wardaa
05.06.04, 09:32
Dziwnie się czuję.
Kończę studia na dość prestiżowym kierunku, mam fajną pracę, udzielam się
społecznie w kilku organizacjach - a wplątałam się naiwnie w coś takiego:
jakiś czas temu na pewnej imprezie charytatywnej koleżanka zapoznała mnie z
X. X jest dość znaną osobą, raczej wśród młodzieży, choć nie tylko (show
buisness). Ona mi już wcześniej o nim mówiła, okazało się, że jemu o mnie też.
resztę imprezy spędziliśmy razem, rozmawiając, tańcząc... wszyscy patrzyli
zazdrośnie na nas... przez następne dni były codzienne spotkania, telefony,
smsy. Umówiliśmy się, że nie będziemy mówić o naszym związku światu. On mnie
ostrzegał, bym nie wierzyła w plotki o nim, o to, co można o nim przeczytać,
że to w dużej części nieprawda. że ludzie coś zobaczą, a dopowiadają sobie do
tego całą historię.
Powiedziałam o nim tylko 3 koleżankom i mamie - jedna koleżanka i mama
widziały nas razem. Ta koleżanka ostrzegała - że ktoś taki jest
megaprzystojny, seksowny, ale na pewno nie wierny. Odniosła także wrażenie,
że jest zadufany w sobie i narcyzowaty (ja tego tak nie odbierałam).
Byłam też u niego w domu. Cudowne pocałunki, pieszczoty. Byliśmy nadzy (on
całiem, ja pozostałam w stringach) (wtedy powiedział, że ma w kontrakcie
zapisane, że nie będzie się nawet nigdy musiał do bielizny rozebrać - mnie
rozśmieszyło, że w kontraktach artystycznych takie kruczki się zapisuje), ale
do seksu na razie nie doszło - bo uważałam, że za wcześnie.
I w ten sposób minął nam tydzień. I nagle się to wszystko skończyło. Wysłałam
mu po ostatnim naszym spotkaniu ze 3 smsy - ale bez odzewu. Ja się nie chcę
dalej narzucać, bo taka nie jestem.
Najpierw myślałam, że osoby z jego środowiska są puste, że mają w głowie
tylko swoją karierę, dobrą zabawę, kosmetyki, extra ciuchy i super dziewczyny
(a on ma sporo fanek + dodatkowo w tym środowisku kręci się dużo modelek) -
a przekonałam się, że można było z nim rozmawiać na wiele tematów: polityka,
sztuka, literatura, poezja, stosunki międzynarodowe, społeczne, ekologia,
podróże, nauka itp. itd. A potem przyszedł czas rozczarowania - że byłam
chyba jednotygodniową rozrywką intelektualną (i nie tylko)
więc ogólnie jestem przybita
i chyba nabrałam dystansu do pewnych spraw i chyba będę uważała na osoby z
tego kręgu. dodam, że z racji wykonywanej przeze mnie pracy od czasu do czasu
mam kontakty ze znanymi osobami, ale jak narazie pozostawały na poziomie
luźnej rozmowy i tyle. po raz pierwszy (i mam nastawienie, że po raz ostatni)
coś zaiskrzyło.