asia3
03.04.02, 09:19
Dwa lata temu poznalam faceta. Zostalam jego kochanka. Romans trwał ponad rok.
Nawet nie mogę tego nazwac romansem a raczej zwiazkiem. Codzienne telefony
czeste spotkania i emocje nakrecone do granic mozliwosci. Facet przyhamował w
rezultacie zaczelo się sypac i można powiedziec ze przestalo istnieć ale...no
wlasnie on jednka pilnuje jak pies ogrodnika. Srednio raz w miesiacu nawiazuje
ze mna kontakt i mowi ze kocha i teskni i ze chce powortu ale już oczywscie nie
na takich warunkach jak kiedys. Oczywscie te rozmowu koncza się klotnia i cisza
na kolejny miesiac. On znow się pojawia i sprawdza czy nadal jestem na jego
smyczy. Na pocztaku takich niby kontaktow jakos sobie radzilam tzn po kolejnej
klotni i takim rozstaniu nie przezywalam tego mocno wrecz odwrotnie czulam może
nawet ulge ze mam go z glowy. Ale ostatnio jest inaczej po każdej burzliwie
rozmowie bo tylko takie mozemy teraz ze soba prowadzic i po kolenym „rozstaniu”
co raz ciezej mi dojsc do siebie, czuje się bardzo rozbita i zagubiona. Jak
przeciac smyc na ktorej daje się trzymac od roku ???