Dodaj do ulubionych

uczucie umarło - małżeństwo

24.01.04, 20:06
A ja tkwię w związku, który mnie rani, doprowadza do destrukcji, implozji, i
Bóg wie czego.

Czy dzieci są wystarczającym argumentem by niszczyć siebie?
Czego w takiej rodzinie się nauczą?

durna_baba
pozdrawia


Obserwuj wątek
    • yagnieszka Re: uczucie umarło - małżeństwo 24.01.04, 23:38
      Czy powyzsze pytania zadajesz po to aby otrzymac oficjalna aprobate wniesienia
      wniosku o rozwod od kompletnie Ci obcych ludzi, o ktorych nic nie wiesz?

      Moje zdanie jest wiec nastepujace: dzieci sa najwazniejsze, nie ma nic
      wazniejszego w rodzinie niz szczescie i poczucie bezpieczenstwa dzieci. Czego
      sie w rodzinie naucza, to zalezy od tego, co umieja Ich rodzice i na ile
      umieja to przekazac a nie od tego, czy sie kochaja. Milosc ma rozne oblicza,
      wielokrotnie bywa trudna, kazdy zas zwiazek to czynny wspoludzial DWOJGA
      ludzi. Zarowno aby cos zaczac jak i aby cos skonczyc, w zwiazku dwojga
      potrzebne sa dwie osoby. Skoro Twoj zwiazek Cie rani, doprowadza do destrukcji
      i implozji to jest to 50% Twoja wlasna dzialalnosc. W takiej badz innej
      formie. Nauka dla dzieci jest mozliwosc obserwowania jak rodzice sie godza,
      znajduja wspolnie wyjscie mimo wyraznych sprzeciwow i niecheci, wkladaja
      wysilek w zlepianie czegos, co sie rozsypuje. Te umiejetnosci dzieci poniosa w
      zycie - beda umialy wspoldzialac z nielubianymi kolegami w pracy, godzic sie z
      partnerami, szukac porozumienia w sprawach trudnych, lub wydawaloby sie
      beznadziejnych. Umarla jedna forma uczucia, ma szanse narodzic sie nowa,
      milosc niejedno ma imie :)
    • Gość: Oleńka jeśli nie można tego naprawić, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.04, 23:43
      trzeba się rozstać - dla dzieci właśnie. Chyba nie chcesz żeby miały poczucie
      winy, że "dla nich" zmarnowałaś swoje życie? poza tym owo "dla nich" jest
      pozorne - taki pseudozwiązek, fasada na użytek zewnętrzny wcale nie jest dla
      nikogo dobra :(

      trzeba umieć powiedzieć "dość" i tyle

      pozdrawiam :)
      • yagnieszka Poczucie winy 25.01.04, 00:00
        Dzieci zawsze maja poczucie winy, szczegolnie gdy sie rodzice rozstaja.
        Rwoniez zreszta gdy jedno z rodzicow umiera. Tak to juz z dziecmi jest.
        • Gość: Oleńka takie, z którymi nikt nie rozmawia owszem n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.04, 15:17
          • kamfora Re: takie, z którymi nikt nie rozmawia owszem n/ 25.01.04, 16:02
            no - nie bardzo ...
            Dzieci widzą zawsze więcej, niż rodzice chcieliby im pokazać.
            Sama rozmowa nic nie pomoże, niestety.

            Takie modne dzisiaj powiedzenie, że "dziecko jest szczęśliwe, gdy matka jest
            szczęśliwa" jest w gruncie rzeczy puste i ma zagłuszyć wyrzuty sumienia.
            (albo w ogóle uniemożliwić ich pojawienie się). Dziecko jest szczęśliwe,
            gdy ma w rodzicach oparcie. Gdy ma rodziców dotrzymujących zobowiązań.
            • Gość: Oleńka o jakich Ty zobowiazaniach mówisz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.04, 16:11
              chcesz powiedzieć, ze małe dziecko rozumie, co to jest "zobowiązanie
              małżeńskie" albo starsze zgadza się, na brak szczęścia tych, których kocha w
              imię podjętej kiedyś (Bóg wie, czy nie pochopnie) decyzji???

              znam dzieci, które żyją w rodzinach nowego typu, których mama i tata są w
              nowych zwiazkach, mają dzieci w innych konfiguracjach, i są szczęśliwe - bo
              rodzice okazują im miłość, ponieważ sami są szczęśliwi

              uważam, że w starszym pokoleniu często nadużywano "dobra dziecka" jako
              przyczyny pozostawania w patologicznym związku, używano go jako parawanu, który
              miał zasłonić strach przed zmianami
              • maly.ksiaze Re: o jakich Ty zobowiazaniach mówisz? 25.01.04, 16:34
                > uważam, że w starszym pokoleniu często nadużywano "dobra dziecka" jako
                > przyczyny pozostawania w patologicznym związku, używano go jako parawanu
                [...]

                Być może. Ale czyż 'dobrem dziecka' nie da się usprawiedliwić również podejścia
                dokładnie odwrotnego. "Duszę się w tym małżeństwie - on taki nudny, sensat i
                bez poczucia humoru. Nie rozumiem go. A przecież dziecku potrzebna jest
                szczęśliwa matka, powinnam więc odejść i szukać szczęścia."

                Jedni 'szczęściem dziecka' nazwą swój strach przed zmianami, jak piszesz. Inni -
                ucieczkę od problemów, w których tworzeniu sami uczestniczyli.

                Pozdrawiam,

                mk.
                • Gość: Oleńka Re: o jakich Ty zobowiazaniach mówisz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.04, 16:40
                  Jestem przeciwna "uciekaniu od problemów" czy odwracaniu się na pięcie i
                  odchodzeniu przy pierwszej lepszej trudności. Jednocześnie zdaję sobie sprawę z
                  tego, że zdarzają się sytuacje, w których najlepszym wyjściem jest rozstanie,
                  bo nie ma już czego sklejać. Odejście wymaga odwagi. Zwłaszcza odejscie po
                  wielu latach.
                  • maly.ksiaze Re: o jakich Ty zobowiazaniach mówisz? 25.01.04, 16:54
                    Oczywiście, że takie sytuacje się zdarzają. Podobno często jest tak, że osoby
                    bezpośrednio w to zaangażowane nie chcą tego dostrzec. Choć można by
                    powiedzieć, że tak naprawdę jedyną miarą nadziei jest wola trwania.

                    Wola zaś, strach i chęć ucieczki - to rzeczy osobne dla każdego. Jedna będzie,
                    dla 'dobra dziecka', trwać z bydlakiem, który ją kablem po pijaku okłada.
                    Druga 'dla dobra dziecka' odejdzie od człowieka, który ją ogranicza, bo woli
                    schabowego od jambalai. Z tym, że my nie wiemy, jaki charakter ma problem
                    Durnej_baby.

                    Tak naprawdę strasznie ciężko wytrzymać z jednym człowiekiem przez dziesięć,
                    dwadzieścia czy trzydzieści lat. Nawet, jeśli to istny święty. Może nawet -
                    zwłaszcza wtedy. Święci są strasznie nudni. Ale świadomość podjętych zobowiązań
                    czasem może pozwolić nam pójść kilka kroków dalej. Dzieci to jednak poważne
                    zobowiązanie.

                    Pozdrawiam,

                    mk.
    • nowytor Wpadnij pod samochód 25.01.04, 03:48

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka