Dodaj do ulubionych

Opowiadanie o grzybie

15.12.04, 14:34
Opowiadanie o grzybie, praca zbiorowa, prosze sie wpisywac.


Niech to grzyb!
1. (gradufka)
Żyłecznik zwisający wyciągnął od lat przechowywana w sklerocie ulotkę
reklamową: “Najgroźniejszy grzyb zabójca!: muchomor sromotnikowy”. Wyglądało
na
to, że będzie musiał skorzystać z pomocy zawodowca.” Nie miał nawet odwagi na
to, aby sam ze sobą skończyć.
A wszystko zaczęło się od niewinnej awarii grzybni pierwotnej na spotkaniu z
wabnicą kielichowatą. Na nic sie zdala pomoc ze strony wilgotnicy
czapeczkowatej, która życzliwie zgodziła się wymasować jego owocnię.
Wieść o awarii grzybni rozniosła się szybko po runie. Odwrócili się od niego
dawni przyjaciele igraszek towarzyskich: pieprznik jadalny i pochwiak
pochwiasty. Jego forma, a dorownywal nia legendarnemu
twardziakowi (Shii-take), teraz była tylko wspomnieniem. Jakże zazdrościł
pogardzanemu niegdyś szmaciarzowi, któremu drżały strzępki nawet na widok
purchawicy olbrzymiej. Wszyscy wiedzieli, że miała przegniłą obłócznię.
Źyłecznik zwisający raz jeszcze spojrzal na swoje przywiedle strzepki,
nastepnie na widniejacy na ulotce numer telefonu. "Nie ma na co czekac"-
pomyslal i siegnal po sluchawke.

2.(columbia)
miał juz dość swego marnego życia!...do czego doszedł? nawet własnej grzybni
nie miał....tylko runo przesuszone....awans znów przeszedł mu koło
nosa....nie
miał jednak dość odwagi, żeby samemu podciąć kapelusz...potrzebowł
pomocy...drżąc wykręcał numer....


3.(gradufka)
"Tak,pomyslal, samoboj na zlecenie, to jedyne sluszne rozwiaznie".
W tym momencie przyszla mu jednak do glowy przerazajaca mysl: "Czy nie
zabraknie mi wmb (wysuszone motyle bobki- oficjalna waluta runa), aby oplacic
platnego?"
Bylo juz jednak za pozno, po drugiej stronie sluchawki odezwal sie suchy glos:
"Muchomor S., czego?"
Zwisajacy przelknal nagromadzony w hymenoforze sluz i wyszeptal:


4.(columbia)
..."ja...tego...ja...czy jest pan tym....za którego sie podaje?"...."tak, a
co?"..."bo ja mam ...zlecenie...."..ufff, poszło łatwiej niz myslał..podał
swoje dane, jakby mówił o kimś obcym


5.(gradufka)
A co sie stanie jesli w miedzyczasie przejdzie niemoc grzybni pierwotnej,
jesli jego strzepki znow wroca do dawnej jedrnosci, jesli juz nie bedzie
chcial
umierac? Co wtedy? Moze nie placic, ale M.S. ostrzegal, ze za niewykonanie
warunkow umowy ze strony zleceniodawcy jest przewidziana smierc.
W tym momencie poczul zanjomy zapach plesni okrywajacej jedwabista skorke
wabnicy kielichowatej i poczul, ze jedna ze sflaczalych strzepek zaczyna
ozywac.
"Boze, co ja zrobilem..."

6. (columbia)
ale ona tylko przeszła obok......zamyslona...nie zwróciła na niego
uwagi....znowu....

7. (gradufka)
... przywiedl mu ten jeden strzepek, co sie jeszcze byc moze ostatnim,
przedsmiertnym paroksyzmem poruszyl...

8. (tempe)
zlecenie na utrupienie depresyjnego grzyba
restytucja grzybni
zawsze staram się przykładać do tego co naprawdę lubię
zwłaszcza że nie padało od początku borownika

oby psylocyb nie był pierwszy

9. (gradufka)
Wtem w owocni zaswitala mu mysl zbawienna. Wszak byl jeszcze doktor Phallus*,
ktory w swojej klinice dokonywal rzeczy niemozliwych. Nie mial na co czekac.
W
najlepszych portkach z mchu i w chuscie z liscia brzozy udal sie do
cudotworcy.
Phallus nakazal mu lec w grzybni, obmacal przywiedle strzepki, obstukal
hymenofor i zalecil tygodniowe lezakowanie w objecich siostry Cookeiny**.
--------------------------------------------------
*do obejrzenia na str.:
www.banrep.gov.co/blaavirtual/letra-f/fen/texto/hongos/hongos11.htm
** do obejrzenia na str.:
www.banrep.gov.co/blaavirtual/letra-f/fen/texto/hongos/hongos3.htm

10. (columbia)
poczuł sie troche lepiej...patrzył w lustro - czyżby kapelusz jakby troche
bardziej naprężony? Może jeszcze nie wszystko stracone?......jednak pewna
myśl
nie dawała mu spokoju....

11. (gradufka)
Oczami wyobrazni (bo tylko takie posiadal) widzial juz kapelusz dzwonkowaty
do
płaskiego, białozielonkawy, oliwkowozielonkawy, szarozielony,
brunatnozielony,
na brzegu zwykle jaśniejszy, czasem żółtawy o powierzchni suchej, gładkiej,
nieco błyszczącej, z delikatnie zaznaczającym się rysunkiem promienisto
przebiegających włókienek, i widzial tez blaszki
szerokości 8-12 mm, białe, u starych okazów z lekkim odcieniem
żółtawozielonkawym, gęste, przy trzonie wolne, przy brzegu kapelusza
zaokrąglone.
I trzon tez widzial, trzon białawy z odcieniem żółtawozielonkawym, u młodych
okazów mięsisty, później gąbczasty, wreszcie pustawy w środku.
I nie byl to kapelusz, ani blaszki, ani trzon gąski zielonej, z ktorej
grzybnia mial kiedys przyjemnosc.
O nie, byl to kapelusz, i blaszki to byly, i trzon to byl...wystepujacego od
lipca do października najczęściej w lasach liściastych Muchomora S.
"Co robic, co robic...."-myslal goraczkowo.

12. (columbia)
"zadzwonie do niego! zaproponuję mu pełną stawke, a co mi tam...za zycie
warto
zapłacic!"
wykręcił numer........czekał.....usłyszał w słuchawce nagranie : "Tu MS...nie
ma mnie w domu...realizuje zlecenie...po usłyszeniu sygnału......itd."

krople potu spłynęły mu spod kapelusza po trzonku......

13 (gradufka)
Poruszony wizja wykonujacego zlecenie Muchomora S. wyrwal sie z objec
Cookeiny
i wybiegl z kliniki Phallusa, by szukac schronienia. Tak, tu pod korzeniem
brzozy bedzie dobrze. Listkiem sie zakryje, zaczai, przeczeka.... Wtem jednek
mysl straszna zaswitla pod kapeluszem: wszak wszyscy wiedza, ze muchomor s.
tworzy mikoryzę z dębami, bukami, brzozami i sosnami. A w tym lesie tylko
deby,
buki, brzozy i sosny! A dalej, za lasem juz tylko pole i czlowiek grzybojad!
Nie ma gdzie sie skryc! Matko Rujnio,ratuj swe dziecie!

14. (columbia)
Muchomor znał swój fach dobrze...znał takie grzyby, jak ten
Żyłecznik ...wiedział, że takie depresyjne typy zmieniaja zdanie, ja tylko
wiatr zawieje...a on miał doskonałą opinię, jako zabójca...nigdy nie się nie
mylił..."teraz pewnie skrył sie pod lisciem jakimś...." pomyslał..."znajde go
ja, oj znajde"

15. (gradufka)
Polaskotal strzepkiem korzen najblizszej sosny, otarl sie kapeluszem o
kore jej wyschla, trzonem naparl na pien chropowaty, az zaskrzypiala z
rozkoszy, a rosnaca w poblizu falszywa trufla zasmiala sie wrednie budzac
pograzonego w mlecznej mikoryzie krowiaka podwinietego.

-Darling, potrzebuje twojej hilfe...Szukam niejakiego Żyłecznika-wyszeptal
Much. S. z seksem w glosie.

Sosna zaszumila igliwiem nadzartym przez szmaciaka galeziastego.
Oczywiscie, zaszumiala miedzydrzewnym szumem drzew (MSD), zrozumialym rowniez
dla innych gatunkow, bez trudu wiec uzyskala odpowiedz.

16. (columbia)
"a więc znów miał racje - ta mała gnida skryła sie zagajniku"...naprężył
toksyny i ruszył na polowanie


17. (gradufka)
Zobaczyl go przycupnietego w cieniu purchawki kartoflanej. Przywiedly
kapelusz,
strupieszaly trzon, sflaczale strzepki. "To zabojstwo to eutanazja z powodow
humanitarnych."-pomyslal muchomor s. "Czas najwyzszy skonczyc meke tej
zalosnej
istoty."
"Decydujac sie na moje uslugi, postapiles wlasciwie, gwarantuje najwyzsza
jakosc i calkowita niezawodnosc, srednia wykonanych zlecen-100%"-powiedzial
kojacym tonem "-nie masz sie czego obawiac".

18. (columbia)
"Ale czy zakładał Pan inną mozliwość? Ja jestem gotów zapłacić pełną stawke
za
wykonanie zlecenia, którego pan nie wykona"


19.(tempe)
pan wybaczy
boog*, chonor, grzybica

*chodzi o regulamin nasuwania kapelusza






















Obserwuj wątek
    • gradufka 20. 15.12.04, 14:53
      "A pooooteeem juz tyyylkooooo koooostnicaaa, lalalala"- dokonczyl z diabelskim
      usmiechem rosnacy w pobilzu borowik szatanski.
      • cezar8 Re: 20. 15.12.04, 16:30
        Pierwszy raz w zyciu czytam taka powiesc. Fuj. Gratuluje pomyslu. Pozdrawiam.
        • gradufka Samo czytelnictwo 15.12.04, 16:42
          to pasozytnictwo.
          Trzeba sie wpisywac.
          • cezar8 Re: Samo czytelnictwo 15.12.04, 16:44
            Wena tworcza mnie opuscila. Sorry.
            • gradufka 21 15.12.04, 17:25
              "Grzybielski orszak niech twa dusze przyjmie..."-zaitonowal maslak ziarnisty
              zwany pocieszka.
              • columbia Re: 21 15.12.04, 19:56
                Ms skinął głową..."Pan sam rozumie - zadanie to zadanie- muszę dbać o opinie.
                Jestem zrzeszony - mam zobowiązania wobec Cechu Grzybów Trujacych."
                "Jednak - ściszył głos i rezejrzał się nerwowo - gdybym na przykład pana nie
                znalazł, bo przypadkiem zmieniłby pan tożsamość, lub wygląd...musiałbym pana
                szukać....dłuuugo...az do regulaminowego przyszłorocznego grzybobrania...to
                może ...wie pan....ALE ZLECENIE WYKONAM"..dodał głośno i wyraźnie..
                • broton Re: 21 15.12.04, 20:11
                  ... co Wy z tymi grzybami ...
                  • broton Re: 21 15.12.04, 20:12
                    ... nie macie ciekawszych tematów , problemów ... żeby choć o korzeniach - nie
                    o kapeluszch ...
                • tempe 23 15.12.04, 21:36
                  skolko u tiebia moniaków szmaciaku
                  jesio, jesio, dada - eto wsio?
                  ja tiebie skazu: ja nie sam
                  u mienia kontrolier: psylocyb
                  nu daj, pomieniajem sie na kapelusze
                  daj golubku horilku, golub posra sie na tjebja
                  golub haroszij małysz
                  udiraj psilocybu, bieri golubka
                  was nie dagonjat!
                  • broton Re: 23 15.12.04, 21:40
                    ...a mówiłem -nażarł się jakichś halucynogennych ...
                    • tempe Re: 23 15.12.04, 21:50
                      u mjenja cha Lucy no gen
                      szyrokij
                      • gradufka Broton,Tempe! 16.12.04, 13:30
                        Broton, ty taki aktywny na watku erotycznym, a na grzybie tylko krytykanctwo, a
                        przeciez z zalozenia grzyb jest pornograficzny. Dopisz cos do opowiadania,
                        koniecznie.

                        Tempe,"Mowisz samymi zagadkami... (...) Kocie z Cheshire!", ale sptrobuje jakos
                        pchnac opowiadanie dalej. Twoj wpis na grzybie zostal zauwazony i doceniony.
                        • gradufka 24 16.12.04, 13:40
                          W nowym kapeluszu, z pięknie rozlaną nań kupą golebią, z rosnącą u podstawy
                          hemoforu nadzieją, wyruszył żyłecznik na tułaczkę po runie.
                          • columbia Re: 24 16.12.04, 13:53
                            za nim, krok w krok podążał nieśpiesznie MS....celowo gubiąc trop.....
                        • tempe Re: Gradufko! 17.12.04, 11:45
                          wielki to fawor
                          być zauważonym i docenionym przez Damę
                          o tak epickim rozmachu

                          zasłużenie uniżenie
                          ps.polecam się łaskawej pamięci
                          • gradufka Pamietam./nt 17.12.04, 12:05
                            • gradufka 26 17.12.04, 12:07
                              (przepraszam za wulgaryzmy, nie moglam sie oprzec)

                              Ten sielankowy spacerek przerwany zostal krzykiem przebiegajacego w poblizu
                              borowika szatanskego. “Uwaga, grzybojad, ratuj sie kto mooo….”- nie dokonczyl
                              biedaczek, bo wielkie lapsko poderwalo ku gorze. Chwile potem muchomor s.
                              poczul jak i jego cos podrywa.
                              -K…a, pacz jaka wyrobista gaska zielona.-powiedzial samiec grzybojada swym
                              obrzydlym wszystkim mieszkancom runa glosem.
                              -Co ty, popierdolilo cie chyba, skarbenku, przeciez to pieczarka polna.-
                              powiedziala samica grzybojada swym obrzydlym wszystkim grzybom glosem.
                              Na dnie kosza borowik szatanski wyszeptal muchomorowi s. wprost w
                              kapelusz: “Mnie wzieli za podgrzybka brunatnego.” “No, to bedzie sosik.”-
                              zapiszczal galabek wymiotny.
                              “Zyleczniku, hilfe, ratuj! Jestes mi to winien!!!”- zawolal Much. S.
                              A Zylecznik, przyczajony pod krzakem borowki, z dusza na ramieniu...

                              • columbia Re: 26 27.12.04, 16:40
                                A Zylecznik, przyczajony pod krzakem borowki, z dusza na ramieniu patrzył, jak
                                zahipnotyzowany na grubą rekę sięgającą po jego niedoszłego oprawcę. Reka
                                zerwała Muchomora i włożyła go do koszyka. Grzybojad wydał pomruk
                                zadowolenia "..niezły okaz, to sie Cześka ucieszy.."
                                • gradufka 27 29.12.04, 15:59
                                  Rozpaczliwy krzyk Muchomora wzywajacego pomocy sprawil, ze przyczajona na
                                  ramieniu zylecznika dusza wyrwala sie ku gorze, na ratunek Muchomorowi, na
                                  szczescie zryw byl to slaby i opadla w ataku ostrej zadyszki. Zylecznik zebral
                                  ja z ziemi i przywiazal nicia pajecza do kapelusza. Nie, nie bedzie nikogo
                                  ratowal...
                                  • columbia 28 30.12.04, 21:08
                                    "w sumie nieźle wyszło"...miał nową torzsamośc, nowy wygląd...a jego
                                    prześladowca skończył marnie w koszyku.....teraz mógł rozpocząć całkiem nowe
                                    życie.....skierował się na Polanę, gdzie pełno było nocnych lokali i przybytków
                                    rozpusty....postanowił ssprawdzić, jak może zabawić się całkiem nowy grzyb,
                                    jakim sie stał...
                                    • pinkpanther Re: 29 31.12.04, 13:58
                                      czuł, że w nadchodzącym nowym roku musi coś zmienić w swoim życiu. Pora
                                      przestać tkwić nieruchomo wśród ściółki - czas wyruszyć w świat na poszukiwanie
                                      przygody... oraz tej jednej jedynej, którą w życiu pokochał.
                                      tu myślami cofnął się o kilkanaście miesięcy wstecz, do pewnego upalnego
                                      letniego popołudnia...
                                      • tempe brawo Kinia! /nt 31.12.04, 18:52
                                        • gradufka Re: brawo Kinia! /nt 04.01.05, 14:35
                                          Brawo Kinia i brawo rowniez tym wszystkim, ktorzy swoja wyobraznia dozywiaja
                                          grzyba.
                                          • gradufka 30 04.01.05, 14:59
                                            kiedy to wabnica kielichowata po raz pierwszy otarla sie swym kapeluszem o jego
                                            miesity i twardy jak skala owocnik. Przypomnial sobie te slodkie chwile gdy ze
                                            splecionymi ciasno strzepkami kotlowali sie w w najciemniejszych i
                                            najwilgotniejszych zakamarkach runa. I przypomnial sobie ow moment gdy z jej
                                            kielicha spijal nektar jagody, i gdy po raz pierwszy ujrzal ja w seksownej
                                            bieliznie z pajeczej sieci i ... och, ilez cudownych chwil z nia przezyl,
                                            miedzy rozlicznymi zdradami- p ktorych to kilelisia nie wiedziala,
                                            oczywiscie. Lzy wzruszenia pociekly mu po obluczni. Wizja nadchodzacych dni
                                            szczescia i przywroconej w klinice Fallusa potencji przytlumily wywolany
                                            pekajacym wrzodem sumienia bol. Trudno, niech M. S. umiera w kipieli zupy
                                            grzybojada, a wraz z muchomorem niech i umrze grzybojad.
                                            • columbia Re: 31 04.01.05, 16:36
                                              ...zagłębił sie w mroczne zakamarki runa....małe knajpki miedzy korzeniami i
                                              nocne mroczne lokale tętniły życiem....wdychał ich zapach szczęśliwy, że znów
                                              może bez lęku spacerować ciemnymi uliczkami starego runa....jako "nowy" grzyb
                                              czuł, że wszytko zaczyna się dla niego i wszystkie drzwi otwieraja sie przed
                                              nim..."Żądny przygody?" usłyszał tuz obok siebie zachrypnięty głos - lekko
                                              sliski maślak w zdeformowanym kapeluszu zachecajaco kiwnął głowa "zapraszam do
                                              środka - dla kazdego znajdzie się u nas coś odpowiedniego" mrugnął
                                              porozumiewawczo..."dlaczego nie!" wszedł do mrocznego i zadymionego lokalu....
                                              • gradufka 32 05.01.05, 14:20
                                                i tam ja ujrzal, mocno juz odurzona sfermetowanym sokiem z poziomki,
                                                podgryzajaca lubieznie owocnik jago dawnego przyjaciela- pieprznika jadalnego.
                                                -Myslalam, ze nie zyjesz...- wykrzyknela zionac pijackim oddechem prosto w
                                                kapelusz zylecznika.
                                                -Zyje, zyje dla ciebie...- wyszeptal.
                                                I opowiedzial jej o tym wszystkim, co go spotkalo. O klopotach z przysychajacym
                                                owocnikiem, o wiednacych strzepkach, o swych myslach samobojczych, o cudzie
                                                jaki wydarzyl sie w klinice Fallusa i o tym, jak ledwie uszedl smierci z rak
                                                krawawego mordercy Muchomora Sromoty, i o swej tesknocie, i o poszukiwaniach i
                                                o tym jak bardza ja kocha i ze juz zawsze beda razem. O tym wszystkim jej
                                                opowiedzial.
                                                A ona patrzyla zdumiona, oniemiala.
                                                W koncu powiedziala:
                                                - Skarbie, ty chyba sobie cos ubzdurales! Ja nigdy nie bylam twoja dziewczyna,
                                                a poza tym, ty nie jestes prawdziwym grzybem, tylko porostem- astmatykiem.
                                                Nawet nie masz kapelusza, a co dopiero mowic o owocniku.
                                                • columbia 33 05.01.05, 14:28
                                                  Jej słowa zabolały go bardzo....nic nie tłumaczyło jadu w jej głosie....nawet
                                                  stopień odurzenia.....odszedł do baru..zamówił piwo z sokiem z kory brzozowej i
                                                  rozejrzał się po lokalu.....w kącie trzy młodziutkie pieczarki szczebiotały nad
                                                  fioletowymi drinkami, przy stoliku obok samotna podstarzała kurka wdzięczyła
                                                  się do podchmielonych kozaków, a na końcu baru....stała nader interesująca ruda
                                                  piekność - "dama...wyniosła....piekna....taka nie zainteresuje się takim
                                                  niczym, jak ja.." pomyslał i jeszcze raz skierował wzrok ku pieczarkom. One
                                                  zauwazyły jego wzrok i chichotały miedzy soba....."takie młode, świeze,
                                                  niewinne.." rozmarzył się....
                                                  • gradufka 34 07.01.05, 16:12
                                                    ...oblesnie i wyobrazil sobie, to wszystko, co tylko moze wyobrazic sobie taki
                                                    oblesny, opetany seksem i mysla o wlasnej potencji zgrzybialy porost.
                                                    Warto sprobowac, trzeba jednak uwazac. Do dzis jeszcze po runie kraza
                                                    opowiesci, o tym jak pewien maslak dety dal sie zwiesc urokowi jedrnych
                                                    kraglosci pieczareczek, ktore pozniej okazaly sie mlodziakami muchomora
                                                    sromotnikowego. Mlodziaki owe dokonaly na maslaku grupowego gwaltu z
                                                    elementami sadystycznego polewania trujaca lamanityna. Od tego dnia, okryty
                                                    sromem brutalnego gwaltu maslak,jest posmiewiskiem calego runa.
                                                    Nic to jednak, raz sie zyje.
                                                    Zylecznik zblizyl sie do szczebioczcych w kacie, miejmy nadzieje- pieczarek.
                                                  • cycklon 35 07.01.05, 16:49
                                                    Dodac nalezy, ze szedl z dumnie wypieta piersia.
                                                  • ja.s Re: 35 07.01.05, 23:18
                                                    Ta pierwśnie nie pasuje mi do grzyba.
                                                    Ale piers jest wystarczająco sexy.
                                                  • gradufka ja.s 10.01.05, 13:35
                                                    Cieszy mnie pojawienie sie nowej osoby na grzybie, martwi krotkosc jej wpisu.
                                                    Dopisz nowy odcinek. Przepraszam za naganianie. Radosci towarzyszy nadzieja, ze
                                                    nie jestes klonem.
                                                    Nazwana seksowna piers grzyba wypina sie dumnie.
                                                  • gradufka 36 10.01.05, 14:03
                                                    A wiec...
                                                    z wypieta dumnie i seksownie piersia, mlaskajac na wszystkie strony wywieszonym
                                                    z niej jezoremi i wywijajac nim w powietrzu lubiezne zawijasy, zblizyl sie do
                                                    pieczarek.
                                                    -No, hej, jak tam laleczki, pofiglujemy?- powiedzial najbardziej uwodzicelskim
                                                    z uwodzicielskich tonow, przyczesujac jednoczesnie swierkowa igla strzepki, w
                                                    ktore wczesniej wklepal sluz slimaczy, co by blyszczaly jak u prawdziwego
                                                    zigolaka.
                                                    -Chichichichi- zachichotaly pieczarki.
                                                    -Znam zaciszna spelunke pod zmurszalym debem, gdzie mozna wynajac jamke w
                                                    igliwiu na godziny. Co wy na to, panienki?
                                                    -Chichichichichichi.-zachichotaly pieczarki.
                                                    -A moze po prostu zaszyjemy sie tu gdzies w jakims ciemnym kacie?
                                                    -Chichichi.- zachichotaly ponownie.
                                                    -Cos nie tak?-Zapytal zaniepokojony zylecznik.
                                                    -Chichichi.- bylo jedyna odpowiedzia.
                                                    -Czy wy jestescie nienormalne?
                                                  • columbia Re: 37 10.01.05, 17:23
                                                    ten chichot troche zbił go z tropu....ale nie dał się tak łatwo...podszedł do
                                                    baru i zamówił wino z wilczej jagody - trunek godny wilka salonowego, za
                                                    którego teraz się uważał.....z winem powrócił do chichoczących
                                                    pieczarek....rozlał wino do kieliszków i patrzył, jak łapczywie piły.....a ich
                                                    chichot jakby przygasał zamieniając się w smiech....a potem juz tylko uśmiechy
                                                    zostały zawieszone ponad brzegiem kieliszków....."to może przejdziemy sie
                                                    dziewczęta?" wstały posłusznie i wyszły z nim z zadymionego lokalu.....już
                                                    zmierzchało...."doskonale" zamruczał lubieznie prowadząc je w strone taniego
                                                    hoteliku "pod złotym dębem"
                                                  • gradufka Re: 37 10.01.05, 18:04
                                                    Zloty dab oczywiscie nie byl zadnym zlotym debem, a jedynie przegnilym kikutem
                                                    czegos, co kiedys bylo brzoza, ale ani pieczarkom, ani Zylecznikowi to nie
                                                    przeszkadzalo. Wynajal ciasnawa jamke pod czwartym korzeniem od prawej strony
                                                    jesli sie idzie od polany. "Na razie na dwie godzinki, a potem sie zobaczy..."-
                                                    pomyslal. Pieczarki usadowily sie na zastechlym lisciu, ktory sluzyl za loze.
                                                    Bez zbednego ociagania przystapily do akcji. Kotlowalo sie, az milo. Zapomnialy
                                                    tylko o jednym, o zyleczniku...
                                                    -Hej, panienki, a ja to co! -wykrzyknal przerazony.
                                                  • columbia Re: 37 10.01.05, 18:13
                                                    ....w sumie patrzeć też mógł.....nawet miło....młode jędrne ciałka pieczarek
                                                    przeplatały sie ze soba..a on palił cygaro, popijał resztke wina i patrzył
                                                    zachłannie....
                                                  • gradufka 40 10.01.05, 18:28
                                                    Czasem tylko zal mu serce, i inszy narzad rowniez, sciskal.
                                                    Podjal nawet prob kilka wbicia sie pomiedzy ciasno splecione ciala pieczarek-
                                                    bezskutecznie.
                                                    Coz, pozostalo mu jedynie patrzec i czekac , a noz widelec jedna z sil nieco
                                                    opadnie i wykorzysta ten moment. Tak, to dobry plan,pomyslal przygryzajac w
                                                    zmartwieniu kawalek wlasnej plechy. Bo coz innego mial robic?
                                                  • columbia Re: 41 10.01.05, 18:39
                                                    a one wiły się niestrudzenie....w końcu z sił zaczęły opadać i posnęły
                                                    biedactwa.....na to tylko czekał....
                                                  • gradufka 42 10.01.05, 18:47
                                                    Wslizgl sie- mimo zramolenia- sprawnie, pomiedzy golebio biale i delikatne
                                                    ciala grzybek, nastepnie jedna wsunal pod sie, przykrywszy sie jednoczesnie
                                                    druga, po czym przystapil do aktu symbiotycznego, delikatnie, tak aby zadnej
                                                    nie zbudzic, pompujac raz w jedna, raz w druga, odzywcze weglowodany.
                                                  • columbia Re: 42 10.01.05, 18:53
                                                    i trwał tak w swym szaleńczym pożądaniu...zagłębiony i opleciny sennymi
                                                    pieczarkami...aż zasnął strudzony.....zbudził go ból głowy....był
                                                    świt...pieczarek nie było.....nie było równiez jego portfela......uśmiechnął
                                                    się do siebie...to nic....warto było......sięgnął do wewnętrznej kieszeni
                                                    spodni....miał tam ukrytą pewna sumkę pieniędzy....
                                                  • gradufka 44 10.01.05, 19:02
                                                    Na halucynka starczy, a moze jak nabierze sil, to odwazy sie uderzeyc do tej
                                                    rudej z baru- w koncu teraz byl juz pewien swoich mocy.
                                                    W zaulku pomiedzy gnijacym zezwlokiem zajaca a powalonym pniem sosny znlazl
                                                    dealera. Posilil sie i pelen dobrych mysli wrocil do baru. Niesiony na
                                                    skrzydlach halucyny, czul, ze ruda jest miloscia jego zycia, co wiecej-
                                                    miloscia odwzajemniona.
                                                  • columbia Re: 44 10.01.05, 19:12
                                                    ...ale rudej już nie było....bar był pusty o tej porze....stary podgrzybek
                                                    zamiatał podłoge....barman szlifował brudna scierka szklanki...."zamknięte!"
                                                    krzyknął w jego stronę....
                                                  • gradufka 45 10.01.05, 19:20
                                                    Ze spuszczona plecha, powoli, idzie porost w swej wlasnej niedoli...
                                                    Czul, ze halucyn przestaje dzialac,znow opadly go czarne mysli.
                                                    Przerazajaca wizja samotnosci szarpala mu strzepki. Na domiar zlego, potknal
                                                    sie o wlasna pleche i wyrznal prosto w sarnia kupe.
                                                    -Potrzebujesz pomocy, skarbie?-uslyszal lagodny glos, ktory zabrzmial mu jak
                                                    spiew najpiekniejszej i najbardziej umuzykalnionej z anielic.

                        • broton Re: Broton,Tempe! 10.01.05, 19:47
                          ... nie pasuje mi taka pornografia - jeden korzeń otoczony grzybnią trafia na
                          kłęby innej grzybni , a w tym gąszczu grzybni ... inny korzeń ...
                          • gradufka Re: Broton,Tempe! 11.01.05, 18:10
                            Brotonku, to co napisac, zeby Ci sie spodobalo?
                            • broton Re: Broton,Tempe! 11.01.05, 19:22
                              ...porno to porno ... a jesli ma być poetycko ?...

                              ... nie wiem ...

                              ...a kto tu literat ... (..ka)...
                              • gradufka Re: Broton,Tempe! 11.01.05, 19:40
                                Porno jest z zalozenia. Grzyby po to, zeby byl naturalizm i zeby bylo co
                                pozniej jesc, jak sie czlowiek zmeczy seksem w lesie.
                                • broton Re: Broton,Tempe! 11.01.05, 19:43
                                  ... naturalizm to ja wolę "ludzki" .. wole to falujące ciało ...
                                  ...a grzyba czy inną jagodę i tak mogę zjeść ...
                                  • gradufka Re: Broton,Tempe! 11.01.05, 19:54
                                    W takim razie trzeba bedzie wlaczyc do tej opowiesci element ludzki.
                                    • sible Re: Broton,Tempe! 11.01.05, 20:16
                                      Ależ ja się już domyśliłam że masz nazwę gradufka, ale nic na tym czacie nie
                                      pojmuję i ja tez napisałam do Ciebie że Cie szukam
                                      • gradufka Re: Broton,Tempe! 11.01.05, 20:23
                                        Odnalazlas sie juz mam nadzieje, to przejdzmy do watku ktory nazywa sie silbe,
                                        szybko zaczniesz pojmowac. To jest watek z opowiadaniem o grzybie. Jak bedzie
                                        ci sie chcialo przeczytaj cos i dopisz kolejny odcinek.
                                        • gradufka 46 11.01.05, 20:29
                                          Zobaczyl wyciagniwte w swoja strone strzepki aksamitki zlotej. Chciwie i bez
                                          chwili wachania wczepil sie w nie po raz kolejny tego samego dnia przystepujac
                                          do aktu symbiozy. Nagle poczul jak jakas sila niemilosierna wgniata go w
                                          ziemie. Wiedzial, ze umiera. Zanim skonal uslyszal przebrzydly glos czlowieka
                                          grzybojada.
                                          -Kochanie, ale chyba nie bedziemy tego robic tutaj, ktos moze zobaczyc.
                                          -I o to chodzi, misiaczku.
                                          • ja.s Re: 46 11.01.05, 20:51
                                            Misiaczku, jesteś wspaniały, ooo ,a to co, jak Ty to robisz ooo..

                                            Ach to grzyb, korzen, wspanialy borowik-owy korzen, chyba wezme go do domu- nie
                                            bedzie ci przeszkadzal Misiaczku?

                                            Bede zazdrosny.
                                            • gradufka 48 11.01.05, 21:01
                                              Alez, misiu, mialam nadzieje na maly trojkacik- ty, grzybek i ja. Zapale
                                              swiece. Ustawimy kamerke.
                                              • broton Re: 48 11.01.05, 21:38
                                                ... ależ jestescie wyuzdani ...
                                              • ja.s Re: 48 11.01.05, 21:45
                                                Musisz mi zapodac jakiejs hiszpanskiej muchy albo cus- inaczej tego
                                                nieprztrzymam.
                                                • gradufka Re: 48 12.01.05, 14:29
                                                  Dlaczego muchy?
                                                  Przytznaje,ze wprowadzenie doslownosci w postaci ludzi przerasta moje
                                                  mozliwosci.
                                                  • gradufka 49 12.01.05, 14:46
                                                    -Nie chce trojkata z grzybem. Kamera moze byc. Grzyba ugotujmy. Co ty na to?-
                                                    zapytal z trwaga, bo widzial juz jak czerwone od lakieru i spilowane na ostro
                                                    paznokcie grzybojadki wbijaja sie w bialy trzon borowika, a oczy jej metne
                                                    iskrza gniewem.
                                                    -Dobrze-wycedzila przez zeby z trudem powstrzymujac zlosc- ale kiedys to sobie
                                                    odbije.
                                                    W ten sposob, borowik, umyty i ladnie oskrobany, trafil do kipieli gara.
                                                    - Ta sytuacja jest dla mnie nowa. Nie wiem czy zdolam sie zaadoptowac do
                                                    panujacych tu warunkow.- powiedzial do wijacych sie w paroksyzmach bolu
                                                    muchomora sromotnikowego, golabka wymiotnego i borowika szatanskiego. Aromat
                                                    sosu grzybowego roznosil sie po calym domu. Otarl sie o lisc paprotki, ktory
                                                    to lisc zaraz poczernial i pokryl sie rdzawymi plamami. Poigral z czulkami
                                                    karalucha czajacego sie pod splesniala bulka. Ale karaluchowi nic nie bylo, bo
                                                    karaluchy sa niezniszczalne. Dotarl wreszcie i do nozdrzy grzybojada i wniknal
                                                    w jego pluca. Jednakze wymeczony alkoholizmem i papierosami oraganizm
                                                    grzybojada nie byl w stanie wszczac w pore alarmu.
                                                    -Pachnie cudownie-powiedzial grzybojad- jedzmy wreszcie.
                                                  • broton Re: 49 14.01.05, 21:48
                                                    ... zamordowała mi kochanków (ludzkich ) ... a już w zastępstwie korzenia
                                                    grzybnego miałem dla nich wibrator z regulowaną częstotliwością drgań ....
                                                  • broton Re: 49 14.01.05, 22:23
                                                    …. kobieta grzybojada , prowadząca wyjątkowo zdrowy tryb życia , odżywiająca
                                                    się kiełkami , trawą , soją i jeszcze paroma innymi świństwami nie przeżyła
                                                    ogromnej dawki grzybiego jadu i grzybiego cierpienia – walnęła w kalendarz ino
                                                    zadzwoniło… ( ino jest nowohucką odmianą „jeno”) … a sam grzybojad w
                                                    cierpieniach po trzykroć przenicowany , lecz z truciznami wszelkimi oswojony –
                                                    a zwłaszcza to wszelkimi alkoholami – wóda , księżycówka , jabol ; tłustym
                                                    żarciem w tym słoniną , smalcem , wątrobianą ; papierosami i innymi
                                                    podejrzanymi tytoniami i trawami … przeżył … przeżył … co go nie zabiło to go
                                                    wzmocniło … jego ciało pręży się …. rozpiera go nowa energia …. rozpycha mu
                                                    spodnie … co by tu dzióbnąć …. może jakaś gołąbeczka , może jakaś ostra
                                                    panterka czy inny kociaczek …. może jakaś columbijka może azjatka , albo inna
                                                    ocalała z jakiegoś gradobicia się napatoczy ….
                                                  • tempe Re: 49 14.01.05, 22:29
                                                    zszedłem

                                                    - ze śmiechu
                                                    słaby organizm widać
                                                  • pinkpanther 51 15.01.05, 13:22
                                                    "Jedynym sensownym wyjściem aby zabić żalu po śmierci partnerki" - pomyślał
                                                    grzybojad - "jest udanie się na porządną bibkę". Przeczesał włosy i postanowił
                                                    nie brać prysznica (lepiej to zrobić po powrocie), założył świeżą koszulę i
                                                    udał się w kierunku Starego Miasta. Był pewien, że pośrót setek krakowskich
                                                    barów na pewno znajdzie się jakaś chętną i niezbyt wymagająca damę. Miał już
                                                    dosyć samotnych nocy i jadania w barach mlecznych. "Pora przygruchać sobie
                                                    babeczkę" - pomyślał i zamknął za sobą drzwi.
                                                  • broton Re: 51 15.01.05, 15:46
                                                    ...trafił do "Szalonego Kota" ...
                                                  • pinkpanther Re: 51 15.01.05, 15:49
                                                    hłe hłe
                                                    super tam było wczoraj!
                                                  • broton Re: 51 15.01.05, 15:54
                                                    ... wiec trafiłnasz grzybojad na kociaka ...
                                                    ... i o to relacje tejże koci :
                                                  • columbia Re: 51 15.01.05, 16:04
                                                    ....alez wspaniale sie bawiłyśmy....tyle przystojnych i łatwych mężczyzn.....
                                                  • pinkpanther Re: 51 15.01.05, 16:06
                                                    fakt, było na co popatrzyć!
                                                  • gradufka Re: 51 17.01.05, 15:30
                                                    Brotonku! Nareszcie. Brawo!
                                                    Kinia! Brawo!
                                                    A ja juz chcialam wszystkich wykonczyc, ale jak widac grzybojad twardszy niz
                                                    karaluch.
    • columbia 52 18.01.05, 11:03
      grzybojada zaczął boleć brzuch..."to przez te cholerne grzyby" wymruczał nad
      kolejnym kuflem piwa...beknął przeciągle....pulchna blondynka na sąsiednim
      stołku browym nieznacznie odsunęła się od niego...beknął znowu...."barman -
      seteczkę proszę!"...
      • tempe 53 18.01.05, 11:21
        "i jeszcze jedną, heep"
        "baaarmaan banan yp yp nie takich ja...q...chu.."
        ryps mordą w blat
        resztkiem sił podnosi ryja by chlapnąć jęzorem w kieliszek

        nachyla się nad nim ogromny brązowy kapelusz i szept:
        "pamiętasz mnie? las a ty nas..."

        "litości - co było w drinku? powiedz co było w drinku?"
        zimny powiew leśnego powietrza, cichy świst:
        "grzyby i ryby włosów nie mają"
        • pinkpanther Re: 53 18.01.05, 11:49
          wystarczy jeszcze uśmiercić barmana i będzie można skończyć opowiadanie!
          • gradufka Re: 53 18.01.05, 13:55
            To bedzie eutanazja.
            • gradufka 54 18.01.05, 17:17
              “Muskaryna, falloidyna,, amanityna, kwas helwellowy... Ma dziad, czego
              chcial”.-mowi szczerzac zebiska barman, a cienka, lepka struzka sliny cieknie
              mu po wardze, pieni sie ,opada na dlon grzybojada wypalajac w niej dziure.
              Grzybojad z przerazeniem dostrzega, ze to, co wczesniej bral u barmana za
              wodoglowie, jest oblego ksztaltu kapeluszem.
              “Nie, to majak jakis.” –mysli grzybojad.
              Lecz to nie majak. Wokol roi sie ludek niewielki, lecz zwawy. Wdziera sie w
              morde rozdziawiona, w mordzie namnaza, poczkuje, rozsiewa zarodniki.
              “Nie dam sie tak latwo !!!”- wykrzykuje grzybojad i palucha w gebe wklada-
              “zygne wami.”
              Na prozno. Spetawszy strzepkami, juz go w las niosa.
              “Na szafot grzybojada, na szafot!”- skanduje tlumek krwiozerczy.
              • gradufka ilustracje do opowiadania 18.01.05, 17:29
                + profile psychologiczne niektorych sposrod bohaterow

                kurde.pl/katalog/grzybki/trujace.php
                • tempe Re: ilustracje do opowiadania 18.01.05, 17:53
                  sromotnika widziałem wczoraj w księgarni
                  sic!
                  • broton Re: ilustracje do opowiadania 18.01.05, 20:17
                    ...zaraz ...zaraz ...mój grzybojad poszedł na łowy - coś dzióbnąć - z grzybami
                    skończył ... żadne zarodniki ... kobitki mu trza ... takiej bez korzenia
                    grzybnego _ to już przerabiał ... może popija , ale nie jest głupi wszystko
                    tylko nie grzyby ... chętnie zmieniłbym mu również imię ... konkurs na imie !!
                    • columbia Zbiegniew? 18.01.05, 21:28
                      • broton Re: Zbiegniew? 18.01.05, 22:19
                        ...dlaczego zbigniew ...a nie ...
                        • gradufka 55 19.01.05, 14:17
                          Obudzil sie z poteznym bolem glowy. “Kuuuruuaa, ja piernoole, majak… sen… mara…
                          koszmara…”- wybelkotal. Dowlokl sie do domu. Lezace na podladze cialo
                          grzybojadki znajdowalo sie wlasnie w fazie stezenia posmiertnego. Ukochna
                          obdarzyla go pelnym wyrzutu spojrzeniem martwych oczu. Wsunal jej zwloki pod
                          lozko. Pozniej zastanowi sie co z nimi zrobic. Dezodorantem postanowil
                          przytlumic wyraznie juz wyczuwalny trupi odor. W drodze do lazienki przyszedl
                          mu do glowy pewien pomysl. Wyciagnal grzybojadke spod lozka. Podwinal ku gorze
                          jej minispodniczke w srebrne i zlote cekiny. Zamruczal z zadowolenia, gdy
                          odkryl., ze nie miala na sobie bielizny. Lapskiem pougniatal jej labedziobiale,
                          a w niektorych miejscach nawet trupio-sine posladki. stwierdziwszy, ze nie
                          stracily swej dawnej jedrnosci rozpial rozporek. Zdejmujac za jednym zamachem
                          spodnie i od tygodnia nie zmieniane gaciory zauwazyl rzecz straszna: w miejscu
                          jego najlepszego przyjaciela- a byc moze jedynego przyjaciela, jakiego
                          kiedykolwiek mial w zyciu- znajdowal sie sflaczaly, parchaty maslak
                          • gradufka Komentarz 19.01.05, 14:19
                            Na zyczenie Brotona wyzwolilam gzrybojada z lapek grzybow, no prawie...
                            Bohatera pozostawiam na razie bez imienia.
                            Tempe, co kupil w ksiegarni sromotnik? Rozmawiales z nim? Co mowil?
                            • tempe Re: Komentarz 25.01.05, 22:57
                              nie moge powiedzieć co kupił
                              przed księgarnią stali panowie
                              w księgarni stali panowie
                              ciemne okulary, czarne budrysówki
                              elegancko
                              "sromotnik musi odejść"
                              "właśnie wychodzę, tylko zapłacę"
                          • broton Re: 55 25.01.05, 18:53
                            ...O KURDE ... chyba przegięłaś grdufka ...

                            ... ta Twoja perwersja zostanie doceniona dopiero przez przyszłe pokolenia...
                            (jak każda prawdziwa sztuka )...
                            • tempe Re: 55 25.01.05, 22:53
                              a mi się podobało
                              sflaczały maślak ale orzeł
                              u nekrofila
                              dobra nazwa na knajpę albo może bar mleczny
                              Eexxie? co sądzisz?
                              • pinkpanther Re: 55 26.01.05, 15:25
                                nie mam czasu na czytanie ale popodnosze wątki aby wskoczyć na wyższe miejsce
                                • gradufka A taki wampir? 26.01.05, 15:45
                                  Zeby zostac wampirem, treba najpierw umrzec, wiec technicznie wampir to
                                  tylko "zywy trup", czyli zambi. Spi w trumnie, zimny, blady, z sincami pod
                                  oczyma, szczerzy przerosniete zebiska i zlopie krew. Tfu!!! I takiego
                                  przegnilego wiecha-oblecha w filmach i ksiazkach podnosi sie do rangi symbolu
                                  seksu. Dlaczego wiec seksbomba nie moglaby zostac grzybojadka?
                                  • tempe Re: A taki wampir? 26.01.05, 15:55
                                    technicznie to byłby cud
                                    gdyż wampir to nie trup

                                    wampir przychodzi nocą (grzyby się wtedy rozmnażajom)
                                    a zbieracz wcześnie rano
                                    to nie może być przypadkowa!
                                  • broton Re: A taki wampir? 26.01.05, 21:31
                                    ... OK ... ja się wycofuje ... mnie to nie rajcuje ... wolę żywe pośladki ...
                                    nie chcę , by mi w rękach został trupi cycek ... nie chcę oglądać kości
                                    miednicy grzybojadki , przy ruchu "zwrotnym" swojej miednicy ...
                                    • tempe Re: A taki wampir? 26.01.05, 21:38
                                      ależ Brotonie
                                      mógłbyś sobie go wziąć na zawsze!
                                      • broton Re: A taki wampir? 26.01.05, 21:41
                                        ... pass...
                                        • tempe Re: A taki wampir? 26.01.05, 21:43
                                          schować na potem do lodówki, obok wątróbki...
                                          nie?
                                          • broton Re: A taki wampir? 26.01.05, 21:45
                                            ... chyba się napiję ..
                                            • tempe Re: A taki wampir? 26.01.05, 21:48
                                              tez bym się napił
                                              zaraz sprawdzę lodówkę
                                        • columbia bardzo przepraszam, ale... 26.01.05, 22:27
                                          wątek mięsny już był i Pan Broton był niezwykle aktywny...wespół z Tommym
                                          • broton Re: bardzo przepraszam, ale... 26.01.05, 22:41
                                            ...
                                          • broton Re: bardzo przepraszam, ale... 26.01.05, 22:42
                                            ...czym zasłużyłem na tą oficjalność...?
                                            • broton Re: bardzo przepraszam, ale... 26.01.05, 22:42
                                              ...a poza tym to było żywe mięso ...
                                              • broton Re: bardzo przepraszam, ale... 26.01.05, 22:44
                                                ...Colu nie powinnaś próbować prównywać tych trupich , zombich cycków i innych
                                                członków do Twego żywego CIAŁA ...
                          • broton Re: 55 01.02.06, 22:35
                            ...i to go uratowało ... potencja nie zawsze popłca ... niekiedy lepij się
                            powstrzymać lub po prostu nie móc ...

                            ...walnął grzygojadkę z powrotem pod łóżko - nawet się nie będzie zastanawiał -
                            podpali to wstrętne mijsce , pusci z dymem tą przebrzydłą chałpę ...

                            ... i idzie na łowy ... może jakąś wieśniareczkę znajdzie ... dziubnie ...

                            ... w sąsiedniej wsi zapowiadali zabawę ... remizę przyozdabiali ...
    • pinkpanther Re: Opowiadanie o grzybie 12.01.06, 23:36
      ojeju opowiadanie było już na ostsatniej stronie
      kilka dni i by je zarchiwizowali
      • gradufka Re: Opowiadanie o grzybie 13.01.06, 12:36
        Czy istnieje jakiś sposób, żebyśmy się obronili przed archiwizacją? Czy Oni nas
        archiwizują dlatego, że mamy dużo stron, czy archiwizują wątki, na które już
        dawno nikt się nie wpisywał?
        Jestem pewna,ze można podjąć jakieś środki zaradcze! Wystarczy poszukać luk w
        systemie. (Oni są tacy źli.)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka