27.07.04, 11:24
z Wierszyków z dzieciństwa wyodrębniam nowy wątek:

iwan_w:

Czy to prawda, że u ludzi chorych na schizofrenię wypowiadanie określonych
słów nabiera charakteru magicznego zaklęcia? Czytałem o tym w pewnej
książeczce, tyle, że nie było to dziełko psychologiczne.

Mój kolega, u którego zdiagnozowano schizofrenię, ma swoje "zaklęcie", które
brzmi (mniej więcej) następująco: jest Bóg, ludzie są dobrzy, jest nadzieja.
Podobno wielokrotne, uporczywe powtarzanie tych słów pomaga mu w cięższych
okresach - dynamizuje nastrój, redukuje lęk.

Czy rola terapeutyczna tego typu "zaklęć" jest potwierdzona przez
psychologię/psychiatrię, ma charakter powszechny? W jakiej mierze dotyczy
chorych na schizofrenię, a w jakiej innych (dotkniętych innymi chorobami
psychicznymi lub zdrowych, dotkniętych - że tak ogólnie to ujmę -
przejściowymi stanami obniżenia nastroju)?

Zetta napisała:

To, co opisales, wyglada jak afirmacja - tylko jakie jest
pytanie? 'Amatorskie' afirmacje stosuje sie chyba od zawsze ('jakos to
bedzie', 'nie ma tego zlego...'), tak samo jak magiczne przedmioty.



Czy afirmacja jest pojęciem funkcjonującym w psychologii?
Z tego, co napisałaś, wynika też, że istnieją afirmacje nie
tylko "amatorskie".

Generalnie, chodzi mi o słowa, nabierające charakteru zaklęć magicznych.
Krótkie zdania oznajmiające. U mojego kolegi nie jest to zwykłe, jednorazowe,
wypowiedziane mimochodem "jakoś tam będzie." Słowa, które przytoczyłem,
wypowiada na głos, z naciskiem, wielokrotnie je powtarza. Przywołuje jak
gdyby określoną, pozytywną wizję świata, która została mu odebrana.


Macie swoje własne "zaklęcia"? Pomagają?

Obserwuj wątek
    • kvinna mam ostatnio coś, co 27.07.04, 11:29
      brzmi jak nazwa popularnego operatora telefonii komórkowej.
      Wypuszczam ustatmi powietrze i tę hm mantrę.

      :)

      Odpręża.

      Aha, spo-koj-nie, też do siebie gadam. I podobne.
      Prztyczek: widzę tu bardziej czerpanie z medytacji/ćwiczeń oddechowych. Naukę-
      psychologię zostawiłabym w spokoju.

      :)
    • ziemiomorze Re: zaklęcia 27.07.04, 12:30

      Jasne - afirmacje stosuje sie w nowoczesnej terapii.
      Mam wrazenie, ze w ogole powiedzenie czegos daje mozliwosc wiekszego
      doswiadczenia wypowiadanej tresci niz jej pomyslenie. Pare razy widzialam, jak
      ktos mial problem z powiedzeniem jakiegos waznego dla siebie zdania (typu 'mam
      prawo do nienawisci do rodzicow' np) - blokady byly tak silne, ze problem byl
      fizyczny, gardlo sciskalo sie tak mocno, ze ta osoba nie mogla wydac z siebie
      dzwieku. Powtarzanie takiej waznej tresci na glos ma podobno dlugotrwale i
      spektakularne skutki, bo zapada ona w nieswiadomosc i stamtad dziala.
      A, i jak twierdza znani mi praktycy afirmacji - ona musi byc sprytnie ulozona,
      to znaczy krotka, prosta i z dobrze dobranymi slowami. (Slynne 'zasluguje na
      milosc' zostalo przez mojego znajomego skrytykowane, bo 'zaslugiwac' zaklada,
      ze najpierw trzeba cos zrobic lub kims sie stac, aby za to dostac milosc).

      > Generalnie, chodzi mi o słowa, nabierające charakteru zaklęć magicznych.
      > Krótkie zdania oznajmiające. U mojego kolegi nie jest to zwykłe, jednorazowe,
      > wypowiedziane mimochodem "jakoś tam będzie." Słowa, które przytoczyłem,
      > wypowiada na głos, z naciskiem, wielokrotnie je powtarza. Przywołuje jak
      > gdyby określoną, pozytywną wizję świata, która została mu odebrana.

      Techniki afirmacyjne opieraja sie na zalozeniu ze 'rzeczywistosc jest taka,
      jaka mylisz, ze jest'; jest to dzialanie terapeutyczne, dazace do zmiany
      postawy wobec siebie i rzeczywistosci.

      > Macie swoje własne "zaklęcia"? Pomagają?

      Nie mam, chyba wyroslam. Jesli chce cos zaczarowac, to raczej nie mowie, ale
      robie tworczego.

      zed
      • kvinna modlitwy? 27.07.04, 12:35
        Też.
        Ale-nie te klepane mechanicznie.
        • ziemiomorze Re: modlitwy? 27.07.04, 12:49
          kvinna napisała:

          > Też.
          > Ale-nie te klepane mechanicznie.

          Ehehe - ktore? 'Aniele strozu'?
          Nie znam takich, ktore 'czaruja'; predzej
          Desiderata

          Ale w afirmacjach chodzi troche o cos innego - odklamanie pewnego podswiadomego
          programu, ktory realizujemy (odmawianiu sobie praw do roznych rzeczy, braku
          lacznosci z uczuciami, zycie w leku itd). Z tego, co wiem, afirmacji uzywa sie
          jako jednej z technik pracy z uzaleznionymi i ich rodzinami.

          z.
          • kvinna kochanie... 27.07.04, 13:04
            Wywalam język.

            ;)

            Przerabiałam jakieś Sondry Ray i innych.
            I pisałam: Ja,..., coś tam :)
            __
            Dlaczego właściwie się śmiejesz z "Anioła Stróża"?
            Tak na boku: wiersz Twardowskiego jest piękny.

            "Aniele Boży Stróżu mój Ty nie stój jak ta lala, tylko coś tam coś tam w te
            pędy..."

            Wcale mi nie głupio, że jeśli już rozmawiam z Niebem, to z Maryją. Bo ma w
            sobie coś ludzkiego. Jest hm osobowa. Osoba. Troska, ciepło, takie tam.
            Czułość.

            To ja się pośmieję z Desideraty. "Jest wieczna jak trawa". Czyżby?

            Ja tam będę się upierać przy łączeniu z oddechem (zwyczajna medytacja). Potem
            jest łatwiej (pogłębiony oddech, wyciszenie; Zetta? Będą się śmiać, ale - czym
            oddychasz? Bo ja już od jakiegoś czasu brzuchem :) Czyli prawidłowo) "gadać do
            siebie", wypuszczając złe emocje. Na przykład. Choćby.

            • ziemiomorze Re: kochanie... 27.07.04, 13:10
              kvinna napisała:
              > Przerabiałam jakieś Sondry Ray i innych.
              > I pisałam: Ja,..., coś tam :)

              Nie mam jej w jakims wielkim uwazaniu, nie.
              Ale wiem, ze afirmacje dzialaja - widzialam.

              > Dlaczego właściwie się śmiejesz z "Anioła Stróża"?

              Nie smieje sie. Nie podoba mi sie modlitwa po prostu.

              > Wcale mi nie głupio, że jeśli już rozmawiam z Niebem, to z Maryją. Bo ma w
              > sobie coś ludzkiego. Jest hm osobowa. Osoba. Troska, ciepło, takie tam.
              > Czułość.

              Aha - ja uwaznie czytalam to, co pisalas o swoim ojcu i nie dziwi mnie, ze
              wolisz z Maryja.

              > To ja się pośmieję z Desideraty. "Jest wieczna jak trawa". Czyżby?

              Alez tyżby.

              > Ja tam będę się upierać przy łączeniu z oddechem (zwyczajna medytacja). Potem
              > jest łatwiej (pogłębiony oddech, wyciszenie; Zetta? Będą się śmiać, ale -
              czym
              > oddychasz? Bo ja już od jakiegoś czasu brzuchem :) Czyli prawidłowo) "gadać
              do
              > siebie", wypuszczając złe emocje. Na przykład. Choćby.

              Brzuchem oddycham od czasu kolek aktorskich w liceum.
              Wywalanie emocji oddechem jest ok, ale ja wole je potrzymac w sobie i poczuc
              najpierw. Obejrzec cos, zanim wyrzuce, i podziekowac ze przyszlo.

              Ostatnio nie gadam do siebie, tylko spiewam.
              Za kilkadziesiat lat bede zeswirowana staruszka,
              zet
              • kvinna o brzuchu i emocjach 27.07.04, 13:14
                Poważnie: nie ma niebezpieczeństwa, że się ugotuję, jeśli te złe emocje
                najpierw przetrzymam w brzuchu? I podziękuję?

                Nie, dziękuję.
                • wykrywacz.klamcow Re: o brzuchu i emocjach 27.07.04, 13:24
                  Co to sa "zle emocje"?
                  • kvinna no jak to? 27.07.04, 13:36
                    agresja, nienawiść, mordercze zapędy/instynkty

                    nie doświadczasz?

                    (nie macie wrażenia, że u kobiet (?) myśli i emocje zastanawiająco często
                    wymieszane jak w tygielku niemalże?)
                    • wykrywacz.klamcow Re: no jak to? 27.07.04, 13:42
                      Doswiadczam. Tylko nie nazwalbym tego "zlymi" emocjami.
                      • ziemiomorze Re: no jak to? 27.07.04, 13:53
                        wykrywacz.klamcow napisał:

                        > Doswiadczam. Tylko nie nazwalbym tego "zlymi" emocjami.

                        A ja bym nazwala 'zlymi', ale nie zlymi.

                        zehehet
                • ziemiomorze Re: o brzuchu i emocjach 27.07.04, 13:26
                  kvinna napisała:

                  > Poważnie: nie ma niebezpieczeństwa, że się ugotuję, jeśli te złe emocje
                  > najpierw przetrzymam w brzuchu? I podziękuję?
                  >
                  > Nie, dziękuję.

                  Pomysl o zlosci jak o dziecku. Wkurzona, podskakujaca, piecioletnia Ania - i
                  co? Przyszla tak z niczego i trzeba wyrzucic czy lepiej porozmawiac?
                  Niebezpieczenstwo czego?
                  z.
                  • kvinna cholera, 27.07.04, 13:39
                    przyznaję, że jestem całością.
                    Zdarza mi się myśleć stopami (Estes pisała o widzeniu piersiami, ładne, co nie?)

                    Rozszczepić się mam? Być "ponad"?

                    Poczekaj. To ja mam z tą podskakującą rozmawiać, aha...
                    Wyprowadzę ją na spacer.
                    • ziemiomorze Re: cholera, 27.07.04, 13:57
                      kvinna napisała:

                      Jesli wywalisz tego dzieciaka, tak jak wywalasz inne, to nie jestes caloscia.
                      Sa ladne dzieci, ktore bierzesz na kolana i brzydkie, ktore wywalasz zanim
                      spytasz, co sie stalo.
                      No a one, skoro je wywalasz drzwiami, wracaja oknem.

                      Nie wiem, co 'masz' byc czy robic. Wiem, ze ja roboczo jestem i tymi emocjami i
                      kims doroslym, kto jest sie w stanie nimi zaopiekowac i zrozumiec.

                      Uh, placze sie w tych metaforach
                      z.
          • iwan_w odkłamanie czy zafałszowanie? 27.07.04, 14:54
            ziemiomorze napisała:

            > Ale w afirmacjach chodzi troche o cos innego - odklamanie pewnego
            podswiadomego programu, ktory realizujemy (odmawianiu sobie praw do roznych
            rzeczy, braku lacznosci z uczuciami, zycie w leku itd). Z tego, co wiem,
            afirmacji uzywa sie jako jednej z technik pracy z uzaleznionymi i ich rodzinami.



            Brzmi to dla mnie enigmatycznie.

            Jeżeli mówimy o "odkłamaniu", chodzi o to, że - brakuje mi odpowiednich słów -
            obiektywizujemy, odkrywamy obiektywny wizerunek własnej osoby, rzeczywistości?

            Tłumaczymy sobie, że mamy prawo do tego i tamtego, bo tak rzeczywiście jest, a
            tylko w naszych głowach powstał obraz zafałszowany, czy też może wpajamy w
            siebie przekonanie, że prawo do tego i tamtego mamy, chociaż tak naprawdę
            jesteśmy go - w świetle, powiedzmy, określonego systemu wartości - pozbawieni?

            Podawałaś przykład: "mam prawo nienawidzić własnych rodziców." Chodzi o
            likwidację poczucia winy niezależnie od tego, co jest przyczyną uczucia
            nienawiści? Niezależnie od tego, czy ma ono realne, obiektywne podstawy, czy
            zasługuje na usprawiedliwienie?

            To tak - chyba trochę bardziej z punktu widzenia etyki.

            Bardziej kontrastowo - czy złodziej stosując zaklęcie: "miałem prawo ukraść,
            więc wszystko jest w porządku", korzysta z technik afirmacyjnych?


            Hmmm. Tak sobie myślę, że dzięki technikom afirmacyjnym możemy tyleż
            odkłamywać, co fałszować obraz nas samych i otoczenia.


            Co jest punktem odniesienia? Tylko i wyłącznie dobro stosującego techniki?
            • ziemiomorze Re: odkłamanie czy zafałszowanie? 27.07.04, 16:11
              > Jeżeli mówimy o "odkłamaniu", chodzi o to, że - brakuje mi odpowiednich słów -
              > obiektywizujemy, odkrywamy obiektywny wizerunek własnej osoby, rzeczywistości?

              Tez. To ma byc tez przedluzenie pozywytnego myslenia, o ktorym ktos tu nizej
              pisal.

              > Tłumaczymy sobie, że mamy prawo do tego i tamtego, bo tak rzeczywiście jest,
              a
              > tylko w naszych głowach powstał obraz zafałszowany, czy też może wpajamy w
              > siebie przekonanie, że prawo do tego i tamtego mamy, chociaż tak naprawdę
              > jesteśmy go - w świetle, powiedzmy, określonego systemu wartości - pozbawieni?

              Mysle, ze afirmacji mozna uzyc i do tego, i do tego.
              Afirmacji uzywaja np sprzedawcy Amwaya, wbijajac sobie do glowy rozne glupstwa.
              W terapii, podejrzewam, uzywa sie jej zgodnie z etyka - inaczej to raczej nie
              mialoby sensu, nie sadzisz?

              > Podawałaś przykład: "mam prawo nienawidzić własnych rodziców." Chodzi o
              > likwidację poczucia winy niezależnie od tego, co jest przyczyną uczucia
              > nienawiści? Niezależnie od tego, czy ma ono realne, obiektywne podstawy, czy
              > zasługuje na usprawiedliwienie?

              No, iwan - a jak Ci sie wydaje?
              Co to by miala byc za terapia, ktora uczy nienawisci do bogu ducha winnych
              ludzi?

              > Bardziej kontrastowo - czy złodziej stosując zaklęcie: "miałem prawo ukraść,
              > więc wszystko jest w porządku", korzysta z technik afirmacyjnych?

              Nie. Korzysta z procesu racjonalizacji.

              > Hmmm. Tak sobie myślę, że dzięki technikom afirmacyjnym możemy tyleż
              > odkłamywać, co fałszować obraz nas samych i otoczenia.

              Tak - a wrzatkiem mozna sobie i oparzyc reke i zaparzyc herbate, a wysokim
              obcasem mozna wbic gwozdz w sciane albo wykluc komus oko...
              W zasadzie wiekszosci wynalazkow mozna uzyc tak, aby komus zrobic krzywde.

              > Co jest punktem odniesienia? Tylko i wyłącznie dobro stosującego techniki?

              W terapii - takiej, jaka znam ja - w zasadzie nie ma podzialu na dobro osoby i
              jej otoczenia. Afirmacje, podejrzewam, uklada sie tak, aby sprzyjaly i
              afirmowanemu i jego srodowisku.

              z.
              • iwan_w Re: odkłamanie czy zafałszowanie? 28.07.04, 10:46
                ziemiomorze napisała:


                > Mysle, ze afirmacji mozna uzyc i do tego, i do tego.
                > Afirmacji uzywaja np sprzedawcy Amwaya, wbijajac sobie do glowy rozne
                glupstwa.
                > W terapii, podejrzewam, uzywa sie jej zgodnie z etyka - inaczej to raczej nie
                > mialoby sensu, nie sadzisz?

                To zależy, z czyjego punktu widzenia. Jeżeli poddawany terapii miałby poczuć
                się lepiej - z jego punktu widzenia miałoby to sens, a o etykę mniejsza.


                Zetto, a tutaj?


                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=14469520&a=14476071

                I jeszcze pytanie o schizofreników. Czy u nich wiara w sprawczą moc słów
                nabiera jakiejśc szczególnej, silniejszej niż u reszty siły?

      • iwan_w Re: zaklęcia 27.07.04, 15:04
        ziemiomorze napisała:

        >
        > Jasne - afirmacje stosuje sie w nowoczesnej terapii.
        > Mam wrazenie, ze w ogole powiedzenie czegos daje mozliwosc wiekszego
        > doswiadczenia wypowiadanej tresci niz jej pomyslenie.

        A napisanie czegoś (to jest, jednego z zaklęć)? Pewnie daje możliwość głębszego
        doświadczenia wyrażonej w ten sposób treści, niż jej pomyślenie. Ale większego
        też niż jej (takie zdecydowane, napastliwe, wielokrotne) wypowiedzenie?


        > Techniki afirmacyjne opieraja sie na zalozeniu ze 'rzeczywistosc jest taka,
        > jaka mylisz, ze jest'; jest to dzialanie terapeutyczne, dazace do zmiany
        > postawy wobec siebie i rzeczywistosci.

        Ale. Czy to możliwe, aby ktoś korzystając z technik afirmacyjnych uwierzył,
        dajmy na to, w Boga albo ludzi (ich dobro)?


        > > Macie swoje własne "zaklęcia"? Pomagają?
        >
        > Nie mam, chyba wyroslam. Jesli chce cos zaczarowac, to raczej nie mowie, ale
        > robie tworczego.

        Mogłabyś o tym coś więcej powiedzieć, Zetto? Co twórczego robisz, jakiego
        rodzaju działalność masz na myśli?

        • ziemiomorze Re: zaklęcia 28.07.04, 15:38
          iwan_w napisał:
          > A napisanie czegoś (to jest, jednego z zaklęć)? Pewnie daje możliwość
          > głębszego
          > doświadczenia wyrażonej w ten sposób treści, niż jej pomyślenie. Ale
          > większego też niż jej (takie zdecydowane, napastliwe, wielokrotne)
          > wypowiedzenie?

          Podejrzewam, ze to zalezy od osoby - jej (termin chyba NLPowski) 'kanalu
          wrazliwosci' - jednym lepiej tak, innym inaczej. Mysle jednak, ze nawet jesli
          na kogos bardziej dziala pisanie i tak powinien afirmacje powtorzyc na glos
          choc pare razy - inaczej nie da sie jej poczuc w ciele.

          > Ale. Czy to możliwe, aby ktoś korzystając z technik afirmacyjnych uwierzył,
          > dajmy na to, w Boga albo ludzi (ich dobro)?

          Czyli uprac komus mozg? Nie wiem - wyobrazam sobie, ze to by sie dalo zrobic,
          ale nie prosta afirmacja, tylko czyms odrobine bardziej zaawansowanym. No i -
          kwestia trwalosci tego - na ile takie sztucznie wpojone, niekoniecznie
          prawdziwe przekonanie okazaloby sie odporne na fakty.

          > Mogłabyś o tym coś więcej powiedzieć, Zetto? Co twórczego robisz, jakiego
          > rodzaju działalność masz na myśli?

          Wczoraj to byla moussaka, a generalnie nic wielkiego - jakas dzialalnosc
          dekoratorska np.

          > jeszcze pytanie o schizofreników. Czy u nich wiara w sprawczą moc słów
          > nabiera jakiejśc szczególnej, silniejszej niż u reszty siły?

          Nie mam pojecia.
          z.
          • iwan_w Re: zaklęcia 29.07.04, 08:55
            ziemiomorze napisała:

            > > Ale. Czy to możliwe, aby ktoś korzystając z technik afirmacyjnych uwierzy
            > ł,
            > > dajmy na to, w Boga albo ludzi (ich dobro)?
            >
            > Czyli uprac komus mozg? Nie wiem - wyobrazam sobie, ze to by sie dalo zrobic,
            > ale nie prosta afirmacja, tylko czyms odrobine bardziej zaawansowanym. No i -
            > kwestia trwalosci tego - na ile takie sztucznie wpojone, niekoniecznie
            > prawdziwe przekonanie okazaloby sie odporne na fakty.


            Co mogłoby być tym czymś "odrobinę bardziej zaawansowanym"?

            Znasz jakieś opracowania na taki lub zbliżony temat? Coś godnego polecenia?






            • ziemiomorze Re: zaklęcia 29.07.04, 18:35
              iwan_w napisał:
              > Co mogłoby być tym czymś "odrobinę bardziej zaawansowanym"?

              No nie wiem - wyobrazam sobie, ze do wtlaczania w glowe jakiegos zdania
              trzebaby bylo obiekt zdeprywowac. Czemu pytasz?

              > Znasz jakieś opracowania na taki lub zbliżony temat? Coś godnego polecenia?

              Kvinny sie spytaj chyba. I - guglaj - tak albo podobnie:
              www.google.pl/search?hl=pl&ie=UTF-8&q=afirmacja+terapia&lr=
              www.google.pl/search?hl=pl&ie=UTF-8&q=afirmacja+NLP&lr=
              • iwan_w Re: zaklęcia 30.07.04, 12:14
                ziemiomorze napisała:

                > No nie wiem - wyobrazam sobie, ze do wtlaczania w glowe jakiegos zdania
                > trzebaby bylo obiekt zdeprywowac. Czemu pytasz?


                To ciekawe zagadnienie. Wtłoczyć komuś do głowy np. wiarę w Boga. Komuś, kto
                nie wierzy, chociaż chciałby. Dokonać takiego przewartościowania.


                > > Znasz jakieś opracowania na taki lub zbliżony temat? Coś godnego poleceni
                > a?
                >
                > Kvinny sie spytaj chyba. I - guglaj - tak albo podobnie:
                > www.google.pl/search?hl=pl&ie=UTF-8&q=afirmacja+terapia&lr=
                > www.google.pl/search?hl=pl&ie=UTF-8&q=afirmacja+NLP&lr=
                >

                Dzięki, ale myślałem o namiarach na coś radykalniejszego, o czym wspominałaś.
                Coś do prania mózgu.
                • kvinna Ty? iwan_w? Dlaczego mnie nie pytasz? 30.07.04, 15:04
                  Spróbuję poszukać.
                  Na przyszły tydzień, choć sam temat nigdy specjalnie nie wydał mi się zabawny.
                  Nasunęło mi się ad hoc SEKTY.

                  Rozmawiałam kiedyś z niegłupim kolesiem, który był czas jakiś w Rodzinie. Jako
                  spadek zostały mu próby manipulowania innymi, ale kłócąc się z nim strasznie
                  zawsze mu mówiłam, że nie na wszytskich to działa, że można przejrzeć sekciarza
                  i nie dać się wciągnąć. Szczególnie wtedy, jeśli człowiek ma zaspokojone
                  podstawowe potrzeby (dach nad głową, ma co jeść, nie jest jakoś mocno
                  osamotniony).

                  Hm, przyznaję, że Krishnaici po jakimś festiwalu tak jakoś zakręcili moim 16-
                  letnim umysłem, że pomyślałam "A może by tak w Bieszczady? do nich?" Uff,
                  przeszło.

                  To tyle jeśli chodzi o anegdoty.
                  Materiał merytoryczny dla Iwana Groźnego ;) niebawem.



                  • iwan_w a już sądziłem, że na dziś koniec z logowaniem ;) 30.07.04, 15:34
                    Trzeba Ci wiedzieć, że moje lenistwo w porze upałów osiąga apogeum:)

                    Co do mojej prośby - być może źle się wyraziłem, ale idzie mi nie tyle o
                    manipulację umysłami innych, co o wbicie sobie samemu do głowy określonego
                    poglądu/przekonania, z własnej woli, świadomie, samodzielnie lub przy pomocy
                    specjalistów. Dlatego nawiązanie do sekt wydaje mi się nie do końca adekwatne.

                    A tak między słowami - obejrzałaś wczorajszy film Coppoli? Bo mnie uśpiły
                    alkohol, upał i zmęczenie...
                    • kvinna o...Ty mówisz :) 30.07.04, 15:40
                      Tylko słuchałam. Szukałam ośmiu zagubionych biletów do kina (firma rzuca
                      czasem) i się k... zgubiły...

                      Całkiem utalentowana kobieta, ta Coppola. Parę ładnych zdjeć, ale generalnie
                      okres adolescencji przygnębiający bardzo.

                      Co do Twojej prośby - czyżby chodziło Ci o programowanie? Chcesz być psem
                      Pawłowa? Bo ja tam wolę między b(odźcem) a r(eakcją) jeszcze coś tam mieć.
                      Myśli jakieś... Chyba, że chodzi o ziewanie, mruganie okiem. To wtedy
                      bezwarunkowo.

                      ;)

                      Jest taka książka St. Miki (psycholog społeczny), gdzie o skutecznych zmianach
                      samego siebie, a wcześniej myślenia. Tytułu nie pamiętam, ale coś w tym stylu.

                      A może konkrety?
                      • iwan_w Re: o...Ty mówisz :) 02.08.04, 08:16
                        aaaadoooleeesceeencjaaaa

                        (sprawdzić w kopaliński online)

                        konkrety? jakie konkrety?
                        • kvinna Sprawdziłeś? 02.08.04, 13:30
                          Jeśli napiszesz, czego właściwie w tej przepastnej torbie poszukujesz, to
                          będzie łatwiej dokądś Cię przekierować.

                          Indoktrynacja? Samego siebie?
                          A może chcesz skuteczniej podrywać?

                          p.s. dojrzewanie, po prostu.

                          Tu pada. A u Ciebie?
                          • iwan_w S. Mikę? no-no 02.08.04, 15:36
                            Empik wprawdzie wizytowałem nie dalej jak wczoraj (są efekty), ale zaklęć nie
                            poszukiwałem, nazwiska Miki nie pamiętałem.



                            p.s. domyśliłem się, po prostu:)

                            Zakładasz, że u mnie może nie padać kiedy u Ciebie tak?
                            • kvinna Psycholog społeczny 02.08.04, 15:58
                              Masz: Jak modyfikować własne zachowania (tę czytałam na pewno, chyba seria
                              Logos, ostatnie wyd. chyba 92 r.

                              Możesz sobie zajrzeć też tu: Mika "O różnych drogach samodoskonalenia". Tę
                              przerzuciłam.

                              Trochę "obok", ale o temat ociera się, ociera.

                              Co pan szanowny kupił w empiku?

                              Chmurzy się.
                              • iwan_w Re: Psycholog społeczny 02.08.04, 16:12
                                Dzięki za namiary.

                                Pan kupił dwie księgi: Księgę podróży Werbera i Księgę herbaty Kakuzo. Objętość
                                każdej z nich skromna (mały format, około stu stron), cena nie, więc się wahał,
                                ale ostatecznie zdecydował, że tak.

                                Wrażenia z przejrzenia - świetny, poetycki styl; księga pierwsza o mnie/o
                                Tobie, księga druga bardziej o tao i zen niż herbacie.


                                Czas na mnie,

                                tym razem nie ma piwa,

                                do jutra dam radę;)
                                • kvinna uśmiech 02.08.04, 16:22
                                  życz mi, aby Mój Mężczyzna był do Ciebie troszkę podobny. W zen. I w herbacie ;)
                                  (bo jeszcze go nie ma ;) kiedyś był, teraz nie ma, bywa)

                                  To jeszcze jedna wskazówka:

                                  Kawabata Yasunari.

                                  "Śpiące piękności"
                                  "Głos góry"
                                  "Tysiąc żurawi"
                                  i inne.

                                  Literatura japońska to jest to.

                                  I "Sedno rzeczy".
                                  Natsume Soseki.

                                  Bywajcie, Groźny.


                • ziemiomorze Re: zaklęcia 30.07.04, 15:51
                  iwan_w napisał:
                  > To ciekawe zagadnienie. Wtłoczyć komuś do głowy np. wiarę w Boga. Komuś, kto
                  > nie wierzy, chociaż chciałby. Dokonać takiego przewartościowania.

                  Takie rzeczy sie robilo i robi - najwiekszy rozkwit technik prania mozgu
                  nastapil chyba w zeszlym stuleciu, robili to Japonczycy, Amerykanie, Chinczycy
                  i ZSSR. Wtlaczali rozne rzeczy - wiare w Boga pewnie tez by sie dalo. Nadal -
                  jest pytanie, jak to sie 'sprawdza w praniu'.

                  > Dzięki, ale myślałem o namiarach na coś radykalniejszego, o czym wspominałaś.
                  > Coś do prania mózgu.

                  Domowo chcesz robic?
                  Czemu Cie to interesuje?

                  z.
                  • iwan_w Re: zaklęcia 01.08.04, 16:24
                    ziemiomorze napisała:

                    > Domowo chcesz robic?
                    > Czemu Cie to interesuje?
                    >
                    > z.

                    Póki co, to wyłącznie TEOretyczne zainteresowanie. Póki co:)

    • Gość: baba zona Re: zaklęcia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 12:43
      > Macie swoje własne "zaklęcia"? Pomagają?

      Jasne, ze tak :))
      Tyle ze w moim przypadku dzialaja raczej jako wyarykulowane pozytywne myslenie.
      • iwan_w Re: zaklęcia 27.07.04, 15:11
        Nie wiem, czy i ja nie powinienem zaaplikować sobie kilku zastrzyków tego
        rodzaju;)
        • Gość: baba zona Re: zaklęcia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 15:37
          Polecam, sa skuteczne ;))))
    • walon_tkowa Re: zaklęcia 27.07.04, 12:52
      iwan_w napisał:

      > z Wierszyków z dzieciństwa wyodrębniam nowy wątek:
      >
      > iwan_w:
      >
      > Czy to prawda, że u ludzi chorych na schizofrenię wypowiadanie określonych
      > słów nabiera charakteru magicznego zaklęcia? Czytałem o tym w pewnej
      > książeczce, tyle, że nie było to dziełko psychologiczne.
      >
      > Mój kolega, u którego zdiagnozowano schizofrenię, ma swoje "zaklęcie", które
      > brzmi (mniej więcej) następująco: jest Bóg, ludzie są dobrzy, jest nadzieja.
      > Podobno wielokrotne, uporczywe powtarzanie tych słów pomaga mu w cięższych
      > okresach - dynamizuje nastrój, redukuje lęk.
      >
      > Czy rola terapeutyczna tego typu "zaklęć" jest potwierdzona przez
      > psychologię/psychiatrię, ma charakter powszechny? W jakiej mierze dotyczy
      > chorych na schizofrenię, a w jakiej innych (dotkniętych innymi chorobami
      > psychicznymi lub zdrowych, dotkniętych - że tak ogólnie to ujmę -
      > przejściowymi stanami obniżenia nastroju)?
      >
      > Zetta napisała:
      >
      > To, co opisales, wyglada jak afirmacja - tylko jakie jest
      > pytanie? 'Amatorskie' afirmacje stosuje sie chyba od zawsze ('jakos to
      > bedzie', 'nie ma tego zlego...'), tak samo jak magiczne przedmioty.
      >
      >
      >
      > Czy afirmacja jest pojęciem funkcjonującym w psychologii?
      > Z tego, co napisałaś, wynika też, że istnieją afirmacje nie
      > tylko "amatorskie".
      >
      > Generalnie, chodzi mi o słowa, nabierające charakteru zaklęć magicznych.
      > Krótkie zdania oznajmiające. U mojego kolegi nie jest to zwykłe, jednorazowe,
      > wypowiedziane mimochodem "jakoś tam będzie." Słowa, które przytoczyłem,
      > wypowiada na głos, z naciskiem, wielokrotnie je powtarza. Przywołuje jak
      > gdyby określoną, pozytywną wizję świata, która została mu odebrana.
      >
      >
      > Macie swoje własne "zaklęcia"? Pomagają?



      znasz bajke o slimaku?

      konczylo sie to, zdaje sie, stwierdzeniem : "za duzo mowisz".
      • iwan_w Re: zaklęcia 27.07.04, 15:12
        walon_tkowa napisała:

        > iwan_w napisał:
        >
        > > z Wierszyków z dzieciństwa wyodrębniam nowy wątek:
        > >
        > > iwan_w:
        > >
        > > Czy to prawda, że u ludzi chorych na schizofrenię wypowiadanie określonyc
        > h
        > > słów nabiera charakteru magicznego zaklęcia? Czytałem o tym w pewnej
        > > książeczce, tyle, że nie było to dziełko psychologiczne.
        > >
        > > Mój kolega, u którego zdiagnozowano schizofrenię, ma swoje "zaklęcie", kt
        > óre
        > > brzmi (mniej więcej) następująco: jest Bóg, ludzie są dobrzy, jest nadzie
        > ja.
        > > Podobno wielokrotne, uporczywe powtarzanie tych słów pomaga mu w cięższyc
        > h
        > > okresach - dynamizuje nastrój, redukuje lęk.
        > >
        > > Czy rola terapeutyczna tego typu "zaklęć" jest potwierdzona przez
        > > psychologię/psychiatrię, ma charakter powszechny? W jakiej mierze dotyczy
        >
        > > chorych na schizofrenię, a w jakiej innych (dotkniętych innymi chorobami
        > > psychicznymi lub zdrowych, dotkniętych - że tak ogólnie to ujmę -
        > > przejściowymi stanami obniżenia nastroju)?
        > >
        > > Zetta napisała:
        > >
        > > To, co opisales, wyglada jak afirmacja - tylko jakie jest
        > > pytanie? 'Amatorskie' afirmacje stosuje sie chyba od zawsze ('jakos to
        > > bedzie', 'nie ma tego zlego...'), tak samo jak magiczne przedmioty.
        > >
        > >
        > >
        > > Czy afirmacja jest pojęciem funkcjonującym w psychologii?
        > > Z tego, co napisałaś, wynika też, że istnieją afirmacje nie
        > > tylko "amatorskie".
        > >
        > > Generalnie, chodzi mi o słowa, nabierające charakteru zaklęć magicznych.
        > > Krótkie zdania oznajmiające. U mojego kolegi nie jest to zwykłe, jednoraz
        > owe,
        > > wypowiedziane mimochodem "jakoś tam będzie." Słowa, które przytoczyłem,
        > > wypowiada na głos, z naciskiem, wielokrotnie je powtarza. Przywołuje jak
        > > gdyby określoną, pozytywną wizję świata, która została mu odebrana.
        > >
        > >
        > > Macie swoje własne "zaklęcia"? Pomagają?
        >
        >
        >
        > znasz bajke o slimaku?
        >
        > konczylo sie to, zdaje sie, stwierdzeniem : "za duzo mowisz".


        Nie znam bajki o slimaku.
    • amelia7 Re: zaklęcia 27.07.04, 13:09
      Niektóre z wyczytanych gdzieś:

      To co nas nie zabija, czyni nas silniejszymi.

      Śpiesz sie powoli.

      Nikt sie mistrzem nie urodził.

      Żyj teraźniejszością. Przeszłości nie zmienisz, przyszłośc jest nieznana.

      I z tradycji AA:

      Zostaw, oddaj Bogu.

      Powoli, lecz pewnie.
      • kvinna to chyba bardziej sentencje... 27.07.04, 13:10
        Albo mądrości ludowe (które lubię).

        Chyba najbardziej afirmacyjne są te z AA...
        • amelia7 Re: to chyba bardziej sentencje... 27.07.04, 13:58
          Faktycznie, afirmacje to to nie są :)

          Ale sa to sentencje, które mi często pomagają (i wiele innych). Jakoś nie lubię
          wmawiania sobie, że jest się wspaniałym, pięknym i bogatym. Bardziej pomaga mi
          pozytywne myslenie, ale nie w takiej prymitywnej postaci, tylko np. to, co
          pisze Anselm Grun.
    • mskaiq Re: zaklęcia 01.08.04, 17:16
      Nasze uczucia maja bardzo silny wplyw na nasze mysli. Jesli czujemy sie zle
      nasze mysli sa rowniez negatywne. To samo jest prawdziwe w przeciwna strone.
      Jesli nasze mysli sa pozytywne przenosza sie one na sfere uczuc, zaczynamy sie
      czuc fizycznie lepiej. Jesli mysli sa negatywne nasze fizyczne odczucia rowniez.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • Gość: Prezo Re: zaklęcia IP: *.joint.lan / *.internetdsl.tpnet.pl 01.08.04, 21:40
        moje afirmacje to ...tekst Boba Marleja ktory zawrze mi pomaga i towarzyszy -chociaz niewiele mam z regge wspolnego
        ..."ewry thing gonna be on right,ewry thing gonna be on righ" -spiewam to sobie
        ... a jak ide na randke.."jestem przystojny , pożądany, odważny " ...i taki sie staje !

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka