Dodaj do ulubionych

Moje doświadczenie

07.10.13, 10:02
Przez prawie 8 lat żałowałam, że nie usunęłam pierwszej ciąży, każdego dnia przeklinałam samą siebie, nie umiałam w pełni pokochać mojego dziecka i okazać mu ciepła. Mam też drugie dziecko chciane i w pełni akceptowane przeze mnie i jest to zasadnicza różnica.
Gdy 9 miesięcy temu okazało się, że mimo zabezpieczeń jestem w ciąży pomyślałam tym razem nie popełnię tego błędu, usunęłam w 7 tyg. Po fakcie czułam ulgę, czułam, że wreszcie mogłam zadecydować o samej sobie, życie toczyło się dalej- zapomniałam.

To stało się kilka dni temu w nocy miałam sen drastyczny, dużo krwi pośród niej malutki chłopczyk, widziałam dokładnie każdy szczegół oczka, długie rzęsy, włoski. Obudziłam się cała zlana potem, zerknęłam na telefon i dopiero po chwili doszło do mnie co to za dzień- data planowanego porodu. Wiem, że nie był to zbieg okoliczności, nie myślałam o tym, ba zapomniałam nawet, że to "ten" miesiąc.
Ciężko opisać to co teraz czuję wywróciło to cały mój światopogląd do góry nogami. Zawsze byłam osobą mocno stąpającą po ziemi, zaciekle anty- kościelną a teraz sama nie wiem co mam myśleć.

Obserwuj wątek
    • mama.rozy Re: Moje doświadczenie 07.10.13, 15:09
      nie trzeba byc osobą "kościelną" w ogóle,żeby pewne rzeczy przeżywac
      może byc to tylko trudniejsze,bo szuka się racjonalnego wytłumaczenia
      co masz myślec?
      a co czujesz?
      • vabem Re: Moje doświadczenie 07.10.13, 17:16
        Nie sprecyzowałam anty-kościelna nie znaczy nie wierząca jak najbardziej wierzę w nieśmiertelność duszy, zresztą w mojej rodzinie bliscy zmarli nie raz przychodzili się pożegnać więc co do tego nie mam wątpliwości.
        Co czuję hmm dużo naraz przede wszystkim szok, niedowierzanie, smutek, żal szczerze to nie mogę się pozbierać.
        Jak to możliwe, że przytrafia to się akurat mnie osobie tak pewnej swojej decyzji, żałującej, że nie zrobiła tego za pierwszym razem i podkreślającej to przy każdej okazji, ile razy wykrzyczałam to do mojego męża nawet zliczyć nie mogę.
        Teraz wiem, że to dusza mojego dziecka przyszła do mnie choć nadal nie może to do mnie dojść, w ogóle nie myślałam w kategorii dziecko- płód, komórka a nie dziecko. Świat wywrócił się w jednym momencie do góry nogami. Mąż patrzy na mnie z przerażeniem chyba myśli, że zwariowałam a może ma rację. Wściekła jestem, że on to przyjmuje tak spokojnie jak gdyby nigdy nic a ja jestem naprawdę przerażona i zagubiona.
        • nadulinowo Re: Moje doświadczenie 07.10.13, 18:25
          Na początku napiszę, że dobrze się stało, że tu trafiłaś. Spróbujemy Ci pomóc internetowo, ale też znaleźć pomoc w realnym świecie - jeśli będziesz tego chciała. Sytuacja, w jakiej jesteś jest bardzo trudna i dotyka większość kobiet po aborcji.
          Na dobry początek przeczytaj sobie małe kompendium o syndromie po-aborcyjnym, bo tak się fachowo nazywa to, co teraz zaczynasz przechodzić. Oczywiście działacze pro-choice udają, że ten syndrom nie istnieje i że jest tylko produkowany przez środowiska optujące za ochroną życia od poczęcia. Sama widzisz jednak, że z tym syndromem to nie jest bujda:
          aborcjabolterapia.com/pdf/syndromPoaborcyjny.pdf
          Jak widzisz syndrom przytrafia się większości kobiet. Ty raczej należysz do grupy, którą (statystycznie rzecz ujmując) powinna ta przypadłość ominąć. Moim zdaniem dobrze się stało, że jednak nie, bo ten syndrom jest dla Ciebie szansą na refleksję nad światem wartości o w ogóle nad postrzeganiem świata, nad tym, co jest w nim prawdą a co kłamstwem. Bardzo trudną szansą związaną z niesamowitą ilością łez, z poczuciem winy, z ciągłym myśleniem o zabitym dziecku i tym podobnymi trudnymi do ogarnięcia uczuciami. To już zaczęłaś przeżywać i czeka Cię to nadal. Ale z tego też można wyjść - to nie jest na zawsze, jest jednak na dość długi czas.
          Wedle obecnej wiedzy człowiek dostaję duszę w momencie poczęcia, a dokładnie, gdy materiał genetyczny jest już ułożony. Tak więc Twoje dziecko miało duszę, ma ją nadal. I ta dusza ma się dobrze - jest w niebie.
          Opowiedz, proszę, trochę więcej o Twojej wierze w duszę nieśmiertelną, o tym, jak przychodzą do Ciebie dusze zmarłych. W co jeszcze wierzysz? Uczestniczysz w życiu jakiegoś kościoła? W jakiejś religii?
          Moc serdeczności dla Ciebie.
          • mama.rozy Re: Moje doświadczenie 07.10.13, 19:15
            to już jest się na czym oprzec
            tzn.wierząc w cokolwiek(nie tylko w siłę swojego rozumu),jest i łatwiej i jednocześnie gorzej
            łatwiej-o wierząc(napisz coś więcej,jak to u Ciebie wygląda),wierzymy tez w jakiś kodeks postępowania,zło/dobro,wina/przebaczenie.
            trudniejsze jest w wierze to,że taki kodeks postępowania do czegoś nas jednak zobowiązuje,zmusza do myślenia,szczególnie nad błedami,które się popełnia
            a to już przewaznie nie jest takie miłe,bo tak naprawdę nie lubimy popełniac błędów,szczególnie tych nieodwracalnych
            a taka jest aborcja...
            a mężczyzna mysli jak mężczyzna
            dla niego to dziecko nie zaistniało,nie widział,nie poczuł,nie jego ciało
            to też jest przykre w aborcji-samotnośc kobiety,która żałuje
            dla"życzliwych" problem kończy się w momencie zabiegu i jeśli potem coś się z kobietą dzieje,wzruszają ramionami-sama chciała i teraz wymyśla
            pisz,co tylko chcesz
            jesteśmy po drugiej stronie
    • vabem Re: Moje doświadczenie 07.10.13, 20:01
      Wierzę w Boga, wierzę w życie po śmierci jednak nie uznaje religijności na pokaz a niestety mam wiele takich przykładów w otoczeniu np. mąż został wychowany przez fanatycznie religijną matkę w dniu chrztu naszego,syna naciskała na niego żeby poszedł do spowiedzi bo jak to będzie wyglądać no i poszedł z aborcji się nie wyspowiadał po czym jak gdyby nigdy nic przyjął komunię i wszyscy się zachwycali jaki to on religijny a ja wyszłam na najgorszą. Nie chodzę na msze, nie zgadzam się z wieloma poglądami KK i to tyle. I nie chcę nikogo urazić po prostu mówię jak ja to odczuwam.
      Jak to wyglądało np działo się coś w domu dziwnego czego swiadkiem bylo kilka osób dorosłych a na drugi dzień okazywało się, że od tej godzinie zmarła bliska osoba w szpitalu, wiele takich przypadków w rodzinie było.
      Przepraszam za brak znaków w niektórych miejscach, piszę z telefonu.
      W życiu bym nie przypuszczala, że moje poglądy zostaną zweryfikowane w tak brutalny sposób. Powoli, coraz bardziej zaczyna docierać do mnie co zrobiłam i jest to przerażające. Nie mam z kim o tym porozmawiać no bo co,mam powiedzieć słuchaj usunęłam ciąże i byłam zadowolona z tego faktu do czasu, aż moje dziecko przyszło do mnie w dniu kiedy miało się urodzić i uświadomiłam sobie co zrobilam, przepraszam, że tak to napisałam, ale tak to w wielkim skrócie wygląda...
      • nadulinowo Re: Moje doświadczenie 07.10.13, 20:23
        Nikogo nie urazisz tym, co napiszesz. Pisz, jak czujesz i jak uważasz. To cenniejsze od najlepszego kłamstwa, bo tylko w ten sposób dasz sobie szansę na to, by Ci pomóc.

        Rozumiem, że należysz do KK, wierzysz w istnienie Boga i duszy nieśmiertelnej. Ale nie zgadzasz się z niektórymi naukami głoszonymi przez Twój Kościół. Mierzi Cię głównie obłuda oraz religijność na pokaz, za którą nic się nie kryje. Albo wręcz często kryje się kłamstwo i fałsz, które tym bardziej odrzucają Cię od KK.
        Kim jest dla Ciebie Bóg? Jak wyobrażasz sobie życie po śmierci?
        Ważne to pytania, bo jednak, tak jak pisała mamarozy, łatwiej jest uzyskać pomoc, gdy zaangażuje się również sferę duchową, a nie tylko umysł i emocje.

        Nie wiem, jakich masz znajomych i jakich masz przyjaciół. Z najbliższymi jest Ci raczej dalej niż bliżej? Bo rzeczywiście komunikat o przyjściu dziecka może być niezrozumiały i niektórzy ludzie potraktują Cię jak wariatkę. Ale sen o dziecku w dniu, w którym miało się narodzić, jest już komunikatem, który większość osób może przyjąć. I że ten sen zmienił Twoje postrzeganie tamtej sytuacji. Normalne jest, że ludzie zmieniają sąd i opinię o danej sprawie, że inaczej patrzą na pewne sprawy po upływie czasu. Więc może z takim komunikatem znajdziesz kogoś do pogadania - również na żywo. Bo tutaj masz nas. Może też przyda się jakiś dobry psycholog, który uznaje syndrom poabrocyjny (nie wszyscy uznają). Jak będziesz chciała i napiszesz, skąd jesteś, to możemy pomożemy Ci znaleźć wiarygodny adres.
        • mama.rozy Re: Moje doświadczenie 07.10.13, 20:33
          zdziwiłabyś się wiedząc,jak wielu ludzi mierzi takie życie pseudo-religijne,o jakim piszesz
          można się zastanawiac,które z was-Ty czy mąż,zrobiło lepiej.uczciwiej-chyba nie ma wątpliwości kto
          niektórym dziewczynom pomaga zaopiekowanie się zaniedbanym grobem dziecięcym
          i-jak będziesz chciała-rozmowa z psychologiem,dobrym księdzem
          co będziesz chciała
          gdybyś miała ochotę spotkac się też z kimś w realu-może też się uda
          i pisz,chocbyś miała przeklinac,cokolwiek
      • twoj_aniol_stroz Re: Moje doświadczenie 08.10.13, 08:50
        Czuję potężną potrzebę przytulenia Ciebie i płakania razem z Tobą... Przepraszam, że tak bezpośrednio, ale jakoś tak mocno to czuję, że aż musiałam napisać smile Najchętniej to bym Cie przygarnęła do naszej wspólnoty, bo to taki zestaw ludzi mocno poranionych, takich co to szukają Boga, szarpią się strasznie, ale sa razem, bo jak jednemu chwilowo łatwiej to drugiego wlecze, a potem zmiana smile
        Siedzę i myślę co Ci napisać... Przede wszystkim to, że nie jesteś sama, po drugie to rozumiem Twoje spojrzenie na ludzi wierzących na pokaz... Kiedyś mnie aż otrząsało na takie coś, po pewnym czasie dostrzegłam, że część z nich jednak nie odwala pokazówki, a na pozostałą część przestałam zwracać uwagę, bo doszłam do wniosku, że szkoda mojego czasu na to smile A po trzecie: no kurcze, brak mi słów, po prostu przytulam i jestem...
        A! i jeszcze jedno: jak już dojrzejesz do tego, że będziesz chciała pogadać z mądrym i wierzącym księdzem to napisz do mnie, znam kilku takich w różnych częściach Polski smile
        Trzymaj się i dobrze, że do nas trafiłaś.
    • vabem Re: Moje doświadczenie 08.10.13, 10:54
      Dziękuję Wam bardzo, za te słowa płynące prosto z serca naprawdę to wiele dla mnie znaczy...

      Czuję się z tym bardzo samotna, niestety nie mam przyjaciół ja wiecznie z dziećmi a rówieśnicy na studiach, imprezach kto by chciał spędzać czas z nudziarą. Pomiędzy innymi matkami a mną była spora przepaść wiekowa i patrzyły na mnie jak na dziwoląga i cóż nie dziwię im się.

      Czuję się jak ostatnia kretynka jakbyście wiedziały jak mnie mierziło to "gadanie" o maluszkach, dzieciątkach, życiu poczętym, syndromie poaborcyjnym. Jeszcze nie tak dawno gdybym przeczytała moje wpisy pomyślałabym sobie co za nawiedzona baba pewnie dzieci nie ma i nie wie jak prawdziwe życie wygląda...
      A teraz cóż mój świat nagle przewrócił się do góry nogami. Szczerze to mam ochotę potrząsnąć moim mężem i krzyczeć k... człowieku czy Ty wiesz co myśmy najlepszego zrobili?!
      Unika tematu a ja tak bardzo potrzebuję się przed kimś wygadać...
      Czuję straszny ucisk w klatce piersiowej, nie mogę sobie znaleźć miejsca, miotam się jak zwierzę w klatce.

      Kim jest dla mnie Bóg hmm to dobre pytanie wiesz, że nigdy tak naprawdę się nad tym nie zastanawiałam zawsze było Bóg jest i tyle. W domu o Bogu się nie rozmawiało, do kościoła nie chodziliśmy, w szkole też jakoś szczęścia nie miałam bo w drugiej klasie mieliśmy księdza, którego dzieci po prostu panicznie się bały, wręcz wpadały w histerię przed lekcją nigdy nie natrafiłam na nikogo kto by mnie do tego Boga, że tak to nazwę zaprowadził a wręcz odwrotnie ...

      • ania.251 Re: Moje doświadczenie 08.10.13, 18:19
        Bardzo mnie poruszył Twój post. Sama otrzymałam pomoc od osób tu obecnych (w zupełnie innej sytuacji), ale nie o mnie to chodzi. Nie wiem, jak się czujesz i nie będę się wymądrzać. Ale nie bój się prosić o pomoc - nikt tu nikogo nie ocenia a na pewno otrzymasz wsparcia. Zadbaj teraz o siebie, nie możesz z tym zostać sama, po prostu nie możesz. Z pewnością otrzymasz tu pomoc a ja będę się o Ciebie modlić i myśleć o Tobie, byś odnalazła spokój.
        • ann.afrodyta Re: Moje doświadczenie 08.10.13, 18:49
          popieram przedmowczynie
      • nadulinowo Re: Moje doświadczenie 08.10.13, 19:09
        Koniecznie musisz pogadać. Każda kobieta musi wygadać takie sprawy, te wszystkie emocje, wykrzyczeć je, wypłakać. Bez tego nie ruszysz dalej. Ten ucisk też o tym świadczy. To taki fizyczny objaw tego, co dzieje się w Twojej psychice. Szkoda, że nie ma chociaż jednej koleżanki lub przyjaciółki. Nie możesz zostać sama. Może któraż z nas mieszka blisko Twojego miejsca zamieszkania? A jak nie, to kogoś Ci zorganizujemy, dobre w tym jesteśmy. smile

        Jeśli mogę też coś poradzić, to pozwól nam też poszukać dla Ciebie psychologa i kapłana. Na własną rękę można różnie trafić. Można trafić kiepsko i tylko wówczas pogłębisz stan, w którym jesteś. A chodzi o to, by z czasem było lepiej.

        Ja z Bogiem maiłam kilka lat temu podobnie. Zawsze wiedziałam, że jest, ale żyłam po swojemu nie znając go zupełnie. Był mi bardziej obcy niż człowiek na ulicy. Z czasem okazało się, że ten Bóg jest wspaniały i kochający - że kocha każdego, mnie, Ciebie. Że czeka, że chce, by nawiązywać z Nim relację, by wchodzić z Nim w dialog. Wówczas zaczyna się żyć na zupełnie innym poziomie, oddycha się niby tym samym, ale zupełnie innym powietrzem. I wówczas postępowanie innych nie sprawia, że Boga kocha się mniej, ale tylko jest przyczynkiem do tego, by za nich się pomodlić. Bo każdy z nas błądzi i chodzi swoimi drogami, które niestety zawsze nie wychodzą nam na dobrze. Może warto, byś właśnie w tej sytuacji zaczęła poznawać Boga?
        • aaannna5 Re: Moje doświadczenie 08.10.13, 19:13
          Zgadzam się z przedmówczynią. Pewnie zabrzmi to jak truizm, ale każde doświadczenie jest po coś. Trudno mi powiedzieć, czego ma Ciebie nauczyć i co Tobie dać obecna sytuacja, ale wierzę, że za jakiś czas będziesz to wiedzieć. Nie możesz teraz być sama. Napisz, może któraś z nas mieszka blisko Ciebie. I pamiętaj - tu zawsze na Ciebie ktoś czeka.
    • vabem Re: Moje doświadczenie 09.10.13, 12:27
      Dziękuję Wam za odzew i słowa otuchy choć nie zasługuje przecież na nie...

      Dzisiaj tama pękła po prostu siedzę i płaczę. Czemu byłam taka głupia, teraz już nie mogę nic zrobić, tak bardzo chciałabym cofnąć czas. Jak pomyślę sobie, że moje dziecko gdzieś tam jest, nawet nie ma grobu bo własna matka spuściła go w kiblu, jak ja mu kiedyś w oczy spojrzę? Myślałam, że po prostu pozbędę się problemu a to kompletnie nie tak, ciężko to opisać słowami.

      Myślę, że dobrze zrobiłaby mi rozmowa z jakimś spowiednikiem najbliżej mam do Krakowa nie chciałabym pisać dokładnego miejsca zamieszkania przynajmniej nie na ogólnym. Z czasem u mnie krucho, bo mąż od pn-sb pracuje i wraca do domu ok. 18 a ja w tym czasie jestem sama z dziećmi no i z funduszami niestety też, ale te kilka zł na busa gdyby coś znajdę.
      Mam aktywnego maila gazetowego vabem@gazeta.pl

      • mama.rozy Re: Moje doświadczenie 09.10.13, 13:05
        trzymaj się
        Kraków mamy dobrze obstawiony,pewnie jeszcze dzisiaj się ktoś do Ciebie odezwie na priva
      • nati1011 Re: Moje doświadczenie 09.10.13, 16:11
        Czasu nie cofniesz. Niestety.

        Paradoksalnie to dobrze, ze ta tama w tobie pękła. Masz szansę przepracować swoja żałobę. I wrócić do normalnego życia. Bo to naprawdę jest możliwe.

        Nikt nie wróci życia twojemu dziecku, ale to nie znaczy, że ty masz za to zapłacić swoim życiem. Masz starsze dzieci. Jesteś im potrzebna. Dobra, mocna, kochająca...
        A twoje najmłodsze dziecko? Jest już w lepszym świecie. I - choć teraz trudno ci w to uwierzyć- ono ci wybaczyło. Pytanie, czy ty jesteś w stanie wybaczyć sobie? Wierzę, że tak. Wierzę też, że Bóg jest w stanie największe zło przeobrazić w dobro. I naprawić każdą krzywdę. A ty możesz kiedyś, jak już staniesz trochę na nogi, pomóc innemu dziecku.
      • twoj_aniol_stroz Re: Moje doświadczenie 10.10.13, 19:43
        No Kraków obfituje w mądrych księży smile Jakby tu dziewczyny nikogo nie wymyśliły to pisz na mój gazetowy mail i znajdę Ci kogoś smile
        Może pomyśl o rekolekcjach w Licheniu? Paradoksalnie to bardzo dobrze, że pozwoliłaś sobie płakać. Aborcja to takie coś, że niestety trzeba przeżyć normalną żałobę po utracie dziecka i dodatkowo uporać się z poczuciem winy związanym z decyzją o zabiciu dziecka. To jest cholernie trudne, ale doświadczenie kobiet z tego forum mówi, że to da się zrobić.
        A co do zasługiwania na słowa otuchy... No mam nieodparte wrażenie, że jakby tak każdej z nas pogrzebać solidnie w sumieniu to sporo by się znalazło sytuacji w których nie zasługiwałybyśmy nawet na kiwnięcie palcem... Ja w każdym razie tak mam i nieodmiennie uświadomienie sobie, że Jezus nie tylko kiwnął palcem, ale nawet wziął na ramiona krzyż i potem pozwolił się do niego przybić za mnie, wprawia mnie w totalny szok i wywołuje łzy... No to skoro On potrafił zrobić coś tak niesamowitego, to ja nie mogę przytulić znękanej kobiety, która przeżywa bardzo ciężki czas? No przecież Ty cierpisz i potrzebujesz pomocy! No to jak mamy Ci jej nie dać? To przecież byłoby totalnym zaprzeczeniem tego co Jezus zrobił dla nas...
    • gataze8 Re: Moje doświadczenie 10.10.13, 17:04
      Myślę, że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny.
      Może właśnie to było Ci potrzebne na "otrzeźwienie"?
      Może właśnie przyszła najwyższa pora aby rozliczyć sie z własnym sumieniem i przepracować uczucie do pierwszego, niechcianego dziecka?
      To dziecko potrzebuje Twojej miłości od 8 lat, na pewno czuje, że jest niekochane i niechciane.
      To jest dla dziecka straszne, nie wiadomo czy do odbudowania, ale Twoim obowiązkiem, jako matki, jest podjęcie próby nawiązania z nim więzi.
      Spróbuj je pokochać, spróbuj nie obciążać go winą za to, że pojawiło się na świecie nie wtedy, kiedy Ty uznałaś za stosowne.
      Trzeciemu dzieciątku życia to nie zwróci, ale być może ukoi Twoją duszę i uspokoi sumienie.
      Strasznie mi przykro, chyba bardziej z powodu pierwszego dziecka sad

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka