Dodaj do ulubionych

Powitania...

14.03.02, 09:06
Prawie dylematy małolaty...;-)

Wczorajszy wieczór upłynął mi mile na (między innymi) obgadywaniu wspólnych
znajomych (och!!!zgroza!!!) No i w pewnym momencie padło stwierdzenie (z ust
mężczyzny): "ten X to jest tak zarozumiały, że nigdy pierwszy się nie przywita,
zawsze czeka, aż ktoś go pozdrowi"...
Przypomniała mi sie "sytuacja patowa na rondzie", o której kiedyś zawile
opowiadał Weiss w swoim "dzwonie do pana/pani w bardzo nietypowej sprawie"...-
(samochody w tym samym czasie dojeżdżają z czterech stron, każdy ma takie samo
pierwszeństwo przed tym z lewej i tak samo musi ustąpic temu z prawej - tylko
kto ma się zatrzymac jako pierwszy?)

No, ale...tak. Od czego zależy, że jedni ludzie właśnie prawie krzycza na
powitanie, a inni, (nie mniej sympatyczni z pewnoscią) - czekają, aż ktos ich
powita? Czy to jest kwestia "poczucia własnej wartosci/lub jej braku"?

(A może to tylko ja mam takich znajomych, którzy zastanawiają się nad dziwnymi
problemami...;-)

Pozdrawiam wiosennie (mimo, że za oknem cosik jakby sniegiem sypnęło)...

B.
Obserwuj wątek
    • Gość: kasia28 Re: Powitania... IP: *.atol.com.pl 14.03.02, 14:07
      Może po prostu są nieśmiali i wstydzą się odezwać pierwsi, tak samo jak trudno
      im podziękować np. za prezent. Krępuja się, boja się własnego głosu. Był tu
      taki wątek o sztuce konwersacji, gdzie była mowa o ludziach, którzy nie umieją
      rozmawiać, tylko odpowiadają na pytania. Tutaj moze jest tak samo: odpowiadają
      na "pytanie", zamiasta samemu zacząć.
    • Gość: kasia28 Re: Powitania... IP: *.atol.com.pl 14.03.02, 14:08
      Acha, i też bardzo wiosennie pozdrawiam , choc za oknem coś poszarzało:))
    • Gość: Pastwa Powitania... IP: 172.17.15.* 15.03.02, 01:21
      Rozróżniam dwie sytuacje, pierwsza to ta, kiedy mijamy znajomą nam osobę, druga
      natomiast to ta, gdy podchodzimy do tej osoby, aby porozmawiać.

      Powiem jak ja postępuję, mianowicie w sytuacji pierwszej nie czekam i zawsze
      kłaniam (witam)się pierwszy(no chyba, że jestem zamyślony)jest to, bowiem
      istotny w takiej sytuacji gest dostrzeżenia.
      Natomiast w sytuacji drugiej,(ale tylko, jeśli chodzi o osoby mi znane)nie
      mówię cześć na powitanie ani na pożegnanie( no chyba, że ten ktoś pierwszy to
      wymusi). Uważam, bowiem że taki gest jest jak najbardziej zbyteczny. Muszę
      jednak przyznać, że jedna znajoma czepia się o to część(zwłaszcza końcowe).
      Ja zwyczajnie tego nie czuję gdyż wyraźnie sygnalizuję, kiedy mam zamiar odejść
      i nie uważam za potrzebne mówienia już czegokolwiek na do widzenia.

      Ps., Co do tych Twoich znajomych, to jest to zwyczajna potrzeba uznania własnej
      osoby, coś jak, panicz wita Pana a Pan grzecznie odpowiada.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka