daden
19.07.13, 18:24
Witam!
Błagam, przeczytajcie to. Nikt nie moze mi pomoc a to niszczy moje zycie...
Otóż podobno dzieciństwo odgrywa ważna rolę na to jakimi stajemy się w dorosłym zyciu. NIe wiem czy problem tkwi własnie od czasu dzieciństwa bo mam trójke rodzenstwa w podobnym wieku, a z pewnością oni nie mają takiego problemu jak ja.... w wieku 6-7lat miałam wypadek. przez nieuwagę mojej babci wpakowałam sie do właczonej maszyny. skutek był taki ze lekarze musieli amputowac palec u reki. od tamtego czasu panicznie boje się wszystkiego. to był okres poznawania ludzi :/wydaje mi sie ze w takim wieku czloweik niczego nie rozumie i jak cos sie dzieje to przyswaja to nie wiedząc w czym problem. w nocy czasami mi sie przypomniają takie sytaucje np jak nikt nie chciał mnie złapac za reke, pamietam ze jak trzeba było trzymac sie za rece to kazdy dosłownie uciekal ode mnie, jak trzeba było sie bawic i mozna bylo wybrac sobie ludzi ja zawsze byłam ostatnia. tak sie zlozyo ze nawet nie moglam miec wsparcia od mojej wychowawczyni (to moja ciotka) ktora zawsze chciała udowodnic to ze pomimo ze jest moją ciotką to nie wywyzsza mnie. czasami nie miała ochoty mnie wybrac do przedstawien, raz było tak ze cała klasa przedstawiala a mnie jako jedyną posadziła pod scenę. pamietam ze przy ich wystepie az poleciały mi łzy. o kontaktach z chlopakami zas nie było mowy... kolezanki niby miałam ale ogolnie zawsze byłam cicha, chyba tez zamknieta...
w domu niby miałam 3 rodzenstwa ale zawsze sie kłocilismy, pamietm ze moja babcia czuła sie winna i to ona ciagle mnie wywyzszała a ze to ona nas wychowywala to ciagle spedzalismy z nią czas. oni tego nie rozumieli. dopiero teraz przypominam jak mnie odtracali, zamykali przede mna drzwi... pewnej nocy awet zaczeli mnie dusic, gdyby babcia w pore by nie przyszla... :((. nie mialam do nikogo sie poskarzyc, rodzice nie zauwazali problemu bo ciagle ich nie bylo w domu, gdy chcialam sie pozalic na wstepie mowili ze przesadzam.. teraz z rodzenstwem mam bdob kontakty w porownaniu z przeszloscia...
terazniejszosc jest taka: ze jeszcze 2lata temu unikalam ludzi, rodzenstwo chodzilo na imprezy a ja siedzialam w domu, ciagle mialam zle nastroje, depresje. próbowalam sie odchudzic, popadłam w anoreksje teraz bulimie. rodzice nie wiedza o bulimii ale nie mogli zniesc moich chwiejnych nastrojów, zaprowadzili mnie siłą do psychoterapeuty. terapia nic nie dała. jakoś nie mogłam sie porozumiec z babką. ona wiecznie nalegała abym to ja opowiadała szczegolnie o dziecinstwie- nic nie pamietałam. probowałam przypomniec. dopiero teraz budze sie w nocy ze wspomnieniami.. po terapii moje nastroje wróćiły. od czasu do czasu nie dam rady wstac z łozka, moja pewnosc siebie siega dna, na studiach ledwo zaliczam egzaminy, nienawidze siebie. teraz jest troche inaczej, wychodze do ludzi, chodze na imprezy, poznaje nowych ludzi. najgorzej mi idzie z zapoznaniem, gdy witam sie z ludzmi usciskiem dłoni ciagle obawiam sie ze zauwaza moj brak, odrzucą mnie. panicznie sie boję odrzucenia czy tez krytyki na moj temat. po takich stresujacych przypadkach czesto mam w sobie takie emocje ze jedynie co moze mnie uspokoic to slodycze. czsami zdarzaja sie olbrzymie napady :/ to taki wilczy głod. :/ po którym mam depresje. wtedy nie rozmawiam z ludzmi, unikam ich. głownie cierpi na tym moja rodzina. przemują się moją sytuacją ale nie mogą mi pomoc. nie rozumieją mnie, mama ciagle powtarza ze grzesze tym co robie, kaze ciagle chodzic do spowiedzi, praktycznie zero wsparcia :/ ja sama siebie nie rozumialam, teraz zaczynam rozumiec ze to moze są nastepstwa z przykrego dziecinstwa.. (???) prosze o odpowiedz, takie napady wilczego głodu i depresja mogą być tego usprawiedliwieniem? jak temu zaradzic? to niszczy mooje zycie!! :/