szary_ptak
14.03.02, 09:06
Prawie dylematy małolaty...;-)
Wczorajszy wieczór upłynął mi mile na (między innymi) obgadywaniu wspólnych
znajomych (och!!!zgroza!!!) No i w pewnym momencie padło stwierdzenie (z ust
mężczyzny): "ten X to jest tak zarozumiały, że nigdy pierwszy się nie przywita,
zawsze czeka, aż ktoś go pozdrowi"...
Przypomniała mi sie "sytuacja patowa na rondzie", o której kiedyś zawile
opowiadał Weiss w swoim "dzwonie do pana/pani w bardzo nietypowej sprawie"...-
(samochody w tym samym czasie dojeżdżają z czterech stron, każdy ma takie samo
pierwszeństwo przed tym z lewej i tak samo musi ustąpic temu z prawej - tylko
kto ma się zatrzymac jako pierwszy?)
No, ale...tak. Od czego zależy, że jedni ludzie właśnie prawie krzycza na
powitanie, a inni, (nie mniej sympatyczni z pewnoscią) - czekają, aż ktos ich
powita? Czy to jest kwestia "poczucia własnej wartosci/lub jej braku"?
(A może to tylko ja mam takich znajomych, którzy zastanawiają się nad dziwnymi
problemami...;-)
Pozdrawiam wiosennie (mimo, że za oknem cosik jakby sniegiem sypnęło)...
B.