kropidlo5
16.08.12, 12:53
Wchodzenie w role ofiary (czy tkwienie w niej) nie musi sie wiazac, wg mojej obserwacji, z byciem podległym, uległym czy zastraszonym, czyż nie? Wrecz odwrotnie- bycie zbuntowanym nadmiernie to druga strona tego samego medalu. Sam wiem po sobie, że kiedy kogoś 'nienawidzę' (czytaj ludzi toksycznych z przeszlosci mojej) sam tkwie w roli ich ofiary, w roli petenta, w roli psa na smyczy ktory sie szarpie.
Zastanawia mnie, co ta rola daje. Tak sie potocznie mowi, że to wygodna pozycja- ale nie wiem, gdzie tkwi ta wygoda. Wg mnie stoi za tym wyłącznie strach, zadne pozytywne uczucia. A przynajmnien na pewnym etapie- wlasnie buntu. Rozumiem, ze może ktoś kto jesy uległy i jest mu z tym dobrze (cos za cos, oni na mnie pokrzycza, ale nie musze sie martwic co mam robic) ale co w przypadku, gdy rola ofiary wiaze sie tylko z cierpieniem, stresem itp?
Czy to tylko przyzwyczajneie? Jak z tej roli wychodzic i nabierac podmiotowosci (bo o to chyba chodzi).
zapraszam do wypowiedzi.