zelda80
05.05.13, 19:28
Witam
Nie wiem czy to dobry dział, ale napiszę tutaj.
Od kilku miesięcy spotykam się z partnerem. Oboje jesteśmy po przejściach, ale to myślę, że jest mało istotne w problemie. Może najpierw napiszę o sobie. Jestem osobą, która ma bardzo wąskie grono znajomych, mam w sobie taką cechę, której nie lubię a nie umiem jej zmienić, mianowicie nie potrafię utrzymywać głębszych relacji. Zawsze potrafiłam to z może 2, 3 osób, i jeśli były to relacje głębokie i bliskie to pokrywały moje zapotrzebowania. Mój były partner był dla mnie bardzo bliski. Byliśmy my a potem cała reszta. Po kilku latach się rozpadło. Nie bardzo mogłam odnaleźć się po rozpadzie związku, bo straciłam wtedy mojego przyjaciela, z którym bardzo dobrze się rozumiałam. Czułam się samotna. Po kilkunastu miesiącach poznałam obecnego partnera. Nie tworzymy już tak bliskiej relacji jaką miałam i jakiej bym oczekiwała. Ale akceptuje tak jak jest, nie zawsze w życiu musi być tak jak się tego w 100% chce.Problem dla mnie polega na tym, że on ma niezwykle szerokie grono znajomych. Jest bardzo lubiany w towarzystwie i z każdym znajdzie wspólny temat. Ma coś czego zawsze mi brakowało a nie potrafiłam stworzyć. Jednocześnie mi osobiście brakuje bardzo bliskości naszej wzajemnej. I tutaj pojawia się u mnie ten dysonans. Czuję zazdrość o to jego grono, choć nie okazuję mu tego. Ponadto czuję pustkę w porównaniu z tym co miałam z moim byłym. Nie umiem tego w sobie poukładać. Czasami mam wrażenie, że mój obecny ma więcej wspólnego z przyjaciółmi swoimi niż ze mną. Więcej tematów. Więcej bliskości. U niego komórka ciągle dzwoni, u mnie bardzo rzadko. Tak dla ścisłości-nie czuję nic do byłego, mamy sporadyczny kontakt, a nasza przeszłość jest całkowicie zamknięta. Natomiast czuję bardzo silne uczucie do obecnego i chciałabym, żeby to trwało jak najdłużej. Ale nie umiem sobie za bardzo poradzić z jego ogromnym życiem towarzyskim, a moim ubogim. Nie jestem osobą, która siedzi w domu, lubię wychodzić, uwielbiam ludzi, rozmowy, poznawać nowe grono. Ale nie umiem tak jak ma mój obecny, mailować o prywatnych sprawach, zwierzać się, tworzyć wiele trwałych przyjaźni. Wystarczyłaby mi bliskość z partnerem i ew 2 przyjaciółmi, dla niego bliskość jakby rozpraszała się na tysiące osób. Nie mogę się w tym odnaleźć. Czasami tak mnie to przytłacza, że chciałabym zrezygnować, ale potem myślę, że to że się z nim spotykam jest cudowne. Co mam ze sobą zrobić? Jak sobie ze sobą poradzić?