ziemiomorze
19.08.04, 15:22
Na moim blokowisku, na ktorym dorastalam, mieszkal Szkot.
Nie dosc, ze nie byl Polakiem , a w Polsce, to juz w tamtych czasach czynilo
go juz dziwakiem, to jeszcze spiewal, kiedy chodzil po ulicach, ubieral sie
jak Sherlock Holmes i byl bardzo mily, podejrzanie mily, kazdemu sie klanial.
To byl moj pierwszy znany ekscentryk.
Nie jest duzo ich u nas, ukrywaja sie, niesmialo (co u ekscentrykow dziwne,
bo ekstrawagancja jest ich znakiem firmowym) sie ukrywaja. Mala tolerancja
spoleczna, trzeba wyrownac.
Dlaczego ekscentrycy kluja w oczy?
Skad sie biora?
Gdzie jest (o ile istnieje) granica miedzy ekscentrycznocia a zaburzeniem?
z.