie inne preferencje wynikają z tego, że moja wiedza muzyczna jest
      raczej pomijalna, i ciągle chciałbym się czegoś dowiedzieć.

      Z ukłonami,
      NN

      • braineater Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 13:49
        nienietoperz napisał:

        > Oczywiście odpowiedź jest gdzieś pośrodku, ale dla mnie jednak bliżej wiki.

        (ciach)

        > Może takie, a nie inne preferencje wynikają z tego, że moja wiedza muzyczna jes
        > t
        > raczej pomijalna, i ciągle chciałbym się czegoś dowiedzieć.

        Hmm, to tu się pojawia jakby kolejny problem - obiektywna "mierzalność wiedzy". Że akurat pojawił się w wyniku Twojej odpowiedzi, to mnie nie dziwi raczej, ale też chyba się przy tej okazji można by było nad tym zastanowić - czy w ogóle da się to zmierzyć. No bo jak? Niby są kolesie, co potrafią opowiadać o np stylach muzycznych, powiedzmy specjaliści od no wave (żeby nie było, że się czepiam kogoś z forum), wymieniając nazwy, daty, miejsca, najważniejsze eventy i twórców i rozumiem, że może to być w jakimś stopniu fascynujące (tak, jak wiedza o tym, że nasi przodkowie budowali dymarki i używali krosien), ale dla mnie przynajmniej, niewiele z takiej wiedzy wynika, gdy biorę do łapy po raz pierwszy np płytę Liquid Liquid. Z dużo większą ochotą za to przeczytam wspomnienie jakiegoś uczestnika ich pierwszego koncertu, w którym nacisk będzie położony na warstwę emocjonalną, która powstała w wyniku spotkania z taką muzyką. I to nawet nie musi być elekwentny opis odnoszący się do dzieł literatury światowej, jak zacytowane Air (który mi się zresztą podoba, mimo braku uznania dla piłki nożnej), wystarcza mi sam opis reakcji, oparty na odmianie słowa 'zajebiście', bo jakby dotyka tego, co w muzyce najwazniejsze, czyli jej działania na odbiorcę.

        I jeśli mam wybierać, to zawsze 'więcej dla siebie' wyciągnę z recenzji emo niż no z tak obficie tu cytowanej onlajnowej historii rocka, tego gościa, co nigdy nie potrafię zapamiętać jak się nazywa (na S coś), w której nie znajduję dla siebie niczego, bo jest dramatycznie nudna. Z recenzji emo czegoś się dowiaduję, z recenzjami wiki, czuję się, jakby ktoś chciał mnie zmusić do nauczenia się na pamięć całej zawartości internetu.
        • cze67 Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 14:05
          Kurwa, przeczytałem: emo czy wilki? i pomyślałem sobie, że stary
          brajn zwariował już do szczętu.

          Emo zdecydowanie wygrywa (brawa!). To, jak wytłumaczyłeś w innym
          wątku dlaczego lubisz Afro Kolektyw dużo mówi i o tej muzyce, i o
          Tobie przy okazji. Too much information jak śpiewali LEGENDARNI The
          Police już mi nie służy, już ich nie potrzebuję, jestem na nie za
          stary. Teraz żywię się przeżyciami, ładnie opakowanymi w dodatku
          słowotwórczo. To jest to co mnie o wiele bardziej jara, niż drugi
          tom Wielkiej Encyklopedii Rocka pana Weissa, której (nie negując jej
          wielkości) nie kupię, chyba, że będzie przeceniona do jakichś
          niskich wartości.
          Swoją drogą, gdyby powstała taka encyklopedia w stylu: słuchałem
          pierwszego Joy Division z dwoma kolegami, którzy zaraz potem rzucili
          się z okna, byłaby to rzecz warta każdych pieniędzy.
          • cze67 Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 14:14
            I jeszcze: może dlatego nie lubię czytać Teraz Rocka, bo tam
            większość recenzji jest matematycznie ułożonych jak utwory zespołu
            Yes, a emocji tam zazwyczaj nie ma za grosz. A jak są to takie, co
            ja w nie nie wierzę:-)
            • braineater Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 14:25
              Mnie się generalnie wątek wziął z tego, ze poszedłem z żoną wczoraj na zakupy, a kiedy lejdi wbiła się w pasaż odzieżowy, to tradycyjnie skręciłem na empik, zapodałem sobie kawę i zgarnąłem parę tytułów z półki z napisem 'prasa muzyczna.' Po godzinie przeglądania Machiny, Rocka i Glissando, własnowolnie i nieprzynaglany telefonem, stwierdziłem, że wolę przez następne dwie godziny mówić żonie, że fajnie wygląda we wszystkim, co mierzy i ryzykować debet na karcie, niż się katować tekstami z tych pism.
          • nienietoperz Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 15:48
            No dobra, tylko, że jakbyś przeczytał encyklopedię omówień muzycznych typu:
            Pink Floyd `Obscured By Clouds': w 72 słońce było mocne, wypaliłem pierwszego
            papierosa, i w ogóle przeżyłem wiele wzruszeń z Jenny.
            Eagles `Desperado': w 73 miałem zielony samochód, Jenny dała się trochę
            pogłaskać ale tylko wyżej pasa,
            Rolling Stones `It's Only Rock 'n' Roll': w 74tym odkryłem smak ketchuou Heinza,
            zapomniałem o Jenny, bo Betty dawała znacznie więcej i łatwiej, Janek kupił
            sobie zarąbisty rower, a Nixon dał ostatecznej dupy,

            to sam byś się chciał rzucić z okna. Nawet bez Joy Division.


            Trochę nie rozumiem dziwacznego rozróżnienia - recenzja sobie, a końkretna
            wiedza sobie, bo tę drugą sobie ściągnę z sieci. A sieć to co? Świat
            pozarecenzyjny? Rzeczywistość odrębna przez Pana Boga zesłana? Oczywiście w
            recenzjach nie chodzi o czystą listę danych, chodzi o to, żeby konkretne dane w
            sposób czytliwy wybrać, uporządkować, zinterpretować i uniknąć nudy i
            bezosobowości. Założę się, że używacie emorecenzji jako wskazówek wyłącznie
            wtedy, kiedy albo znacie zespół, albo macie zaufanie do autora recenzji,
            wynikające z tego, że wykazał się tym, że ma coś do powiedzenia, a nie tym, że
            ochacha najlepiej w całej redakcji.
            • braineater Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 16:39
              nienietoperz napisał:

              > No dobra, tylko, że jakbyś przeczytał encyklopedię omówień muzycznych typu:

              > Rolling Stones `It's Only Rock 'n' Roll': w 74tym odkryłem smak ketchuou Heinza> ,
              > zapomniałem o Jenny, bo Betty dawała znacznie więcej i łatwiej, Janek kupił
              > sobie zarąbisty rower, a Nixon dał ostatecznej dupy,


              Ułatwiłeś sobie zadanie krytyczne, bo wywaliłeś z tych opisów cała muzykę, więc
              nijak się to nie kwalifikuje jako recenzja. Ale, żeby się trzymać Twoich
              propozycji - już tekst taki:

              Rolling Stones `It's Only Rock 'n' Roll': w 74tym odkryłem smak ketchuou Heinza
              > ,
              > zapomniałem o Jenny, bo Betty dawała znacznie więcej i łatwiej, Janek kupił
              > sobie zarąbisty rower, a Nixon dał ostatecznej dupy, i gdyby nie ta płyta,
              napierdalająca całymi dniami, odcinająca mnie od świata i oferująca całkowicie
              poboczną rzeczywistość, w której te wszystkie pojebane wydarzenia nie miały
              miejsca, a nawet jeśli miały, to absolutnie nikogo nie obeszły, w jakiś sposób
              wżerająca mi się w mózg i nastawiająca pozytywnie do świata mimo ogólnej padaki,
              powstrzymała mnie przed skokiem z okna...

              daje już jakieś pojecie o emocjach i przekazie zawartych w muzyce Stonesów
              (całkowicie fikcyjne w tym wypadku oczywiście, bo nie pamiętam, czy znam tę
              płytę, a na pewno nie słuchałem jej w 74':)


              >
              >
              > Trochę nie rozumiem dziwacznego rozróżnienia - recenzja sobie, a końkretna
              > wiedza sobie, bo tę drugą sobie ściągnę z sieci. A sieć to co? Świat
              > pozarecenzyjny? Rzeczywistość odrębna przez Pana Boga zesłana? Oczywiście w
              > recenzjach nie chodzi o czystą listę danych, chodzi o to, żeby konkretne dane w
              > sposób czytliwy wybrać, uporządkować, zinterpretować i uniknąć nudy i
              > bezosobowości.

              Dla mnie takim idealnym wyśrodkowaniem między wiki a emo, jest Mann w Polityce.
              W życiu nie sięgnąłem po żadną płytę, którą polecał (nie licząc Pink Martini,
              które znałem wcześniej, ha!:), bo to jednak zupełnie nie moja bajka - czasem
              podglądam te kapele na tubkach i spejsach i zupełnie mnie nie kręcą, ale za
              każdym razem gdy widzę, że danym tygodniu jest on, a nie np Pęczak, to morda mi
              się cieszy, bo wiem, że oprócz tego, że dowiem się o istnieniu jakiegoś
              kolejnego utalentowanego muzycznie człowieka, to i też przeczytam przyjemny,
              inteligentny kawałek tekstu o emocjach z muzyką związanych.

              Ale właśnie problemem jest to, że spośród dziennikarzy 'encyklopedycznych', Mann
              jako chyba jedyny (a naprawdę się rozglądałem dość porządnie)potrafi tę wiedzę
              zaprezentować w stylu innym, niż suche przeklepanie nazw i dat i dodaje spory
              ładunek osobisty, czego jakby zazwyczaj w reckach prasowych/portalowych niet.

              Istnieje zdecydowanie prymat morderczego schematu recenzenckiego, złożonego
              najczęściej z 3 elementów - krótkie bio, jakaś anegdotka/ skandalik, by utrzymać
              uwagę czytelnika, omówienie nowej płyty, oparte na wyliczance tytułów i
              wypisywaniu, że bas coś tam, bębny coś tam, wokal coś tam. No rzyg - jesteś
              recenzentem, napisz mi do kurwy nędzy, dlaczego sądzisz, że mam sięgnąć po tę
              właśnie płytę, a nie z czego jest pozlepiana, bo do tego to już dojdę własnym
              słuchem - o ile mnie przekonasz, że warto. A tego się nie da zrobić bez emo -
              możesz mi nawet napisać, że ten gość grał z Milesem, Waitsem, Coltranem i
              Kirkiem, i że oni go chwalili, i że Hall of Fame, nagrody, miliardowa sprzedaż,
              a ja nadal będę się domagał prostego - dlaczego uważasz, że jest fajna/niefajna
              i czemu chcesz, żebym jej posłuchał. Cała encyklopedyczna wiedza jest mi zbędna
              i to nie dlatego, ze sobie ją w sieci znajdę, bo nawet nie będzie mi się chciało
              szukać, jeśli mnie nie zachęcisz


              Założę się, że używacie emorecenzji jako wskazówek wyłącznie
              > wtedy, kiedy albo znacie zespół, albo macie zaufanie do autora recenzji,
              > wynikające z tego, że wykazał się tym, że ma coś do powiedzenia, a nie tym, że
              > ochacha najlepiej w całej redakcji.
              >

              Błędne założenie. Szukając w muzyce przede wszystkim emocji, dużo szybciej
              zwrócę uwagę na reckę, która te emocje opisuje. Nie szukam pierwiastka cool,
              identyfikacji społecznej i grupowej przez muzykę, więc niepotrzebny mi opis
              środowiska twórców i odbiorców; nie szukam w niej czegoś, co będzie potwierdzało
              moją rzekomą elokwencję i obycie w temacie (jacieeeeee, ile on wie o tym), bo
              nie kręci mnie szpanowanie wiedzą, że Mick Jagger w 1969 nasikał do nocnika Bono
              i stąd takie brzmienie na ostatnich płytach U2, ani też osobników non-stop
              mielących w rozmowie o muzie takie ciekawostki nie uznaję za interesujących
              rozmówców, raczej dzieńdobry, spierdalaj, bo mnie męczą, jak wszyscy obsesjonaci
              i fanatycy. Trza mi emocji, stąd najważniejsze dla mnie jest, jak dana płyta
              działa na poziomie emocjonalnym, tego szukam w recenzjach i to, co mi już tu
              wszyscy wypomnieli:), w swoich opisach wrzucam.

              I kompletnie, zupełnie, całkowicie i ostatecznie, nie rozumiem, do czego miałaby
              mi służyć wiedza historyczna, biograficzna i socjologiczna na temat danej
              kapeli, skoro całkowicie pomija ona to, co dla mnie w muzie najważniejsze,
              odpowiadając na pytania kto i gdzie, olewając natomiast najistotniejsze - po co?

              Że się na koniec odniosę osobiście - Twój odbiór Grindermana byłby całkowicie
              inny, gdybyś tę płytę dostał jako pierwszą, nie wiedząc o Birthday Party, Bad
              Seeds i biografii Cave'a, czy dalej byłaby to płyta, która Cię rozpieprza i
              emocjonalnie ryje beret?
              • nienietoperz Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 17:05
                Chyba dziśnie popracuję...

                braineater napisał:

                > nienietoperz napisał:
                >
                > > No dobra, tylko, że jakbyś przeczytał encyklopedię omówień muzycznych typ
                > u:
                >
                > > Rolling Stones `It's Only Rock 'n' Roll': w 74tym odkryłem smak ketchuou
                > Heinza> ,
                > > zapomniałem o Jenny, bo Betty dawała znacznie więcej i łatwiej, Janek kup
                > ił
                > > sobie zarąbisty rower, a Nixon dał ostatecznej dupy,
                >
                >
                > Ułatwiłeś sobie zadanie krytyczne, bo wywaliłeś z tych opisów cała muzykę, więc
                > nijak się to nie kwalifikuje jako recenzja. Ale, żeby się trzymać Twoich
                > propozycji - już tekst taki:
                >
                > Rolling Stones `It's Only Rock 'n' Roll': w 74tym odkryłem smak ketchuou Heinz
                > a
                > > ,
                > > zapomniałem o Jenny, bo Betty dawała znacznie więcej i łatwiej, Janek kup
                > ił
                > > sobie zarąbisty rower, a Nixon dał ostatecznej dupy, i gdyby nie ta płyta
                > ,
                > napierdalająca całymi dniami, odcinająca mnie od świata i oferująca całkowicie
                > poboczną rzeczywistość, w której te wszystkie pojebane wydarzenia nie miały
                > miejsca, a nawet jeśli miały, to absolutnie nikogo nie obeszły, w jakiś sposób
                > wżerająca mi się w mózg i nastawiająca pozytywnie do świata mimo ogólnej padaki
                > ,
                > powstrzymała mnie przed skokiem z okna...
                >

                No i dobrze, tylko, że Twoja wersja nadal nie mówi mi ani słowa o tym, o co i
                jak ze Stonesami chodzi. To samo mógłbyś napisać o Ramonesach czy Gadających
                Głowach w 1974.




                > >
                > >
                > > Trochę nie rozumiem dziwacznego rozróżnienia - recenzja sobie, a końkretn
                > a
                > > wiedza sobie, bo tę drugą sobie ściągnę z sieci. A sieć to co? Świat
                > > pozarecenzyjny? Rzeczywistość odrębna przez Pana Boga zesłana? Oczywiście
                > w
                > > recenzjach nie chodzi o czystą listę danych, chodzi o to, żeby konkretne
                > dane w
                > > sposób czytliwy wybrać, uporządkować, zinterpretować i uniknąć nudy i
                > > bezosobowości.
                >
                > Dla mnie takim idealnym wyśrodkowaniem między wiki a emo, jest Mann w Polityce.
                > W życiu nie sięgnąłem po żadną płytę, którą polecał (nie licząc Pink Martini,
                > które znałem wcześniej, ha!:), bo to jednak zupełnie nie moja bajka - czasem
                > podglądam te kapele na tubkach i spejsach i zupełnie mnie nie kręcą, ale za
                > każdym razem gdy widzę, że danym tygodniu jest on, a nie np Pęczak, to morda mi
                > się cieszy, bo wiem, że oprócz tego, że dowiem się o istnieniu jakiegoś
                > kolejnego utalentowanego muzycznie człowieka, to i też przeczytam przyjemny,
                > inteligentny kawałek tekstu o emocjach z muzyką związanych.

                Cały w tym problem - recenzja bardziej wiki niż emo, to nie to samo co recenzja
                wiki. Wyliczanka: bas jak w X, bębenki jak w Y, zwrotka jak w Z, a aranż jak w V
                oczywiście nie ma nic wspólnego z działalnością recenzyjną. Tak samo jak
                wyliczanie wzdechów i wydechów. To, czego szukam to raczej delikatne wskazówki
                - podumaj sobie, jak to, co się tu gra ma się do tego, co się grało tam, jak to
                siedzi sobie w końtekście, co mogę sobie tam znaleźć, jak uważnie poszukam.





                > Istnieje zdecydowanie prymat morderczego schematu recenzenckiego, złożonego
                > najczęściej z 3 elementów - krótkie bio, jakaś anegdotka/ skandalik, by utrzyma
                > ć
                > uwagę czytelnika, omówienie nowej płyty, oparte na wyliczance tytułów i
                > wypisywaniu, że bas coś tam, bębny coś tam, wokal coś tam. No rzyg - jesteś
                > recenzentem, napisz mi do kurwy nędzy, dlaczego sądzisz, że mam sięgnąć po tę
                > właśnie płytę, a nie z czego jest pozlepiana, bo do tego to już dojdę własnym
                > słuchem - o ile mnie przekonasz, że warto.
                A tego się nie da zrobić bez emo -
                > możesz mi nawet napisać, że ten gość grał z Milesem, Waitsem, Coltranem i
                > Kirkiem, i że oni go chwalili, i że Hall of Fame, nagrody, miliardowa sprzedaż,
                > a ja nadal będę się domagał prostego - dlaczego uważasz, że jest fajna/niefajna
                > i czemu chcesz, żebym jej posłuchał.

                Pełna zgoda. Tylko, że dla mnie często zachętą jest jednak jakiś konkret, coś
                więcej niż `Zajebiste, odjechane, super, doznałem, tralala'.

                >Cała encyklopedyczna wiedza jest mi zbędna
                > i to nie dlatego, ze sobie ją w sieci znajdę, bo nawet nie będzie mi się chciało
                > szukać, jeśli mnie nie zachęcisz

                Ano właśnie, nie idzie o całą wiedzę; idzie o jej jakiś przemyślanie wybrany i
                indywidualnie przeprocesowany kawałek.

                >
                > Założę się, że używacie emorecenzji jako wskazówek wyłącznie
                > > wtedy, kiedy albo znacie zespół, albo macie zaufanie do autora recenzji,
                > > wynikające z tego, że wykazał się tym, że ma coś do powiedzenia, a nie ty
                > m, że
                > > ochacha najlepiej w całej redakcji.
                > >
                >
                > Błędne założenie. Szukając w muzyce przede wszystkim emocji, dużo szybciej
                > zwrócę uwagę na reckę, która te emocje opisuje. Nie szukam pierwiastka cool,
                > identyfikacji społecznej i grupowej przez muzykę, więc niepotrzebny mi opis
                > środowiska twórców i odbiorców; nie szukam w niej czegoś, co będzie potwierdzał
                > o
                > moją rzekomą elokwencję i obycie w temacie (jacieeeeee, ile on wie o tym), bo
                > nie kręci mnie szpanowanie wiedzą, że Mick Jagger w 1969 nasikał do nocnika Bon
                > o
                > i stąd takie brzmienie na ostatnich płytach U2, ani też osobników non-stop
                > mielących w rozmowie o muzie takie ciekawostki nie uznaję za interesujących
                > rozmówców, raczej dzieńdobry, spierdalaj, bo mnie męczą, jak wszyscy obsesjonac
                > i
                > i fanatycy. Trza mi emocji, stąd najważniejsze dla mnie jest, jak dana płyta
                > działa na poziomie emocjonalnym, tego szukam w recenzjach i to, co mi już tu
                > wszyscy wypomnieli:), w swoich opisach wrzucam.

                No i dobrze po raz kolejny, też mnie nie obchodzi kto komu napluł na wzmacniacz,
                ani 175 tekst: `kiedy Jaś miał 10 lat, w sąsiednim mieście grała Siekiera (op
                cit)'


                >
                > I kompletnie, zupełnie, całkowicie i ostatecznie, nie rozumiem, do czego miałab
                > y
                > mi służyć wiedza historyczna, biograficzna i socjologiczna na temat danej
                > kapeli, skoro całkowicie pomija ona to, co dla mnie w muzie najważniejsze,
                > odpowiadając na pytania kto i gdzie, olewając natomiast najistotniejsze - po co
                > ?

                Potrzebne Ci jest coś, co Cię zainteresuje. Sorry, ale mnie czyste uwagi typu
                `stary, ale to jest odjazd' nie zaciekawiają, chyba, że znam autora i wiem, że
                jak go rusza, to mnie może też.


                > Że się na koniec odniosę osobiście - Twój odbiór Grindermana byłby całkowicie
                > inny, gdybyś tę płytę dostał jako pierwszą, nie wiedząc o Birthday Party, Bad
                > Seeds i biografii Cave'a, czy dalej byłaby to płyta, która Cię rozpieprza i
                > emocjonalnie ryje beret?
                >
                Nie wiem. I nie do końca mnie to obchodzi, oryginalnie i czysto to mogłem sobie
                przeżywać Shakin'a Stevensa w wieku lat 6ciu. A swoją drogą w przypadku danej
                płyty dopiero widziany koncert sprawił, że rycie beretu się znacznie pogłębiło -
                i czy powinno mi być wstyd i przykro, że nie od razu (a więc nie czysto
                emocjonalnie) odpowiednio głęboko przeżyłem?

                Emocje są zdecydowanie przeceniane; szkoda, że w ostatecznym rachunku nie mamy
                do odbioru sztuki niczego więcej :-)
                • braineater Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 17:30
                  nienietoperz napisał:

                  > Chyba dziśnie popracuję...

                  Ja mam dzisiaj weekend:)
                  >
                  > braineater napisał:
                  >
                  > > nienietoperz napisał:

                  > No i dobrze, tylko, że Twoja wersja nadal nie mówi mi ani słowa o tym, o co i
                  > jak ze Stonesami chodzi. To samo mógłbyś napisać o Ramonesach czy Gadających
                  > Głowach w 1974.

                  Jup. Bo też i nie miała. Szczerze mówiąc, Stonesi mnie nie obchodzą jako recnzenta. Nagrali, zarobili, koncertują - koniec ich roli jak chodzi o to, co można w recenzji napisać. Natomiast z tego na szybko wydumanego kawałka, trafia do mnie jedna, bardzo istotna informacja (dżizas, to się nazywa sprzężenie zwrotne, analizować, co się samemu napisało:) - jak będę miał doła, to zostało wyraźnie napisane, że dźwięki z tej płyty moga mi pomóc. Przypuścmy, że nie znam recenzenta, ale mam tę płytę, mam tę recenzję i tuż obok mam ekskluzywny box 10 najlepszych płyt Stonesów, wybranych i opisanych przez EXPERTÓW, którzy w 400 stronicowej wkładce, uzasadniają swój wybór, odnosząc się do miliardów wydarzeń i nazwisk, nie pisząc nic o nastroju w jakim słuchali tych płyt, tudzież o swoich innych fascynacjach. Nie ma szans, żebym sięgnął po płyty z boxa, bo mimo terrabajtów wiedzy zawartej we wkładce, nadal o tych płytach nic nie wiem. Biorę tą opisaną w spisanej na kolanie recenzji i liczę na to, że autor miał rację.

                  > Cały w tym problem - recenzja bardziej wiki niż emo, to nie to samo co recenzja
                  > wiki. Wyliczanka: bas jak w X, bębenki jak w Y, zwrotka jak w Z, a aranż jak w
                  > V
                  > oczywiście nie ma nic wspólnego z działalnością recenzyjną. Tak samo jak
                  > wyliczanie wzdechów i wydechów. To, czego szukam to raczej delikatne wskazówki
                  > - podumaj sobie, jak to, co się tu gra ma się do tego, co się grało tam, jak to
                  > siedzi sobie w końtekście, co mogę sobie tam znaleźć, jak uważnie poszukam.

                  OK - taką recenzję też bym szybciej łyknął, na zasadzie intelektualnej rozkminy, jak się co z czym wiąże i skąd się wzięło. Pod warunkiem, że stanowiłoby to jedynie część opisu, a nie całość, jak najczęście bywa - że sample stąd stamtąd i owąd, riff przypominający inny riff, który przypomina jeszcze inny riff - i w sumie dowiaduję się z czegoś takiego więcej o istnieniu innych kapel, niż o tej, do której słuchania chce się mnie zachęcić.

                  > Pełna zgoda. Tylko, że dla mnie często zachętą jest jednak jakiś konkret, coś
                  > więcej niż `Zajebiste, odjechane, super, doznałem, tralala'.

                  Nie obejdzie się: - zdefiniuj konkret. Bo w sumie chyba tego w tym wątku szukamy - co stanowi to najważniejsze mięcho w recenzji? Ja wywalam wiedzę, ty wywalasz emocje, czyli jest 1:1. Zostaje coś jeszcze?

                  • nienietoperz Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 23:12
                    Konkret = trop, który ma szansę gdzieś mnie zanieść, coś pomoże
                    zakojarzyć, jakieś rozumienie przestawi. Jak pisze niżej Pagaj - nie
                    wystarcza Jak To Odbierasz, chcę wiedzieć Dlaczego. A przynajmniej
                    chcę, żebyś pisząc recenzję podjął jakiś wysiłek w tym kierunku, a
                    nie ograniczył się do twierdzenia: płyta ta jest/nie jest boska, ale
                    w sumie to wszystko jedno, bo przede wszystkim boski ja jestem,
                    słowa ja układam super, muzyką żyję, doznaję, otwieram, przenikam i
                    już.


                    • cze67 Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 23:21
                      Wystarczy kurwa czytać posty tutejszych ziomków, np:
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20715&w=84854738&wv.x=1&a=85007263
                      • sss9 Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 23:30
                        cze67 napisał:

                        > Wystarczy kurwa czytać posty tutejszych ziomków, np:
                        > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20715&w=84854738&wv.x=1&a=85007263

                        hihi, no ty już dostałeś orgazmu, ale już wcześniej podobał ci się A.K. więc
                        słabo. słabo przekonujące, bo mnie nie ruszyło. z wielu powodów, czasem
                        tożsamych z tymi, które jego przekonują. skatowałem się przez tydzień i nihuja.
                        to, że komuś coś idealnie wchodzi, bo ma tak, a nie inaczej, nie musi oznaczać,
                        że każdemu wejdzie. wy się spotkaliście. my już nie.
                        też lubię poczytać Brejna, ale to nie znaczy, że każdy jego tekst mnie
                        przekonuje, nie mam tych samych pootwieranych/pozamykanych drzwiczek w głowie co
                        on. ty też nie. w temacie A.K. poczułeś braterstwo krwi, ale już w temacie De
                        Bitels?
                        • cze67 Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 23:37
                          Ale że o co chodzi? Że on napisał, że mu się (i dlaczego) spodobało,
                          a Tobie po przesłuchaniu się nie spodobało i to znaczy, że on słabo
                          napisał? Chyba tu o tym jest, czy po takiej "emo-recenzji" chętniej
                          byś do tej muzyki podszedł czy po wykładzie składającego się z
                          wymienienia dokonań AK i zmian w składzie oraz naukowej analizie
                          tekstów afrojaxa.
                          • sss9 Re: Ankieta: emo czy wiki? 01.10.08, 00:05
                            chodzi o to, że od tamtej recenzji, mocno zresztą wycofanej przez wzgląd na
                            tutejsze powszechne umiłowanie dla A.K. robisz z Brejna swojego bożka. ale nie
                            dodajesz, że on wyraził twoje uczucia tak, jak sam ich wyrazić nie potrafiłeś.
                            no i dobrze, rób to. nie mam nic na przeciw, z zastrzeżeniem, że to, jak bardzo
                            będziemy mlaskać czytając taką recenzję nie musi od razu oznaczać przyjęcia jego
                            zdania. słuchałem ich już wcześniej i tak samo nic jak po "wejściu przez Brejna
                            na pole minowe".
                            zaznaczam: gdybyś się właśnie narodził, sięgnąłbyś po Bitlesów po lekturze jego
                            recenzji, z tych samych powodów, dla których tak spodobało ci się co czuje
                            słuchając A.K czy z czystej przekory?

                            ja mam tę przewagę, że się ani emocjami recenzenta, ani jego erudycją nie kieruję.

                            • cze67 Re: Ankieta: emo czy wiki? 01.10.08, 10:34
                              Wyjaśnię jak krowie, choć nie wiem, czy wystarczająco jasno:
                              nienietoperz prosił o wątek trop recencji emo, podałem przykład
                              brejna bo był pod ręką, niedawno pisany, dobrze ilustrujący
                              poruszany tu problem. Mnie się spodobał, o czym też napisałem. Czego
                              tu się kurwa czepiać? Po cholerę wkładać tu jeszcze jakichs
                              Beatlesów? Przecież nie chodzi o to, że dana recenzja PRZEKONA do
                              opisywanej płyty, tylko czy ZACHĘCI do jej przesłuchania (bardziej
                              niż wiki) i przy okazji powie coś o niej i emocjach, które budzi w
                              opisującym. Tyle.
                              • obly Re: Ankieta: emo czy wiki? 01.10.08, 10:48
                                nich recka nie przesłania wam samej płyty, slad po sarence nie jest
                                sama sarenką no i na schaboszczaka z bigosem się nie nadaje.

                                emo i wiki
                                wiki i emo
                                chlodna ocena
                                kontra spawanie klemą

                                daty, konszachty
                                spis alfabetyczny
                                kontra niedowyjebanie
                                palpitacja, dance kliniczny

                                emo i wiki
                                wiki i emo
                                encyklopedie
                                kontra żar z pach i demon

                                emo to reakcja
                                czysto emocjonalna
                                odruch warunkowy
                                forma prenatalna

                                wiki - suche fakty
                                daty, składy i tabela
                                kto z kim po kim
                                i dla kogo

                                wiki i emo
                                emo i wiki
                                policja kontra kibole
                                górą dobro polskiej piłki
                              • sss9 Re: Ankieta: emo czy wiki? 01.10.08, 10:58
                                ja też spróbuję prosto. w Trujce trwa festiwal Marillion, same emo wytryski i
                                tak od rana do nocy. i kurwa, ci powiem... nie zachęca. :)
                                ale gdybym lubił Marillion, byłbym pewnie w siódmym niebie.
                      • braineater Re: Ankieta: emo czy wiki? 01.10.08, 11:16
                        @ cała dyskusja o Afro i tekście napisanym mojom rencom

                        To nie ma nic wspólnego z tematem :) Forum się rządzi swoimi prawami, z których jednym jest luksusowe poczucie, że coś tam o sobie wiemy, w sensie, wiemy czego słuchamy, co omijamy - pisanie na forum to nie są teksty wrzucane dla anonimowej masy, za które ktoś nam płaci i które mają przekonać nieznanych ludzi do nieznanych dźwięków, tylko normalna rozmowa ze znajomymi (w jakims sensie) oparta na dużo luźniejszych impresjach. Na forum zresztą można sobie pozwolić na więcej, właśnie ze względu na tę znajomośc preferencji odbiorców i ogólnego klimatu forum, dlatego możemy sobie uzywac dowolnej ilości skrótów myślowych, wewnętrznych, zrozumiałych tylko w tym kawałku virtuala grepsów i humoresek, nie bardzo się przejmować stylem i cała resztą, bo i tak wiadomo, że zostaniemy jakos tam zrozumiani (choćby z zastosowaniem zasady Grimy w stosunku do moich wpisów, czyli 'ładunek ekstazy zmniejszyć o 10 i wtedy wiadomo o co w płycie chodzi, mniej więcej:,). Po jakimś czasie pisania na forum (co zresztą jest też pewnie jedną z rozlicznych przyczyn spadku aktywności), większośc z nas, zanim napisze pierwsze słowo, wie doskonale, kto i jak na dany tekst zareaguje - jest jakiś czytelnik modelowy, do którego te wpisy są skierowane, typu Przeciętny Forumers SF, którego obraz można sobie w miarę łatwo wytworzyć po miesiącu, dwóch, podczytywania wątków.

                        Natomiast wątek dużo bardziej dotyczy/ miał dotyczyć recenzji profi, medialnych gazetowo/portalowych, skierowanych w przestrzeń, napisanych najczęsciej przez ludzi o których nic nie wiemy. Czyli jakby 'recenzji modelowych', takich na które się natykamy co i rusz i które właśnie próbowałem jakoś usystematyzować w tych dwóch grupach, które jednak okazały się niewystarczające. Jak już temat zaczął krążyć dookoła AK i mojego wpisu (trudno), to ja bym jednak Essa poparł: zrób sobie Cze ćwiczenie myślowe w wolnej chwili - nie znasz mnie, nie gadaliśmy tu o muzyce przez ostatnie trzy lata, kompletnie nie wiesz, czego słucham, kim jestem, jakie mam zainteresowania oraz nie znasz Afro K i trafiasz teraz na ten wrzut w piśmie X, podpisany przez autora Y. Rusza Cię dalej? Sięgasz po płytę AK?

                        Bo sądzę, że większość nie. Tego typu skrajnie emo tekst, jest do obronienia w kotekście forum tylko i dlatego też na forum został zapisany. Emo medialne musi być całkiem inne, dużo bardziej stonowane i mniej hermetyczne, takie jak w tym cytowanym AIR choćby. I to właśnie tego typu teksty mnie ruszają najbardziej - nie ma w nich niczego więcej niż w grespowych, emocjonalnych reckach z forum, skierwoanych do wąskiego grona, ale są napisane tak, by trafić do odbiorcy spoza hermetycznego zakonu.
                        • cze67 Re: Ankieta: emo czy wiki? 02.10.08, 10:51
                          > zrób sobie Cze ćwiczenie myślowe w wolnej chwili - nie znasz mnie,
                          nie gadaliśmy tu o muzyce przez ostatnie trzy lata, kompletnie nie
                          wiesz, czego słucham, kim jestem, jakie mam zainteresowania oraz nie
                          znasz Afro K...

                          Brajn, dwa razy próbowałem. I nie dałem rady.
                    • braineater Re: Ankieta: emo czy wiki? 01.10.08, 10:54
                      @ Toperz

                      Zaczynamy się zbliżać do konsensu:) Pagajowe DLACZEGO, wydaje mi się mocno zbliżone do mojego po co, o którym pisałem wyżej - i na to chyba można odpowiedzieć w każdym typie recenzji - zarówno encyklopedycznej, jak emocjonalnej i to chyba właśnie nie jest uzależnione od stylu całego opisu. Oczywiście, używające emo jest chyba prościej(?) po co słuchałem danej płyty, bo raczej słucha się głównie emocjami. Znaczy ok, rozumiem potrzebę przesłuchiwania wypływającą z chęci poznawczej, motywowanej na milion różnych sposobów - że lubimy artystę, że ktos polecił, że ważna płyta itd, ale jednak o ostatecznej ocenie danego albumu, decyduje jednak to, czy jakoś nad materiał poruszył emocjonalnie (chyba, że znów sobie coś zgeneralizowałem na swój obraz i podobieństwo:). A recenzje typu wiki lub 'bardziej wiki, niż emo' zazwyczaj próbują zachęcać tak, jakby naistotniejszym było znaczenie danego zespołu w kontekście, znaczenie płyty w kontekście poprzednich dokonań, znaczenie debiutanta na tle innych debiutantów - nie rozpatrują samej muzyki, tylko otoczkę, same dźwięki traktując bardziej, jak punkt wyjścia do zaprezentowania twórców. To mnie od nich właściwie odrzuca - raczej tworzą bio/hagiografie, niż próbę przekazania dlaczego dźwięki zapisane w tym pliku są fajne/wartościowe/inteligentne/avangardowe etc.
                      • nienietoperz Re: Ankieta: emo czy wiki? 01.10.08, 11:21
                        Absolutnie się zgadzam, że wrażenia osobiste recenzenta i jego zdanie są
                        kluczowe, nadal zaś bronić będę tego, że jeśli podejmujemy próbę komunikacji na
                        temat X, to całkiem nieźle by było, gdyby
                        a) była to komunikacja
                        b) była na temat X
                        Widzisz, można zacząć pisanie o płycie tak:
                        `Jakoś ostatnio na Gadu-Gadu cisną mi się opisy w stylu: „to jest smutny dzień
                        dla inwestorów” i ogólnie częściej niż zwykle odkrywam w sobie emo-otchłań, więc
                        w geście obronnym, by powetować straty poczynione przez porę roku, która w
                        sensie emocjonalnym jak zwykle zaskoczyła drogowców, rozpaczliwie szukałem
                        remedium w postaci jakiejś nowej, pocieszycielskiej muzyki pop. I niby coś tam
                        znalazłem, ale wystarczy zerknąć na zajawkę, by zrozumieć, że bez skalpela się
                        nie obyło. Cóż, stopień desperacji wzrasta odwrotnie proporcjonalnie do
                        temperatury.'

                        albo tak:

                        `Jakimś fanem ambientu zdeklarowanym to nie jestem, zresztą, no kurde - fan
                        ambientu? Nie wiem, jakie cechy osobowościowe trzeba spełniać, żeby się tak
                        określać, ale pewnie narkolepsja to sine qua non, a ja śpię raczej mało, dlatego
                        też sięgam po takie płyty dość rzadko. Wkręciłem się Briana Eno (bo od czegoś
                        trzeba zacząć), uwielbiam Pan American, szczególnie za 360 Business/360 Bypass
                        (którą w ogóle, obk Music for Babies Howiego B mam za najlepszą ambientową
                        płytę, jaka kiedykolwiek powstała) jednak to polarne klimaty Biosphere chyba
                        wracają najczęściej.

                        Geir Jenssen, czyli Norweg, co się pod tym pseudo ukrywa, nagrywa dosyć obficie
                        - od 91 r. zdążył już machnąć 17 płyt (razem ze splitami, gdzie towarzystwa
                        dotrzymywały mu takie postacie jak Pete Namlook czy Deathprod), przy okazji
                        tworząc pod własnym już nazwiskiem arcydzieło field recordingu Cho Oyu 8201m,
                        nagrywane w całości podczas wspinania się na 6 najwyższą górę świata, jednak
                        najważniejsze, przynajmniej dla mnie są te płyty, które ukazały się do 2002 r.

                        To tam właśnie po raz pierwszy pojawiała się firmowa mieszanka, za którą dałbym
                        się pokroić, złożona z dużej ilości brzmień analogowych instrumentów, dyskretnie
                        wprowadzanych, ale pulsujących przez całą kompozycję basów, które mają
                        właściwości mocno hipnotyzujące, oraz dźwięków, które mogłaby wydawać stacja
                        kosmiczna Mir podczas niespiesznego stosunku z Apollo 13. Jensen stara się
                        unikać gwałtownych zmian tempa, nie szarżuje natarciami dronów i nie straszy
                        odbiorcy nagłymi falami hałasu i raczej zachowuje się jak Kaszpirowski,
                        próbujący sztuczek z adin, dwa, tri.'

                        Która do Ciebie bardziej przemawia?:-)

                        Ukłony,
                        NN
                        • braineater Re: Ankieta: emo czy wiki? 01.10.08, 11:38
                          Kurwa, chyba muszę zacząć mnożyć nicki w jeszcze większym tempie, niż dotychczas:)
                          Ale si, masz rację oczywiście, z tym, że z tego pierwszego kawałka coś wynoszę również, a raczej wyniósłbym, gdyby podany został choć tytuł/nazwa zespołu. Dowiaduję się wtedy, że w/g Nieznanego Recenzenta, płyta A nie nadaje się do odsłuchu w warunkach depresyjnych i, że najprawdopodbniej jest kiepska, jak na płytę popową. Teraz już wystarczy tylko podjąc decyzję, czy chcę się o tym sam przekonać, będąc w podobny / zupełnie innym nastroju. Dostają informację o działaniu emocjonalnym tej płyty: 'nie działa', reszta już zalezy tylko i wyłacznie ode mnie.
    • carmody Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 13:42
      Na szybko pisane:

      Typ wiki, szczególnie taki jak wyimek z EMD, preferowałem
      zdecydowanie w czasach kiedy kabel z eszelonami nie walał mi się po
      podłodze, a z siecią nie łaczyłem się wcale, lub za pomocą modemu i
      magicznego numeru TP. Takie pisarstwo, choć często podlane osobistym
      zlewem, królowało w Antenie Krzyku. Niektórzy recenzenci Brumu też
      tak jechali. No i Księżyk. Stary dobry Ksieżyk, co to jak się
      postarał to trzaskał teksty inspirujące nie tylko do wyszperania
      danej płyty w jakichś podejrzanych katalogach, ale też do sięgnięcia
      po wszystkie nazwy jakie padły w jego tekście.
      Dziś jak się stara każdy widzi, dziś chyba nie jest już tak
      potrzebny jak kiedyś. Dziś już mnie takie pisanie nie jara - są
      wiki, jest setka portali, forumów, bloków. To wszystko można sobie
      wyszperać samemu. W ogóle! - są rekomendacje na nowym last.fm, które
      zastępują wszystko.

      Emo pisanie bywa czasem bardzo atrakcyjne. Są znane perełki z
      porcysów i skrinejdżersów, tak sprzed kilku lat. Ale polazło to w
      kąty zaszczane, obrzygane i odrzucające niestety. W kątach takich
      stoi sobie pan redachtór i ekshibicjonistycznie rozdziawia czarny
      płaszcz z urzyganymi połami i obsmarkanym rękawem krzycząc: JA JA
      JA! JA, JA o MUZYCE!
      I coraz więcej takich tekstów i coraz gorsze. Nołfakinłej.
      Spierdalać.
      A z dobrch takich, emo to najbardziej lubię naszych forumersów -
      Herr Obły, Glebo i szpe Założyciel Wątku.

      Lubie blokowe pisanie podparte tubą i rapidem, pierwszy z brzegu,
      świeżo podziwianym być zaczęty (ołjezum, chyba mam gorączkę, nie mam
      siły poprawić tego szyku): niejestdobrze.blogspot.com

      to be ciąg dalszy
      • obly Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 15:19
        Po pierwsze chciałem napisać ze emo nie lubie a wiki mi zwisa, ale
        bym skłamal chyba tym bardziej ze zaskoczyl mnie niejaki Mod Cara
        który przypisal mi wrecz uczestniczenie w jednym z nurtów, co mnie w
        sumie zdziwiło i nie powiem zamurowało. Bo ogólnie prosze panstwa
        recki zdychają i przekształcają się.

        Recki klasy wiki (o ile nie maja mniej niz 3 zdania) zdychają z
        powodów o których pisza wszyscy - siec i moznosc sprawdzenia z
        róznych kątów tego samego (jutub, wiki, strona, próbki, myspace,
        fora, portale spolecznosciowe, lastfm) i czek bez czytania wpada na
        swoje zdanie mniej wiecej na swój sprawdzony i bezpieczny sposób, a
        reakcja setek fanów jest szybsza niz dzielne opracowanie na
        podstawie zlecenia szanownego dziennikarza.

        Recki klasy emo sa dobre jak juz wszystko o kapeli wiesz i wiesz co
        potrafi zrobic z mózgiem i jak babcia sasiadka jara cie jak inny
        przypala to samo i przezywa podobnie (tak jak z czerwoną papryczka
        chilli - przypalilo ci gardzioła i czestujesz innych aby "przerzyc
        to jeszcze raz" ale jako obserwator)
        Emo gdy kapeli sie nie zna albo nie zna sie autora recki - nie da
        sie czytac - co zreszta sprawdza sie na naszym forum doskonale.
        Natomast recenzje emo maja jakis tam sens w jednym przypadku - gdy
        znasz osobe która pieje i wije sie na przemian w spazmach nad
        kilkoma pliczkami mp3. Stad w zinach czy blogach - sprawa jest
        raczej na poziomie dyskusji o gustach pomiedzy tobą a autorem niż o
        konkretnej płycie. jak np Brain pisze w swojej recce ze latynoska
        trąbka wżarla mu sie w mózg i wyszła pachwinką a cycki drzą jak
        zmarznieta syberia to wiem ze raczej omijam bo nie kumam tego
        slaskiego odbicia na miszmasz trąbki z indianinem-latynosem i
        rytmami w cekinki.

        Bo umówmy sie: zadne z tych form nie jest dobra ani nei moze byc
        dobra ani nigdy nie mowil ze ma byc dobra, niestety z muzyka, z
        filmami, z obrazami jest jak z zarciem - dopóki nie zeżresz, nie
        ptrzetrawisz i nie wysrasz i napiszesz o tym w swoim pamietniczku to
        i tak gowno wiesz.

        Do tego personalizacja wypowiedzi oraz nasz podatny na manipulacje
        mózg podpowiada nam ze w jednej knajpie stoi w menu zamiast "kotlet
        schabowy 200 gram i z ubojni pod Grudziądzem" jest ze to mieso z
        pradziwego byka co chujem doły kopał - od razu czlek zwraca uwage
        pozytywnie. ;))) moze zarcie kiepskie ale za to knajpa
        ciekawa. ;)))
      • obly Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 23:38
        ja pierdole ale sie naj...
        no najmocniej przeprasz...am
        aha a naj...
        najbardziej podoba sie blog niejest dobsz.hick.pl
        niejestdobsze...

        dziekx car. Mod car.

        A CO DO tematu DYSkuSJI
        TO pamietajcie przewietrzyc jelitka!
    • pytajnick Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 18:34
      Zgodnie z częścią głosów - kiedyś wiedza była bardzo w cenie. Teraz w sekundę
      mogę sobie sam sprawdzić, ile "lat kazali nam czekać na swój nowy album
      studyjny" (w Machinie chyba wreszcie zakazali zaczynania recenzji w ten
      sposób?). Dlatego kompletnie przeterminowana wydaje się ta nowa encyklopedia
      Scaruffiego. To co przeczytałem w Glissando ostatnim - mocne kilka rozdziałów -
      wystarczyło, żeby mnie odstraszyć.

      Ten typ pisania dla mnie się wyczerpał i szukam czegoś innego - dobrego tekstu
      jako takiego. Tekstu, który sam w sobie sprawia przyjemność, niezależnie nawet
      od tego, o czym traktuje, czy o płycie dobrej, czy złej. Może to takie moje
      skrzywienie - kiedyś czytywałem wszystkie recenzje książkowe pisane przez Jacka
      Dukaja. Nie miałem zazwyczaj pojęcia czego dotyczyły, ale co drugie zdanie było
      majstersztykiem. Byle bez robienia z recenzji autopromocji własnego ego (Porcys,
      przynajmniej zanim przestałem go czytać).

      No więc nie jest to znowu przegięcie w stronę emo, bo to też rzadko kiedy nadaje
      się do czytania (choć są wyjątki, tak jak w czystym wiki). Bardziej o
      spostrzeżenia, szukanie kontekstu i spojrzenie z perspektywy, sensowną krytykę
      czy wreszcie humor i fajną puentę. Też o przekonywanie. Coś, czego generalnie na
      nastoletnich blogach trudno
      szukać, ale kilku zasłużonych autorów dużych tytułów i starszych writerów
      popularnych serwisów świetnie potrafi.
    • pagaj_75 Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 22:28
      Brejnu, ale pytanie tytułowe jest typowym przykładem
      przeciwstawności, która żadną przeciwstawnością nie jest, bo nie
      sposób rozumnemu człowiekowi opowiedzieć się za żadną z tych opcji w
      ich skrajnych przejawach (jak choćby w klasycznym sporze „mieć czy
      być“).
      „Recenzja“ muzyczna, która opiera się li i jedynie na suchych
      informacjach nie jest żadną recenzją, bo ta wymaga przecież jakiejś
      oceny, a ocena, z racji swojej subiektywności i konieczności
      opowiedzenia się po stronie jakichś „wartości“, pociąga za sobą
      nacechowanie emocjonalne. Z kolei wystąpienie typu „ja pierdolę, ale
      to zajebiste jest, no posłuchajcie, jak to się wkręca w mózg“ też
      nie jest żadną wypowiedzią krytyczną, bo nie niesie za sobą (jak
      słusznie wytknął Ci Nienietoperz) żadnej informacji o jej
      przedmiocie, a i o podmiocie lirycznym też mówi stosunkowo niewiele
      ;)
      Ma rację Nienietoperz - emocje są przereklamowane, przynajmniej w
      tej kwestii. Z punktu widzenia samej muzyki, średnio mnie obchodzi
      co czujesz, bo to są Twoje uczucia, ja ich nigdy w taki sam sposób
      nie doświadczę, ani nie doświadczy ich nikt inny. Mnie interesuje, i
      tu masz 100% racji, DLACZEGO to czujesz, CO jest tego przyczyną. Ano
      muzyka jest przyczyną, ale dokładnie co takiego w niej? I tutaj z
      pomocą przychodzi właśnie wiedza, którą tak pogardzasz. Ale nie
      wiedza typu „nagrali 8 płyt, w tym dwie koncertowe, a w 1945 grali
      jako support Chariiego Parkera“, tylko znajomość używanych przez
      muzyków środków wyrazu i świadomość sposobów ich oddziaływania na
      słuchacza. Jeśli chcesz zainteresować czytelnika MUZYKĄ, a nie swoją
      wspaniałą osobą, to musisz jednak wyjść ponad swoje emocje.
      Potrzebne są jakieś konkrety, informacje wychodzące poza to, że
      „wkręca się w zwoje mózgowe“, bo co to w gruncie rzeczy do kurwy
      nędzy znaczy?

      Natomiast jeśli tak naprawdę pytasz o to czy recenzje mają sprawiać
      wrażenie jakby ich autorowi w trakcie pisania dziewczyna robiła
      najlepsze fellatio w historii - to chyba jednak nie. To też jest
      jest w gruncie rzeczy jego prywatna sprawa.
      :)
      • braineater Re: Ankieta: emo czy wiki? 01.10.08, 12:01
        pagaj_75 napisał:

        > Brejnu, ale pytanie tytułowe jest typowym przykładem
        > przeciwstawności, która żadną przeciwstawnością nie jest, bo nie
        > sposób rozumnemu człowiekowi opowiedzieć się za żadną z tych opcji w
        > ich skrajnych przejawach (jak choćby w klasycznym sporze „mieć czy
        > być“).

        Nie do końca tak, bo gdybyśmy zyli w opisanym świecie rozumnych ludzi, to te dwa typu recenzowania nie stałyby się typami modelowymi i nie zaczęłyby nas (mnie) atakować ze wszystkich mozliwych stron, niepozostawiając lub pozostawiając bardzo wąski margines na inne pisanie o muzyce. Stąd pytanie dodatkowe - czy da się w ogóle inaczej, odpowiedź poprosiłbym najlepiej z przykładami, bo sam już odpuściłem szukanie).

        Z kolei wystąpienie typu „ja pierdolę, ale
        > to zajebiste jest, no posłuchajcie, jak to się wkręca w mózg“ też
        > nie jest żadną wypowiedzią krytyczną, bo nie niesie za sobą (jak
        > słusznie wytknął Ci Nienietoperz) żadnej informacji o jej
        > przedmiocie, a i o podmiocie lirycznym też mówi stosunkowo niewiele
        > ;)

        Absolutny brak zgody w tym punkcie, możemy iśc na gołe klaty:)

        "ja pierdolę, ale
        > to zajebiste jest, no posłuchajcie, jak to się wkręca w mózg" niesie ze sobą dokładnie taki sam ładunek informacji, jak (wracamy do tych dwóch modelowych recenzji z przodka): "Laswell, znany z fascynacji mega-funkiem, nie zdradza jej jeszcze w Massacre" czy "„Moon Safari” oznaczało nielimitowaną, hedonistyczną przyjemność dla wszystkich". We wszystkich trzech wypadkach, autorzy recenzji zakładają jakiś common ground, jakieś pole porozumienia, jakiś zakres kompetencji czytelnika modelowego, bez którego dalsze czytanie nie ma sensu, bo nie wiemy, co się kryje pod słowami. I tu jakby tkwi chyba największa pułapka w pisaniu o muzyce i tworzeniu recenzji, bądzie na przykładach z życia. Od dobrych dwóch lat mam ostrą jazdę na funka, słucham oporowych ilości płyt z tego gatunku, siedzę w wiki i na stronkach czytając sobie z czystej ciekawości o tych wszystkich gościach, o histori etc, szukam nowości, odsłuchuję klasyków - za chuja nie wiem, w jakim znaczeniu recenzent EMD użył słowa 'mega funk'. Staje się to dla mnie informacją bez treści, zlepkiem efektownie brzmiących literek, za którym dla mnie, nie kryje się nic. Tak samo, jak nie potrafię od pierwszego strzału rozstrzygnąc, którego z miliona odcieni znaczeniowych słowa 'hedonizm' uzył recenzent ze screenagers - chodzi mu wersję dandy, o kluberski hedonizm lat 90', o hedonizm równoznaczny z sybarytyzmem, o klasyczne znaczenia wypływające ze słowa 'hedone' czy też po prostu tak jak ja, źle się czuje, gdy w prosty tekst o muzyce nie wsadzi kilku dziwnych słów, bo tak mu pasuje ze stylu, natomiast niekoniecznie należy to rozstrzygać na poziomie znaczeniowym? I znowu - tak naprawdę informacja bez treści, treść musimy sobie dosztukować sami, biorąc pod uwagą miliard mozliwych zmiennych. W związku z tym, 'ja pierdolę, ale ta płyta jebie po zwojach' jest dokładnie takim samym ładunkiem informacji, uzależnionym w pełni od tego, jak sobie na własny uzytek definiujesz 'jebanie po zwojach'. I tu wychodzi, po mojemu przynajmniej, przewaga recek emo, polegająca na tym, że słów opisujących stany emocjonalne, metafor etc, jest nieskończenie wiele, natomiast samych emocjcji związanych z muzą jest ograniczona ilość - stąd dużo większa szansa, że prawidłowo zdekodujesz 'jebanie po zwojach' jako np' muzyczny wstrzas docierający do samego sedna jestestwa, idealnie tworzący nastrój ekstatycznego podniecenia, docierającego do najgłebszych pozaracjonalnych częsci umysłu i wymuszający na odbiorcy emocjonalne reakcje, tak, jak zaplanował sobie to twórca' niż rozkminisz, co to 'mega-funk' albo 'wpływy art-rocka w grze Frisella.' Przynajmniej mnie o wiele łatwiej idzie z rozgryzaniem takich przekazów.

        Mnie interesuje, i
        > tu masz 100% racji, DLACZEGO to czujesz, CO jest tego przyczyną. Ano
        > muzyka jest przyczyną, ale dokładnie co takiego w niej?

        Na to odpowiedź wyżej, przy Nienietoperzu.
        >
        > Natomiast jeśli tak naprawdę pytasz o to czy recenzje mają sprawiać
        > wrażenie jakby ich autorowi w trakcie pisania dziewczyna robiła
        > najlepsze fellatio w historii - to chyba jednak nie. To też jest
        > jest w gruncie rzeczy jego prywatna sprawa.

        E tam:) Pisanie o muzyce bez takiej samej wkrętki, z jaką myślimy o doznaniach erotycznych, daje najnudniejsze recenzje świata.
    • settembrini Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 22:29
      ja nie szukam recenzji, mam je w de
      nie znosze sugestii co jest dobre, co zle, cenne sa natomiast oferty przesluchania pochodzace od ludzi, ktorych wczesniejsze hajpy sie sprawdzily.
    • sss9 Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 22:32
      skąd ty wziąłeś te przykłady? bo ja od lat widzę recenzje, które może mówią coś
      samym autorom, a i w to wątpię. no, ale ja już praktycznie jedyne, które
      czytuję, to te z gazet. kocham, wprost ubóstwiam (-łem) notki pod obrazkami w
      Machinie czy Fluidzie. zawsze byłem pełen podziwu dla niezrozumiałej dla mnie
      determinacji opisywania płyty w taki sposób, żeby niczego o niej nie napisać.
      chociaż, czasem zdarzał się recenzent, który zdradzał ewidentny kompleks
      niespełnionego poety/pisarza - o, taki potrafił się nawymądrzać, napleść wyrazów
      trudnych i nieużywanych. i tak nic o płycie nie wiedziałem. celował w tym ten,
      no... każdy chyba wie? z nim to nawet było zabawnie, bo jednego mego znajomego
      pompował po niezliczonych gazetach w orgastycznych recenzjach latami, aż nagle
      po chyba dziesiątej płycie doznał iluminacji czy coś, w każdym razie stwierdził,
      że temat, znaczy znajomy się wypalił/skończył/pogubił/zapętlił chociaż naprawdę
      nic się jakoś drastycznie nie zmieniło. myślę sobie, że po prostu ktoś mu
      doniósł jak wygląda proces twórczy każdej kolejnej płyty i się poczuł zrobiony w
      trombę. było miodzio.
      kilka fajnych płyt nawet udało mi się dzięki tym nic niemówiącym recenzjom
      posłuchać, ale nie miały nic, albo niewiele wspólnego z opisami. generalnie, to
      od lat nie traktuję serio tzw. recenzji, bo w większej części to reklamy
      produktu, a w mniejszej parcie na zobaczenie własnego nazwiska drukiem, za każdą
      cenę. i nie ważne czy dotyczą płyt, czy filmów, książek, etc. no, ale jak
      napisałem, w gazetach siedzę, nie w sieci, bo po kilku podejściach do czytania
      internetowych recenzentów, przepona mi się naderwała, czy cuś... możem trafiał
      na kabaretony.

      ale wontek fany i bendem se śledzik.
    • abranova Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 23:22
      Ależ się chłopaki rozpisali ;)

      Ja zdecydowanie przedkładam styl EMO, choć nie pogardzę kilkoma faktami
      wciśniętymi do recenzji. Bo nie przesadzajmy z tym netem i dostępem do
      informacji - nie będę każdego wykonawcy o którym usłyszę prześwietlać przez
      googla. Tm bardziej, że i tak wyskoczą mi głównie oferty sklepów internetowych ;)

      Natomiast zastanawiam się, czy ktoś jeszcze poza mną bardziej lubi czytać
      recenzje PO zamiast PRZED (przesłuchaniem płyty oczywiście :P) Jakoś tak lubię
      sobie później skonfrontować własne wrażenia z recenzjami i potem się powkurzać,
      co to za bzdury wypisują hehe.
      Bo recenzji książek to już standardowo nie tykam przed przeczytaniem, no chyba
      że mnie coś bardzo, bardzo zaintryguje. Zresztą i po przeczytaniu szukam raczej
      recenzji tylko tych książek, które bardzo mi się spodobały, na nieudane szkoda
      czasu.

      W każdej recenzji, czy to muzycznej czy książkowej, recenzent nie przedstawia
      nam samej książki czy płyty, ale swoją wizję owych. A ja nie za bardzo lubię
      dawać sobą manipulować...
      • cze67 Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 23:23
        Ja mam tak z filmami, z muzyką mniej, ale też.
      • sss9 Re: Ankieta: emo czy wiki? 30.09.08, 23:41
        w jaki sposób następuje "bardzo zaintrygowanie" bez bodźców z zewnątrz, tj. bez
        reklamy, recenzji, polecenia znajomka, które już jest recenzją?
        mam parę ukochanych książek (i płyt), które miesiącami nie wchodziły mi pomimo
        bardzo wiarygodnego polecania przez środowisko. odczekałem kolejnych kilka i
        stało się, są na półce i co jakiś czas do nich wracam. nie ze wszystkimi
        tytułami tak jest, to prawda.
        ale przecież mogłem stwierdzić, że na nieudane szkoda czasu, bo czyż moja opinia
        może być gorsza od wszystkich innych? :)
      • pytajnick Re: Ankieta: emo czy wiki? 01.10.08, 00:36
        abranova napisała:

        > Natomiast zastanawiam się, czy ktoś jeszcze poza mną bardziej lubi czytać
        > recenzje PO zamiast PRZED

        Ja tam mam przekonanie, że coraz więcej - i to w tempie zastraszającym rośnie -
        ludzi czyta recenzje znając już płytę na pamięć. I nie tylko o nielegale chodzi,
        ale o świeżą, jakże miłą modę na wrzucanie całych płyt na myspace. A recenzje
        ukazują się najwcześniej w dniu premiery.

        Dlatego "recenzje opisujące" są z mojego punktu widzenia bez sensu i zazwyczaj
        szukam ciekawego zdania na temat już mi znany, bądź fajnego tekstu nawet na
        temat średnio mi bliski (np. takiego Hawryluka łykam wszystko, czy pisze o Cashu, czy o
        PasjiMykietyna). Ale oczywiście dla słuchaczy potrzebujących muzycznych
        przewodników, chodzących dzielnie po empikach w poszukiwaniu kuszącej okładki,
        na pewno bardziej przydatny będzie typ recenzji TerazRockowych. Po przeczytaniu
        znasz instrumentarium, listę utworów i przesłanie. Wartości - niekoniecznie, ale
        pewnie to i tak lepsze od zlepka dziesięciu szufladek, co też jest idiotyzmem w
        czasach tak powszechnego mieszania gatunków, że Allmusic nie nadąża.
    • hennessy.williams Re: Ankieta: emo czy wiki? 01.10.08, 22:13
      Już mać nie wiem, do czyjego postu się dopisać, więc daję tu.
      Jak odbieracie muzykę się zapytuję? Emocjonalnie?
      Bo jeśli tak, to fajnie jest poczytać o emo innych osób. Ale...
      Nie mam czasu słuchać wszystkiego co się nagrywa, tak? Więc jeśli nie znam jakiejś muzy, to nie sięgnę po płytę tylko dlatego, że Gall Anonim napisze "Odjazd! Wywraca mózg i od teraz żaden dzień nie będzie już taki jak przed przesłuchaniem tej wiekopomnej sztuki". Chcę mieć jakieś odniesienie, bo dla mnie jest rekomendacją (oczywiście z o.o.) na przykład udział w nagraniu ktosia przeze mnie cenionego. Wtedy jest szansa, że posłucham.
      Jeśli zaś rec dotyczy poważanego przeze mnie sztukmistrza, to mogę dostać czyste emo, gdyż albowiem mam w dziurze to, czy solo na bałałajce zagrał Jan Bo czy Dżek White. Albo, że to już piętnasta, a nie szesnasta płyta w dyskografii, bo ta z 1985 roku nie może być uznana za pełnoprawną jako że wokalista miał wtedy katar.
      Przeczę sam sobie? No właśnie. Złotego środka nie ma. Ważyć trzeba.
      Głosuję: 80% emo, 20% wiki.
      • sss9 Re: Ankieta: emo czy wiki? 01.10.08, 23:24
        hennessy.williams napisał:

        {...}

        i wobec powyższego, kiedy dostajesz emo recenzję twojej ulubionej kapeli, która
        niszczy ich nowy album, postanawiasz: nie przesłucham jej nawet! mało, zapomnę,
        że się ukazała! etam... zaraz polecisz by nasyć uszy. a może zależy kto recenzją
        popełnił? a może twoje emo jednak tym razem będzie się różnić od dotychczas
        wspólnego z recenzującym? a może zwyczajnie psyche w tym tygodniu/miesiącu
        działa inaczej i od czapy wzięta choć schlastana w gazecie płyta zachwyci?

        w zasadzie recenzje są dla ich autorów i fanów. mogą dać tropy, mgliste pojęcie,
        albo przeciwnie - bardzo konkretne ostrzeżenie, np: country! - acha dziękuję,
        chociaż "po okładce" bym wziął.

        widziałem zwykłych ludzi przychodzących do sklepu z zamiarem nabycia płyty
        polecanej przez recenzenta. ci rozsądniejsi przed zakupem słuchali. jakże często
        mieli zdziwione/rozczarowane oblicza...
        • pszemcio1 Re: Ankieta: emo czy wiki? 02.10.08, 08:12
          po takim wątku już nigdy nie puszczę linka do strony na której sobie
          coś sam napisałe. nigdy
          • hennessy.williams Re: Ankieta: emo czy wiki? 02.10.08, 11:17
            pszemcio1 napisał:

            > po takim wątku już nigdy nie puszczę linka do strony na której sobie
            > coś sam napisałe. nigdy

            A toby było bezsęsu.
          • braineater Re: Ankieta: emo czy wiki? 02.10.08, 11:53
            pszemcio1 napisał:

            > po takim wątku już nigdy nie puszczę linka do strony na której sobie
            > coś sam napisałe. nigdy

            Nie nie nie
            Pisać, pisać jak najwięcej i generalnie tak jak Tobie pasuje - bo w końcu to Twój blog. Czytam go z przypadku, nie zgadzam się praktycznie z niczym, ale dalej go czytam, bo się go czyta dobrze. A to jakby najważniejsze.
            • sss9 Re: Ankieta: i o to chodzi 02.10.08, 11:58
              braineater napisał:

              nie zgadzam się praktycznie z niczym, ale dalej
              > go czytam, bo się go czyta dobrze. A to jakby najważniejsze.

              cała Polska czyta dzieciom. i sobie też. :)
        • hennessy.williams Re: Ankieta: emo czy wiki? 02.10.08, 11:09
          sss9 napisał:

          > i wobec powyższego, kiedy dostajesz emo recenzję twojej ulubionej kapeli, która
          > niszczy ich nowy album, postanawiasz: nie przesłucham jej nawet! mało, zapomnę,
          > że się ukazała! etam... zaraz polecisz by nasyć uszy.

          Oczywiście, że posłucham. Emo miażdżąca recenzja nowej płyty mojej ulubionej
          kapeli niczego tu nie zmieni. Będę miał swoje zdanie.

          > w zasadzie recenzje są dla ich autorów i fanów. mogą dać tropy, mgliste pojęcie
          > ,
          > albo przeciwnie - bardzo konkretne ostrzeżenie, np: country! - acha dziękuję,
          > chociaż "po okładce" bym wziął.

          Że niby "country" to ma być ostrzeżenie? Toż to rekomendacja! :)
          Ale w sensie tropów - mi to wystarczy. Mogę się naciąć i godzę się na to. Bo, że
          tak powiem dolnolotnie, warto się naciąć dziewięć razy by za dziesiątym wyłowić
          perełkę.

          > widziałem zwykłych ludzi przychodzących do sklepu z zamiarem nabycia płyty
          > polecanej przez recenzenta. ci rozsądniejsi przed zakupem słuchali. jakże częst
          > o
          > mieli zdziwione/rozczarowane oblicza...

          A w którym sklepie mnie widziałeś? ;)
          Kiedyś tak robiłem. Teraz testuję w necie.
          • sss9 Re: Ankieta: emo czy wiki? 04.10.08, 02:44
            i widzisz Heniu, mnie jakoś celują tropy pt. grają jak... znajdują się w
            klimacie/estetyce... to daje mi jakieś pojęcie o muzyce robionej przez kogoś, z
            kim spotykam się pierwszy raz. i wtedy potrzeba wiki, bo ona da mi trop.
            jakbym miał lat 16 i czytał emo recenzję Interpola, to pewnie starczyłaby. ale
            mając więcej lat i jakieś doświadczenia, wiki uchroniłaby mnie przed wpadką w
            zjadanietrupów. to przykład.

            jak dostajesz komunikat metal, to albo się jarasz, bo właśnie zarwałeś czarną
            anielicę, albo odpuszczasz, bo rozstałeś się z córą złego. najgorzej mają ci od
            klasyki i współczeski, ci niestety muszą opierać się na aktualnych trendach i
            opiniach "znawców tematu". reszta może pozwolić sobie nawet na bycie passe, bo
            za chwilę staną się bez jakiegokolwiek wysiłku trendy.

            ale to i tak chuja znaczy, bo dziś muzyka straciła swoją dawną moc, nie jest już
            formą sztuki jak niegdyś. dziś jest jedynie niezbyt istotnym hałasem
            towarzyszącym różnorakim czynnościom życiowym ludzi, którzy niespecjalnie
            zastanawiają się nad jej sensem. własnym też.
            jesteśmy koleżanki (moim zdaniem w znacznie mniejszym stopniu, o czym kiedy
            indziej) i koledzy gatunkiem wymierającym, czymś w rodzaju kiwi. ;D

    • roar Re: Ankieta: emo czy wiki? 03.10.08, 21:35
      Wydaje mi się, że Pagaj zamknął temat. Ale za to mnie naszło na coś innego.

      Ja, kufa, nienawidzę recenzji. Akurat muzycznych może najmniej, bo jeszcze je czytam bez wymiotów, ale recenzji generalnie. Recenzja to jest martwa forma, zombiak, który się ostał siłą tradycji i przyzwyczajenia, a nie wewnętrznego sensu. Jest tyle przegenialnych sposobów pisania o muzyce, ale nie, kurde, trzeba odbębniać wierszówkę w sztywnych ramach że o jednej płycie (koncercie/czymtambądź), i że tę płytę jakoś tam opisujemy, i że musi być koniecznie werdykt. Stąd później się biorą różne "muzyczne orgazmy wyjebujące jaja w kosmos", "pierdylianda pierdziafonów w pierdzendzie", "trzecie koma jeden cztery jeden jeśli liczyć ostatnią epkę a nie liczyć singla i demówki winylowej w 10 kopiach wydawnictwa od rozstania artysty z żoną", "puzony jak z debiutu RatM przenikające się z orientalnymi brzmieniami fortepianu" - z potrzeby pisania o rzeczach, o których nie wie się, co napisać, bo przecież, do kurwy, o większości rzeczy nawet nie można, nie da się organicznie. A już najśmieszniejsze jest tu chodzenie pod prąd i pisanie anty-recenzji, że niby o wszystkim i niczym, byle nie na temat, bo na koniec i tak na górze będzie lista utworów, a na dole numerek w skali od jeden do dziesięć.

      tl;dr: W ogóle.
      • braineater Re: Ankieta: emo czy wiki? 03.10.08, 22:31
        roar napisał:

        >
        > tl;dr:

        Oftopik, nie bierz tego do siebie, bo użycie tl;dr mnie wkurwia od pierwszej chwili w jakiej się na to natknąłem ale to jest najbardziej chujowy akronim w dziejach internetu, sposób zrobienia z siebie barana, któremu nie chciało się czytać, ale chciałby, żeby inni przeczytali, to co sam napisał.
        Proponowałbym więc tępić, nie rozpowszechniać.
        >
        • pytajnick Re: Ankieta: emo czy wiki? 03.10.08, 23:15
          > > tl;dr:

          WTF?
          • pszemcio1 Re: Ankieta: emo czy wiki? 04.10.08, 00:04
            ale co to w ogóle znaczy? może mi ktoś powiedzieć?
            • braineater Re: Ankieta: emo czy wiki? 04.10.08, 09:30
              www.urbandictionary.com/define.php?term=tl%3Bdr
        • roar Re: Ankieta: emo czy wiki? 04.10.08, 09:54
          Dla niekumatych: tl;dr = too long; didn't read

          I chyba NIE JESTEŚ NA CZASIE, teraz to się tego głównie tak używa, jak powyżej, do sygnalizacji clou wypowiedzi; takie samo-zjebcze "dla tych, którym się nie chciało czytać tych wypocin", tudzież bardziej cyniczne "wiem, że nie jesteście w stanie przetrawić tych kilkunastu linijek, ciule z ADHD, macie tu wersję uproszczoną, którą nawet wy zrozumiecie". Więc, spokojnie, nie ma z czym walczyć, walka dawno wygrana podstępem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka