Dodaj do ulubionych

prawo jazdy .... predyspozycje...

21.03.11, 23:11
Powiedźcie mi moi drodzy, że jest rzeczywiście coś takiego jak predyspozycje do jazdy samochodem ? Zawsze bałam się usiąść za kołkiem, więc nie garnęłam się do nauki jazdy. Ale ostatnio sytuacja sprawiła, że postanowiłam zrobić to prawko. O dziwo jazda bardzo mi się podoba, ale mimo iż wzięłam 17 godzin jazd doszkalających robię cały czas mnóstwo błędów. Dziś miałam egzamin - pierwszy : teoria bezbłędna - i wcale nie uczyłam się pytań na pamięć, a na praktyce poległam odrazu na łuku. Jestem załamana, myślałam ze obleją na mieście - na czymś "konkretnym",a tu masz ... Nie stać mnie na kolejne lekcje doszkalające - aby brać je bez końca ... Może ja rzeczywiście nie nadaję się na kierowcę ....
Obserwuj wątek
    • jeriomina Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 21.03.11, 23:17
      E, tam. Pewnie cię ktoś źle tego łuku nauczył i tyle, tak jak mój pierwszy instruktor:)
      • renkaforever Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 22.03.11, 01:56
        Kazdy moze sie nauczyc jezdzic. Z teorii jestes dobra, a na luku pewnie bylas za szybka albo za wolna:) Trzeba cwiczyc .
        • rozwodnik-waw Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 18.04.11, 12:13
          > Kazdy moze sie nauczyc jezdzic.

          Nie, nie każdy. Zdecydowana większość - owszem. Ale na pewno nie każdy.
      • kfiatuszkowa Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 22.03.11, 13:32
        Dokładnie, ja 6 razy podchodziłam do egzaminu :) Choć (w swoim mniemaniu) umiałam jeździć, jazda to była dla mnie frajda, tylko nie na egzaminach. 3 razy oblałam na łuku właśnie, raz, że nerwy mnie żarły jak dzikie, dwa, mój istruktor był do pupy :) uczył mnie jazdy "na pamięć", u niego na placu każdy łuk wychodził mi perfekcyjnie :) I dopiero przed 6-stym egzaminem obudziłam się i zmieniłam instruktora, który pokazał mi moje błędy, na łuku, na mieście (np. stary instruktor mnie nauczył jeździć na sprzęgle dojeżdżając do skrzyżowań, rond, itp. co zimą może być katastrofalne w skutkach bo wciskając sprzęgło pozbawiasz auto oporu i lecisz jak szmata przy śliskiej nawierzchni). Na szczęście zrozumiałam swoje błędy, na sprzęgle do dziś się przyłapuję, że przy dojeżdżaniu do skrzyżowań jeżdżę, po prostu jak raz się nauczysz źle, to potem co chwila to wyłazi, choćby nie wiem co :) Mąż mi dużo pomógł, dzięku niemu i swojej pasji do jazdy samochodem, dziś nie ma dla mnie trudnych manewrów, jazda to sama przyjemność :)

        Także wszystko zależy od Twojej determinacji, a czasem wystarczy 2,3 godzinki wykupić u innego instruktora, które Ci mogą naprawdę wiele wnieść :)
        Pozdrawiam i powodzenia życzę :)
        • majowamargot Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 25.03.11, 19:20
          Witam,
          mam podobne zdanie jak Kfiatuszkowa tj. bardzo dużo zależy od instruktora
          ja zdawałam na prawko dokładnie 10 lat temu i zdałam za 1 razem z tym,że umówiłam się z instruktorem, że jeżdżę z nim tylko po mieście a plac manewrowy robię z mężem (wtedy 1h kosztowała 4 razy taniej niż 1h z instruktorem (gdyby trzeba była wykupić dodatkowe), poza tym mąż okazał się świetnym "honorowym"instruktorem:-)
          a przed samym egzaminem"wyczaiłam" na placu instruktorkę, dogadałam się z nią i wykupiłam jeszcze 4h i bardzo mi to pomogło na egzaminie bo udzieliła mi dużo praktycznych rad jak się dobrze pokazać na egzaminie i na co zwrócić uwagę

          inna sprawa, że spotkałam się też z sytuacją, gdy Pani po 50tce zdawała 18ty raz (bez skutku) więc może też zdarza się brak predyspozycji do prowadzenia pojazdów

          ja lubię jeździć, żałuję że zdawłam dopiero po 30 tce a nie wcześniej
      • laptopp faceci niedoroby. 18.04.11, 11:25
        Mysle , ze to wina facetow zwlaszcza tych tlukow po 50 -atce ,kazdy z nich jest sfrustrowany brakiem pracy , sexu , kobiety i potem jezdza jakby z wariatkowa wyszli.
    • dekadencja1 Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 25.03.11, 22:02
      "na praktyce poległam odrazu na łuku. Jestem załamana, myślałam ze obleją na mieście - na czymś "konkretnym",a tu masz "

      Z tej perspektywy to rzeczywiście porażka. Trzeba przyznać, że nie udało Ci się zrealizować planu trochę dłuższego pojeżdżenia z egzaminatorem.
    • paco_lopez Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 26.03.11, 18:43
      z punktu widzenia kogos kto ma prawo jazdy od dziecka, jest to jedna z najłatwiejszych czynności. bywa równiez przyjemna na tle takich konkurencji jak zakupy w supermarkecie albo wypełnianie pita.
    • paulinka-iskierka Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 26.03.11, 18:57
      Ja zawsze myślałam, że nie będe jeździć, że siędo tego nie nadaję. W końcu poszłam na kurs i uwielbiam jeździć, ale nerwy robią swoje i już pięć razy nie zdałam. Pierwszy raz na łuku. Potem dwa razy na wzniesieniu. Oczywiście skorzystałam z okazji pojeżdżenia z egzaminatorem po mieście. Za trzecim razem Pani powiedziała, że gdyby nie górka, to bym zdała. Wzięłam wiec lekcje doszkalające i potem jeszcze poćwiczyłam wzniesienie na takim samochodzie jak na egzaminie, bo ja uczyłam się na benzynówce, a na egzaminie jest diesel. No i za czwartym razem górkę zaliczyłam, ale na mieście tak skupiłam siena przepuszczeniu tramwaju, że nie zauwazyłam sygnalizatora, który ma tylko czerwone światło, które włącza sięco jakiś czas. No i egzamin oblany. A za piątym razem znowu górka. Egzaminator powiedział mi, że na mieście nie robię błędów i miałam szansę zdać ten egzamin. Mój instruktor, jak i Pan, u którego wykupiłam dodatkowe godziny mówią, że jeżdżę dobrze i czas ten egzamin zdać. Mam nadzieję, że za szóstym razem się uda. Pan na doszkalaniu wyłapał co robię źle na górce. I rzeczywiście po lekcjach u niego poszło ok, ale po dwóch tygodniach przerwy i przy nerwach zapomniałam. Najśmieszniejsze jest to, że jak jeżdżę z moimi instruktorami, czy jak ruszam już za trzecim razem na egzaminie, to wszystko idzie dobrze. I dlatego, że na mieście jest ok, nie zamierzam rezygnować! Kiedyś ten egzamin zdam! A Ty ćwicz i nie poddawaj się! Jeśli lubisz jeździć, to na pewno dodatkowe lekcje ci pomogą i w końcu będzie dobrze. Egzamin to wielka loteria i stres i można dobrze jeździć, a mieć proeblem z egzaminem. Dasz radę!
      • jorn Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 26.03.11, 20:04
        paulinka-iskierka napisała:
        ja uczyłam się na benzynówce, a na egzaminie jest diesel


        A jakie to ma znaczenie?!
        • zloty.strzal Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 27.03.11, 03:11
          jorn napisał:

          >
          > A jakie to ma znaczenie?!

          No jak to? Zawsze można na coś zwalić.
        • kfiatuszkowa Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 28.03.11, 08:32
          jorn napisał:

          > paulinka-iskierka napisała:
          > ja uczyłam się na benzynówce, a na egzaminie jest diesel

          >
          > A jakie to ma znaczenie?!

          No wiesz dla kogoś kto ma prawko to żadna różnica. Ale dla kogoś kto jest świeży w temacie, początkujący, to uwierz, ma znaczenie rodzaj samochodu, marka, rodzaj paliwa.
          Ja teraz bym i tirem i traktorem i czymkolwiek jechała ale na początku uczyłam się jeździć na corsie c i na puncie 2, corsą śmigałam jak wariat, w puncie się jak w puszce czułam i ni cholery nie lubiłam jazdy tym samochodem na egz.
          Każde auto jest inne, nie ma nic do ukrycia. Osoba mająca X lat prawo jazdy ma większą pewność siebie, wie, że może dane auto inaczej sprzęgło łapać (btw zależy to zarówno od auta jak i od zużycia sprzęgła) i z łatwością (większą lub mniejszą) się umie przestawić.
          A osoba ucząca się, boi się z reguły. Dla niej przejście z benzyniaka na ropniaka to katastrofa.
          Choć powinno być lepiej bo diesla nie łatwo zadusić ;) Ale faktycznie odrobinę inaczej się jeżdzi dieslem. Diese nie ma kopa, zanim się rozkula to łoooooo... A na egzaminach raczej nie mają ropniaków z silnikami tdi... Trzeba troszkę bardziej go poprzeciągać na biegach.
          • daghda.irish.pub Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 18.04.11, 14:04
            kfiatuszkowa napisała:


            > A osoba ucząca się, boi się z reguły. Dla niej przejście z benzyniaka na ropnia
            > ka to katastrofa.
            > Choć powinno być lepiej bo diesla nie łatwo zadusić ;) Ale faktycznie odrobinę
            > inaczej się jeżdzi dieslem. Diese nie ma kopa, zanim się rozkula to łoooooo...

            Dlatego warto o to zapytać, choćby z ciekawości - diesel zbiera się dłużej i za szybko puszczone sprzęgło po prostu źle sie kończy :-) Różnicę widziałem do momentu, jak mi to ktoś pokazał i potem sam to sprawdziłem.

            Z tym, że diesel nie ma kopa to się nie zgodzę ;-)
            • kfiatuszkowa Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 18.04.11, 15:38
              daghda.irish.pub napisał:

              > Z tym, że diesel nie ma kopa to się nie zgodzę ;-)

              Te diesle z egzaminów (czytaj: bez turbosprężarki) nie będą miały kopa :P
              Jeśli diesel ma turbo to owszem, ma buta i to potężnego. Bez- zwykły muł ;)
    • imagei Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 26.03.11, 19:10
      Przede wszystkim: nie poddawaj się! :)

      Żaden ze mnie specjalista, ale wydaje mi się, że wymaganie na egzaminie bezbłędnej jazdy to jakaś abstrakcja. Ja mam prawko od wielu lat a ciągle popełniam błędy (zresztą podejrzewam, że każdemu się to zdarza) więc trzymam kciuki, że uda Ci się pojechać w końcu 100% bezbłędnie :)
    • wredny_ze_hej Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 26.03.11, 19:41
      Pamiętam moją naukę na łuku. "Jak pierwszy słupek kolo lusterka jeden obrót w prawo plus pół. Jak zobaczysz w trzech czwartych lusterka kolejny słupek to odbijaj!". Tak samo było z parkowaniem równoległym tyłem. Taka nauka to głupota totalna. Samochód trzeba wyczuć i nauczyć się cofać na lusterkach.

      Ja oczywiście na ulubionym placu gdzie trenowałem, miałem skuteczność jazdy po łuku w okolicach 100% ;-). Gorzej było jak na egzaminie słupki wydawały mi się w tych miejscach gdzie nie trzeba i oblałem :-).

      Głowa do góry!
    • postnihilism Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 26.03.11, 19:42
      Co innego lubić jeździć, co innego umieć jeździć.
      Jeden oblany egzamin o niczym nie świadczy, powiedzmy, że można zrobić błąd raz, czy dwa, zwłaszcza jak się ma za sobą raptem 30-40 godzin jazd. Ale podchodzenie kilkanaście razy do egzaminu to nieporozumienie, tacy ludzie nie powinni dostawać prawa jazdy, bo znaczy, że niczego się nie uczą tylko liczą na szczęście. A na drodze nie ma miejsca na "może mi się uda", od tego zależy często życie innych.
    • lukix2 Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 26.03.11, 20:10
      Ja od zawsze powtarzam, że nie nie ma konstytucyjnego obowiązku posiadania prawa jazdy, w związku z tym nie każdy go powinien mieć.
    • shachar Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 26.03.11, 22:07
      lepiej nie mieć ,niż zrobić komuś krzywdę.
      Ja zdałam za czwartym razem(!), bo górka trupiastym maluchem , bo coś tam....już teraz nie pamiętam, ale że nie przyjmuję do wiadomości, że mogę jeździć źle, tak więc jeżdzę dobrze.
      :)
      jeżdzenie jest to kwestia ogarnięcia się. Jeśli w sytuacji sprawdzenia człowieka z maszyną okazuje się, że człowiek głupieje, zamiast mądrzeć, to lepiej zrezygnować i nie udawać predyspozycji...Wy wszyscy, zdający po kilkanaście razy, wiecie o czym mówię :))
    • bezpocztyonline Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 30.03.11, 14:11
      anulka1919 napisała:

      > Powiedźcie mi moi drodzy, że jest rzeczywiście coś takiego jak predyspozycje do
      > jazdy samochodem ?

      Nie ma. Ćwiczenie czyni mistrza.

      > Nie stać mnie na kolejne lekcje doszkalające

      Hm... A to może być kłopot.

      > - aby brać je bez końca ...

      Nie bez końca, tylko do zdanego egzaminu.

      Ja jeździłam z różnymi instruktorami, z różnych szkół, zmieniałam też typy samochodów.
      Głównym problemem było, kto może ze mną pojeździć, kiedy ja akurat mam czas.
      Brałam też dodatkowe godziny w dniu egzaminu - tuż przed egzaminem.
      Każdy z instruktorów krytykował mój sposób jazdy i wszystkich swoich poprzedników ("kto panią uczył???"), ale też każdy podpowiadał jakiś swój najlepszy sposób na manewr i na jazdę po mieście. Faktem jest, że tych godzin w sumie było dużo więcej niż wymagane minimum. Zdałam za 6-tym razem (wcześniej zawsze był jakiś problem z manewrami).

      Po zdanym w końcu egzaminie kupiłam autko i jeżdżę bezszkodowo od iluś lat.
      A jeżdżę dużo.

      A też mi się kiedyś wydawało, że nie mam predyspozycji ;)
    • lejdi111 Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 01.04.11, 19:21
      ja oblewałam chyba na wszystkim po kolei (łuk, górka, wjazd przodem, tyłem, zatoczka, zawracanie) ale w końcu zdałam :D


      Każdy ma czyste sumienie bo go nie używa
      • hatroha Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 04.04.11, 23:41
        Powiem tak!
        Tam gdzie którykolwiek z Was powołuje się na nerwy, znaczy że nie powinien wsiadać za kierownicę, po prostu nie umie jeździć i jest niebezpieczny dla otoczenia, nie powinien zdać!

        Trzeba tak długo uczyć się, by siadając za kierownicę czuć stres wynikający z odpowiedzialności, ale nerwy powinny być trzymane w garści jak własne nieogolone jajka.
        Musisz wykonywać zdecydowane i konkretne manewry, musisz panować nad sytuacją tak samo jak nerwami.
      • malwa200 Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 06.04.11, 11:08
        lejdi111 napisała:

        > ja oblewałam chyba na wszystkim po kolei (łuk, górka, wjazd przodem, tyłem, zat
        > oczka, zawracanie) ale w końcu zdałam :D
        a można wiedzieć, za którym razem zdałaś?
      • lejdi111 Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 06.04.11, 11:16
        za 8

        Każdy ma czyste sumienie bo go nie używa
    • malwa200 Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 06.04.11, 10:59
      jakbym siebie czytała...tez mam problem ze zdaniem, tyle, ze ja poległam juz 9 razy i nie mam już ani siły, ani chęci
    • mona.blue Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 06.04.11, 13:18
      Moim zdaniem istnieją konkretne predyspozycje, aby dobrze prowadzić samochód. Np. mojej mamy "za Chiny" nie posadziłabym za kierownicą - ona potrafi się zgubić na osiedlowych uliczkach albo idąc chodnikiem wpaść na słup ;)
      Moim zdaniem trzeba mieć refleks, odwagę, orientację w terenie, szybko podejmować decyzje, być rozważnym, ale nie lękliwym, wierzyć w siebie, ale nie być egoistycznym ani agresywnym na drodze.
    • zewszad_i_znikad Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 18.04.11, 11:53
      Moim zdaniem coś takiego istnieje i ot, choćby ja tych predyspozycji nie mam. Prawo jazdy formalnie mam (zdałam za 8. podejściem), ale uważam, że dostałam je z litości, dlatego, że egzaminator wiedział, że jestem półsierotą. Zawsze jeździłam tylko z mamą, ale już zupełnie przestałam, boję się, wolę nie kusić losu.
      Jakich potrzebnych zdolności mi brakuje? Nie mam zbyt dobrego refleksu ani koncentracji, ale za najważniejszy czynnik uważam coś, co nazywam niedoborem poczucia rzeczywistości. Nazywa się to podobno myśleniem o niebieskich migdałach albo myleniem fantazji z rzeczywistością... można z tym bez trudności żyć, ale jednak pewnych rzeczy nie należy robić. Jeżeli osoba z niedoborem poczucia rzeczywistości wpakuje się na ostrą karuzelę, najwyżej naje się strachu i przekona się o swojej naiwności. Jeżeli taka osoba zdecyduje się na spróbowanie psychodeliku i zobaczy, że to już nie jest czytanie relacji, że to się dzieje naprawdę - może mieć negatywne przeżycia, a może też jednak czegoś się o sobie dowiedzieć. W każdym razie w tego rodzaju sytuacjach sam(a) możesz się sparzyć. Na drodze możesz "sparzyć" kogoś innego, dlatego lepiej nie prowadzić samochodu, jeżeli masz skłonność do unoszenia się gdzieś na granicy między rzeczywistością a wyobraźnią i nie w pełni do Ciebie dociera, że tu naprawdę możesz komuś zrobić krzywdę. Pewien typ ludzi zachowuje się za kierownicą, jakby "wydawało im się, że to film" - nie chcę być jedną z nich i dlatego wolę świadomie zrezygnować z samochodowych wygód i niebezpieczeństw.
    • aeromonas Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 18.04.11, 11:59
      Ja jestem przykładem absolutnego braku predyspozycji. Nigdy nie nauczyłam się jeździć samochodem, zagwoździłam się na parkowaniu tyłem. Nie mam refleksu, prawa myli mi się z lewą (niepełna lateralizacja), gubię się i wpadam na słupy, barierki oraz szklane drzwi nawet na piechotę. Kiedy jadę z kimś samochodem, boję się ruchu wokół i szybkiej jazdy. Zapieram się nogami i cały czas "uczestniczę" - zerkam w lusterka, co się dzieje za nami, patroluję szosę. Bardzo boję się jeździć busikami (ich kierowcy prowadzą ryzykownie). Może mogłabym najwyżej jeździć bardzo wolno po pustych bocznych drogach. Nie mam dużej potrzeby posiadania samochodu, jestem mobilna za pomocą transportu publicznego i własnych nóg, ale na starość pewnie byłoby wygodniej samochodem. Niestety, chyba nie dam rady.
    • terencia Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 18.04.11, 12:34
      Jest coś takiego jak predyspozycje do jazdy samochodem.Jest to mierzalne liczbowo - jak testy inteligencji (np)..
      Narzędziem do takiego badania - dysponują psychologowie mający uprawnienia do badania kierowców zawodowych.Nazywa się to "testy psychotechniczne".Na szczęście każdy kierowca zawodowy musi pomyślnie zaliczyć taki test ( a nie jest to coś czego da się nauczyć)......na nieszczęście nas wszystkich - pieszych i kierowców prawo nie nakazuje wykonywania testów psychotechnicznych kandydatom na kierowców amatorów.
      Osobiście - szanuję każdego ,kto nie zrobił prawa jazdy , bo czuje , że się do tego nie nadaje .
      Moja znajoma - psycholog - ma prawo jazdy - nie jeździ, bo jak mówi "nie chcę nikomu krzywdy zrobić " ( czapki z głów ....proszę Państwa :) )
      • katarina21 Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 18.04.11, 13:12
        ja hmmm jakies dziesięć egzaminów za mną , juz nawet nie liczę. Mysle ,że to kwestia psychiki , na kursie było nawet ok ale na egzaminie tak latają mi nogi i trzęsą ręcę ,że naprwadę nie wiem jak udało mi sie wyjechac klika razy na miasto , pomimo łiknięcia tabletek uspokajajacych. I mysle ,że gdybym jakimś cudem zdała to pierwsze samodzielne jazdy skończyły się atakiem płaczu na środku drogi. Może to kwestia 2 stłuczek, w których brałam udział raz jako kierowca raz jako pasażer. Boje się ,że nie zapanuję na autem. i ta moja chora wyobraźnia , każdy kierowca to potencjalny wariat , który na pewno zajedzie mi drogę, wymusi pierwszeństwo, każdy pieszy wybiegnie na jezdnie ...normalnie jakaś psychoza. Wiem,że powinnam pójść do psychologa bo inaczej nie mam szns na prawko.
    • misself Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 18.04.11, 13:46
      anulka1919 napisała:

      > Powiedźcie mi moi drodzy, że jest rzeczywiście coś takiego jak predyspozycje do
      > jazdy samochodem ?

      Moim zdaniem prawa jazdy nie powinni mieć:
      - ludzie bez wyobraźni
      - ludzie podatni na manipulację, podążający za tłumem
      - ludzie, którzy nie potrafią podejmować szybkich decyzji (tacy jak ja)

      Ja uważam, że się nie nadaję na kierowcę, bo w sytuacjach stresowych potrzebuję chwili do namysłu - a jeśli wiem, że czasu jest mało (na jezdni liczą się nierzadko ułamki sekund), wpadam w panikę. Myślenia mi to nie wyłącza, na szczęście :-) Ale pewne fizyczne objawy zdenerwowania są nie do opanowania.

      Z drugiej strony, jak czasami patrzę, co kierowcy wyprawiają...
      To sobie myślę, że nikogo by mój brak predyspozycji nie obchodził.
      • d1ler Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 18.04.11, 14:27
        Czy przyszłoby Ci do głowy zadać takie samo pytanie, ale dotyczące nie prawa jazdy, ale np gry na klarnecie? Wątpię. Rozumiem, że większość ludzi chciałaby mieć prawko, ale nie każdy się nadaje. Różnica jest taka, że jak będziesz słabo grać, to nikomu krzywdy nie zrobisz. Najwyżej sąsiedzi przyjdą ze skargą, że im uszy puchną. A jak będziesz słabo jeździć, to wkrótce będziesz ujęta w statystykach wypadków drogowych.
        • anab8 Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 18.04.11, 14:50
          EE tam. Może istnieją jakieś naturalne predyspozycje i ktoś łapie jeżdżenie wolniej, a ktoś szybciej. Duża ilość znanych mi kobiet ma problemy z parkowaniem równoległym w bardzo ciasnym miejscu. Ale w mojej ocenie ćwiczenie czyni mistrza.
          Ja zdawałam kilka razy, też uważałam że nie mam predyspozycji. Teraz jeżdżę już kilka latek, nie ma wypadków. Czasem miewam jeszcze problemy z parkowaniem równoległym w ciasnym miejscu, ale znam swoje umiejętności ( a raczej braki) i po prostu się nie wpycham w takie miejsce, zawsze można zaparkować kawałek dalej.
          Równie dobrze można by mówić że ktoś nie nauczył się czytać czy pisać bo nie ma predyspozycji.
    • aknival Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 18.04.11, 15:05
      Coś takiego jak brak predyspozycji do jazdy z pewnością istnieje, starczy popatrzeć jak jeżdżą polscy kierowcy. Tu nie ma podziału na płeć, po prostu jednym wychodzi, inni sobie nie radzą. Nic na siłę, nie ma obowiązku bycia kierowcą. Jasne, że jazdy trzeba się nauczyć i to trwa dużo dłużej, niż standardowa ilość godzin na kursie. Ale nie ma co się uczyć na siłę, jeśli nic kompletnie nie wychodzi, bo to strata pieniędzy(ale to trzeba nie zdać co najmniej 4-6 razy,żeby mieć pewność). Najwyżej będziesz wożona, a nie wozić. Bywają większe dramaty :)
    • aazz91060 Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 18.04.11, 15:17
      Staraj sie zdac egzamin. Potem praktyka. Z drugiej strony, niestety jest cos takiego jak predyspozycje, ale to dotyczy niewielkiego procenta.
      • wolanka37 Re: prawo jazdy .... predyspozycje... 18.04.11, 16:54
        Ja myślę, że jeśli ja mogę jeździć samochodem to każdy może. Równiez mam problemy z prawą i lewą, ale nie w samochodzie( na początku miałam). Bardzo bałam się jazdy, dodatkowo mam lekki astygmatyzm i to przeszkadza miw ocenie odległości. Zdałam egzamin za drugim razem, ale byłam w 9 miesiącu ciąży, więc pewnie egzaminartor dał mi fory. Musiałam zrobić prawo jazdy, wcale nie chciałam, bez samochodu nie poradziłabym sobie logistycznie z dziećmi. Nie czuję się mistrzem kierownicy, ale nie jestem ani zawalidrogą, ani piratem drogowym. Staram sie maksymalnie skupić na drodze, mam zasadę, iż nie rozmawiam przez telefon, nie rozpraszam się. Samochód daje mi wielkie poczucie niezależności, droga to nie wojna, nie tylko dla mężczyzn "z jajami"... Dodam, że wolę kiedy prowadzi mój mąż. Zachęcam do cierpliwości wobec samej siebie, nauczysz się :)
        • schamienie.rozsiane np wolanka37 18.04.11, 17:41
          wolanka37 napisała:

          > mam problemy z prawą i lewą, ale nie w samochodzie( na początku miałam). Bardzo bałam się jazdy, dodatkowo mam lekki astygmatyzm i to przeszkadza miw ocenie odległości.
          > Zdałam egzamin za drugim razem, ale byłam w 9 miesiącu ciąży, więc pewnie egza
          > minartor dał mi fory. Musiałam zrobić prawo jazdy, wcale nie chciałam,

          No więc oprócz takich przypadków jak powyżej co zdali bo mieli fory a ponadto nie oceniają odległości i ledwo odróżniają lewą od prawej...

          To:
          -Alkoholicy i narkomani

          -Zdecydowana większość kobiet- problemy z orientacją, refleksem, obsługą urządzeń technicznych, katastrofalny brak teoretycznej wiedzy nt ruchu drogowego (np. niemal nigdy nie wiedzą do czego służą żółte linie, który pas zająć po skręcie, jak pokonywać ronda, którego pasa używać na drodze wielopasmowej, jak się włączać do ruchu i zachowywać w strefie zamieszkania i wobec poprzedzającego pojazdu itd. itd. itd.)

          -Mieszkańcy miejscowości poniżej 20 tyś mieszkańców prawko ważne tylko na drogach krajowych i gminnych. Wjazd do większych miast tylko na podstawie "kołowej karty miejskiej" czy czegoś takiego.

          -Osoby powyżej 70 roku życia na podstawie corocznych badań lekarskich powyżej 80 zabierane defintywnie.

          -Prawo jazdy powyżej 23 lat dla mężczyzn i 28 lat dla kobiet.
          • kwahoo_blogsilnika.blogspot Re: np wolanka37 18.04.11, 18:47
            Już się trolu wyszalałeś? Jaką trzeba mieć w sobie złość dla innych ludzi i jak trzeba być zakompleksionym by takie rzeczy pisać...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka